BESIEKIERY

ruina zamku rycerskiego

ZAMEK W BESIEKIERACH – NIECO NADGRYZIONY CZASEM, ALE WCIĄŻ FOTOGENICZNY

DZIEJE ZAMKU


Wśród miłośników zam­ko­wych uro­ków krą­ży od daw­na po­gląd — dość trwa­ły, by przyl­gnąć do ru­in ni­czym mech do basz­ty — że mu­ro­wa­ną wa­row­nię w Be­sie­kie­rach wzniósł pod ko­niec XV wie­ku wo­je­wo­da łę­czy­cki Mi­ko­łaj z Wa­rzy­mo­wa So­ko­łow­ski. Choć brzmi to jak god­na za­pi­sa­nia w her­ba­rzu praw­da, trud­no ją po­twier­dzić źró­dło­wo. Prze­de wszyst­kim dla­te­go, że po­stać o ta­kim imie­niu i ty­tu­le nie fi­gu­ru­je wśród urzęd­ni­ków łę­czy­ckich tam­te­go cza­su — choć nie spo­sób wy­klu­czyć, że ko­muś ta­ką wer­sję dzie­jów po pro­stu do­brze się opo­wia­da­ło.

POŁUDNIOWO-ZACHODNIA ODSŁONA – RUINA Z KLASĄ I WIDOKIEM NA WIEKI

Tymczasem, jak wy­ni­ka nie ty­le z opo­wie­ści przy og­ni­sku, co z do­ku­men­tów o nie­co chłod­niej­szym to­nie, wieś Be­sie­kie­ry znaj­do­wa­ła się wów­czas w rę­kach ro­du Po­mia­nów So­ko­łow­skich z Wrzą­cej ko­ło Ko­ni­na. To wła­śnie wśród nich na­le­ży szu­kać fun­da­to­ra tej – dziś już po­waż­nie nad­wą­tlo­nej przez czas – re­zy­den­cji obron­nej. Naj­czę­ściej wska­zu­je się na jed­ne­go z dwóch przed­sta­wi­cie­li ro­du: stol­ni­ka brze­skie­go Stolnik – w Polsce do XIII w. urzędnik sprawujący pieczę nad stołem panującego. Do jego obowiązków należało nakrycie stołu do uczty, a w czasie jej trwania kierowanie podawaniem potraw. Od XV w. honorowy urząd ziemski. Mi­ko­ła­ja So­ko­łow­skie­go z Wrzą­cej lub je­go krew­ne­go, Woj­cie­cha So­ko­łow­skie­go. Któ­ry z nich rze­czy­wi­ście zde­cy­do­wał się wznieść ce­gla­ne mu­ry po­śród łę­czy­ckich rów­nin — te­go nie spo­sób dziś roz­strzy­gnąć. Pew­ne jest na­to­miast, że dzie­ło to nie wy­szło spod rę­ki by­le ko­go, lecz wła­ści­cie­la, któ­ry w mu­rach i basz­tach wi­dział nie tyl­ko schro­nie­nie, ale i znak ro­do­wej am­bi­cji.

BRAMA MOŻE NIEPEŁNA, ALE GOŚCINNOŚĆ PEŁNA – ZAPRASZAMY DO RUIN

Około roku 1600 wa­row­nia prze­szła z rąk ro­du fun­da­to­rów w rę­ce wy­so­ko po­sta­wio­nej kli­en­te­li. Krzy­sztof So­ko­łow­ski, po­to­mek bu­dow­ni­cze­go zam­ku, sprze­dał po­sia­dłość nie by­le ko­mu — bo sa­me­mu kar­dy­na­ło­wi An­drze­jo­wi Ba­to­re­mu (zm. 1599), bra­tan­ko­wi kró­la Ste­fa­na Ba­to­re­go , a za­ra­zem bi­sku­po­wi war­miń­skie­mu. Po śmier­ci hie­rar­chy za­mek tra­fił w rę­ce Zo­fii Ba­to­rów­ny (zm. 1680), wnucz­ki zmar­łe­go kró­la, oraz jej mę­ża, Je­rze­go Ra­ko­cze­go (zm. 1660).

W połowie XVII wie­ku nad­szedł czas Ja­na Szy­mo­na Szcza­wiń­skie­go her­bu Praw­dzic (zm. 1654) — kasz­te­la­na Kasztelan (łac. comes castellanus, komes grodowy, żupan) – urzędnik lokalny w dawnej Polsce. Zajmował się administracją gospodarczą (ściąganiem danin na rzecz panującego), obroną i sądownictwem na terenie kasztelanii. Podlegali mu chorąży, wojski, sędzia grodowy i włodarz. , a póź­niej wo­je­wo­dy brze­sko­ku­jaw­skie­go Wojewoda - organ administracji państwowej w Polsce. W I Rzeczypospolitej wojewodowie należeli do grona urzędów senatorskich, jednak w zależności od terenów, z których pochodzili, mieli różne kompetencje. Urząd wojewody zaczął funkcjonować w czasach nowożytnych w Koronie, a częściowo na Litwie, jako zwierzchnik województwa i jego administracji, ale z iluzoryczną władzą. — któ­ry przed ro­kiem 1653 za­mek zmo­der­ni­zo­wał i roz­bu­do­wał. Mó­wiąc wprost: dźwig­nął go z ru­iny i przy­wró­cił do świet­no­ści, ja­ką rzad­ko cie­szy­ły się szla­che­ckie sie­dzi­by tej oko­li­cy. Nie­ste­ty, blask ten nie trwał dłu­go. Ko­lej­ne de­ka­dy przy­nio­sły woj­ny, za­ra­zy i ogól­ne zubo­że­nie Rze­czy­po­spo­li­tej, do­ty­ka­ją­ce rów­nież sta­ny, któ­re do­tąd mo­gły po­zwo­lić so­bie na mar­mu­ry i blan­ki.

MRÓZ ŚCISNĄŁ FOSĘ, ALE ZAMEK SIĘ NIE PODDAJE – TWARDY ZAWODNIK!

Wiek XVII prze­mi­nął, a wraz z nim zga­sła na­dzie­ja na trwa­łe odro­dze­nie zam­ku. Nad­szedł wiek XVIII — czas jesz­cze mniej ła­ska­wy dla go­ty­ckich re­zy­den­cji, i to nie tyl­ko z po­wo­dów fi­nan­so­wych, lecz tak­że świa­to­po­glą­do­wych. Epo­ka szu­ka­ła ele­gan­cji, nie obron­no­ści; pa­ła­ców z ogro­dem, nie zam­ków z wil­go­cią w lo­chach. I tak Be­sie­kie­ry, choć ni­gdy nie im­po­nu­ją­ce ska­lą, za­czę­ły nie­uchron­nie po­pa­dać w za­pom­nie­nie.

W roku 1731 za­mek w Be­sie­kie­rach na­wie­dził po­żar, któ­ry szcze­gól­nie do­tkli­wie uszko­dził par­tie przy­bram­ne. Choć ka­ta­stro­fa mo­gła stać się im­pul­sem do grun­to­wnej prze­bu­do­wy, ów­cze­śni wła­ści­cie­le, Ga­jew­scy, ogra­ni­czy­li się je­dy­nie do nie­wiel­kie­go re­mon­tu. Przy tej oka­zji ro­ze­bra­no pię­tro bu­dyn­ku miesz­kal­ne­go — za­pew­ne bar­dziej z oszczęd­no­ści niż z po­wo­du zmia­ny kon­cep­cji ar­chi­tek­to­nicz­nej.

POŁUDNIOWO-WSCHODNI PROFIL ZAMKU – MALOWNICZA KOMPOZYCJA CEGLANEJ HISTORII I ZIMOWEJ CISZY

Spośród wie­lu opi­sów in­wen­ta­rzo­wych zam­ku szcze­gól­ną war­tość ma sto­sun­ko­wo do­kład­ny spis z 1733 ro­ku, spo­rzą­dzo­ny już po po­ża­rze, gdy wa­row­nia znaj­do­wa­ła się w rę­kach Mi­ko­ła­ja Szcza­wiń­skie­go. Do­ku­ment ten sta­no­wi dziś waż­ne źró­dło wie­dzy o sta­nie obiek­tu u pro­gu je­go osta­tecz­ne­go schył­ku. Na uwa­gę za­słu­gu­je rów­nież kil­ka wcze­śniej­szych re­la­cji. Jed­na z nich, nie­opa­trzo­na da­tą, lecz naj­praw­do­po­dob­niej po­cho­dzą­ca z XVII wie­ku, za­cho­wa­ła się w po­sta­ci moc­no nad­we­rę­żo­nej księ­gi, któ­rej kar­ty led­wo trzy­ma­ją się ca­ło­ści, a czy­tel­ność po­zo­sta­wia wie­le do ży­cze­nia. Mi­mo to za­wie­ra ona kil­ka cen­nych szcze­gó­łów: wspo­mi­na mię­dzy in­ny­mi o wy­po­sa­że­niu ka­pli­cy zam­ko­wej, a tak­że o oso­bli­wym in­stru­men­cie — kla­wi­cym­ba­le wiel­kim zie­lo­no ma­lo­wa­nym, któ­ry naj­wy­raź­niej przez la­ta sta­no­wił nie­co­dzien­ny ak­cent wśród wy­po­sa­że­nia wa­row­ni.

Nie brak w niej rów­nież in­for­ma­cji o mi­li­tar­nym za­ple­czu obiek­tu. Wśród za­pi­sa­nych przed­mio­tów zna­la­zło się kil­ka rur musz­kie­to­wych star­szych, jak rów­nież ele­men­ty uzbro­je­nia ochron­ne­go: bla­chy pan­cer­ne przed­nie i tyl­ne, dwa kąr­wa­sze Kąrwasz (z węgierskiego karwos, w jęz. perskim bazuband) – rodzaj płytowego zarękawia o łyżkowatej formie, pochodzenia wschodniego. , trzy szy­sza­ki Szyszak – termin odnoszący się do dwóch konstrukcji hełmu otwartego: średniowiecznego, którego dzwon uformowany był w bardzo wysoki stożek, oraz nowożytnego, używanego m.in. przez husarię, z dzwonem wyposażonym w dodatkowe elementy: daszek, policzki, folgowany nakarczek, oraz podnoszony nosal. i in­ne świa­de­ctwa cza­sów, gdy za­mek — choć mo­że nie im­po­nu­jący roz­mia­rem — wciąż jesz­cze trzy­mał fa­son obron­ny.

BESIEKIERY NA LITOGRAFII J. FREYA Z 1844 ROKU – JESZCZE Z DACHAMI, WIEŻĄ W KOMPLECIE I ŚLADAMI ŻYCIA WOKÓŁ ZAMKU

W połowie XIX stu­le­cia za­mek w Be­sie­kie­rach był już cie­niem sa­me­go sie­bie. Ob­ni­żo­ny, po­kry­ty strze­chą bu­dy­nek miesz­kal­ny peł­nił jesz­cze funk­cje go­spo­dar­cze, lecz z upły­wem cza­su tak­że i one wy­ga­sły. W koń­cu po­zo­sta­ło­ści daw­nej wa­row­ni za­czę­ły słu­żyć no­we­mu ce­lo­wi — ja­ko do­god­ny, bo dar­mo­wy re­zer­wu­ar ma­te­ria­łów bu­dow­la­nych. Jak to zwy­kle by­wa­ło, mu­ry, któ­re kie­dyś mia­ły chro­nić przed wro­giem, zo­sta­ły osta­tecz­nie ro­ze­bra­ne przez są­sia­dów.

W piśmie z 13 lu­te­go 1896 ro­ku na­czel­nik po­wia­tu łę­czy­ckie­go ra­por­to­wał bez­na­mię­tnie, choć nie bez od­cie­nia kon­ster­na­cji: [...] mam za­szczyt po­in­for­mo­wać, że ma­ją­tek Be­sie­kie­ry, po­ło­żo­ny w gmi­nie Gra­bów, w pod­le­głym mi po­wie­cie, sta­no­wi wła­sność pry­wat­ną; na­le­żał on do zmar­łe­go już zie­mia­ni­na Ko­se­ckie­go, któ­ry sprze­dał go sto­wa­rzy­sze­niu chło­pów, ra­zem ze znaj­du­ją­cym się na zie­miach zam­kiem sta­ro­żyt­nym, ta­kiej sa­mej na­zwy, pod wa­run­kiem, że je­go roz­biór­ka jest za­ka­za­na. Za­mek ten jest w sta­nie ru­iny, i po­dob­nie jak w prze­szło­ści, tak i obec­nie nie by­ło tam żad­nych wy­ko­pa­lisk.

OSTATNIE ECHA ŚREDNIOWIECZNEJ POTĘGI – W XIX WIEKU ZAMEK W BESIEKIERACH BYŁ JUŻ TYLKO CICHYM ŚWIADKIEM SWOJEGO UPADKU

Zaledwie trzy de­ka­dy wcze­śniej, 27 lu­te­go 1863 ro­ku, do­bra Gra­bów wraz z ru­iną na­by­ła dro­gą li­cy­ta­cji Ol­ga z Brzo­zow­skich Ko­se­cka — jesz­cze za ży­cia swo­je­go mę­ża, Sta­ni­sła­wa Ko­se­ckie­go. Trzy la­ta póź­niej, w ro­ku 1866, ten wła­śnie Ko­se­cki – cy­to­wa­ny wcze­śniej przez urzęd­ni­ka po­wia­to­we­go - roz­sprze­dał ca­ły ma­ją­tek drob­ny­mi ka­wał­ka­mi 28 chło­pom. Wraz z zie­mią prze­ka­zał im rów­nież za­mek, za­strze­ga­jąc wy­raź­nie, że je­go roz­biór­ka jest za­ka­za­na na za­wsze.

Jak nietrudno się do­my­ślić, owo na za­wsze oka­za­ło się po­ję­ciem dość względ­nym. No­wi wła­ści­cie­le nie­je­dno­krot­nie się­ga­li po ce­głę z ru­in — nie ze złej wo­li, lecz z po­trze­by, z przy­zwy­cza­je­nia, z ci­che­go przy­zwo­le­nia co­dzien­no­ści. I tak Be­sie­kie­ry, raz jesz­cze, nie zo­sta­ły zdo­by­te orę­żem — lecz roz­mon­to­wa­ne rę­ka­mi tych, któ­rzy mieli je chro­nić.

RUINY ZAMKU W 1941 ROKU – NIE ZNISZCZYŁY ICH WOJNY, LECZ KAMIENIE ZABRANE „PO CICHU” PRZEZ TYCH, KTÓRZY MIELI STRZEC ZAKAZU ROZBIÓRKI

Po drugiej woj­nie świa­to­wej, w la­tach 1963 i 1971, prze­pro­wa­dzo­no na te­re­nie zam­ku pra­ce ar­che­olo­gicz­ne, po­łą­czo­ne z pró­bą je­go za­bez­pie­cze­nia — nie ja­ko od­bu­do­wa­nej re­zy­den­cji, lecz ja­ko trwa­łej ru­iny, god­nej prze­trwa­nia i pa­mię­ci.

Tak zakończyła się hi­sto­ria zam­ku w Be­sie­kie­rach — nie spe­kta­ku­lar­nie, lecz sto­pnio­wo, jak to zwy­kle by­wa. Nie zdo­by­wa­ły go ar­mie, nie pa­li­ły na­ja­zdy, po pro­stu... ka­wa­łek po ka­wał­ku zni­kał w cie­niu hi­sto­rii. Tro­chę przez ogień, tro­chę przez upływ cza­su, a tro­chę przez lu­dzi, któ­rzy uzna­li, że prak­ty­czność waż­niej­sza jest od pa­mię­ci, a ce­gła wię­cej zna­czy w obo­rze niż w opo­wie­ści.

WIDOK RUIN OD ZACHODU PRZED (2005) I PO (2014) REWITALIZACJI FOSY – KIEDYŚ WYSCHNIĘTY RÓW, DZIŚ ZWIERCIADŁO DLA ZAMKOWYCH MURÓW

OPIS ZAMKU


Obronna siedziba So­ko­łow­skich po­wsta­ła na nie­wiel­kim kop­cu, oto­czo­nym wo­da­mi sztucz­nie wy­ko­pa­ne­go sta­wu — wy­star­cza­ją­co od­oso­bnio­na, by dać po­czu­cie bez­pie­czeń­stwa, i wy­star­cza­ją­co bli­ska lą­du, by nie kom­pli­ko­wać ży­cia. Za­mek wznie­sio­no z ce­gły, na fun­da­men­cie z na­rzu­to­wych gła­zów, w for­mie nie­re­gu­lar­ne­go czwo­ro­bo­ku o wy­mia­rach oko­ło 38 na 40 me­trów. Je­go mu­ry wy­ra­sta­ły wprost z wo­dy — co ro­bi­ło wra­że­nie i sku­tecz­nie znie­chę­ca­ło ewen­tu­al­nych in­tru­zów.

TAK MÓGŁ WYGLĄDAĆ ZAMEK POD KONIEC XV WIEKU — NIE JEST TO ŚCISŁA REKONSTRUKCJA NAUKOWA, LECZ HIPOTETYCZNA WIZUALIZACJA OPARTA NA PLANACH, RYCINACH I ZACHOWANYCH ELEMENTACH ARCHITEKTURY

Układ założenia był pro­sty, ale nie pry­mi­ty­wny. Od po­łu­dnia w mu­rze ob­wo­do­wym znaj­do­wa­ła się czwo­ro­bocz­na wie­ża bram­na, wy­su­nię­ta przed li­co mu­rów, jak­by z lek­ką osten­ta­cją. Po stro­nie pół­noc­nej ulo­ko­wa­no roz­le­gły dom miesz­kal­ny — za­ska­ku­ją­co du­ży, wy­po­sa­żo­ny w licz­ne ok­na, co już sa­mo w so­bie zdra­dza­ło wię­cej re­zy­den­cji niż twier­dzy.

Zamek w Be­sie­kie­rach był więc bu­do­wlą z po­gra­ni­cza epok i po­trzeb — jesz­cze obron­ną, ale już wy­god­ną. Nie im­po­no­wał roz­mia­rem, ale miał wszyst­ko, cze­go po­trze­bo­wał za­moż­ny ród ry­cer­ski z po­cząt­ku XVI wie­ku: wo­dę wo­kół, mur do­oko­ła i dom z ok­na­mi, przez któ­re moż­na by­ło wy­glą­dać nie tyl­ko wro­ga, ale i wła­sne przy­szło­ścio­we am­bi­cje.

ZNIKNĘŁY DACHY I PIĘTRA, ALE UKŁAD POZOSTAŁ ZASKAKUJĄCO CZYTELNY

O znacznych wa­lo­rach re­zy­den­cjal­nych zam­ku naj­le­piej świad­czy ska­la głów­ne­go bu­dyn­ku miesz­kal­ne­go. Przy sze­ro­ko­ści trzy­na­stu me­trów mie­ścił on przy­naj­mniej osiem izb o po­kaź­nych roz­mia­rach. Dom ten, usy­tu­owa­ny wzdłuż pół­noc­nej ścia­ny dzie­dziń­ca, miał układ jed­no­trak­to­wy i był co naj­mniej dwu­kon­dy­gna­cyj­ny — na ty­le bo­wiem po­zwa­la­ją są­dzić za­cho­wa­ne frag­men­ty mu­rów. W przy­zie­miu po­dzie­lo­no go na czte­ry po­mie­szcze­nia, z któ­rych skraj­ne, po stro­nie za­chod­niej, no­si śla­dy pod­piw­ni­cze­nia.

JEDNOTRAKTOWY, ALE Z POTENCJAŁEM: PÓŁNOCNY BUDYNEK MIESZKALNY ŁĄCZYŁ FUNKCJĘ OBRONNĄ Z CAŁKIEM WYGODNYM ŻYCIEM CODZIENNYM

Mury zewnętrzne przy­zie­mia ma­ją im­po­nu­ją­cą gru­bość dwóch me­trów, rów­ną gru­bo­ści mu­rów obron­nych — to nie by­ła bu­do­wla na po­kaz, lecz kon­struk­cja o wy­raź­nie mi­li­tar­nym prze­zna­cze­niu. Ina­czej rzecz mia­ła się ze ścia­ną po­łu­dnio­wą, zwró­co­ną ku dzie­dziń­co­wi: nie­co cień­szą, o gru­bo­ści oko­ło 1,8 me­tra, od­po­wia­da­ją­cą ra­czej we­wnętrz­nym po­dzia­łom niż li­nii obro­ny. Róż­ni­ca ta wy­ni­ka­ła wprost z funk­cji — na ze­wnątrz za­mek miał sta­wiać opór, do we­wnątrz mógł już mó­wić ci­szej.

WCIĄŻ WYGLĄDA JAK PAN NA WŁOŚCIACH: Z ZEWNĄTRZ RUINY ZAMKU W BESIEKIERACH NADAL BUDZĄ RESPEKT – A CO DOPIERO W XVI WIEKU

Wieża bramna była kon­struk­cją czte­ro­kon­dyg­na­cyj­ną, przy czym dwie dol­ne kon­dyg­na­cje mi­ały rzut kwa­dra­tu, a dwie gór­ne — już ośmio­kąt­ny. Ta­ka zmia­na ge­ome­trii na­da­wa­ła ca­ło­ści lek­ko­ści, któ­rej nie zdra­dza­ły ma­syw­ne pod­sta­wy.

Dolną kondygnację, miesz­czą­cą prze­jazd bram­ny, przy­kry­to skle­pie­niem ko­leb­ko­wym; wy­żej, na dru­gim po­zio­mie, za­sto­so­wa­no ko­leb­kę z lu­ne­ta­mi — roz­wią­za­nie bar­dziej wy­ra­fi­no­wa­ne, świad­czą­ce o ar­chi­tek­to­nicz­nej świa­do­mo­ści twór­ców. Trze­cia i czwar­ta kon­dyg­na­cja po­sia­da­ły stro­py drew­nia­ne, po któ­rych do dziś za­cho­wa­ły się w mu­rze gnia­zda be­lek — mil­czą­ce śla­dy daw­nej kon­struk­cji.

Z WIEŻY BRAMNEJ ZOSTAŁO NIEWIELE, ALE WYSTARCZAJĄCO, BY DOSTRZEC JEJ DAWNĄ FORMĘ I KONSTRUKCYJNĄ FANTAZJĘ. TRZYMA SIĘ ZASKAKUJĄCO DZIELNIE

Pierwotną su­ro­wość go­ty­ckiej ar­chi­te­ktu­ry za­ta­rła prze­bu­do­wa prze­pro­wa­dzo­na z ini­cja­ty­wy Ja­na Szcza­wiń­skie­go, za­koń­czo­na w 1653 ro­ku. Za­mek zy­skał wów­czas no­wą twarz — bar­dziej gład­ką, bar­dziej ba­ro­ko­wą, bar­dziej na po­kaz. Ścia­ny po­kry­to tyn­ka­mi, ko­piec ziem­ny nie­co po­sze­rzo­no, nad wie­żą bram­ną po­ja­wi­ła się okto­go­nal­na nad­bu­do­wa, a sam bu­dy­nek miesz­kal­ny prze­szedł dy­skret­ne, choć zna­czą­ce zmia­ny. Nie cho­dzi­ło już wy­łącz­nie o to, by prze­trwać oblę­że­nie — za­czę­ło mieć zna­cze­nie, jak się wy­glą­da zza ok­na.

Z opisu zam­ku z pier­wszej po­ło­wy XVIII wie­ku wy­ni­ka, że ów­cze­sne wnę­trza nie chcia­ły już uda­wać su­ro­wych. Na pier­wszym pię­trze znaj­do­wał się po­kój kar­ma­zy­no­wy, po­kój mar­mu­ro­wy, sień i iz­ba wiel­ka — na­zwy, któ­re su­ge­ru­ją al­bo wy­ra­fi­no­wa­ny gust, al­bo wy­ra­fi­no­wa­ną wy­obraź­nię. Trud­no po­wie­dzieć, czy po­kój mar­mu­ro­wy rze­czy­wi­ście za­wie­rał mar­mur, ale z pew­no­ścią do­brze brzmiał w ustach wła­ści­cie­la.

REKONSTRUKCJA Z POŁOWY XVII WIEKU, W KTÓREJ WSZYSTKO JEST PRAWIE DOBRZE – BRAMA TROCHĘ NIE TU, WIEŻA TROCHĘ NIE TAKA, FOSY TROCHĘ NIE MA. ALE KONIE ŁADNE, TRAWA RÓWNO PRZYCIĘTA, WIĘC MOŻE NIKT NIE ZAUWAŻY

Na dziedzińcu rów­nież za­szły zmia­ny. Po obu stro­nach wie­ży bram­nej wy­ro­sły ni­skie bu­dyn­ki po­moc­ni­cze, a do wscho­dniej i za­cho­dniej kur­ty­ny do­bu­do­wa­no pię­tro­we kruż­gan­ki ar­ka­do­we — nie ty­le dla ozdo­by, co z czy­sto prak­tycz­nej po­trze­by. Dzię­ki nim moż­na by­ło prze­miesz­czać się su­chą no­gą mię­dzy do­mem, za­bu­do­wa­nia­mi go­spo­dar­czy­mi i ka­pli­cą, ulo­ko­wa­ną w wie­ży. Moż­na więc by­ło i po­mo­dlić się, i do­glą­dać spi­żar­ni — bez ko­nie­czno­ści brnię­cia przez bło­to za każ­dym ra­zem, gdy pa­da­ło, czy­li dość czę­sto.

Zamek otrzymał wów­czas dwie ta­bli­ce fun­da­cyj­ne — z da­ta­mi 1650 i 1653 — wmu­ro­wa­ne w ele­wa­cje do­mu i wie­ży. Mia­ły przy­po­mi­nać, że na­wet je­śli cza­sy się zmie­nia­ją, na­zwi­sko fun­da­to­ra po­win­no trwać. Przy­naj­mniej w tyn­ku.

DZIEDZINIEC ZAMKU W BESIEKIERACH – TU KIEDYŚ TĘTNIŁO ŻYCIE, DZIŚ TYLKO WIATR ZAGANIA CIENIE MIĘDZY KAMIENIE BRUKU
Z zamkiem w Be­sie­kie­rach zwią­za­na jest sta­ra le­gen­da o Bia­łej Da­mie. Choć na co dzień stra­szy po­dob­no w po­bli­skich Bo­ry­sła­wi­cach Zam­ko­wych, to przed waż­ny­mi wy­da­rze­nia­mi da­je o so­bie znać wła­śnie tu­taj. Jej cień ma się po­ja­wiać w pu­stym oczo­do­le okien­nym wie­ży bram­nej, skąd spły­wa w dół i snu­je się wzdłuż resz­tek mu­rów, by na­gle zni­knąć — rów­nie ci­cho, jak się po­ja­wił.

Wedle podania Bia­łą Da­mą jest duch cór­ki Szcza­wiń­skich, któ­ra nie chcia­ła po­ślu­bić kan­dy­da­ta wy­bra­ne­go przez ro­dzi­nę, bo ser­ce mia­ła już za­ję­te. Za ka­rę prze­wie­zio­no ją do zam­ku w Bo­ry­sła­wi­cach i uwię­zio­no w wie­ży. Pod­ję­ła pró­bę uciecz­ki — przez ok­no, po sznu­rze — ale ta za­koń­czy­ła się tra­gicz­nie. Od tam­tej po­ry jej zja­wa po­dob­no wciąż wy­pa­tru­je swo­je­go wy­baw­cy.
BIAŁA DAMA Z BORYSŁAWIC – NIE CHCIAŁA MĘŻA Z PRZYDZIAŁU, TO DOSTAŁA WIECZNY DYŻUR PRZY ZAMKOWEJ FOSIE
Z nazwą Be­sie­kie­ry wią­że się z ko­lei opo­wieść bar­dziej czar­cia niż ro­man­tycz­na. Pe­wien ry­cerz za­ło­żył się z dia­błem Bo­ru­tą z Łę­czy­cy, że wznieść po­tra­fi za­mek bez uży­cia sie­kie­ry. I wszyst­ko szło zgod­nie z pla­nem, do­pó­ki nie wy­szło na jaw, że je­den z je­go lu­dzi na­zy­wa się… Sie­kier­ka. Za­kład więc prze­gra­ny, du­sza stra­co­na, a za­mek — przez zło­śli­wy los lub Bo­ru­tę — na­zwa­ny Be­sie­kie­ra­mi.

Inna teoria, bar­dziej ar­che­olo­gicz­na niż pie­kiel­na, wy­wo­dzi naz­wę wsi z nor­dy­ckie­go sło­wa be­sekr, czyli czło­wiek w nie­dźwie­dziej skó­rze. We­dług niej w oko­li­cy mie­li po­ja­wić się wcze­sno­śre­dnio­wiecz­ni wo­je z pół­no­cy, o czym mo­że świad­czyć od­kry­cie ma­so­we­go gro­bu skan­dy­naw­skich wo­jo­wni­ków w po­bli­skim Lu­to­mier­sku. Ale czy by­li tu na­pra­wdę — czy tyl­ko le­gen­da się prze­bra­ła — nie wia­do­mo do dziś.
WSCHÓD ZAMKU, A W NIM ECHA ZAKŁADU, KTÓREGO NIE DAŁO SIĘ WYGRAĆ

ZWIEDZANIE


Besiekiery to jeden z nie­licz­nych za­cho­wa­nych przy­kła­dów śre­dnio­wiecz­ne­go bu­dow­ni­ctwa obron­ne­go z ce­gły w wo­je­wódz­twie łódz­kim, a przy tym jed­no z naj­więk­szych za­ło­żeń wa­row­nych na hi­sto­rycz­nej Zie­mi Łę­czy­ckiej. Choć prze­bu­do­wy­wa­ny w XVII wie­ku i czę­ścio­wo ro­ze­bra­ny, za­mek za­cho­wał swój póź­no­go­tyc­ki cha­rak­ter — na ty­le wy­raź­ny, by na­dal mó­wił go­ty­kiem, choć już nie ca­łym zda­niem.

Do dziś prze­trwał pe­łen ob­wód mu­rów, ru­ina do­mu miesz­kal­ne­go do wy­so­ko­ści pier­wszej kon­dyg­na­cji oraz re­lik­ty daw­nych po­dzia­łów wnętrz. Od stro­ny pół­noc­nej wi­docz­ne są frag­men­ty okien, gdzie­nie­gdzie z reszt­ka­mi de­ko­ra­cji — mo­że skrom­nej, ale ory­gi­nal­nej.

PO TYCH KAMIENIACH STĄPALI PANOWIE Z WĄSEM I HONOREM, KTÓRZY WSZYSTKO, CO MIELI, ODZIEDZICZYLI SAMI, A RESZTĘ OSIĄGNĘLI CIĘŻKĄ PRACĄ WŁASNYCH CHŁOPÓW

Nadal stoi też jed­na ze ścian wie­ży bram­nej, z wy­cin­kiem ośmio­bo­ku i śla­da­mi ba­ro­ko­we­go wy­stro­ju. Trzy­ma się dziel­nie, jak­by nie za­uwa­ży­ła, że resz­ta daw­no się roz­sy­pa­ła. I mo­że w tym wła­śnie ca­ły urok Be­sie­kier: nie błysz­czą, nie stra­szą, nie uda­ją Wa­we­lu. Po pro­stu są — wy­star­cza­ją­co ma­low­ni­cze, by się za­trzy­mać, i wy­star­cza­ją­co zruj­no­wa­ne, że­by nie mu­sieć się spie­szyć.

NIE WSZYSTKO TU W RUINIE – MAKI TRZYMAJĄ POZIOM!

W latach 2008–2010, z ini­cja­ty­wy gmi­ny Gra­bów, za­mek w Be­sie­kie­rach do­cze­kał się pro­gra­mu prac kon­ser­wa­tor­skich. Zre­kon­stru­owa­no fo­sę, kie­ru­jąc wo­kół ru­in ko­ry­to rze­ki Or­łów­ki, zbior­nik od­mu­lo­no i po­głę­bio­no, a na dzie­dziń­cu za­pa­no­wał po­rzą­dek nie wi­dzia­ny tam od stu­le­ci. Za­go­spo­da­ro­wa­no mu­ry, oczy­szczo­no te­ren wo­kół zam­ku, a ru­inę po­łą­czo­no ze sta­łym lą­dem za po­mo­cą po­mo­stu — nie zwo­dzo­ne­go, ale wy­star­cza­ją­co sta­bil­ne­go.

BESIEKIERY, 2008 – MOST JESZCZE NIE GOTOWY, ALE JUŻ PEŁEN ZAMIARU

Później na­sta­ła przer­wa. Za­mek, jak to za­mek, znów tro­chę pod­upadł, a w pew­nym mo­men­cie zo­stał na­wet zam­knię­ty z po­wo­du złe­go sta­nu tech­nicz­ne­go — moż­na po­wie­dzieć, że znów się na chwi­lę obra­ził na rze­czy­wi­stość.

ROK 2019 – NA TABLICY ZAKAZ, W MURACH CISZA, W PLANACH REMONT

Aż do roku 2024, kie­dy to pod­ję­to ko­lej­ną pró­bę ra­tun­ku. Na­pra­wio­no uszko­dzo­ne frag­men­ty mu­rów, za­bez­pie­czo­no ich ko­ro­ny, od­gru­zo­wa­no wnę­trza aż do po­zio­mu par­te­ru. Upo­rząd­ko­wa­no dzie­dzi­niec, od­świe­żo­no fo­sę, prze­bu­do­wa­no most i wy­ty­czo­no no­we ścież­ki pro­wa­dzą­ce wśród zie­le­ni — tym ra­zem nie w stro­nę obro­ny, lecz wy­go­dy.

Prace sfi­nan­so­wa­no głów­nie ze środ­ków ze­wnętrz­nych, a ich za­kres ob­jął za­rów­no dzia­ła­nia kon­ser­wa­tor­skie, jak i udo­go­dnie­nia dla od­wie­dza­ją­cych. Za­mek zy­skał no­wą ro­lę — już nie wa­row­ną, ale z pew­no­ścią go­ścin­ną.

PONOWNIE ROK 2019 - RUINA JESZCZE NIE POPRAWIONA, JESZCZE NIE UPIĘKSZONA – W CAŁEJ SWOJEJ NIEPOWTARZALNEJ NIEDOSKONAŁOŚCI
Zwie­dza­nie od­by­wa się in­dy­wi­du­al­nie — każ­dy od­kry­wa ru­iny po swo­je­mu. Wstęp wol­ny, wy­obraź­nia gra­tis.
Pies w ru­inach? Cze­mu nie. W koń­cu też ma pra­wo do kul­tu­ry ma­te­rial­nej.
Za­mek i je­go oko­li­ca to wręcz wy­ma­rzo­ne miej­sce dla mi­ło­śni­ków dro­nów — prze­strzeń otwar­ta, ho­ry­zont sze­ro­ki, a nad gło­wą wię­cej nie­ba niż za­ka­zów. Po­za kil­ko­ma za­bu­do­wa­nia­mi po dru­giej stro­nie dro­gi nic nie ogra­ni­cza tra­je­kto­rii lo­tu — no, mo­że tyl­ko go­łę­bie ma­ją tu więk­szą swo­bo­dę ma­ne­wru.
MIEJSCE PARKINGOWE BLISKO, ŁAWECZKA BLISKO, RUINY BLISKO – I TYLKO CZASY ŚWIETNOŚCI ZAMKU TROCHĘ DALEKO

DOJAZD


Wieś położona jest oko­ło 3 km na pół­noc od Gra­bo­wa i 23 km na pół­noc­ny za­chód od Łę­czy­cy. Ja­dąc z Łę­czy­cy, na­le­ży prze­je­chać przez Gra­bów, a na­stęp­nie, tuż za mia­stecz­kiem, skrę­cić w pra­wo i na ko­lej­nym skrzy­żo­wa­niu po­now­nie w pra­wo — zgod­nie z ozna­cze­nia­mi. Ru­ina zam­ku stoi na pół­noc­no­za­cho­dnim skra­ju wsi; pro­wa­dzi do niej wą­ska asfal­to­wa dro­ga, któ­ra nie koń­czy się na zam­ku — tyl­ko spo­koj­nie to­czy da­lej przez po­la i łą­ki, jak­by sa­ma nie mo­gła się zde­cy­do­wać, do­kąd zmie­rza

Wy­dzie­lo­nych miejsc brak. Par­ku­je się po sta­re­mu: tam, gdzie się da i ni­ko­mu nie wa­dzi.

ZAMKI W POBLIŻU


LITERATURA


  1. E. Grabarczyk, T. Po­klew­ski: Za­mek w Be­sie­kie­rach w Łę­czy­ckiem, Ac­ta Ar­cha­eo­lo­gi­ca Lo­dzien­sia nr 26, 1977
  2. B. Guerquin: Zam­ki w Pol­sce, Ar­ka­dy 1984
  3. I. T. Kaczyńscy: Zam­ki w Pol­sce pół­noc­nej i środ­ko­wej, Mu­za SA 1999
  4. L. Kajzer, J. Salm, S. Ko­ło­dziej­ski: Lek­sy­kon zam­ków w Pol­sce, Stu­dio Ar­ta 2009
  5. L. Kajzer: Ma­łe czy du­że, czy­li o tzw. zam­kach ry­cer­skich na Ni­żu Pol­skim
  6. L. Kajzer: Dwa in­wen­ta­rze zam­ku w Be­sie­kie­rach, Ac­ta Uni­ver­si­ta­tis Lo­dzien­sis. Fo­lia Ar­cha­eo­lo­gica 4, 1983
  7. P. Machlański, J. Podolska: Be­sie­kie­ry, spa­ce­row­nik po re­gio­nie, Ago­ra 2008
  8. A. Szczerba: Praw­no­ad­mi­ni­stra­cyj­na ochro­na za­byt­ków ar­che­olo­gicz­nych w Kró­le­stwie Pol­skim, ANA­LE­CTAR.XX: 2012
  9. J. Welc-Jędrzejewska, W. Witkowski: Po­rząd­ko­wa­nie zam­ku w Be­sie­kie­rach i je­go oto­cze­nia, Ar­chi­te­ktu­ra