DZIEJE ZAMKU
Wśród miłośników zamkowych uroków krąży od dawna pogląd — dość trwały, by przylgnąć do ruin niczym mech do baszty — że murowaną warownię w Besiekierach wzniósł pod koniec XV wieku wojewoda łęczycki Mikołaj z Warzymowa Sokołowski. Choć brzmi to jak godna zapisania w herbarzu prawda, trudno ją potwierdzić źródłowo. Przede wszystkim dlatego, że postać o takim imieniu i tytule nie figuruje wśród urzędników łęczyckich tamtego czasu — choć nie sposób wykluczyć, że komuś taką wersję dziejów po prostu dobrze się opowiadało.
Tymczasem, jak wynika nie tyle z opowieści przy ognisku, co z dokumentów o nieco chłodniejszym tonie, wieś Besiekiery znajdowała się wówczas w rękach rodu Pomianów Sokołowskich z Wrzącej koło Konina. To właśnie wśród nich należy szukać fundatora tej – dziś już poważnie nadwątlonej przez czas – rezydencji obronnej. Najczęściej wskazuje się na jednego z dwóch przedstawicieli rodu: stolnika brzeskiego Stolnik – w Polsce do XIII w. urzędnik sprawujący pieczę nad stołem panującego. Do jego obowiązków należało nakrycie stołu do uczty, a w czasie jej trwania kierowanie podawaniem potraw. Od XV w. honorowy urząd ziemski. Mikołaja Sokołowskiego z Wrzącej lub jego krewnego, Wojciecha Sokołowskiego. Który z nich rzeczywiście zdecydował się wznieść ceglane mury pośród łęczyckich równin — tego nie sposób dziś rozstrzygnąć. Pewne jest natomiast, że dzieło to nie wyszło spod ręki byle kogo, lecz właściciela, który w murach i basztach widział nie tylko schronienie, ale i znak rodowej ambicji.
Około roku 1600 warownia przeszła z rąk rodu fundatorów w ręce wysoko postawionej klienteli. Krzysztof Sokołowski, potomek budowniczego zamku, sprzedał posiadłość nie byle komu — bo samemu kardynałowi
Andrzejowi Batoremu
(zm. 1599), bratankowi króla
Stefana Batorego
, a zarazem biskupowi warmińskiemu. Po śmierci hierarchy zamek trafił w ręce Zofii Batorówny (zm. 1680), wnuczki zmarłego króla, oraz jej męża,
Jerzego Rakoczego
(zm. 1660).
W połowie XVII wieku nadszedł czas Jana Szymona Szczawińskiego
herbu Prawdzic
(zm. 1654) —
kasztelana
Kasztelan (łac. comes castellanus, komes grodowy, żupan) – urzędnik lokalny w dawnej Polsce. Zajmował się administracją gospodarczą (ściąganiem danin na rzecz panującego), obroną i sądownictwem na terenie kasztelanii. Podlegali mu chorąży, wojski, sędzia grodowy i włodarz.
, a później
wojewody brzeskokujawskiego
Wojewoda - organ administracji państwowej w Polsce. W I Rzeczypospolitej wojewodowie należeli do grona urzędów senatorskich, jednak w zależności od terenów, z których pochodzili, mieli różne kompetencje. Urząd wojewody zaczął funkcjonować w czasach nowożytnych w Koronie, a częściowo na Litwie, jako zwierzchnik województwa i jego administracji, ale z iluzoryczną władzą.
— który przed rokiem 1653 zamek zmodernizował i rozbudował. Mówiąc wprost: dźwignął go z ruiny i przywrócił do świetności, jaką rzadko cieszyły się szlacheckie siedziby tej okolicy. Niestety, blask ten nie trwał długo. Kolejne dekady przyniosły wojny, zarazy i ogólne zubożenie Rzeczypospolitej, dotykające również stany, które dotąd mogły pozwolić sobie na marmury i blanki.
Wiek XVII przeminął, a wraz z nim zgasła nadzieja na trwałe odrodzenie zamku. Nadszedł wiek XVIII — czas jeszcze mniej łaskawy dla gotyckich rezydencji, i to nie tylko z powodów finansowych, lecz także światopoglądowych. Epoka szukała elegancji, nie obronności; pałaców z ogrodem, nie zamków z wilgocią w lochach. I tak Besiekiery, choć nigdy nie imponujące skalą, zaczęły nieuchronnie popadać w zapomnienie.
W roku 1731 zamek w Besiekierach nawiedził pożar, który szczególnie dotkliwie uszkodził partie przybramne. Choć katastrofa mogła stać się impulsem do gruntownej przebudowy, ówcześni właściciele, Gajewscy, ograniczyli się jedynie do niewielkiego remontu. Przy tej okazji rozebrano piętro budynku mieszkalnego — zapewne bardziej z oszczędności niż z powodu zmiany koncepcji architektonicznej.
Spośród wielu opisów inwentarzowych zamku szczególną wartość ma stosunkowo dokładny spis z 1733 roku, sporządzony już po pożarze, gdy warownia znajdowała się w rękach Mikołaja Szczawińskiego. Dokument ten stanowi dziś ważne źródło wiedzy o stanie obiektu u progu jego ostatecznego schyłku. Na uwagę zasługuje również kilka wcześniejszych relacji. Jedna z nich, nieopatrzona datą, lecz najprawdopodobniej pochodząca z XVII wieku, zachowała się w postaci mocno nadwerężonej księgi, której karty ledwo trzymają się całości, a czytelność pozostawia wiele do życzenia. Mimo to zawiera ona kilka cennych szczegółów: wspomina między innymi o wyposażeniu kaplicy zamkowej, a także o osobliwym instrumencie — klawicymbale wielkim zielono malowanym, który najwyraźniej przez lata stanowił niecodzienny akcent wśród wyposażenia warowni.
Nie brak w niej również informacji o militarnym zapleczu obiektu. Wśród zapisanych przedmiotów znalazło się kilka rur muszkietowych starszych, jak również elementy uzbrojenia ochronnego: blachy pancerne przednie i tylne, dwa kąrwasze Kąrwasz (z węgierskiego karwos, w jęz. perskim bazuband) – rodzaj płytowego zarękawia o łyżkowatej formie, pochodzenia wschodniego. , trzy szyszaki Szyszak – termin odnoszący się do dwóch konstrukcji hełmu otwartego: średniowiecznego, którego dzwon uformowany był w bardzo wysoki stożek, oraz nowożytnego, używanego m.in. przez husarię, z dzwonem wyposażonym w dodatkowe elementy: daszek, policzki, folgowany nakarczek, oraz podnoszony nosal. i inne świadectwa czasów, gdy zamek — choć może nie imponujący rozmiarem — wciąż jeszcze trzymał fason obronny.
W połowie XIX stulecia zamek w Besiekierach był już cieniem samego siebie. Obniżony, pokryty strzechą budynek mieszkalny pełnił jeszcze funkcje gospodarcze, lecz z upływem czasu także i one wygasły. W końcu pozostałości dawnej warowni zaczęły służyć nowemu celowi — jako dogodny, bo darmowy rezerwuar materiałów budowlanych. Jak to zwykle bywało, mury, które kiedyś miały chronić przed wrogiem, zostały ostatecznie rozebrane przez sąsiadów.
W piśmie z 13 lutego 1896 roku naczelnik powiatu łęczyckiego raportował beznamiętnie, choć nie bez odcienia konsternacji: [...] mam zaszczyt poinformować, że majątek Besiekiery, położony w gminie Grabów, w podległym mi powiecie, stanowi własność prywatną; należał on do zmarłego już ziemianina Koseckiego, który sprzedał go stowarzyszeniu chłopów, razem ze znajdującym się na ziemiach zamkiem starożytnym, takiej samej nazwy, pod warunkiem, że jego rozbiórka jest zakazana. Zamek ten jest w stanie ruiny, i podobnie jak w przeszłości, tak i obecnie nie było tam żadnych wykopalisk.
Zaledwie trzy dekady wcześniej, 27 lutego 1863 roku, dobra Grabów wraz z ruiną nabyła drogą licytacji Olga z Brzozowskich Kosecka — jeszcze za życia swojego męża, Stanisława Koseckiego. Trzy lata później, w roku 1866, ten właśnie Kosecki – cytowany wcześniej przez urzędnika powiatowego - rozsprzedał cały majątek drobnymi kawałkami 28 chłopom. Wraz z ziemią przekazał im również zamek, zastrzegając wyraźnie, że jego rozbiórka jest zakazana na zawsze.
Jak nietrudno się domyślić, owo na zawsze okazało się pojęciem dość względnym. Nowi właściciele niejednokrotnie sięgali po cegłę z ruin — nie ze złej woli, lecz z potrzeby, z przyzwyczajenia, z cichego przyzwolenia codzienności. I tak Besiekiery, raz jeszcze, nie zostały zdobyte orężem — lecz rozmontowane rękami tych, którzy mieli je chronić.
Po drugiej wojnie światowej, w latach 1963 i 1971, przeprowadzono na terenie zamku prace archeologiczne, połączone z próbą jego zabezpieczenia — nie jako odbudowanej rezydencji, lecz jako trwałej ruiny, godnej przetrwania i pamięci.
Tak zakończyła się historia zamku w Besiekierach — nie spektakularnie, lecz stopniowo, jak to zwykle bywa. Nie zdobywały go armie, nie paliły najazdy, po prostu... kawałek po kawałku znikał w cieniu historii. Trochę przez ogień, trochę przez upływ czasu, a trochę przez ludzi, którzy uznali, że praktyczność ważniejsza jest od pamięci, a cegła więcej znaczy w oborze niż w opowieści.
OPIS ZAMKU
Obronna siedziba Sokołowskich powstała na niewielkim kopcu, otoczonym wodami sztucznie wykopanego stawu — wystarczająco odosobniona, by dać poczucie bezpieczeństwa, i wystarczająco bliska lądu, by nie komplikować życia. Zamek wzniesiono z cegły, na fundamencie z narzutowych głazów, w formie nieregularnego czworoboku o wymiarach około 38 na 40 metrów. Jego mury wyrastały wprost z wody — co robiło wrażenie i skutecznie zniechęcało ewentualnych intruzów.
Układ założenia był prosty, ale nie prymitywny. Od południa w murze obwodowym znajdowała się czworoboczna wieża bramna, wysunięta przed lico murów, jakby z lekką ostentacją. Po stronie północnej ulokowano rozległy dom mieszkalny — zaskakująco duży, wyposażony w liczne okna, co już samo w sobie zdradzało więcej rezydencji niż twierdzy.
Zamek w Besiekierach był więc budowlą z pogranicza epok i potrzeb — jeszcze obronną, ale już wygodną. Nie imponował rozmiarem, ale miał wszystko, czego potrzebował zamożny ród rycerski z początku XVI wieku: wodę wokół, mur dookoła i dom z oknami, przez które można było wyglądać nie tylko wroga, ale i własne przyszłościowe ambicje.
O znacznych walorach rezydencjalnych zamku najlepiej świadczy skala głównego budynku mieszkalnego. Przy szerokości trzynastu metrów mieścił on przynajmniej osiem izb o pokaźnych rozmiarach. Dom ten, usytuowany wzdłuż północnej ściany dziedzińca, miał układ jednotraktowy i był co najmniej dwukondygnacyjny — na tyle bowiem pozwalają sądzić zachowane fragmenty murów. W przyziemiu podzielono go na cztery pomieszczenia, z których skrajne, po stronie zachodniej, nosi ślady podpiwniczenia.
Mury zewnętrzne przyziemia mają imponującą grubość dwóch metrów, równą grubości murów obronnych — to nie była budowla na pokaz, lecz konstrukcja o wyraźnie militarnym przeznaczeniu. Inaczej rzecz miała się ze ścianą południową, zwróconą ku dziedzińcowi: nieco cieńszą, o grubości około 1,8 metra, odpowiadającą raczej wewnętrznym podziałom niż linii obrony. Różnica ta wynikała wprost z funkcji — na zewnątrz zamek miał stawiać opór, do wewnątrz mógł już mówić ciszej.
Wieża bramna była konstrukcją czterokondygnacyjną, przy czym dwie dolne kondygnacje miały rzut kwadratu, a dwie górne — już ośmiokątny. Taka zmiana geometrii nadawała całości lekkości, której nie zdradzały masywne podstawy.
Dolną kondygnację, mieszczącą przejazd bramny, przykryto sklepieniem kolebkowym; wyżej, na drugim poziomie, zastosowano kolebkę z lunetami — rozwiązanie bardziej wyrafinowane, świadczące o architektonicznej świadomości twórców. Trzecia i czwarta kondygnacja posiadały stropy drewniane, po których do dziś zachowały się w murze gniazda belek — milczące ślady dawnej konstrukcji.
Pierwotną surowość gotyckiej architektury zatarła przebudowa przeprowadzona z inicjatywy Jana Szczawińskiego, zakończona w 1653 roku. Zamek zyskał wówczas nową twarz — bardziej gładką, bardziej barokową, bardziej na pokaz. Ściany pokryto tynkami, kopiec ziemny nieco poszerzono, nad wieżą bramną pojawiła się oktogonalna nadbudowa, a sam budynek mieszkalny przeszedł dyskretne, choć znaczące zmiany. Nie chodziło już wyłącznie o to, by przetrwać oblężenie — zaczęło mieć znaczenie, jak się wygląda zza okna.
Z opisu zamku z pierwszej połowy XVIII wieku wynika, że ówczesne wnętrza nie chciały już udawać surowych. Na pierwszym piętrze znajdował się pokój karmazynowy, pokój marmurowy, sień i izba wielka — nazwy, które sugerują albo wyrafinowany gust, albo wyrafinowaną wyobraźnię. Trudno powiedzieć, czy pokój marmurowy rzeczywiście zawierał marmur, ale z pewnością dobrze brzmiał w ustach właściciela.
Na dziedzińcu również zaszły zmiany. Po obu stronach wieży bramnej wyrosły niskie budynki pomocnicze, a do wschodniej i zachodniej kurtyny dobudowano piętrowe krużganki arkadowe — nie tyle dla ozdoby, co z czysto praktycznej potrzeby. Dzięki nim można było przemieszczać się suchą nogą między domem, zabudowaniami gospodarczymi i kaplicą, ulokowaną w wieży. Można więc było i pomodlić się, i doglądać spiżarni — bez konieczności brnięcia przez błoto za każdym razem, gdy padało, czyli dość często.
Zamek otrzymał wówczas dwie tablice fundacyjne — z datami 1650 i 1653 — wmurowane w elewacje domu i wieży. Miały przypominać, że nawet jeśli czasy się zmieniają, nazwisko fundatora powinno trwać. Przynajmniej w tynku.
Wedle podania Białą Damą jest duch córki Szczawińskich, która nie chciała poślubić kandydata wybranego przez rodzinę, bo serce miała już zajęte. Za karę przewieziono ją do zamku w Borysławicach i uwięziono w wieży. Podjęła próbę ucieczki — przez okno, po sznurze — ale ta zakończyła się tragicznie. Od tamtej pory jej zjawa podobno wciąż wypatruje swojego wybawcy.
Inna teoria, bardziej archeologiczna niż piekielna, wywodzi nazwę wsi z nordyckiego słowa besekr, czyli człowiek w niedźwiedziej skórze. Według niej w okolicy mieli pojawić się wczesnośredniowieczni woje z północy, o czym może świadczyć odkrycie masowego grobu skandynawskich wojowników w pobliskim Lutomiersku. Ale czy byli tu naprawdę — czy tylko legenda się przebrała — nie wiadomo do dziś.
ZWIEDZANIE
Besiekiery to jeden z nielicznych zachowanych przykładów średniowiecznego budownictwa obronnego z cegły w województwie łódzkim, a przy tym jedno z największych założeń warownych na historycznej Ziemi Łęczyckiej. Choć przebudowywany w XVII wieku i częściowo rozebrany, zamek zachował swój późnogotycki charakter — na tyle wyraźny, by nadal mówił gotykiem, choć już nie całym zdaniem.
Do dziś przetrwał pełen obwód murów, ruina domu mieszkalnego do wysokości pierwszej kondygnacji oraz relikty dawnych podziałów wnętrz. Od strony północnej widoczne są fragmenty okien, gdzieniegdzie z resztkami dekoracji — może skromnej, ale oryginalnej.
Nadal stoi też jedna ze ścian wieży bramnej, z wycinkiem ośmioboku i śladami barokowego wystroju. Trzyma się dzielnie, jakby nie zauważyła, że reszta dawno się rozsypała. I może w tym właśnie cały urok Besiekier: nie błyszczą, nie straszą, nie udają Wawelu. Po prostu są — wystarczająco malownicze, by się zatrzymać, i wystarczająco zrujnowane, żeby nie musieć się spieszyć.
W latach 2008–2010, z inicjatywy gminy Grabów, zamek w Besiekierach doczekał się programu prac konserwatorskich. Zrekonstruowano fosę, kierując wokół ruin koryto rzeki Orłówki, zbiornik odmulono i pogłębiono, a na dziedzińcu zapanował porządek nie widziany tam od stuleci. Zagospodarowano mury, oczyszczono teren wokół zamku, a ruinę połączono ze stałym lądem za pomocą pomostu — nie zwodzonego, ale wystarczająco stabilnego.
Później nastała przerwa. Zamek, jak to zamek, znów trochę podupadł, a w pewnym momencie został nawet zamknięty z powodu złego stanu technicznego — można powiedzieć, że znów się na chwilę obraził na rzeczywistość.
Aż do roku 2024, kiedy to podjęto kolejną próbę ratunku. Naprawiono uszkodzone fragmenty murów, zabezpieczono ich korony, odgruzowano wnętrza aż do poziomu parteru. Uporządkowano dziedziniec, odświeżono fosę, przebudowano most i wytyczono nowe ścieżki prowadzące wśród zieleni — tym razem nie w stronę obrony, lecz wygody.
Prace sfinansowano głównie ze środków zewnętrznych, a ich zakres objął zarówno działania konserwatorskie, jak i udogodnienia dla odwiedzających. Zamek zyskał nową rolę — już nie warowną, ale z pewnością gościnną.
Zwiedzanie odbywa się indywidualnie — każdy odkrywa ruiny po swojemu. Wstęp wolny, wyobraźnia gratis.
Pies w ruinach? Czemu nie. W końcu też ma prawo do kultury materialnej.
Zamek i jego okolica to wręcz wymarzone miejsce dla miłośników dronów — przestrzeń otwarta, horyzont szeroki, a nad głową więcej nieba niż zakazów. Poza kilkoma zabudowaniami po drugiej stronie drogi nic nie ogranicza trajektorii lotu — no, może tylko gołębie mają tu większą swobodę manewru.
DOJAZD
Wieś położona jest około 3 km na północ od Grabowa i 23 km na północny zachód od Łęczycy. Jadąc z Łęczycy, należy przejechać przez Grabów, a następnie, tuż za miasteczkiem, skręcić w prawo i na kolejnym skrzyżowaniu ponownie w prawo — zgodnie z oznaczeniami. Ruina zamku stoi na północnozachodnim skraju wsi; prowadzi do niej wąska asfaltowa droga, która nie kończy się na zamku — tylko spokojnie toczy dalej przez pola i łąki, jakby sama nie mogła się zdecydować, dokąd zmierza
Wydzielonych miejsc brak. Parkuje się po staremu: tam, gdzie się da i nikomu nie wadzi.
ZAMKI W POBLIŻU
- Borysławice Zamkowe – ruina zamku szlacheckiego z XV w., 14 km
- Przedecz - pozostałości zamku królewskiego z XIV w., 20 km
- Łęczyca – zamek królewski z XIV w., 23 km
- Uniejów – zamek biskupów gnieźnieńskich z XIV w., 28 km
- Koło – ruina zamku królewskiego z XIV w., 34 km
LITERATURA
- E. Grabarczyk, T. Poklewski: Zamek w Besiekierach w Łęczyckiem, Acta Archaeologica Lodziensia nr 26, 1977
- B. Guerquin: Zamki w Polsce, Arkady 1984
- I. T. Kaczyńscy: Zamki w Polsce północnej i środkowej, Muza SA 1999
- L. Kajzer, J. Salm, S. Kołodziejski: Leksykon zamków w Polsce, Studio Arta 2009
- L. Kajzer: Małe czy duże, czyli o tzw. zamkach rycerskich na Niżu Polskim
- L. Kajzer: Dwa inwentarze zamku w Besiekierach, Acta Universitatis Lodziensis. Folia Archaeologica 4, 1983
- P. Machlański, J. Podolska: Besiekiery, spacerownik po regionie, Agora 2008
- A. Szczerba: Prawnoadministracyjna ochrona zabytków archeologicznych w Królestwie Polskim, ANALECTAR.XX: 2012
- J. Welc-Jędrzejewska, W. Witkowski: Porządkowanie zamku w Besiekierach i jego otoczenia, Architektura