
DZIEJE ZAMKU
Zaiste, gdyby mury mogły mówić, z pewnością w Bąkowej Górze nie zamilkłyby do dziś — ich historia bowiem to opowieść z niejednym zwrotem akcji, niczym dobrze doprawiona baśń z epoki miecza i pieczęci. Powstanie tamtejszego murowanego fortalicjum zawdzięczamy pewnemu Zbigniewowi Bąkowi herbu Zadora — synowi innego Zbigniewa, seniora rodu i nadwornego powiernika samego Władysława Jagiełły. Nie buduje się przecież zamku ot tak, dla kaprysu — musiał być plan, fundusze i, rzecz jasna, ambicja godna rycerza.
Fortalicjum wzniesiono w połowie XV stulecia, dokładnie tam, gdzie niegdyś stała skromniejsza, drewniana siedziba — zapewne urokliwa i swojska, lecz zdecydowanie mniej odporna na wichry dziejów i nieproszonych gości. Po śmierci Zbigniewa juniora w roku 1489, majątek przeszedł w ręce nowych właścicieli: Jarosława Łaskiego, a także Andrzeja i Piotra z Bnina, z których ten ostatni pełnił funkcję biskupa włocławskiego. Jak między sobą uporządkowali sprawy własności? Tego kroniki albo nie odnotowały, albo czyniły to z ostrożnością godną dyplomatów. Pewne jest natomiast, że w kolejnym stuleciu zamek przeszedł pod opiekę rodziny Małachowskich, którzy – z godną podziwu dbałością – podjęli się jego przebudowy i odnowy. Dziś odnaleźć można pozostałości ich pracy: fragmenty dekoracyjnego tynku i skromne, acz gustowne zdobienia okien, które jakby szeptały echem dawnych ambicji i szlacheckiej estymy.

Los jednak nie był dla warowni łaskawy. Kolejni właściciele zmieniali się niczym aktorzy w teatralnym przedstawieniu, aż wreszcie — u progu XVIII wieku — zamek popadł w zapomnienie. Winne były zapewne grube na pół metra mury i okienka tak niewielkie, że światło wpadało do wnętrz zaledwie symbolicznie. W efekcie panował tam nieustanny półmrok, chłód przenikający do kości i zapewne atmosfera bardziej sprzyjająca kontemplacji marności świata niż codziennej rezydencji.

Wiele pokoleń później Bąkowa Góra przeszła w ręce rodu Potockich. Ci, zaintrygowani rodzinnymi podaniami i miejscowymi legendami, zapragnęli w dwudziestoleciu międzywojennym rozwiązać zagadkę rzekomych lochów ukrytych pod ruinami. Zapał mieli niemały — nie tyle badaczy historii, co ludzi zaintrygowanych możliwością odkrycia czegoś cennego, najlepiej błyszczącego i łatwego do spieniężenia. Niestety, zamiast skrzyń ze złotem, skarbów templariuszy czy choćby porządnej kolekcji sreber, natknęli się głównie na gruz, wilgoć i rozczarowanie. Ich wysiłki nie przyniosły żadnych odkryć, za to przyczyniły się do pogorszenia stanu zamczyska, które i bez ich pomocy było już o krok od całkowitego rozkładu.
Dopiero w latach 80. XX wieku przyszła pora na archeologów, którzy — niczym cisi lekarze przeszłości — rozpoczęli prace badawcze i odgruzowywanie zgliszcz. Choć zamek nie odzyskał swej dawnej chwały, jego historia, jak z dobrze zakorkowanego wina, wciąż uwodzi aromatem dawnych wieków.

OPIS ZAMKU
Murowany dwór wzniesiono na cyplu wzgórza, w miejscu, gdzie wcześniej znajdował się drewniany gródek — niepozorny, lecz z pewnością o strategicznym znaczeniu. Nową budowlę ulokowano wewnątrz dawnego wału obronnego, niczym kontynuację myśli obronnej dawnych czasów. Wykonany z piaskowca gmach o wymiarach 32 na 14 metrów miał dwa ryzality, z których wschodni stanowił wjazd do zamku.
Sam budynek był co najmniej dwukondygnacyjny, choć istnieje przypuszczenie, że liczył aż trzy kondygnacje. Możliwe również, że jeden z ryzalitów górował nad resztą założenia, pełniąc funkcję wieży — tak potrzebnej nie tylko dla bezpieczeństwa, ale i dla podkreślenia pozycji rodu, jak przystało na rezydencję z ambicjami.

STAN OBECNY
Obecnie fortalicjum to nastrojowa, malownicza ruina — milczący świadek dawnych czasów. Zachowały się grube, masywne mury, sięgające miejscami kilku metrów wysokości, w wyższych partiach częściowo zrekonstruowane i zakonserwowane. Choć z pierwotnego założenia pozostało niewiele, te fragmenty, porośnięte mchem i osnute ciszą, wciąż przywołują wspomnienie epoki, w której wzgórze to należało do ludzi o ambicjach, fantazji i niemałych środkach.
Dziś ruiny znajdują się na terenie prywatnym, o czym przypomina skromna tabliczka przy ogrodzeniu: „Wejście tylko za zgodą właściciela”. Nie jest to więc twierdza nie do zdobycia, ale miejsce, do którego warto podejść z kulturą – i najlepiej po uprzednim zapytaniu o zgodę. Bo choć mury milczą, gospodarze już niekoniecznie.

DOJAZD
Bąkowa Góra położona jest około 7 kilometrów na północ od Przedborza, przy drodze wiodącej w stronę Łodzi. Przejeżdżając przez wieś, należy wypatrywać drogowskazu „Kalinki 3”, który wskazuje boczną drogę prowadzącą w górę. Wystarczy pokonać nią niespełna 500 metrów podjazdu, by dotrzeć na szczyt wzniesienia, gdzie czekają ruiny dawnego fortalicjum — niegdyś obronne, dziś już tylko zadumane.
ZAMKI W POBLIŻU
- Majkowice – ruina dworu obronnego z XVI w., 3 km
- Przedbórz – pozostałości zamku królewskiego z XIV w., 7 km
- Skotniki – dwór obronny, 10 km
- Fałków – ruina dworu obronnego z XVII w., 25 km
- Sulejów – warowne opactwo pocysterskie z XIII-XVI w., 27 km
LITERATURA
- R. A. Sypek: Zamki i warownie ziemi sandomierskiej, TRIO 2003