
DZIEJE PAŁACU
Bukowiec należy do grona najbardziej sędziwych wsi Kotliny Jeleniogórskiej, ale paradoksalnie – większość osób kojarzy go nie z jego średniowiecznym rodowodem, lecz z hrabią von Reden i jego imponującym parkiem, którym zachwycały się całe Prusy. A przecież historia tej miejscowości sięga znacznie dalej – pierwsza wzmianka o Buchwalth pojawia się już w roku 1303.

Pod koniec XIV wieku osiadł tu Heinko von Zedlitz z Maciejowej, łowczy księcia Bolka II Świdnickiego. Heinko zmarł około 1400 roku, a władzę przejął jego syn Hans (zm. 1413). Następnie pałeczkę przejął wnuk Hans (zm. 1465), później prawnuk Hans (zm. po 1520), a na końcu praprawnuk Hans – szczęśliwy mąż Barbary von Nostitz. Czytając tę kronikę, można odnieść wrażenie, że ród Zedlitzów miał jedno ulubione imię i nie zamierzał eksperymentować.

Ich majątek wcale nie był skromny – skoro już w XV wieku we wsi funkcjonowały stawy rybne, a nad wszystkim górował kościół, znak, że Bukowiec nie należał do miejsc, gdzie życie toczyło się w cieniu bylejakości. Jednak w 1573 roku nadszedł czas zmian: Hans IV, a właściwie jego synowie Heinrich i Konrad, sprzedali wieś wraz z folwarkiem Hansowi von Reibnitzowi (bo któż inny, jeśli nie kolejny Hans?). I tak rozpoczęło się niemal dwustuletnie panowanie rodu Reibnitzów w Bukowcu. Prawdopodobnie to właśnie oni zainicjowali budowę murowanego dworu obronnego, którego ślady można do dziś wypatrzyć w najniższych partiach zachowanego pałacu.

O renesansowym dworze w Bukowcu dziś wiemy zaskakująco niewiele – nie zachowały się ani opisy, ani szkice, które pozwoliłyby odtworzyć jego wczesny wygląd czy plan pomieszczeń. Z dawnych źródeł przebija jedynie kilka faktów, jak choćby ten, że w roku 1600 jedną z izb udostępniono protestantom na salę modlitw – dwór, zamiast bronić, stał się więc miejscem duchowych uniesień. Przypuszcza się również, że jeszcze w pierwszej połowie XVIII stulecia gmach przebudowano, powiększając go i przykrywając modnym wówczas mansardowym dachem.

Ostatnim z rodu von Reibnitz na Bukowcu był Johann Maximilian Leopold von Reibnitz (zm. 1758), który przed śmiercią przekazał wieś siostrzeńcowi, Karlowi baronowi von Kottwitz (zm. 1761). Ten jednak długo się dobrami nie nacieszył – raptem trzy lata później trafiły one do Gottlieba barona von Richthofena (zm. 1762). Potem pałeczkę przejęła na krótko Barbara Helene von Festenberg-Packisch, a po niej w dokumentach majaczy tajemniczy pan von Luck, o którym historia – jak na złość – milczy nawet w kwestii imienia.

Od 1770 roku majątkiem zarządzała już Barbara Helene von Luck z domu von Lestwitz wraz z mężem Karlem Ferdinandem Siegmundem baronem von Scherr-Thos (zm. 1774). On także nie zdążył się pałacem nacieszyć – jego kolejna żona, Maria Eleonore z domu von Prittwitz, przejęła wdowi majątek, a następnie w 1785 roku sprzedała go Friedrichowi Wilhelmowi baronowi von Reden (zm. 1815). I tak zakończył się ciąg krótkich epizodów właścicielskich, otwierając zarazem nowy, wyjątkowo pomyślny rozdział w dziejach małego Bukowca.

Gdy 33-letni Friedrich Wilhelm baron von Reden obejmował Bukowiec, majątek wyglądał całkiem solidnie: dwór z folwarkiem, a w samej wsi – 600 mieszkańców, dwa kościoły, dwa młyny i szkoła. Krótko mówiąc: mała społeczność, ale funkcjonująca jak miasteczko. Nowy właściciel nie zamierzał jednak poprzestać na tym, co zastał. Wkrótce stary dwór przeobraził się w neoklasyczny pałac według projektu berlińskiego architekta, prof. Friedricha Rabe. Zniknęła fosa i wieża, a fasada nabrała prostoty – zgodnie z duchem czasów, gdy klasyczna oszczędność formy była nie tylko wyborem estetycznym, ale wręcz obowiązującą modą.

W latach 90. XVIII wieku Reden zabrał się także za folwark. I to z rozmachem: powstał browar, Dom Zarządu, stajnie, owczarnia, stodoła, a całość dopełniła rozbudowana sieć stawów hodowlanych. Modernizacja była tak gruntowna, że Bukowiec zyskał rangę modelowego gospodarstwa – a browar i ryby zapewne dodawały mu smaku dosłownie i w przenośni.

W roku 1800 rozebrano zabudowania gospodarcze stojące dotąd przed pałacem i odtąd zyskał on naturalną oprawę w postaci panoramy Karkonoszy. W ich miejsce powstały nowe budynki, zaprojektowane przez Karla Gottfrieda Geisslera, schludne i dobrze wpisujące się w nową wizję właściciela. Równolegle von Reden zabrał się za realizację swego wielkiego marzenia – rozległego parku krajobrazowego, w którym cały majątek miał zyskać charakter angielskiej farmy ozdobnej. Podróże służbowe do Anglii dostarczyły mu inspiracji, lecz prawdziwym paliwem tej wizji była miłość do żony, Johanny Juliane Friederike z domu von Massov.

To właśnie dla niej polecił wznieść pawilon z otwartym kolumnowym portykiem, nazwany później Belwederem, bądź – bardziej romantycznie – Świątynią Ateny. A że romantyzm wymagał także odrobiny teatralnej gry, w parku pojawiły się liczne budowle alegoryczne: Dom Ogrodnika, Siedziba Teresy, Dom Rybaka, Dom Łąkowy, Dom Niebieski, wieża widokowa Warthe Turm, sztuczne ruiny amfiteatru, a wreszcie Opactwo – zaprojektowane jako rodzinne mauzoleum. Wszystko to razem tworzyło krajobraz, w którym natura i architektura prowadziły z sobą nieustanny dialog, a Bukowiec zyskał aurę miejsca na wskroś nowoczesnego i sentymentalnego zarazem.

Już jedna z pierwszych jego decyzji pokazała, że młody baron nie zwykł dreptać utartymi ścieżkami: sprowadził z Anglii nowinkę techniczną – maszynę parową, wówczas zwaną ogniową – i kazał ją zainstalować w kopalni srebra i ołowiu „Fryderyk”. Niebawem zakupił kolejną, którą ustawił w nowo założonej hucie w Ozimku. Równocześnie robił wszystko, by pobudzić na Śląsku wydobycie węgla kamiennego, które pod koniec XVIII wieku było, mówiąc oględnie, raczej symboliczne.
Problem polegał na tym, że mieszkańcy wciąż upierali się przy paleniu drewnem – od właścicieli wapienników i browarów, przez gorzelników, aż po zwykłych użytkowników. Węgiel uchodził bowiem za opał „niezdrowy”, co dziś brzmi jak ironia losu. Reden postanowił więc działać nieszablonowo: wprowadził premie dla wytwórców używających węgla, a sam dał przykład, instalując w bukowieckim pałacu piece opalane właśnie tym surowcem.
Ta mieszanka wizjonerstwa i praktycznej zachęty, wsparta protekcjonistyczną polityką celną, przyniosła efekty – pruski przemysł hutniczy zaczął się dynamicznie rozwijać. Nic dziwnego, że w 1786 roku Fryderyk Wilhelm von Reden został uhonorowany tytułem hrabiowskim.
Na przełomie XVIII i XIX stulecia powstał tu pierwszy na Śląsku park krajobrazowy zgodny z angielskim kanonem romantycznego ogrodu – część projektów wyszła spod ręki samego Redena, a część przygotował uznany architekt ogrodów Hans Carl Walther. W założeniu chodziło o coś więcej niż tylko piękne alejki i malownicze stawy: program ogrodu zestawiał człowieka i naturę w harmonijną całość, mającą odzwierciedlać porządek i prawa świata.
W lipcu 1815 roku Wilhelm von Reden zmarł na zapalenie płuc. Zgodnie ze swoją wolą spoczął w Opactwie w Bukowcu. Trumnę niosło czterdziestu górników z wałbrzyskich kopalń – symboliczny hołd dla człowieka, który uczynił tak wiele dla śląskiego górnictwa. Wiele lat później dołączyła do niego w krypcie ukochana żona, hrabina Johanna Juliane Friederike, a także jej brat, Georg baron von Riedsel zu Eisenbach.

Po śmierci Fryderyka dobra bukowieckie odziedziczyła jego żona, Johanna Juliane Friederike (zm. 1854), która wiernie kontynuowała dzieło męża, choć z wyraźnym własnym akcentem. Z jednej strony wzbogacała parkową florę o kolejne gatunki krzewów i drzew, z drugiej – jeszcze chętniej pielęgnowała działalność religijną i charytatywną. Jako przewodnicząca Ewangelickiego Towarzystwa Biblijnego, a nade wszystko jako opiekunka dzieci chłopskich i wspomożycielka w czasach klęsk żywiołowych, zasłużyła sobie na wdzięczność i szacunek lokalnej społeczności. Można więc rzec, że kiedy baron liczył tony węgla, baronowa z równą pasją liczyła uczynki miłosierdzia.

Tymczasem parkowo-pałacowy Bukowiec nabierał coraz większego rozgłosu. Goście zatrzymujący się u hrabiny – czy to na dłużej, czy tylko przejazdem – roznosili w świat pochlebne opinie. I tak wieść o śląskim cudzie natury i ogrodnictwa zataczała coraz szersze kręgi. Już w 1800 roku, podczas podróży po Dolnym Śląsku, przyszły prezydent Stanów Zjednoczonych John Quincy Adams tak relacjonował swoje wrażenia z wizyty u Redenów: O milę angielską od Kowar leży Bukowiec [...] jest tu to, co w Anglii nazywa się na ornamental farm, grunty są zagospodarowane na sposób angielski. Natura jest tu tak piękna sama w sobie, że nie wymaga wiele zachodu, żeby ją ozdobić. Są tu trawniki, groty, kaskady, strumienie i gaje, którym brakuje tylko ogrodzeń, żeby wyglądały jak angielskie ogrody.

Dzięki bliskim kontaktom Redenów z dworem pruskim i elitą epoki – od poetów z najwyższej półki, takich jak Johann Wolfgang Goethe, po polityków i arystokratów – Bukowiec stał się jednym z ważniejszych punktów na mapie życia kulturalnego i towarzyskiego. Park hrabiego urósł do rangi atrakcji międzynarodowej, a zjeżdżali tu goście z całej Europy, by nacieszyć oczy jego urokami.

Na liście odwiedzających pojawili się wybitni malarze i ilustratorzy – Caspar David Friedrich, Carl Gustav Carus, Caspar Scheuren czy Samuel Rosel – a także poeta Theodor Koerner, baron Rzeszy Heinrich von Stein, rosyjska cesarzowa i zaprzyjaźniony z Redenem przyszły król Prus Fryderyk Wilhelm IV. Wizyta w Bukowcu stawała się więc obowiązkowym punktem w kalendarzu oświeconego Europejczyka.

Księżna Izabela Czartoryska, która zajrzała tu w 1816 roku, zanotowała w swoim dzienniku zachwyty pełne soczystych barw i porównań: Natura uczyniła wszystko jak wszędzie w tym zakątku Śląska, by upiększyć Bukowiec. Najróżnorodniejsze widoki, zieleń najświeższa, kraj polami pocięty, dalej góry i wspaniałe drzewa. Można to zauważyć wszędzie, lecz przede wszystkim świadczą o tym szczegóły: żyzne pola, wiele gatunków drzew i z największym smakiem posadzone wzdłuż alejek i ścieżek krzewy i rośliny. [...] Kwiatów taka moc, że oko oślepia różnorodność barw zestawionych przypadkowo, jarzących się w blaskach słońca.

Na tle tego festiwalu przyrody sam pałac – oszczędny w formie, pozbawiony ozdobników – wydawał się gościom nieco… skromny. Sama Czartoryska ujęła to z typową dla siebie elegancją: Oko po prawej stronie spogląda na pański pałac, który nie wygląda wspaniale, ale spełnia swój cel jako dom mieszkalny.





Hrabina von Reden zmarła w maju 1854 roku, dożywszy sędziwego wieku 80 lat. Po jej śmierci majątek – zgodnie z testamentem – przejęła chrześnica, baronowa Marie Karoline von Rotenhan, a następnie najmłodszy syn, emerytowany rotmistrz królewsko-pruski Hermann von Rotenhan. To właśnie on podjął się renowacji pałacu i parkowych budowli pod nadzorem konserwatora zabytków prowincji dolnośląskiej, Günthera Grundmanna.

Po Hermannie schedę przejął jego syn, baron Friedrich Karl Georg von Rotenhan, zarządzający Bukowcem od 1893 aż do 1945 roku. W pałacu mieszkał do 1946, kiedy to – podobnie jak wielu dolnośląskich arystokratów – został wysiedlony. Historia nie miała dla tytułów litości: spakował kufry i ruszył do rodzinnej posiadłości w Sendelbach we Frankonii. Bukowiec natomiast przeszedł pod skrzydła Ministerstwa Edukacji. Od tej chwili zamek miał wspierać nie dysputy o sztuce i romantyczne spacery, lecz gospodarkę rybną i rekreację. Salony pałacu zamieniły się w dom wypoczynkowy dla pracowników Uniwersytetu i Politechniki Wrocławskiej, gdzie zamiast filozoficznych dysput dominowało brzęczenie czajników i kolejka do stołówki.

Lata 70. XX wieku przyniosły nowe oblicze Bukowca – Szkołę Rolniczą. W kolejnych dekadach pałac gościł ośrodek doradztwa rolniczego, a w końcu Karkonoski Uniwersytet Ludowy. Dawny rezydencjonalny splendor ustąpił miejsca kursom uprawy ziemniaka i szkoleniom z nowoczesnego rolnictwa. W połowie lat 80. udało się nawet przeprowadzić remont: wymieniono elementy więźby dachowej, bo dach – jak wiadomo – trzeba mieć nad głową niezależnie od ustroju. Po 1989 obiekt przejęła Agencja Nieruchomości Rolnych – końcowy akord powojennych czasów, gdy duch pałacu rozpływał się w ciszy, aż przetrwał już tylko w pamięci.

OPIS PAŁACU
Pałac to trzykondygnacyjna budowla, której plan zbliżony jest do kwadratu, wzbogaconego o dwa dyskretne ryzality w części południowej i zachodniej. Ten ostatni uchodzi za pozostałość dawnej wieży – relikt czasów, gdy w architekturze bardziej ceniono możliwość wypatrywania zagrożenia niż ładną perspektywę na ogród. Fasada prezentuje się wyjątkowo powściągliwie: sześć rzędów prostych okien w prostych ramach, kondygnacje oddzielone gzymsem, żadnych ornamentów, które mogłyby rozproszyć uwagę. Całość ożywia łukowy portal wejściowy, flankowany pilastrami i prowadzące do niego równie skromne, jednobiegowe schody. Nie jest to architektura, która rywalizowałaby z parkowym otoczeniem – raczej wygląda, jakby pałac sam uznał, że jego rolą jest nie błyszczeć, a stanowić eleganckie tło. Trochę jak dobrze ubrany gość na weselu: nie rzuca się w oczy, ale bez niego cała scena straciłaby równowagę.

Pałac nakryty jest czterospadowym dachem mansardowym. Wnętrza – w odróżnieniu od powściągliwej fasady – zaskakiwały bogatą dekoracją sztukatorską, częściowo zachowaną do dziś. Funkcję reprezentacyjną pełniła Sala Jadalna na piętrze, z niewielką wnęką oddzieloną od reszty pomieszczenia dwiema jońskimi kolumnami. Obok znajdowały się Sala Księżycowa i Sala Słoneczna – nazwy tak poetyckie, że aż trudno uwierzyć, iż służyły do całkiem przyziemnych celów. Obie sale łączyła z niższą kondygnacją klatka schodowa oświetlona od góry dużym owalnym świetlikiem – swoistym „okiem niebios”, które, niczym wścibski sąsiad, zaglądało wprost do wnętrza budynku.

Za czasów Redenów pałacowe pomieszczenia pełne były efektownych kominków, stiuków i sztukaterii, które stanowiły tło dla wystawnych kolekcji rzeźb, mebli i obrazów. Dumą właścicieli był imponujący zbiór artystycznych wyrobów żeliwnych oraz porcelany manufaktury w Berlinie, daru od rodziny królewskiej – najwyraźniej nawet monarchowie wiedzieli, że łatwiej ująć hrabiego podarkiem do stołu niż kolejnym patetycznym listem. Wcześniej dwór otaczała jeszcze fosa, dziś zastąpiona nieco mniej efektownym obniżeniem terenu. Można powiedzieć, że dawny element obronny przeistoczył się w rodzaj historycznego cienia, gdzie zamiast ryb i mostów triumfują mlecz i koniczyna.

Na północ od pałacu rozciąga się rozległe założenie krajobrazowe w stylu angielskim, które na początku XIX wieku liczyło niemal 1500 gatunków roślin – w większości egzotycznych przybyszów, bo miejscowa flora uznana została za niegodną tego towarzystwa i pospolite fiołki musiały ustąpić miejsca przybyszom z dalekich krain. Całość podzielono na trzy pejzażowe kompozycje: kwietny ogród tuż przy pałacu i Domu Ogrodnika, właściwy park obejmujący dalszą część posiadłości oraz ozdobną farmę, w której folwark, stawy rybne i otaczające je łąki z polami udawały, że gospodarka rolna też może być romantyczna.

Rozbudowany system wodny połączono rowami i kanałami, a groble pełniły rolę traktów spacerowych, które wyznaczały osie widokowe prowadzące wprost na szczyty Karkonoszy. Nawet pobliskie stawy dostały swoje role w tym romantycznym spektaklu – spiętrzone tamą i ochrzczone tak, by budziły nastrój zadumy, jak choćby Staw Ponurej Kapliczki. Bukowieckie założenie krajobrazowe z czasów Redenów było tak nowatorskie, że stało się wzorem dla innych parków w Dolinie Królów, wyprzedzając ich realizacje o dobre ćwierć wieku. Krótko mówiąc – zanim w okolicy zapanowała moda na romantyzm, Bukowiec zdążył już zostać jej trendsetterem.

Oryginalnym i niezwykle cennym dopełnieniem bukowieckiego parku była grupa budowli rozlokowanych w ściśle określonych miejscach, które pełniły funkcje praktyczne albo wyłącznie symboliczne, wprowadzając do otoczenia pałacu wątki antyczne i romantyczne. Najważniejszą z nich była bez wątpienia Świątynia Ateny, zwana też Belwederem. Wzniesiono ją w 1804 roku na wzgórzu, około 200 metrów od pałacu – w sam raz, by można było dojść spacerkiem, ale i poczuć się jak w drodze do czegoś wyjątkowego.

Świątynia miała formę niewielkiego, symetrycznego gmachu z czterokolumnowym portykiem doryckim. W bocznych pokojach mieściła się biblioteka i salonik, idealne miejsce na spotkania, podczas których można było podziwiać malowniczą panoramę Karkonoszy. Trudno o bardziej romantyczną scenę: antyczna stylizacja, widok gór i łacińska inskrypcja na frontonie, w której hrabia von Reden wyznał miłość swojej żonie w sposób iście monumentalny – Kochanej małżonce – Friedrich Wilhelm von Reden. Nie każdy dostaje kolumnadę i marmurowy napis w ramach prezentu na drugą rocznicę ślubu.

Świątynia Ateny górowała nad najbliższym otoczeniem, w którym szczególnie wyróżniał się Dom Ogrodnika – urocza budowla z czterospadowym dachem w kształcie kopuły, ulokowana w północno-wschodniej części parku. Z zewnątrz przypominał typowe domy znane z pejzażu angielskiej wsi, ale w Bukowcu pełnił funkcję znacznie bardziej wyszukaną: rekreacyjnego gabinetu hrabiego i hrabiny. W środku znalazła się kolekcja minerałów, motyli i żuków – prywatne muzeum natury, które miało zachwycać gości, a pewnie także podkreślać, że państwo Redenowie mają gust i… trochę czasu na układanie owadów w gablotach. Salon herbaciany od strony południowej zdobiło dwanaście obrazów przedstawiających kwiaty, każdy przypisany do innego miesiąca roku. Zatem niezależnie od pory zawsze można było napić się herbaty w „odpowiednim” towarzystwie botanicznym.

Nieco dalej, na niewielkim, porośniętym mchem kopcu, stał kamienny pomnik wybitnego geografa Johanna Valentina Weigla, a tuż obok drewniany Dom Rybaka. Choć nazwa brzmi skromnie, w budynku mieszkał nie tylko pomocnik ogrodnika, ale też przygotowano dwa pokoje dla samych Redenów. Dla podkreślenia „rybackiego” charakteru otoczenia obok domu rozłożono sieci i ułożono kilka łodzi – tak na wszelki wypadek, gdyby komuś przyszła ochota uwierzyć, że to rzeczywiście siedziba rybaka, a nie stylizowana dekoracja parku.

W dalszej perspektywie, na wzgórzu zwanym Kesselberg, wznosi się cylindryczna Warthe Turm – wieża widokowa, z której we wrześniu 1820 roku goście bukowieckiego pałacu obserwowali zaćmienie słońca. Trzeba przyznać, że miejsce nadawało się do tego idealnie: panorama Karkonoszy i Rudaw Janowickich rozciąga się stąd jak na dłoni. Możliwość podziwiania widoków mieli nie tylko goście z salonów, lecz również ci z ławek karczemnych, oczywiście po uprzednim zgłoszeniu w odpowiednim miejscu. Tak wyglądała dziewiętnastowieczna „turystyka masowa” – elegancka i z regulaminem.

Nieopodal wieży wzniesiono sztuczne ruiny na wzór rzymskiego amfiteatru: dwukondygnacyjny mur z łamanego kamienia w formie półkola, z oknami, które zamiast szyb oferowały starannie wykadrowane widoki na góry. Centralnym punktem tej romantycznej scenografii była Śnieżka – góra, która w takiej oprawie wyglądała jak główny aktor na scenie, podczas gdy całe ruiny służyły jedynie za teatralną dekorację.

Zachodnią część zespołu parkowego zdominował budynek Opactwa – wyjątkowy, bo zamiast antycznych odniesień dostał szatę neogotycką. Wzniesiono go z myślą o mauzoleum rodowym i szybko spełnił tę rolę: po śmierci von Redena w 1815 roku właśnie tutaj spoczęła jego trumna, nakryta białym całunem i codziennie ozdabiana świeżym bukietem przez zbolałą wdowę. Romantyczny gest, który w praktyce zamienił kaplicę w miejsce spotkań z pamięcią hrabiego – i obowiązkowy punkt zwiedzania.

Wcześniej budynek pełnił bardziej przyziemną funkcję: mieszkała w nim rodzina opiekująca się otoczeniem i wyposażeniem, a turystom udostępniano dwa pomieszczenia – bogato zdobioną nawę i znacznie skromniejszą komnatę w wieży. Także później Opactwo było celem wycieczek, głównie ze względu na obecność mauzoleum Redena. Jeden z opisów oddaje atmosferę tego miejsca z teatralną powagą: W gęstwinie lasu opactwo w średniowiecznym stylu, otoczone najrzadszymi krzewami i kwiaty, wchodzi się do niskiego sklepienia, na lewo przez drzwi żelazne w kraty wielkie, przy słabym oświetleniu w oddali spostrzega się biało osłonięty przedmiot – jest to trumna ministra hrabiego Redena, to jest jego grób. Romantyczny pejzaż Bukowca uzupełniał Salon Ogrodowy i przeniesiona z Karpnik renesansowa Studnia Templariuszy, zamykająca cały cykl niczym dobrze postawiona kropka.

STAN OBECNY
Pozostałości renesansowego dworu kryją się w dolnych partiach pałacu – nie są jednak w żaden sposób wyeksponowane, więc rozpoznanie ich wymaga wprawnego oka albo sporej wyobraźni. Sam budynek długo nie zachwycał urodą, ale jego elewacje niedawno odświeżono, więc przynajmniej z zewnątrz odzyskał część dawnego blasku. Wnętrza w znacznej części utraciły walory estetyczne nadane im przez fundatorów. Wyjątkiem pozostaje odrestaurowana Kancelaria z bogatą dekoracją sztukatorską na sklepieniu oraz reprezentacyjna Sala Jadalna z charakterystycznymi jońskimi kolumnami – detale, które nadal potrafią przyciągnąć wzrok, nawet jeśli reszta budynku nie zawsze dotrzymuje im kroku.

Dziś pałac gości Związek Gmin Karkonoskich, a folwark i park trafiły w ręce Fundacji Dolina Pałaców i Ogrodów Kotliny Jeleniogórskiej. Dekoracje pozostały te same, zmienił się tylko repertuar – romantyczne uniesienia zastąpiły szkolenia i projekty unijne, bardziej praktyczne niż natchnione.

Założenie parkowe nie przypomina już dawnego ogrodu pełnego wyszukanych kompozycji, ale teren jest zadbany i wciąż potrafi cieszyć oko spacerowiczów. Z dawnych budowli najlepiej zachowały się Dom Ogrodnika, Opactwo oraz Belweder – znany również jako Świątynia Ateny albo, w bardziej swojskiej wersji, Herbaciarnia. To właśnie stąd rozciąga się znakomity widok na Śnieżkę, która od wieków i tak gra tu pierwsze skrzypce, niezależnie od tego, czy w tle stoi klasycystyczny portyk, czy zwykła ławka dla turystów.

Do pałacu jeszcze teraz (2025) raczej nie zajrzymy, ale park stoi otworem o każdej porze dnia i nocy – i choć nocne spacery nie każdemu przypadną do gustu, sama świadomość tej swobody brzmi kusząco.
Po parku można spacerować z psem, dla którego największą atrakcją zapewne nie będą widoki na Śnieżkę, lecz cały wachlarz zapachów ukrytych w trawie i krzewach.

DOJAZD
Bukowiec zajmuje centralną część tzw. Doliny Królów – regionu u podnóża Karkonoszy, w którym na każdym kroku spotyka się świadectwa dawnej potęgi arystokracji: Habsburgów, Hohenzollernów, Schaffgotschów, Radziwiłłów czy Czartoryskich. Dziś to już nie królewskie pałace, lecz zwykłe wsie i miasteczka, wciąż jednak pełne cennych zabytków. Sam Bukowiec leży około 15 kilometrów na południowy wschód od Jeleniej Góry, niedaleko drogi do Karpacza.
Przy pałacu znajdziemy parking na kilkadziesiąt aut, choć w sezonie to bywa raczej konkurs szybkości i szczęścia niż pewne miejsce postoju. Najlepiej odwiedzić Bukowiec w godzinach przedpołudniowych – wtedy park pokazuje swoje spokojniejsze oblicze.
WARTO ZOBACZYĆ
W położonych zaledwie 4 km na północny zachód od Bukowca Mysłakowicach stoi okazały pałac, wzniesiony w pierwszej połowie XVIII wieku przez von Reibnitzów, a później przebudowany w stylu neogotyckim z inicjatywy króla pruskiego Fryderyka Wilhelma. To właśnie on uczynił z Mysłakowic swoją letnią rezydencję, a przy okazji – drugą stolicę Prus. Tym samym niewielka wieś nagle stała się najważniejszym punktem historycznej Doliny Królów, gdzie arystokratyczny prestiż spotykał się z karkonoską scenerią.


Sam pałac założono na planie zbliżonym do podkowy, z dwukondygnacyjnym pawilonem wejściowym w fasadzie południowej. Od zachodu przylega do niego ośmioboczna wieża zwieńczona blankowaną platformą, z której rozciągał się widok na Karkonosze, idealny do kontemplacji wielkiej polityki w letnim wydaniu. Całość otacza rozległy park krajobrazowy, a dziś w murach dawnej rezydencji królewskiej mieści się… szkoła – uczniowie mają więc lekcje w miejscu, gdzie kiedyś pisała się historia Prus.


W oddalonej o 10 km na północ Łomnicy znajdziemy pięknie zrewitalizowany zespół pałacowy. Składa się on z barokowego pałacu Kusterów z XVIII wieku, XIX-wiecznego klasycystycznego pałacyku Menzlów – obecnie znanego jako Dom Wdów – oraz zabudowań folwarcznych z niewielkim parkiem. Nazwa „Dom Wdów” brzmi dość ponuro, ale dziś mieści się tam całkiem przytulny hotel, w którym można wypocząć bez konieczności czekania na testament.


W barokowym pałacu urządzono wystawę wnętrz, a dawny folwark ożył jako przestrzeń edukacyjno-rekreacyjna. Spichlerz mieści Sklep Lniany, w budynkach gospodarczych działają piekarnia, sklep folwarczny i kuchnia ziemiańska. Słowem – tam, gdzie kiedyś królowały pługi i inwentarz, dziś można kupić lnianą serwetkę, spróbować świeżego chleba i zajrzeć do ziemiańskiego życia – ale już bez konieczności wstawania o świcie do obory.



Tuż obok, oddzielony jedynie wąską strugą Bobru, wznosi się pałac w Wojanowie – według wielu najpiękniejsza rezydencja Dolnego Śląska. Elegancja Wojanowa działa jak magnes i trudno się dziwić, że wielu zwiedzających opuszcza to miejsce z myślą: „tak, tu moglibyśmy zamieszkać”. Niestety, na razie pozostaje to w sferze marzeń, ewentualnie zdjęć na Instagramie.

Jadąc z Bukowca w stronę Karpacza, mijamy Kowary, gdzie na terenie dawnej fabryki dywanów powstał dość nietypowy adres na turystycznej mapie regionu – park miniatur. Zgromadzono tu ponad 60 modeli najważniejszych zabytków polskiego i czeskiego Śląska, z wyraźną przewagą sudeckich zamków i pałaców.




Miniatury wykonano w skali 1:25 lub 1:50 z materiałów odpornych na kaprysy pogody, a dbałość o szczegóły architektoniczne robi naprawdę duże wrażenie. Innymi słowy: jeśli ktoś marzył, by zobaczyć całe Sudety w jedno popołudnie – tutaj ma ku temu najlepszą okazję.



ZAMKI W POBLIŻU
- Karpniki – zamek rycerski z XIV w., przebudowany, 4 km
- Krzyżna Góra – pozostałości zamku Sokolec z XIV w., 7 km
- Czarne – renesansowy dwór obronny z XVI w., 10 km
- Janowice Wielkie – ruina książęcego zamku Bolczów z XIV w., 12 km
- Chojnik – ruina zamku książęcego z XIV w., 18 km
- Siedlęcin – wieża mieszkalno-obronna z XIV w., 20 km
- Płonina – ruina zamku rycerskiego z XIV w., 22 km
- Rybnica – ruina zamku z XIV w., 22 km
LITERATURA
- W. Kapałczyński, P. Napierała: Zamki, pałace i dwory Kotliny Jeleniogórskiej, DPiOKJ 2005
- J. Lamparska: Tajemnice, zamki, podziemia, ASIA Press 1999
- R. M. Łuczyński: Zamki i pałace Dolnego Śląska, OWPW 1997
- M. Perzyński: Dolnośląskie zamki, dwory i pałace, WDW 2012