CZERNINA

ruina zamku szlacheckiego

NA FOTOGRAFII RUINA PAŁACU W CZERNINIE – ZOSTAŁY ŚCIANY, KTÓRYCH NIKT NIE CHCE I HISTORIA, KTÓREJ NIKT NIE SŁUCHA. TAK WYGLĄDA PAMIĘĆ, GDY NIKOMU NA NIEJ NIE ZALEŻY.

DZIEJE ZAMKU


Nazwę Schyr­ni­no za­pi­sa­no po raz pier­wszy w 1308 ro­ku w księ­gach ko­ściel­nych, któ­re wi­dzia­ły już nie­jed­no te­ry­to­rial­ne prze­ta­so­wa­nie. Wów­czas by­ła to nie­wiel­ka wieś na­le­żą­ca do du­chow­nych, ci­cha, choć za­pew­ne nie po­zba­wio­na lo­kal­nych plo­tek i przy­ziem­nych dra­ma­tów. Przez na­stęp­ne dzie­się­cio­le­cia nie­wie­le się tu dzia­ło – aż w po­ło­wie XIV wie­ku wieś prze­szła w rę­ce szlach­ty, a z nią po­ja­wi­ły się her­by, ty­tu­ły i po­trze­ba bu­do­wa­nia cze­goś trwal­sze­go niż drew­nia­ne cha­łu­py.

WIDOK PAŁACU OD POŁUDNIOWEGO ZACHODU W 1910 ROKU...

...I OBECNIE (RĘCE OPADAJĄ)

Pierwszym, którego na­zwi­sko prze­trwa­ło w źród­łach, był Jan z Czer­ni­ny (zm. 1423) – ka­szte­lan mię­dzy­rze­cki, czło­wiek, któ­ry my­ślał w ka­te­go­riach mu­rów i wież, nie pło­tów i sto­dół. Je­mu przy­pi­su­je się wznie­sie­nie na prze­ło­mie XIV i XV wie­ku mu­ro­wa­nej sie­dzi­by, któ­rej ka­mien­ne ścia­ny mia­ły mó­wić o sta­tu­sie bar­dziej wy­mo­wnie niż ja­ki­kol­wiek do­ku­ment. Po je­go śmier­ci do­bra prze­jął syn, Jo­cusch von der Czyr­ne, lecz do go­spo­da­rze­nia nie miał ser­ca – oko­ło 1430 ro­ku sprze­dał ma­ją­tek Mag­nu­so­wi von La­bel. Od­tąd, przez kil­ka ko­lej­nych dzie­się­cio­le­ci Czer­ni­na wę­dro­wa­ła po her­bo­wych ro­dach ni­czym nie­chcia­ne dzie­dzi­ctwo — zbyt cen­ne, by po­rzu­cić, zbyt kło­po­tli­we, by się nim cie­szyć.

Z LOTU PTAKA DOSKONALE WIDAĆ SKALĘ UPADKU – ZRUJNOWANY PAŁAC I FOLWARK NA FOTOGRAFII Z 1968 ROKU. KIEDYŚ CENTRUM ŻYCIA, DZIŚ POMNIK BEZRADNOŚCI. WSZYSTKO, CZEGO NIE UKRADZIONO, PO PROSTU ZGNIŁO.

W 1492 roku – gdy in­ni od­kry­wa­li no­we kon­ty­ne­nty – miej­sco­wy za­mek od­krył no­wych wła­ści­cie­li: ród von Do­hna. To wła­śnie Hen­ryk VII von Do­hna uzy­skał w 1515 ro­ku od Wła­dy­sła­wa Ja­giel­loń­czy­ka przy­wi­lej lo­ka­cyj­ny, któ­ry uczy­nił z Czer­ni­ny ośro­dek o am­bi­cjach znacz­nie więk­szych niż jej roz­miar. W 1538 ro­ku do­bra prze­ję­li bra­cia Alek­san­der i Bal­ta­zar von Stosch z Mo­ję­cic. To za ich cza­sów mia­ste­czko roz­ro­sło się i zy­ska­ło ob­wa­ro­wa­nia, któ­re na­da­ły mu wy­gląd nie­wiel­kiej, lecz so­lid­nej wa­ro­wni. Bal­ta­zar za­pi­sał się jed­nak w dzie­jach z in­ne­go po­wo­du – w 1551 ro­ku prze­szedł z ka­to­li­cy­zmu na pro­te­stan­tyzm, wpro­wa­dza­jąc do tu­tej­szych mu­rów no­wy po­rzą­dek du­cho­wy. Z po­zo­ru by­ła to je­dy­nie zmia­na wy­zna­nia, w rze­czy­wi­sto­ści zaś po­czą­tek dłu­gie­go okre­su, w któ­rym lo­sy zam­ku i mia­ste­czka spla­ta­ły się z bu­rzli­wy­mi dzie­ja­mi re­for­ma­cji.

ELEWACJA WSCHODNIA PAŁACU W CZASACH, GDY ROZPAD NIE BYŁ JESZCZE NARZĘDZIEM RÓWNOŚCI

Po śmierci Bal­ta­za­ra von Stosch je­go po­tom­ko­wie wzię­li się w 1595 ro­ku za po­rząd­ki w ma­ją­tku z nie­mie­cką skru­pu­la­tno­ścią i ro­dzin­ną pre­cy­zją. Mel­chior do­stał Trze­bosz (Trie­busch), Ka­spar (zm. 1627) – Czer­ni­nę Gór­ną wraz z mia­ste­czkiem, a naj­młod­szy z bra­ci, rów­nież Bal­ta­zar, ob­jął Czer­ni­nę Dol­ną i Ja­błon­nę. Tak usta­lo­ny po­dział utrwa­lił się na wie­ki, dzie­ląc zie­mię nie go­rzej niż nie­je­dna woj­na o gra­ni­ce. Od tej po­ry ist­nia­ły dwie Czer­ni­ny – Gór­na i Dol­na – ni­czym bliź­nia­czki, któ­re od dzie­ciń­stwa nie po­tra­fi­ły dojść ze so­bą do zgo­dy.

MIASTO NA RYCINIE FRIEDRICHA BERNHARDA WERNERA, OK. 1750 – TAM, GDZIE DZIŚ CHWASTY, WTEDY JESZCZE UROCZE DACHY I PORZĄDEK JAK Z OBCEGO ŚWIATA

Niestety, nie da­ne im by­ło dłu­go spie­rać się w spo­ko­ju. Wiek XVII nad­szedł z hu­kiem dział, z dy­mem po­ża­rów i z za­ra­za­mi, któ­re nie py­ta­ły o stan czy herb. Dol­ny Śląsk stał się wów­czas sce­ną dla wojsk duń­skich, szwedz­kich i ce­sar­skich – każ­dy wpadł, coś za­brał, coś spa­lił, zo­sta­wił tro­chę os­py i ru­szył da­lej. Czer­ni­na zno­si­ła to wszy­stko jak zwy­kle – bez za­chwy­tu, ale i bez wy­bo­ru.

ZAMEK, PROTESTANCKI DOM MODLITWY I KOŚCIÓŁ KATOLICKI – NA RYCINIE WERNERA Z POŁOWY XVIII WIEKU, TRÓJCA ŚWIĘTA ŚLĄSKIEGO PEJZAŻU

A jednak z tego zgieł­ku wy­ło­ni­ła się po­stać god­na wspo­mnie­nia – Ge­org Abra­ham von Stosch (zm. 1705), któ­ry pod ko­niec stu­le­cia po­sta­no­wił, że dość już dy­mu i bło­ta. Za­miast wa­ro­wni, ka­zał zbu­do­wać re­zy­den­cję w ba­ro­ko­wym sty­lu – peł­ną świa­tła, ko­lumn i am­bi­cji epo­ki, któ­ra uwiel­bia­ła ro­bić wra­że­nie. Nie do­cze­kał się po­tom­stwa z Ur­szu­lą Ka­ta­rzy­ną von Kott­witz, więc po je­go śmier­ci ma­ją­tek prze­szedł w rę­ce sio­stry, Hed­wig He­le­ny (zm. 1713), wdo­wy po Fry­de­ry­ku von Schwei­nitz. Po niej Czer­ni­na przy­pa­dła ro­do­wi von Lest­witz, a ko­lej­ni wła­ści­cie­le – Adam Mel­chior (zm. 1718), Ge­org Abra­ham i Ka­rol Ru­dolf (zm. 1803) – kon­ty­nu­owa­li dzie­ło przod­ków, pie­lęg­nu­jąc tra­dy­cję, że każ­da epo­ka po­zo­sta­wia po so­bie coś trwa­łe­go: jed­ni mu­ry, in­ni dłu­gi, a nie­któ­rzy po pro­stu do­bre na­zwi­sko.

PAŁAC W CZERNINIE, WZNIESIONY POD KONIEC XVII WIEKU PRZEZ GEORGA ABRAHAMA VON STOSCHA, ZDAWAŁ SIĘ BYĆ BAROKOWĄ DEKLARACJĄ, ŻE ZAMIAST WOJOWAĆ MOŻNA PO PROSTU ŻYĆ Z ROZMACHEM

Karol Rudolf von Lestwitz, osta­tni z ro­du, zmarł bez­po­tom­nie 9 sier­pnia 1803 ro­ku, zo­sta­wia­jąc po so­bie nie tyl­ko oka­za­ły ma­ją­tek, lecz tak­że nie­zwy­kle przy­zwo­ity gest. Ca­ły swój do­ro­bek za­pi­sał Sto­wa­rzy­sze­niu Dzie­wic Ewan­ge­li­ckich – or­ga­ni­za­cji, któ­rej ce­lem by­ło na­ucza­nie mło­dych ko­biet prak­ty­cznych umie­jęt­no­ści po­trzeb­nych do pro­wa­dze­nia do­mu. Trud­no o bar­dziej ba­ro­ko­wy fi­nał ba­ro­ko­wej hi­sto­rii: daw­ny pan na zam­ku, za­miast sza­bel i klej­no­tów, prze­ka­zu­je w spad­ku szko­łę do­brych ma­nier i po­rząd­ne­go szy­cia.

CZERNINA NA POCZĄTKU XX WIEKU – UROCZYSTOŚĆ TAK POPRAWNA, ŻE AŻ TROCHĘ NIEPRAWDOPODOBNA

Fundacja, hojnie fi­nan­so­wa­na z czer­ńiń­skich dóbr, obej­mo­wa­ła swo­im dzia­ła­niem oko­li­czne wsie, sze­rząc edu­ka­cję, ucząc go­spo­dar­no­ści i udzie­la­jąc bez­płat­nej po­mo­cy me­dy­cznej – co, jak na owe cza­sy, by­ło przed­się­wzię­ciem nie­mal re­wo­lu­cyj­nym. Pru­ski Rząd Kró­lew­ski pil­no­wał, by wszyst­ko od­by­wa­ło się we­dle po­rząd­ku, a do­cho­dy z Czer­ni­ny, Suł­ko­wa i Li­go­ty za­si­la­ły dzia­łal­ność Sto­wa­rzy­sze­nia je­szcze przez ko­lej­ne po­ko­le­nia. Praw­do­po­do­bnie funk­cjo­no­wa­ło ono aż do dru­giej woj­ny świa­to­wej, gdy na­wet naj­le­piej pro­wa­dzo­ne księ­gi prze­sta­ły mieć zna­cze­nie wo­bec hu­ków fron­tu.

EWOLUCJA ARCHITEKTURY W CZERNINIE: OD BALU DO ZAWALU

Sam pałac przetrwał wo­jen­ną za­wie­ru­chę bez więk­szych szkód – los, któ­ry rzad­ko by­wał tak ła­ska­wy wo­bec ślą­skich re­zy­den­cji. Do­pie­ro na­dej­ście Ar­mii Czer­wo­nej w sty­czniu 1945 ro­ku i póź­niej­sze la­ta „opie­ki pań­stwo­wej” spra­wi­ły, że daw­na sie­dzi­ba Sto­schów i Le­stwi­tzów za­czę­ła zni­kać – po­wo­li, lecz nie­uchron­nie. Mur po mu­rze, su­fit po su­fi­cie, aż po­zo­sta­ło to, co w hi­sto­rii naj­trwal­sze: le­gen­da. Dziś po daw­nym splen­do­rze zo­sta­ły ru­iny, w któ­rych na­tu­ra od­zy­ska­ła swo­je pra­wa, a krze­wy – być mo­że z lek­ką iro­nią lo­su – za­ro­sły miej­sce, gdzie kie­dyś uczo­no po­rząd­ku, ele­gan­cji i ha­ftu pro­stym ście­giem.

TRZY OBLICZA TEGO SAMEGO PAŁACU. Z LATAMI UBYWAŁO TYNKU, OKIEN I ZŁUDZEŃ.

OPIS ZAMKU


Średniowieczny zamek w Czer­ni­nie kry­je swo­je po­czą­tki w mil­cze­niu – nie zna­my je­go pier­wo­tne­go ukła­du, nie wie­my na­wet, kie­dy z go­ty­ckiej wa­ro­wni prze­isto­czył się w re­ne­san­so­wą re­zy­den­cję z na­roż­ny­mi, cy­lin­dry­czny­mi wie­ża­mi. Pew­ne jest je­dy­nie, że bu­do­wla ta nie na­le­ża­ła do skrom­nych. W źró­dłach po­ja­wia się wzmian­ka o re­mon­cie z ro­ku 1700 – choć sam je­go za­kres za­gi­nął gdzieś mię­dzy ra­chun­ka­mi a za­pi­ska­mi maj­strów. Los zam­ku nie był jed­nak ła­ska­wy: w 1758 ro­ku stra­wił go po­żar, któ­ry, jak to czę­sto by­wa­ło, nie py­tał o war­tość dzie­ła.

ŚREDNIOWIECZNY ZAMEK W CZERNINIE KRYJE SWOJE POCZĄTKI W MILCZENIU – NAJLEPIEJ PRZETRWAŁA FOSA, DZIŚ JUŻ RACZEJ BAJORO Z EPOKI PÓŹNEGO ZANIEDBANIA

Po odbudowie, w drugiej po­ło­wie XVIII wie­ku, gmach zy­skał kształt czte­ro­skrzy­dło­wej bu­do­wli wznie­sio­nej na pla­nie pro­sto­ką­ta, z nie­wiel­kim dzie­dziń­cem po­środ­ku. Front zdo­bi­ły dwie cy­lin­dry­czne wie­że zwień­czo­ne heł­ma­mi oraz ośmio­bocz­na, czte­ro­kon­dy­gna­cyj­na wie­ża bram­na – straż­ni­czka, przez któ­rą wio­dła dro­ga na most nad fo­są. Po pra­wej stro­nie od wja­zdu znaj­do­wa­ło się skrzy­dło z osio­wym ry­za­li­tem, a ca­łość mia­ła w so­bie ty­le ele­gan­cji, co prak­ty­czne­go chło­du ka­mie­nia.

PAŁAC PO BAROKOWEJ PRZEBUDOWIE. CZTERY SKRZYDŁA, DWIE WIEŻE I ZERO PRZYPADKU – TAK WYGLĄDAŁ PORZĄDEK ARCHITEKTURY W XVIII WIEKU.

Przed zam­kiem roz­cią­gał się ob­szer­ny dzie­dzi­niec oto­czo­ny bu­dyn­ka­mi go­spo­dar­czy­mi; wjaz­du tu­taj strzegł bu­dy­nek bram­ny i ko­lej­ny most nad fo­są, po któ­rym su­nę­ły ka­re­ty i bo­se sto­py, każ­dy na swój spo­sób po­trzeb­ny tej zie­mi.

DAWNY DZIEDZINIEC GOSPODARCZY – NIEGDYŚ RYTM KARET, DZIŚ RYTM PRANIA NA SZNURKU

STAN OBECNY


Zamek znajduje się dziś w sta­nie za­awan­so­wa­ne­go roz­kła­du, z nie­wiel­ki­mi szan­sa­mi na oca­le­nie. Po po­wo­jen­nych de­wa­sta­cjach po­zo­sta­ły je­dy­nie ze­wnętrz­ne mu­ry, w więk­szo­ści za­cho­wa­ne je­szcze w peł­nej wy­so­ko­ści – jak­by wciąż pró­bo­wa­ły uda­wać, że coś trzy­ma­ją.

ZAMEK W STANIE ROZKŁADU, ALE ŚCIANY NADAL GRAJĄ SWOJĄ ROLĘ – JAKBY NIE DOWIERZAŁY, ŻE TO JUŻ KONIEC

Wnę­trze daw­no się za­pa­dło: stro­py ru­nę­ły, dzie­dzi­niec wy­peł­nił się gru­zem, a z gru­zu wy­ro­sły krza­ki, któ­re naj­wy­raź­niej uzna­ły, że sko­ro czło­wiek od­szedł, na­tu­ra wra­ca do pra­cy. Piw­ni­ce prze­trwa­ły je­dy­nie czę­ścio­wo, w więk­szo­ści za­sy­pa­ne, a od wscho­du i po­łu­dnia do ru­in przy­le­ga nie­wiel­kie ba­jor­ko – za­pew­ne to, co zo­sta­ło z daw­nej fo­sy, te­raz już bar­dziej smut­ne niż obron­ne.

KIEDY CZŁOWIEK ODSZEDŁ, NATURA BEZ WAHANIA PRZEJĘŁA ETAT

Jeszcze niedawno moż­na by­ło do­strzec na wscho­dniej ścia­nie kar­tusz her­bo­wy daw­nych wła­ści­cie­li i reszt­ki ka­mien­ne­go por­ta­lu, któ­re przy­po­mi­na­ły, że na­wet ru­ina po­tra­fi­ła trzy­mać się z kla­są — z reszt­ka­mi gra­cji po­śród gru­zu, jak da­ma, któ­ra mi­mo wszyst­ko nie zdej­mu­je rę­ka­wi­czek. Dziś zni­knę­ły — al­bo po­grze­ba­ne pod zwa­ła­mi mu­ru, al­bo prze­nie­sio­ne do któ­rejś no­wo­bo­ga­ckiej re­zy­den­cji, gdzie za­pew­ne uda­ją pa­mią­tkę po cu­dzym ro­do­wo­dzie.

KARTUSZ HERBOWY, CO JUŻ GO NIE MA
Wstęp wol­ny, choć ra­czej dla tych z żył­ką ry­zy­ka — wejść trud­no, a je­śli się uda, ła­two wpaść w ja­kąś dziu­rę albo przy­jąć na gło­wę ka­wa­łek daw­nej świe­tno­ści.
Jeżeli bar­dzo chce­cie, mo­że­cie w to miej­sce przy­je­chać ra­zem ze swo­im psem. Tyl­ko...po co?
Sporo wol­nej prze­strze­ni roz­cią­ga się na za­chód od pa­ła­cu i nad sa­mą je­go ru­iną, gdzie ro­ślin­ność daw­no prze­ję­ła do­wo­dze­nie, obra­sta­jąc wszy­stko, co je­szcze stoi. Pół­no­cną i wschod­nią część roz­le­głe­go pla­cu zaj­mu­ją za­bu­do­wa­nia daw­ne­go fol­war­ku, póź­niej PGR-u – wciąż za­mie­szka­ne i no­szą­ce na so­bie wszyst­kie bli­zny mi­nio­nych de­kad. Z tro­ski o sa­mo­cho­dy mie­szkań­ców i wła­sny spo­kój le­piej ten re­jon omi­nąć, chy­ba że ktoś wo­li oglą­dać ru­iny z dy­stan­su – tam, gdzie zni­szcze­nie wy­glą­da już pra­wie jak pej­zaż.

MIESZKAŃCY OKOLICZNYCH DOMOSTW ROBIĄ, CO MOGĄ – TROCHĘ DLA OKA, TROCHĘ NA PRZEKÓR BEZNADZIEI

DOJAZD


Czernina leży na sty­ku hi­sto­ry­cznych ziem Wiel­ko­pol­ski i Dol­ne­go Ślą­ska, oko­ło pię­tna­stu ki­lo­me­trów na po­łu­dnie od Lesz­na, skąd — nie­śpiesz­nie i nie­zbyt czę­sto — kur­su­ją au­to­bu­sy PKS. Ru­ina znaj­du­je się w sa­mym ser­cu wsi, nie­da­le­ko strze­li­stych wież ko­ścio­ła, któ­re zda­ją się spo­glą­dać na nią z lek­kim wy­rzu­tem, jak na krew­ne­go, o któ­rym le­piej nie mó­wić przy sto­le.

Samochód moż­na za­par­ko­wać tuż obok ru­in, choć wi­dok za ok­nem ra­czej nie za­chę­ca do dłuż­sze­go po­sto­ju.
Miłośnikom dwóch kó­łek , zwła­szcza tym z oko­lic Po­zna­nia i Wro­cła­wia, war­to po­le­cić doj­azd po­cią­giem do Ry­dzy­ny, Bo­ja­no­wa lub Kacz­ko­wa, a stam­tąd spo­koj­ny po­wrót do do­mu ro­we­rem. Tu­tej­sze dro­gi, przy­naj­mniej te w stro­nę Po­zna­nia, trzy­ma­ją przy­zwo­ity stan­dard, a ruch jest nie­wiel­ki — choć od cza­su do cza­su ktoś przy­po­mni, że pe­da­ło­wa­nie nie zwal­nia z czuj­no­ści.

TAM, GDZIE KIEDYŚ WJEŻDŻAŁY KONNE ZAPRZĘGI, DZIŚ ZATRZYMUJE SIĘ LEKKA NIESWOJOŚĆ

WARTO ZOBACZYĆ


Obok zamku stoi ko­ściół św. Wa­wrzyń­ca – skrom­ny, jed­no­na­wo­wy, zbu­do­wa­ny z ce­gły, ale o wnę­trzu, któ­re po­tra­fi za­sko­czyć. W głów­nym oł­ta­rzu znaj­du­je się tryp­tyk z XV wie­ku przed­sta­wia­ją­cy uko­ro­no­wa­nie Naj­świę­tszej Ma­rii Pan­ny, obok zaś obraz pa­tro­na świą­ty­ni, św. Wa­wrzyń­ca, z XVIII stu­le­cia. Na chó­rze za­cho­wa­ły się or­ga­ny z 1802 ro­ku, wy­ko­na­ne w Gó­rze Ślą­skiej, a ścia­ny zdo­bią XIX-wiecz­ne sta­cje dro­gi krzy­żo­wej i na­grob­ne epi­ta­fia ro­du von Stosch – tych sa­mych, któ­rzy przed wie­ka­mi wła­da­li zam­kiem. Ma­ła świą­ty­nia, ale z pa­mię­cią więk­szą niż nie­je­den pa­łac.

ŚWIĄTYNIA, KTÓRA PRZETRWAŁA SWOICH PANÓW

Między kościołem św. Wa­wrzyń­ca a zam­kiem stoi sa­mo­tna wie­ża – je­dy­ny oca­la­ły frag­ment daw­ne­go ko­ścio­ła ewan­ge­li­ckie­go. Wznie­sio­na w XIX wie­ku, dziś po re­wi­ta­li­za­cji wy­glą­da znacz­nie le­piej, niż moż­na by są­dzić po fo­to­gra­fii – jak­by po la­tach wre­szcie ktoś zdjął z niej kurz i dał jej dru­gie ży­cie.

WIEŻA PO EWANGELIKACH – JESZCZE STOI, CHOĆ NIE MA DLA KOGO BIĆ

Przy Rynku stoi niepozorny, lecz pe­łen wdzię­ku ra­tusz, wznie­sio­ny w la­tach 1799–1800 w sty­lu kla­sy­cy­sty­cznym – pro­sty, ele­gan­cki i za­ska­ku­ją­co do­brze zno­szą­cy upływ cza­su. Dziś mie­ści się w nim sie­dzi­ba ban­ku — miej­sce, gdzie na­dal li­czy się każ­dy grosz, tyl­ko atmo­sfe­ra mniej urzę­do­wa, a bar­dziej od­se­tko­wa.

DAWNY RATUSZ, W KTÓRYM NIEGDYŚ LICZYŁ SIĘ PORZĄDEK, DZIŚ LICZY SIĘ COŚ ZUPEŁNIE INNEGO – I TO Z ODSETEK

ZAMKI W POBLIŻU


LITERATURA


  1. B. Guerquin: Zam­ki w Pol­sce, Ar­ka­dy 1984
  2. L. Kajzer, J. Salm, S. Ko­ło­dziej­ski: Le­ksy­kon zam­ków w Pol­sce, Ar­ka­dy 2001
  3. Praca zbiorowa: Skąd przy­szli­śmy, kim je­ste­śmy, Sta­ro­stwo Po­wia­to­we w Gó­rze i To­wa­rzy­stwo Zie­mi Gó­row­skiej 2003