
DZIEJE KOŚCIOŁA
Brochów po raz pierwszy wychyla się z kart historii w roku 1113, nieśmiało, a jednak z ambicją, bo od razu w towarzystwie kościoła – drewnianego, wzniesionego zapewne na przełomie XI i XII wieku. Los nie pozwolił mu jednak trwać wiecznie: w 1331 na jego miejscu stanęła już świątynia murowana, której fundację tradycja przypisuje niemieckiemu rycerzowi Andreasowi z Dinheim. Ów rycerz przybył tu nie jako podróżnik ani gość, lecz jako jeniec po bitwie pod Płowcami (1331), oddany w ręce kasztelana dobrzyńskiego Jana Sówki (zm. ok. 1346). Historia – przewrotna jak to często bywa – odmieniła jego los: zamiast powrotu do ojczyzny czekało go małżeństwo z córką powiernika swej niewoli, a srebro przygotowane na okup obróciło się w fundusz budowy świątyni. Tak oto wolność rycerza przeobraziła się w kamienne mury świątyni, a los jeńca w trwały fundament parafii.

Kilka dekad później, w roku 1356, źródła wspominają tutejszego proboszcza, kapelana księcia Siemowita III, co dowodzi, że kościół - już wówczas pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela - pełnił funkcję parafialną. Kiedy dokładnie erygowano parafię – tego nie wiemy, ale może i dobrze: pozostaje przestrzeń dla wyobraźni, a historia zyskuje dzięki temu lekki posmak legendy, w której fakty i anegdoty splatają się tak gładko, że trudno rozdzielić jedno od drugiego.

Gdy minęła połowa XVI stulecia, świątynia w Brochowie zyskała nowy rozdział swojej historii. Zainicjował go
wojski warszawski
Wojski – w średniowiecznej Polsce to urzędnik podporządkowany kasztelanowi. Od XIII wieku był zastępcą kasztelana do spraw wojskowych. Jego zadaniem było pilnowanie porządku w powiecie podczas wyprawy wojennej. W późniejszym okresie był zwalniany ze służby wojskowej, by opiekować się żonami i dziećmi szlachty będącej na wojnie. Z tego względu na urząd ten wybierano z reguły mężczyzn w podeszłym wieku, o nienagannej reputacji. W I Rzeczypospolitej był to niższy urząd ziemski.
Jan Brochowski
herbu Prawdzic
(zm. 1554), który postanowił nadać rodzinnej fundacji rozmach godny czasów Odrodzenia. Do pracy sprowadził nie byle kogo, bo samego Jana Baptystę Wenecjanina (zm. 1567) – włoskiego mistrza, znanego już wówczas jako twórcę
warszawskiego barbakanu
i przebudowy
kolegiaty w Pułtusku
. Z jego udziałem skromny dotąd kościół otrzymał dwie nawy boczne oraz narożne wieżyczki o charakterze obronnym, spięte gankiem strzeleckim biegnącym ponad nawami, co sprawiło, że świątynia nabrała wyglądu miniaturowej twierdzy.

Śmierć fundatora w 1554 roku mogła zatrzymać dzieło przebudowy, lecz jego żona Anna (zm. 1571), kobieta obdarzona energią i stanowczością, przejęła inicjatywę i wspólnie z synami Janem (zm. 1606) i Stanisławem (zm. 1611) doprowadziła je do końca. Gdy w 1561 roku wnętrze rozbłysło renesansową dekoracją i snycerskimi ołtarzami, dokonano ponownej konsekracji. Nowa postać kościoła mówiła sama za siebie: jeśli ktoś chciał się modlić – proszę bardzo, jeśli ktoś szukał schronienia – tym bardziej, a jeśli ktoś liczył na łatwe oblężenie – lepiej było spróbować szczęścia gdzie indziej.

Militarny charakter kościoła nie zatarł się z biegiem lat – przeciwnie, zyskał nowe akcenty. Podczas gdy inne świątynie wzbogacały się o kaplice i ołtarze, w Brochowie na początku XVII wieku dobudowano mur obronny i fosę – jakby na wypadek, gdyby trzeba było ocalić nie tylko zbawienie, lecz i życie. W 1661 roku wieś przeszła działem spadkowym na Agnieszkę z Brochowskich Lasocką oraz jej męża, Olbrachta Adriana Lasockiego
herbu Dołęga
(zm. 1690), późniejszego starostę wyszogrodzkiego. To właśnie on, dnia 28 sierpnia 1665 roku, jak zapisano w źródłach: kościół chylący się do upadku z powodu starości z pomocą Wielebnego Zygmunta Załęskiego […] gruntownie odnowił i na konserwację wieś Plecewice tej Bazylice, za zgodą Rzeczypospolitej, na wieki wcielił.

Na tej hojności parafia żyła przez dwa stulecia – aż do roku 1863 wszelkie remonty i naprawy pokrywano z funduszu zasilanego dochodami z Plecewic. Dopiero carski ukaz po klęsce powstania styczniowego odebrał parafii tę wieś, a kościół musiał zdać się na wsparcie ziemian, a później – na Skarb Państwa, który wspierał z zapałem, byle nie finansowym. W XIX wieku kościół św. Rocha należał już administracyjnie do archidiecezji warszawskiej, a granice jego parafii sięgały aż Żelazowej Woli – miejscowości, która w przyszłości miała rozsławić Mazowsze nie obronnymi murami, lecz muzyką Chopina.

(zm. 1844) poślubił
Teklę Justynę z Krzyżanowskich
(zm. 1861), a cztery lata później, w Wielkanoc 1810 roku, w tych samych murach ochrzczono ich syna, Fryderyka Franciszka (zm. 1849) – przyszłego geniusza fortepianu. O tym, że tak właśnie było, świadczą zachowane zapisy w księdze metrykalnej – suchy, urzędowy język, który dziś czytamy z dreszczem, wiedząc, że w tych kilku linijkach kryje się początek biografii człowieka, którego muzyka obiegła świat:
Roku 1810, 23 miesiąca kwietnia o godzinie trzeciej po południu przed nami proboszczem brochowskim, sprawującym obowiązki urzędnika stanu cywilnego parafii brochowskiej powiatu sochaczewskiego w departamencie warszawskim, stawili się Mikołaj Chopin, ojciec lat mający 40, we wsi Żelazowa Wola zamieszkały, i okazał nam dziecię płci męskiej, które urodziło się w domu jego w dniu 22 miesiąca lutego o godzinie 6 wieczorem roku bieżącego, oświadczając, że jest ono spłodzone z niego i Justyny z Krzyżanowskich, liczącej lat 28, jego małżonki, i że życzeniem jego jest nadać mu dwa imiona Fryderyk Franciszek. Po uczynieniu powyższego oświadczenia i okazaniu dziecięcia w przytomności Józefa Wyrzykowskiego, ekonoma, liczącego lat 38, tudzież Fryderyka Geszta, który rok 40 skończył, obydwóch w wsi Żelazowa Wola zamieszkałych, ojciec oraz świadkowie [...] po przeczytaniu niniejszego aktu urodzenia stawiającym wyznali, iż pisać umieją. My akt niniejszy podpisaliśmy, Ksiądz Jan Duchnowski, proboszcz brochowski, sprawujący obowiązki urzędnika stanu cywilnego, Mikołaj Chopin, ojciec.
Nr 2.23.IV /1810/. Ja, jak wyżej, spełniłem obrzędy nad niemowlęciem ochrzczonym z wody, dwojga imion Fryderykiem Franciszkiem, urodzonym 22 lutego 1806 z Wielmożnych Mikołaja Choppen Francuza oraz Justyny Krzyżanowskiej, ślubnych małżonków. Rodzice chrzestni - Wielmożny Franciszek Grembecki ze wsi Ciepliny z Wielmożną panną Anną Skarbkówną, hrabianką z Żelazowej Woli.

, wówczas przebywający w Paryżu, lecz darzony przez Chopinów tak wielkim zaufaniem, iż to właśnie jego uważali za właściwego świadka tego wydarzenia. Jakby tego było mało, pewne zamieszanie wprowadza także sama data narodzin przyszłego kompozytora: w metryce zapisano 22 lutego, w rodzinnej pamięci – 1 marca. Nie był to spór, który rozstrzygnięto, i może właśnie dlatego obie daty trwają obok siebie, jak dwa różne takty tej samej melodii. 

Kiedy minął XIX wiek i nastało nowe stulecie, świątynia musiała zmierzyć się już nie z czasem ani zaniedbaniem, lecz z wojenną zawieruchą. Podczas walk rosyjsko-pruskich toczonych nad Bzurą w latach 1915–1916 kościół legł w gruzach: sklepienie runęło, a wraz z nim zniknęły bezpowrotnie ołtarze, obrazy i całe wyposażenie, które przez wieki nadawało mu charakter. Z katastrofy ocalały jedynie pojedyncze rzeźby, kilka niewielkich obrazów i kamienne tablice – tyle, by przypominały o dawnej świetności i równocześnie potęgowały poczucie straty.


Po odzyskaniu niepodległości, w latach 1924–1929, przystąpiono do odbudowy według projektu
Jarosława Wojciechowskiego
i Tymoteusza Sawickiego. Architekci obiecywali pogodzenie tradycji z nowoczesnością – i słowa dotrzymali, choć rezultat miał w sobie coś z ducha epoki, która zamiast subtelności ceniła „porządek i prostotę”. Zewnętrzna bryła odzyskała dawną postać, ale wnętrze wyszło spod kielni niemal jak sala gimnastyczna: gładkie tynki, sterylna biel, żadnych ornamentów. Dawne bogactwo snycerskich form zastąpiła pustka, która wyglądała raczej jak estetyczny manifest sanacyjnej prostolinijności niż echo minionych wieków.


Późnym latem 1939 roku Brochów stał się areną jednej z największych bitew kampanii wrześniowej – bitwy nad Bzurą. Kościół raz jeszcze został trafiony niemieckimi bombami, jakby historia postanowiła powtórzyć swój ponury żart. Tym razem jednak skala zniszczeń była mniejsza niż podczas I wojny światowej, dzięki czemu już w 1949 roku, po doraźnym podreperowaniu murów, wróciły tu msze, dzwony i codzienny gwar parafii.


Potem nadeszły lata Polski Ludowej – epoki bez huku artylerii, ale za to z nieomylnym talentem do rujnowania tego, czego wojna nie zdążyła zniszczyć. Mury pękały, dach groził zawaleniem, tynki odpadały pod naporem wilgoci, a jedynym stałym punktem konserwacji pozostawała sztuka odkładania wszystkiego „na później”. Dopiero w latach 90. XX wieku usunięto najpoważniejsze zagrożenia, a przed rokiem 2010, przy okazji dwusetnej rocznicy urodzin Fryderyka Chopina, wnętrze kościoła odzyskało dekoracyjny wystrój utracony jeszcze podczas I wojny światowej. Inwestycję sfinansowało Ministerstwo Kultury, które – jak się okazało – w obliczu Chopina potrafiło otworzyć skarbiec szerzej niż wobec niejednej dramatycznej prośby o dotację.

OPIS KOŚCIOŁA
Kościół w Brochowie jest klasyczną bazyliką obronną, choć bardziej przypomina twierdzę, która przypadkiem nauczyła się modlić, niż świątynię, która postanowiła się bronić. Zbudowany na planie prostokąta, łączy średniowieczną nawę główną z dobudowanymi w XVI wieku nawami bocznymi, ustawionymi tak, że okna głównej nawy unoszą się nad ich dachami niczym chór przewodzący reszcie głosów. Surową sylwetkę – niemal neoromańską w charakterze – wzmacniają dwie cylindryczne wieże od zachodu, pilnujące wejścia jak strażnicy portalu, nad którym zawieszono emporę na kształt balkonu dla uprzywilejowanych widzów. Od wschodu bryłę zamyka absyda z samotną wieżą – detal rzadki, ale świetnie wpisujący się w obronny charakter kościoła, niczym wartownik ustawiony na tyłach budowli.

Wieże zwieńczono stożkowymi dachami obitymi blachą, a pomiędzy nimi poprowadzono korytarze ze strzelnicami i półkolistymi okienkami, które bardziej przywodzą na myśl teatralną scenografię niż prawdziwe przygotowanie do obrony. Nawet przyziemie otrzymało swoje rozglifione wnęki, jakby chciało powiedzieć: „jeśli trzeba, potrafimy odpowiedzieć ogniem”. Całość otacza XVII-wieczny mur z bastionami – z daleka budzący respekt, z bliska raczej uśmiech, bo w czasach, gdy powstawał, miał znaczenie bardziej symboliczne niż militarne. To trochę tak, jakby kościół zakładał zbroję nie po to, by walczyć, lecz by lepiej wyglądać na rodzinnych portretach.

Wnętrze brochowskiej świątyni przykryto sklepieniem kolebkowym, biegnącym przez całą jej długość niczym rozciągnięty płaszcz. Pokryto je
siatką kasetonów
, w których powtarzały się geometryczne motywy: prostokąty, owale, kwadraty i koła – geometryczna orkiestra, w której dziś ostały się już tylko kwadraty i koła, jakby figury same uznały, że duet wystarczy. Sklepienia naw bocznych zdobiła natomiast misterna pajęczyna z przenikających się ośmioboków, wypełnionych podobnie zakomponowaną polichromią.

Całość rozświetlają szerokie gotyckie okna, które w pierwotnej formie – zanim XVIII wiek zapragnął „poprawiać średniowiecze” – były zapewne smuklejsze, bliższe wertykalnej elegancji. Dziś wprowadzają do wnętrza światło nieco inne niż dawniej, ale wciąż takie, które potrafi podkreślić, że nawet najtwardsza geometria nabiera miękkości, gdy obleje ją promień słońca.

STAN OBECNY
Dzisiejszy wygląd brochowskiej świątyni w pewnym stopniu różni się od jej XVI-wiecznego oblicza. To efekt konserwatorskich interwencji z początku XX wieku, prowadzonych w pośpiechu i – jak mawiają z przekąsem – z większą gorliwością niż finezją, oraz gruntownej rewitalizacji z lat 2008–2009. Wtedy to cementowe stropy i ściany, które przez ponad siedem dekad straszyły pustką, odzyskały dawną dekoracyjność dzięki polichromii odtworzonej na podstawie szczątkowych reliktów renesansowej malatury.


Wyposażenie wnętrza jest dziś niemal w całości współczesne: ołtarze, stalle, ławki czy rzeźba Chrystusa z belki tęczowej to starannie wykonane kopie, odtworzone według archiwalnych fotografii sprzed I wojny światowej. Do wyjątków należą jedynie XVIII-wieczne figury świętych dominikańskich – ostatni świadkowie minionego bogactwa detali. Z epoki militarnej pozostały natomiast kominki, w których gotowano strawę dla załogi w czasie oblężenia, a w podziemiach – groby rodu Lasockich, właścicieli wsi od 1662 do 1931 roku.


Świątynia w Brochowie nie jest obiektem typowo turystycznym – otwiera się zasadniczo tylko w czasie nabożeństw. Na co dzień wnętrze da się zobaczyć jedynie z kruchty, oddzielonej od nawy głównej solidną kratą, która pełni rolę przewodnika z poczuciem humoru: "proszę spojrzeć w lewo, proszę spojrzeć w prawo – i to by było na tyle". Wieczorami zamykana bywa także brama prowadząca za mury obronne, co nadaje całości wygląd twierdzy, do której nie wtargnie ani wróg, ani nadgorliwy turysta z aparatem.
Na zachód od kościoła rozciąga się malowniczy krajobraz Mazowsza – wierzby stoją tu jak na pocztówce, a ścieżki same proszą o spacer. To doskonałe miejsce na przechadzkę z psem, choć za mury kościelne wejść może już tylko właściciel.
Obok schodów głównego wejścia zamontowano podjazd dla wózków, dzięki któremu świątynia pozostaje dostępna także dla mniej sprawnych i najmłodszych.
Brak tu ograniczeń dla lotów rekreacyjnych, a zwarta zabudowa przylega do kościoła jedynie od północy. Z pozostałych stron rozciąga się otwarta przestrzeń, która tworzy znakomite warunki do ujęć z lotu ptaka – jakby cały krajobraz zapraszał, by oglądać Brochów z perspektywy nieba.

DOJAZD
Brochów leży 13 km na północ od Sochaczewa, na zachodnim skraju Puszczy Kampinoskiej. Dojechać tutaj można drogą krajową nr 705 - po około 10 kilometrach, za wsią Konary, znajduje się skrzyżowanie z kapliczką. W tym miejscu należy skręcić w lewo, kierując się tabliczką z napisem „Malanowo 0,6”.
Samochód czy rower można zostawić na niewielkim parkingu przy północnej stronie kościoła albo na wyznaczonych miejscach wzdłuż drogi. Parking jest oczywiście bezpłatny — w końcu to wieś, a nie centrum Warszawy.

ZAMKI W POBLIŻU
- Sochaczew – ruina zamku książęcego z XIV w., 12 km
- Łowicz – relikty zamku biskupów gnieźnieńskich z XIV w., 40 km
- Płock – zamek książąt mazowieckich z XIV w., 49 km
LITERATURA
- M. Kozarzewski, A. Karolczak: Polichromia kościoła w Brochowie..., Renowacje i zabytki 2010
- M. Przygoda-Stelmach: Bractwo parafialne św. Rocha..., Saeculum Christianum 2013
- Z. Skiełczyński: Dawny Brochów, Leszno 1993
- A. G. Turczyk: Brochów i Chopin, Ziemia Sochaczewska, 7/2000
- J. Żabicki: Leksykon zabytków architektury Mazowsza i Podlasia, Arkady 2015