CIECHANÓW

ruina zamku książąt mazowieckich

MÓWIĄ, ŻE WIELKOŚĆ NIE MA ZNACZENIA — PRZED ZAMKIEM W CIECHANOWIE STOI RYCERZ CIESZEK, MALEŃKI STRAŻNIK WIELKIEJ HISTORII

DZIEJE ZAMKU


Pierwsza udokumentowana wzmian­ka o Cie­cha­no­wie tra­fi­ła na świa­tło dzien­ne w tzw. „fal­sy­fi­ka­cie mo­gi­leń­skim” Falsyfikat mogileński – dokument królewski, wystawiony rzekomo w Płocku w 1065 roku, a faktycznie powstał w połowie XII wieku (1155 rok), opisujący nadania dla klasztoru benedyktynów w Mogilnie. Przypuszcza się, że sporządzający po wielu latach dokument mnisi oparli się na zapiskach klasztornych, tzw. księdze tradycji, którą rozpoczęto spisywać w latach 30. XII wieku. Może więc zawierać on stan nadań z okresu wcześniejszego. Dokument ten jest źródłem wiedzy na temat wczesnośredniowiecznego osadnictwa w Polsce i w przypadku wielu miejscowości jest to pierwsza wzmianka pisana. da­to­wa­nym na rok 1065. Ów do­ku­ment, ni­czym śre­dnio­wie­czny spis z na­tu­ry, wy­li­czał gro­dy jak pa­cior­ki ró­żań­ca: Gru­denczch, Za­cro­czin, Sy­rozch cum me­dio the­lo­neo per flu­vium Bug, dalej Ri­pin, Sce­chin, Seprch, No­wum Rad­cez, Oszelzch, Zy­rem­dzco… i tak aż po ca­łe mro­wie trud­nych do wy­mó­wie­nia nazw. Wśród nich, jak­by mi­mo­cho­dem, po­ja­wił się i nasz bo­ha­ter – za­pi­sa­ny wdzię­cznie (choć nie­co ku­la­wo) jako Ce­cho­now. To krót­kie wspo­mnie­nie nie zdra­dza­ło jesz­cze nic z przy­szłych dzie­jów mia­sta, ale otwo­rzy­ło mu drzwi do hi­sto­rii.

ZAMEK OD STRONY MIASTA PREZENTUJE SIĘ DOSTOJNIE — NIE POTRZEBUJE FOSY ANI ARMII, BY WZBUDZAĆ SZACUNEK

Ów zapis zapewne do­ty­czył gro­du usy­tu­owa­ne­go na Far­skiej Gó­rze – im­po­nu­ją­cej pia­sto­wskiej wa­ro­wni, jed­nej z naj­więk­szych w ów­cze­snej Pol­sce; jej trój­czło­no­we za­ło­że­nie obron­ne, roz­cią­ga­ją­ce się na sze­ściu he­kta­rach, obej­mo­wa­ło wła­ści­wy gród oto­czo­ny po­tęż­ny­mi drew­nia­no-ziem­ny­mi wa­ła­mi obli­co­wa­ny­mi ka­mie­niem i wzmoc­nio­ny­mi ubi­ja­ną gli­ną, a tak­że dwa pod­gro­dzia – wscho­dnie i pół­no­cne, zwa­ne w do­ku­men­tach Ro­lą Zduń­ską – ca­łość zaś two­rzy­ła kon­stru­kcję, któ­ra na kil­ka stu­le­ci sta­ła się ser­cem ro­dzą­ce­go się Cie­cha­no­wa.

GÓRA FARSKA I KOŚCIÓŁ FARNY W 1907 ROKU — ŚLADY GRODU WCIĄŻ WIDOCZNE, CHOĆ JUŻ W KADRZE Z INNEJ EPOKI

W roku 1254 nazwa gro­du znów wy­su­nę­ła się na kar­ty hi­sto­rii, kie­dy to ksią­żę Sie­mo­wit I (zm. 1262) na­dał bi­sku­po­wi pło­ckie­mu An­drze­jo­wi wieś Pro­szko­wo. Wśród świad­ków te­go na­da­nia po­ja­wił się nie by­le kto, bo Re­thi­bo­rius Ca­stel­la­nus de Te­cho­now – pier­wszy zna­ny z imie­nia ka­szte­lan cie­cha­now­ski, do­wód na to, że w po­ło­wie XIII wie­ku Cie­cha­nów funk­cjo­no­wał już ja­ko ka­szte­la­nia Kasztelania – jednostka administracyjna podziału terytorialnego średniego szczebla wchodząca w skład danej ziemi lub prowincji, ośrodkiem kasztelanii był kasztel (zamek, znaczący gród lub dwór obronny); kasztelania odpowiadała późniejszemu powiatowi. . Kil­ka­dzie­siąt lat póź­niej, w 1297 ro­ku, ko­lej­ny do­ku­ment – tym ra­zem wy­sta­wio­ny przez Bo­le­sła­wa II ma­zo­wie­ckie­go (zm. 1313) – wy­mie­niał urzęd­ni­ka okre­ślo­ne­go sło­wa­mi Co­mi­te Ze­ma­co­ne Ca­stel­la­no de Ce­cho­now. Dzię­ki tym krót­kim wzmian­kom Cie­cha­nów za­czął ry­so­wać się w dzie­jo­pi­sar­stwie nie ja­ko bez­imien­ny gród, lecz ja­ko ośro­dek o wy­raź­nie za­ry­so­wa­nej po­zy­cji.

FRAGMENT EKSPOZYCJI ZAMKOWEJ — ŚREDNIOWIECZE NIE ZOSTAWIŁO WIELU OKIEN, POZOSTAWIŁO ZA TO WIELE PYTAŃ

Nieco wcześniej, w la­tach 1276–1279, sy­no­wie Sie­mo­wi­ta I do­ko­na­li osta­te­czne­go po­dzia­łu dziel­ni­cy – Kon­rad II (zm. 1294) ob­jął część za­cho­dnią z Czer­skiem ja­ko sto­li­cą, na­to­miast wspo­mnia­ny już wcze­śniej Bo­le­sław II prze­jął część wscho­dnią, któ­rej cen­trum sta­no­wił Płock; nie za­koń­czy­ło to jed­nak bra­to­bój­czych spo­rów, któ­re wciąż tra­wi­ły Ma­zo­wsze. Po­nie­waż gra­ni­ca mię­dzy bra­ćmi bie­gła wzdłuż Ły­dy­ni, wy­bór miej­sca pod no­wy gród na wy­spie oto­czo­nej bag­na­mi, przy do­go­dnej prze­pra­wie, ja­wił się ja­ko ruch i roz­waż­ny, i za­po­bie­gli­wy; nic dziw­ne­go więc, że we­dle ba­dań pier­wsze pra­ce ru­szy­ły tam już w 1290 ro­ku. Kil­ka lat póź­niej, po bez­po­tom­nej śmier­ci Kon­ra­da II, ca­łość je­go ziem prze­jął Bo­le­sław II, a na­stęp­nie je­go syn Sie­mo­wit II (zm. 1345), w któ­re­go cza­sach gród na ba­gni­stej wy­spie do­cze­kał się za­pew­ne swe­go peł­ne­go, doj­rza­łe­go kształ­tu.

WIDOK Z LOTU PTAKA, 1967 — ZAMEK WZNIESIONY PRZY GRANICZNEJ ŁYDYNI, GDZIE NIEGDYŚ KOŃCZYŁO SIĘ JEDNO MAZOWSZE, A ZACZYNAŁO DRUGIE

Po śmierci Siemowita II Ma­zo­wsze roz­pa­dło się na dwie czę­ści – jed­na przy­pa­dła Sie­mo­wi­to­wi III (zm. 1381), dru­ga Ka­zi­mie­rzo­wi I (zm. 1355). Po­dział nie trwał dłu­go, bo gdy Ka­zi­mierz zmarł, ca­łe księ­stwo zna­la­zło się w rę­kach je­go bra­ta. Nie ozna­cza­ło to jed­nak spo­koj­nych rzą­dów: Li­twi­ni, jak­by z upo­do­ba­nia do og­nia, na­je­żdża­li Ma­zo­wsze raz po raz, a w 1337 ro­ku szcze­gól­nie do­tkli­wie – spa­li­li Cie­cha­nów wraz z gro­dem na Far­skiej Gó­rze i ko­ścio­łem. Być mo­że wła­śnie ta le­kcja ka­za­ła Ka­zi­mie­rzo­wi roz­po­cząć w 1353 ro­ku bu­do­wę no­wej fa­ry i – co waż­niej­sze – roz­wa­żyć za­mia­nę ła­two­pal­nej wa­ro­wni w za­ko­lu Ły­dy­ni na za­mek z ka­mie­nia i ce­gły. Za­da­nie do­koń­czył już Sie­mo­wit III, któ­ry naj­wy­raź­niej uznał, że o si­le księ­cia le­piej świad­czą blan­ki i basz­ty niż ko­lej­ne zgli­szcza.

TOPÓR CIESIELSKI Z OKOŁO 1290 ROKU, ZNALEZIONY W FOSIE ZAMKOWEJ — NARZĘDZIE, KTÓRE NIE DOCZEKAŁO KOŃCA BUDOWY, ZA TO DOCZEKAŁO SIĘ WYSTAWY

Wzniesienie zamku w Cie­cha­no­wie przez Ka­zi­mie­rza I i Sie­mo­wi­ta III by­ło za­pew­ne po­dy­kto­wa­ne nie tyl­ko li­tew­ski­mi na­ja­zda­mi, lecz tak­że bli­sko­ścią pań­stwa za­kon­ne­go. Krzy­ża­cy wzno­si­li swo­je wa­ro­wnie jed­na po dru­giej: w Dział­do­wie ukoń­czy­li bu­do­wę w 1391 ro­ku, w Ni­dzi­cy za­czę­li już oko­ło 1370, a w Ol­szty­nie i Szczyt­nie ich mu­ry sta­ły od po­ło­wy XIV wie­ku. Odle­gło­ści by­ły nie­wiel­kie, a są­sie­dztwo co­raz bar­dziej kło­po­tli­we, nic więc dziw­ne­go, że ma­zo­wiec­cy ksią­żę­ta do­szli do wnio­sku, iż w ta­kiej oko­li­cy le­piej mieć pod rę­ką coś so­lid­niej­sze­go niż drew­nia­ny pa­li­sa­do­wy pło­tek.

SOLIDNE MURY ZAMKU W CIECHANOWIE — WZNIESIONE Z MYŚLĄ O TYM, BY KRZYŻACKA UPRZEJMOŚĆ NIE ZASKOCZYŁA NOCĄ

W 1374 roku Siemowit III po­dzie­lił Ma­zo­wsze mię­dzy sy­nów: Ja­nusz I Star­szy (zm. 1429) prze­jął część wscho­dnią z Czer­skiem, War­sza­wą i Cie­cha­no­wem, a Sie­mo­wit IV (zm. 1426) za­cho­dnią z Pło­ckiem, Zaw­krzem i Płoń­skiem. Ja­nusz, wier­ny po­li­ty­ce oj­ca wo­bec Ko­ro­ny, za­sły­nął nie tyl­ko lo­jal­no­ścią, lecz tak­że nie­zwy­kłą ener­gią go­spo­dar­czą – za­kła­dał mia­sta, sta­wiał zam­ki, wy­da­wał przy­wi­le­je, jak­by czas na­glił, a per­ga­min sam rwał się pod pió­rem. W cią­gu swych rzą­dów ulo­ko­wał dwa­dzie­ścia czte­ry mia­sta i zbu­do­wał bądź prze­bu­do­wał co naj­mniej dzie­sięć wa­ro­wni, a w 1400 ro­ku ob­da­rzył Cie­cha­nów ak­tem lo­ka­cyj­nym. Za­mek nad mo­kra­dła­mi Ły­dy­ni mu­siał już wów­czas peł­nić ro­lę je­go sie­dzi­by, sko­ro w tre­ści do­ku­men­tu po­ja­wia się wzmian­ka o pod­ko­mo­rzym cie­cha­now­skim Podkomorzy – urząd w przedrozbiorowej Polsce. Jego zachodnimi odpowiednikami są: szambelan, kamerling itp. Komorą nazywano w dawnej polszczyźnie dwór książęcy, mieszkanie panującego z jego skarbcem, wreszcie komnatę sypialną. Komorzym zwano zarządzającego tą komorą urzędnika dworskiego. Zastępca i pomocnik komorzego zwał się podkomorzym – subcamerarius. : Ni­co­lao dic­to Sku­scha Suc­ca­me­ra­rio Cie­cha­no­vien­si.

KSIĄŻĘTA MAZOWIECCY NA ŚREDNIOWIECZNEJ RYCINIE — CZWARTY OD LEWEJ SIEMOWIT III, PIĄTY - JANUSZ I, A SZÓSTY - BOLESŁAW IV. PORTRET Z EPOKI, GDZIE INDYWIDUALIZM NIE BYŁ JESZCZE W MODZIE.

Za panowania Ja­nu­sza I (zm. 1429) Cie­cha­nów wy­rósł na jed­ną z głów­nych sie­dzib ksią­żę­cych, sta­wia­jąc krok w stro­nę War­sza­wy, pod­czas gdy Czersk – nie­gdyś cen­trum – zsu­nął się na mar­gi­nes i mu­siał za­do­wo­lić się pu­stym ty­tu­łem. Licz­by mó­wią sa­me za sie­bie: mię­dzy 1425 a 1429 ro­kiem ksią­żę wy­sta­wił do­ku­men­ty w War­sza­wie co naj­mniej pięć­dzie­siąt czte­ry ra­zy, w Cie­cha­no­wie trzy­dzie­ści je­den, a w Czer­sku… cóż, Czersk mógł co naj­wy­żej li­czyć na uprzej­me wspo­mnie­nie. Sie­dzi­bą Ja­nu­sza był oczy­wi­ście za­mek, daw­ny gród – za­pew­ne dzia­ła­ją­cy jesz­cze do dru­giej po­ło­wy XV wie­ku – po­zo­stał już tyl­ko miej­scem pra­cy ka­szte­la­na Kasztelan – urzędnik lokalny w dawnej Polsce. Zajmował się administracją gospodarczą (ściąganiem danin na rzecz panującego), obroną i sądownictwem na terenie kasztelanii. Podlegali mu chorąży, wojski, sędzia grodowy i włodarz. .

PRZYWILEJ JANUSZA I — MIESZCZANIE WARSZAWSCY OTRZYMUJĄ PRAWO DO BUDOWY ŁAŹNI. CZYLI NIE TAKI BRUDNY TEN ŚREDNIOWIECZNY OBRAZ, JAK GO MALUJĄ.

Skoro Ciechanów za pa­no­wa­nia Ja­nu­sza I wy­rósł na jed­ną z głów­nych sie­dzib ksią­żę­cych, nie mo­gło obyć się bez od­po­wie­dnich in­we­sty­cji: ksią­żę pod­niósł mu­ry i wie­że, wy­bru­ko­wał dzie­dzi­niec i ka­zał wy­ko­pać fo­sę sze­ro­ką na osiem­na­ście me­trów. Mo­der­ni­za­cja ta na­stą­pi­ła nie­dłu­go po bi­twie pod Grun­wal­dem, choć i przed­tem za­mek ra­dził so­bie do­sko­na­le, nie­raz od­pie­ra­jąc krzy­ża­ckie ata­ki. Nic dziw­ne­go, że za­kon upo­do­bał so­bie wła­śnie tę twier­dzę, sko­ro gra­ni­cę mię­dzy pań­stwa­mi wy­zna­cza­ła Ły­dy­nia pły­ną­ca za­le­dwie czter­dzie­ści me­trów od mu­rów – w ta­kiej od­le­gło­ści trud­no by­ło się oprzeć po­ku­sie, by za­glą­dać są­sia­do­wi nie tyl­ko przez płot, ale i przez blan­ki.

ZAMEK I RZEKA ŁYDYNIA (PO PRAWEJ) — GRANICA Z PAŃSTWEM KRZYŻACKIM PRZEBIEGAŁA TUŻ OBOK, WIĘC CZUWAĆ BYŁO ŁATWIEJ NIŻ UFAĆ

Wnuk i następca Ja­nu­sza I, Bo­le­sław IV (zm. 1454), rów­nie wy­so­ko ce­nił Cie­cha­nów ja­ko swo­ją sie­dzi­bę – by­wał tu czę­sto, a w po­bli­skiej Opi­no­gó­rze, za­le­dwie osiem ki­lo­me­trów na wschód, trzy­mał wła­sny za­mek i do­bra ksią­żę­ce. Tam też za­koń­czył ży­cie, jak­by chciał osta­te­cznie do­wieść, że choć Ma­zo­wsze peł­ne by­ło gro­dów i re­zy­den­cji, to oko­li­ce Cie­cha­no­wa by­ły miej­scem, w któ­rym ksią­żę­ta nie tyl­ko rzą­dzi­li, ale i umie­ra­li – kon­se­kwen­cja mo­że po­nu­ra, ale z pew­no­ścią wy­mo­wna.

PO WAROWNI BOLESŁAWA IV W OPINOGÓRZE NIE MA ŚLADU — JEST ZA TO PAŁACYK, W KTÓRYM GOTYK PRZEMIENIŁ SIĘ W ROMANTYCZNĄ NOSTALGIĘ

Po śmierci Bo­le­sła­wa IV zie­mia cie­cha­now­ska przy­pa­dła je­go sy­no­wi, Kon­ra­do­wi III Ru­de­mu (zm. 1503), któ­ry wier­nie wspie­rał Ja­giel­lo­nów, a przez to nie­ustan­nie na­ra­żał Ma­zo­wsze na krzy­ża­ckie od­we­ty. W 1464 ro­ku za­cięż­ne od­dzia­ły krzy­ża­ckie z Dział­do­wa spu­sto­szy­ły zie­mię cie­cha­no­wską, lecz już we wrze­śniu ich wła­sny za­mek wpadł w rę­ce Ma­zo­wszan. Re­wanż przy­szedł szyb­ko – w li­sto­pa­dzie Krzy­ża­cy za­ję­li Czar­no­cin, któ­ry Kon­rad od­zy­skał jesz­cze w tym sa­mym mie­sią­cu. Rok póź­niej los się od­wró­cił: w lip­cu 1465 ro­ku woj­ska ksią­żę­ce po­nio­sły klę­skę pod mu­ra­mi Cie­cha­no­wa. Sam za­mek jed­nak trwał nie­wzru­sze­nie – jak­by to nie ksią­żę go bro­nił, lecz ce­gły, któ­re wzię­ły na sie­bie cię­żar re­pu­ta­cji wład­cy.

OBLĘŻENIE ZAMKU CIECHANOWSKIEGO PRZEZ KRZYŻAKÓW — W WERSJI ARTYSTYCZNEJ — Z TAKĄ LICZBĄ NIEŚCISŁOŚCI, ŻE AŻ TRUDNO NIE POLUBIĆ TEJ SCENY

Zamek, który w 1465 ro­ku obro­nił ho­nor swo­je­go księ­cia, za­wdzię­czał to nie tyl­ko moc­nej ce­gle i wier­nej za­ło­dze, lecz rów­nież sa­mej lo­ka­li­za­cji. Od za­cho­du chro­ni­ła go fo­sa, od pół­no­cy, po­łu­dnia i wscho­du opły­wa­ła Ły­dy­nia, a ca­łe za­ko­le rze­ki two­rzy­ło te­ren pod­mo­kły, wy­ma­rzo­ny dla obroń­ców i prze­klę­ty dla ma­chin oblęż­ni­czych. Na­wet od po­łu­dnia, gdzie oble­ga­ją­cy mo­gli li­czyć na po­moc mia­sta, rze­ka i umoc­nie­nia miej­skie sku­tecz­nie psu­ły ich pla­ny. Zresztą zdo­by­cie Cie­cha­no­wa ni­cze­go nie prze­są­dza­ło – ni­skie wa­ły miej­skie nie da­wa­ły prze­wa­gi, pod­czas gdy wy­so­kie mu­ry i basz­ty zam­ko­we po­zwa­la­ły ra­zić wro­gów na do­le jak na strzel­ni­cy. Czy w tam­tym cza­sie uży­wa­no już bro­ni pal­nej, te­go nie wie­my; pew­ne jest na­to­miast, że w 1504 ro­ku po­ja­wia się wzmian­ka o bom­bar­dach, nad któ­ry­mi czu­wał nie­ja­ki Je­rzy Oto­czak – i od­tąd to one prze­ma­wia­ły w obro­nie zam­ku naj­gło­śniej.

RYCINA Z 1843 ROKU — PRZYKŁAD NA TO, ŻE DAWNI ARTYŚCI POTRAFILI PODNIEŚĆ ARCHITEKTURĘ NA WYŻYNY, NAWET JEŚLI W RZECZYWISTOŚCI STAŁA NA NIZINIE.

W dniu 3 kwietnia 1471 ro­ku, gdy bra­cia Kon­ra­da III - Ka­zi­mierz III, Ja­nusz II i Bo­le­sław V osiąg­nę­li peł­no­let­niość, Ma­zo­wsze prze­sta­ło być jed­no­li­tą ca­ło­ścią i zo­sta­ło po­dzie­lo­ne na dziel­ni­ce. W tym no­wym roz­da­niu Ja­nusz II (zm. 1495) otrzy­mał zie­mię cie­cha­now­ską wraz z Cie­cha­no­wem i Łom­żą. Przez czte­ry la­ta, do 1475 ro­ku, Cie­cha­nów – obok Łom­ży – peł­nił ro­lę głów­nej sie­dzi­by mło­de­go księ­cia, któ­ry z cza­sem po­więk­szył swo­je władz­two o Płock, Płońsk, Wi­znę i Zaw­krze. Zie­mia cie­cha­now­ska po­zo­sta­ła jed­nak w gra­ni­cach księ­stwa pło­ckie­go, a sam Cie­cha­nów mu­siał po­go­dzić się z lo­sem mia­sta, któ­re tyl­ko na chwi­lę zna­la­zło się w cen­trum uwa­gi – i jak to zwy­kle by­wa, po krót­kim ro­man­sie z wiel­ką po­li­ty­ką znów wró­ci­ło do ro­li pro­win­cji.

REKONSTRUKCJA ZAMKU Z KOŃCA XV WIEKU DOWODZI, ŻE MAZOWIECKA OSTROŻNOŚĆ POTRAFIŁA IŚĆ W PARZE Z POCZUCIEM STYLU

Po śmierci Janusza III (zm. 1526), osta­tnie­go z Pia­stów ma­zo­wie­ckich, za­mek w Cie­cha­no­wie prze­szedł w rę­ce kró­lo­wej Bo­ny ja­ko jej opra­wa wdo­wia. Wło­ska mo­nar­chi­ni nie za­mie­rza­ła za­do­wo­lić się po­nu­rą go­ty­cką twier­dzą, więc prze­zna­czy­ła na je­go prze­bu­do­wę su­mę li­czo­ną w set­kach flo­re­nów Floren – złota moneta o masie ok. 3,5 grama, bita przez Florencję od 1252 roku. Jej stabilna wartość pozwoliła stać się główną złotą monetą w Europie. Od XIV w. była często naśladowana, m.in. przez państwa włoskie, Czechy, Węgry, Francję oraz Niderlandy[1]. Jej weneckim odpowiednikiem był dukat nazywany później cekinem. – kwo­tę, przy któ­rej nie­je­dno mia­sto mo­gło tyl­ko we­stchnąć z za­zdro­ścią. Był to jed­nak za­ra­zem ostat­ni mo­ment świe­tno­ści zam­ku.

DZIEDZINIEC ZAMKOWY – DZIŚ CISZA I PUSTKA TAM, GDZIE ZA KRÓLOWEJ BONY KWITŁO ŻYCIE TOWARZYSKIE NA MIARĘ MAZOWIECKIEJ PROWINCJI

Największe prace pro­wa­dzo­no w la­tach 1547–1549: przed­bra­mie ro­ze­bra­no do fun­da­men­tów i od­bu­do­wa­no w no­wej for­mie, za­cho­dni mur pod­cią­gnię­to wy­żej, a ga­nek stra­ży obu­do­wa­no tak, by wy­glą­dał bar­dziej do­stoj­nie niż pra­kty­cznie. Dach wy­ku­sza wy­mie­nio­no, a Dom Du­ży zwień­czo­no at­ty­ką zdo­bio­ną rzę­dem gli­nia­nych kul, ni­czym de­kla­ra­cja, że śre­dnio­wie­cze do­bie­gło koń­ca. Cie­cha­now­ski za­mek otrzy­mał za­tem no­wą, re­ne­san­so­wą gar­de­ro­bę, ele­gan­cką i ko­sztow­ną – choć pa­ra­doks po­le­gał na tym, że wkrót­ce nie miał już ko­mu się w niej pre­zen­to­wać, ni­czym aktor, któ­re­mu da­no ko­stium, lecz ode­bra­no sce­nę.

ELEWACJA ZACHODNIA ZAMKU W CIECHANOWIE – W XVI WIEKU WYSTROJONA Z ROZMACHEM, DZIŚ PATRZY NA ŚWIAT Z TĄ SAMĄ POWAGĄ, TYLKO POWODÓW DO DUMY MNIEJ
Nagła i wciąż nie­wy­ja­śnio­na śmierć ostat­nich ksią­żąt ma­zo­wie­ckich – Sta­ni­sła­wa (zm. 1524) i Ja­nu­sza III (zm. 1526) – otwo­rzy­ła mo­żli­wość in­kor­po­ra­cji ich ziem przez kró­la pol­skie­go Zyg­mun­ta Sta­re­go (zm. 1548). Zgon mło­dych wład­ców od po­cząt­ku bu­dził po­dej­rze­nia: mó­wio­no o tru­ci­źnie, wska­zy­wa­no na żo­nę Zyg­mun­ta - kró­lo­wą Bo­nę, któ­rej imię po­ja­wia się w nie­mal każ­dej wer­sji tej hi­sto­rii, a ro­lę bez­po­śre­dniej wy­ko­na­wczy­ni przy­pi­sy­wa­no szla­chcian­ce Kli­czew­skiej, spa­lo­nej póź­niej z wy­ro­ku są­du. Tak czy ina­czej, wraz z ich śmier­cią za­koń­czy­ła się nie­za­leż­ność Ma­zo­wsza, a pró­by osa­dze­nia na tro­nie ich sio­stry An­ny speł­zły na ni­czym. Kra­ina Pia­stów zo­sta­ła wchło­nię­ta przez Ko­ro­nę, a praw­da o przy­czy­nie zgo­nu ksią­żąt – po­do­bnie jak Kli­czew­ska – spło­nę­ła na sto­sie.

JANUSZ, STANISŁAW (I ANNA) – KSIĄŻĘTA, KTÓRZY NIE DOCZEKALI SIĘ STAROŚCI, ALE ZA TO DOCZEKALI SIĘ LEGENDY

Po tym, jak w drugiej po­ło­wie XVI wie­ku za­mek w Cie­cha­no­wie utra­cił funk­cję re­zy­den­cji ksią­żę­cej, je­go los spo­czął w rę­kach sta­ro­stów. Ci jed­nak, mi­mo do­cho­dów z trzech wsi i wspar­cia ze stro­ny ma­gi­stra­tu, tra­kto­wa­li wa­ro­wnię ra­czej pa­sy­wnie – bar­dziej ją eks­plo­ato­wa­li, niż ota­cza­li opie­ką. O sta­nie bu­do­wli wie­le mó­wi Lu­stra­cya z ro­ku 1580, spi­sa­na przy prze­ka­za­niu sta­ro­stwa Krzy­szto­fo­wi Ni­szczy­ckie­mu: gmach miał mieć ko­sztow­ne i obszer­ne po­ko­je, ale w nie­naj­le­pszym już sta­nie bę­dą­ce. Most na rze­ce Ły­dy­ni zbu­do­wa­ny, a za­mek z mia­stem łą­czą­cy rów­nież wy­ma­gał na­pra­wy. No­wy sta­ro­sta, jak od­no­to­wa­no, po­pra­wił ci wpraw­dzie most wspom­nia­ny, i nie­któ­re we­wnątrz zam­ku izdeb­ki z drze­wa po­bu­do­wał, ale ogół gma­chu w smut­niej­szym jesz­cze odu­marł sta­nie po­zo­stał. I sta­ło się, że gdzie nie­gdyś si­ła i do­sta­tek, tam te­raz pu­stka i za­nie­dba­nie – a za­mek ry­chlej ku ru­inie po­stę­po­wał, niż ku na­pra­wie.

ZAMEK NA LITOGRAFII KAZIMIERZA STRONCZYŃSKIEGO Z 1851 ROKU – SPOKOJNY, ZNUŻONY HISTORIĄ, ALE NADAL OBECNY
Lustracja zamku w Ciechanowie A.D. 1580.

Zamek na pła­szczy­źnie za rze­ką Ły­dy­nią w czwo­ro­gra­nie zmu­ro­wa­ny, wiel­kim ko­sztem ku gó­rze wy­sta­wio­ny, znać jesz­cze po pa­ła­cach ko­sztow­nych i ob­szer­nych po­ko­jach, że był oso­bli­wem mie­szka­niem przod­ków Księ­cia Je­go Mo­ści, przez złą spra­wę an­te­ce­sso­rów zam­kiem tym opie­ku­ją­cych się wiel­kiej uległ ru­inie, i na­te­raz po­trze­bu­je re­pa­ra­cyi. Z mia­sta Cie­cha­no­wa idąc do zam­ku, po­trze­ba przejść most na Ły­dy­ni sto­ją­cy, któ­ry wiel­kiej re­pa­ra­cyi po­trze­bu­je. Po przej­ściu mo­stu do zam­ku pro­wa­dzą dwie bra­my zu­peł­nej już ru­inie ule­ga­ją­ce, jed­na nie­co ozdo­bio­na dwo­ma no­we­mi fi­la­ra­mi, i jest nad nią kom­na­ta o trzech ok­nach. Od tej bra­my idąc do zam­ku po le­wej stro­nie jest wy­so­ki i gru­by mur, łą­czą­cy się z zam­kiem, w miej­scu w któ­rym po­ko­je Ksią­żę­ce by­ły, a któ­re na­te­raz są bar­dzo zni­szczo­ne. Przy mu­rze rze­czo­nym stoi izdeb­ka o czte­rech ok­nach. Od stro­ny pół­no­cy są pa­ła­ce (po­ko­je), pod któ­ry­mi trzy wiel­kie skle­py. [...]

Od strony miasta sto­ją dwie wie­że mu­ro­wa­ne znacz­nej wy­so­ko­ści, bar­dzo zrui­no­wa­ne i tyl­ko wiel­kim ko­sztem na­pra­wio­ne być mo­gą, mię­dzy wie­ża­mi ku mu­ro­wi od mia­sta bę­dą­ce­mu są przy­mu­ro­wa­nia z kil­ku izb skła­da­ją­ce się, w któ­rych się Kan­ce­la­rya Grodz­ka mie­ści, te ma­ją ok­na kra­ta­mi że­la­zne­mi opa­trzo­ne, pu­ła­py na nich i bel­ki skut­kiem spu­sto­sze­nia da­chów wa­lą się.

Trzy działka, pięt­na­ście ha­ko­wnic, sześć moź­dzie­rzów do któ­rych jest kul dzie­więt­na­ście, są zam­ko­wą strzel­bą, jest tak­że ki­jów mo­sięż­nych i że­laz­nych trzy­na­ście.


LITOGRAFIA NAPOLEONA ORDY Z II POŁOWY XIX WIEKU – TROCHĘ RUINA, TROCHĘ PEJZAŻ, WSZYSTKO W DELIKATNYM ŚWIETLE IDEALIZMU

Choć już w lustracji z 1609 ro­ku za­pi­sy­wa­no po­nu­ro, że da­chy by­ły po­psu­te, pu­ła­py za­wa­lo­ne, pie­ce po­ro­zbi­ja­ne, a szy­by wy­bi­te, cie­cha­now­ska twier­dza jesz­cze w po­ło­wie XVII wie­ku po­tra­fi­ła uda­wać go­ścin­ność. W 1647 ro­ku, trze­cie­go mar­ca, za­trzy­ma­ła się tu na no­cleg w zi­mo­wej au­rze kró­lo­wa Pol­ski Ma­ria Lud­wi­ka Gon­za­ga wraz ze swym or­sza­kiem, a sko­ro uczy­nio­no to bez szko­dy dla zdro­wia, stan bu­do­wli mu­siał być jesz­cze za­do­wa­la­ją­cy, a ogrze­wa­nie pie­co­we spraw­ne. Jak jed­nak do­no­szą źró­dła, szla­che­tni go­ście no­cy spo­koj­nej nie za­zna­li – sen kra­dły im bo­wiem nie chło­dy, lecz gra­su­ją­ce po kom­na­tach szczu­ry.

RUINY ZAMKU W CIECHANOWIE W WIZJI FELIKSA BRZOZOWSKIEGO Z 1882 ROKU – HISTORIA W WERSJI NOCNEJ, Z LEKKIM PRZEGIĘCIEM W STRONĘ ROMANTYZMU

Ostateczny cios cie­cha­now­skiej wa­ro­wni za­da­li Szwe­dzi: naj­pierw w 1660 ro­ku, kie­dy spu­sto­szy­li mia­sto i za­mek, a na­stęp­nie w 1708, pod­czas woj­ny pół­noc­nej, gdy z ru­in uczy­ni­li jesz­cze więk­sze ru­iny. Do 1765 ro­ku de­wa­sta­cja by­ła już tak znacz­na, że są­dy ziem­skie i grodz­kie mu­sia­ły prze­nieść się do wy­na­ję­tych w mie­ście do­mów – for­te­ca, któ­ra nie­gdyś strze­gła Ma­zo­wsza, nie by­ła na­wet w sta­nie po­mie­ścić wła­snych urzęd­ni­ków.

NAJSTARSZY ZNANY PLAN ZAMKU W CIECHANOWIE, SPORZĄDZONY W 1796 ROKU PRZEZ NIEJAKIEGO TREPLINA — SKROMNY W FORMIE, ALE BEZCENNY DLA TYCH, KTÓRZY LUBIĄ WIEDZIEĆ, GDZIE BYŁA FOSA, A GDZIE JUŻ BAGNO

Jeszcze w XVII wie­ku wscho­dnia wie­ża peł­ni­ła funk­cję wię­zie­nia, o czym świad­czą in­skry­pcje ry­te w mu­rach przez osa­dzo­nych, prag­ną­cych, by ich śla­dy prze­trwa­ły dłu­żej niż oni sa­mi. W la­tach osiem­dzie­sią­tych XVIII wie­ku ro­ze­bra­no naj­wyż­szą kon­dy­gna­cję Do­mu Du­że­go – i tak za­mek, któ­ry przez wie­ki bro­nił gra­ni­cy i go­ścił mo­nar­chów, zo­stał spro­wa­dzo­ny do ro­li mil­czą­cej ru­iny, co­raz bar­dziej zda­nej na ła­skę cza­su i po­gar­dy dla prze­szło­ści.

ZACHODNIA ELEWACJA ZAMKU W CIECHANOWIE WEDŁUG TREPLINA, 1796 ROK — URZĘDNICZA DOKŁADNOŚĆ SPOTKAŁA SIĘ TU Z RZECZYWISTOŚCIĄ, KTÓRA NIE NADAWAŁA SIĘ DO ADAPTACJI

W latach 1795–1807 Cie­cha­nów zna­lazł się w za­bo­rze pru­skim, a wraz z nim i sta­ry za­mek, któ­ry pod­da­no skru­pu­la­tnej in­wen­ta­ry­za­cji pod ką­tem ewen­tu­al­nej ada­pta­cji na wię­zie­nie. Spo­rzą­dzo­na przez urzęd­ni­ka na­zwi­skiem Tre­plin eks­per­ty­za nie po­zo­sta­wia­ła złu­dzeń – mu­ry były tak znisz­czo­ne, że bar­dziej opła­cal­ne wy­da­wa­ło się wznie­sie­nie no­we­go bu­dyn­ku niż ła­ta­nie daw­nej twier­dzy, któ­rej ścia­ny trwa­ły jesz­cze tyl­ko si­łą daw­nej chwa­ły. Tym spo­so­bem pla­ny za­mia­ny zam­ku w wię­zie­nie po­rzu­co­no i moż­na by rzec, że bu­do­wla oca­la­ła, lecz był to ra­czej wy­rok w za­wie­sze­niu niż praw­dzi­we uła­ska­wie­nie. Już w 1801 ro­ku ro­ze­bra­no bo­wiem wszyst­kie za­bu­do­wa­nia we­wnętrz­ne, a ce­gły wy­wie­zio­no do Opi­no­gó­ry, gdzie po­słu­ży­ły do bu­do­wy bro­wa­ru. Iro­nia lo­su spra­wi­ła więc, że for­te­ca, któ­ra przez stu­le­cia mia­ła strzec Ma­zo­wsza, skoń­czy­ła ja­ko do­staw­ca su­row­ca dla pi­wo­wa­rów – i za­miast wa­rzyć dzie­je, za­czę­ła wa­rzyć pi­wo.

NAJSTARSZY WSPÓLNY WIDOK MIASTA I ZAMKU W CIECHANOWIE NA RYCINIE SALZERA Z 1815 ROKU — SPOTKANIE DWÓCH AMBICJI: ZAMEK JUŻ SWOJE PRZEŻYŁ, MIASTO DOPIERO ZACZYNA MIEĆ PLANY

W 1807 roku, po utwo­rze­niu Księ­stwa War­szaw­skie­go, do­me­na opi­no­gór­ska wraz z mia­stem Cie­cha­no­wem sta­ła się wła­sno­ścią mar­szał­ka Ce­sar­stwa i póź­niej­sze­go kró­la Szwe­cji (ja­ko Ka­rol XIV) Je­ana Bap­ti­ste’a Ber­na­dot­te (zm. 1844), któ­re­mu sam Na­po­le­on Bo­na­pa­rte da­ro­wał te ma­zo­wie­ckie wło­ści. Fran­cu­ski do­stoj­nik nie wy­ka­zy­wał jed­nak więk­sze­go za­in­te­re­so­wa­nia od­le­głą pro­win­cją, a gdy trzy la­ta póź­niej po­rzu­cił ce­sa­rza, je­go do­bra prze­szły w rę­ce ge­ne­ra­ła Win­cen­te­go Kra­siń­skie­go (zm. 1858).

LITOGRAFIA Z 1847 ROKU — PRZYKŁAD, ŻE W SZTUCE GRANICA MIĘDZY WIZJĄ A NIEPORADNOŚCIĄ POTRAFI BYĆ BARDZO CIENKA

W tym czasie za­mek, już wów­czas po­grą­żo­ny w ru­inie, zy­skał no­we ży­cie – nie ja­ko twier­dza, lecz ja­ko ro­man­ty­czny pom­nik daw­nej chwa­ły, któ­re­go wi­dok kar­mił wy­obraź­nię ko­lej­nych po­ko­leń. W je­go cie­niu ro­dzi­ły się obra­zy i me­ta­fo­ry, któ­re póź­niej opie­wa­li w swo­ich dzie­łach Zyg­munt Kra­siń­ski, Bo­le­sław Prus, Ste­fan Że­rom­ski, Ma­ria Ko­no­pni­cka, czy Hen­ryk Sien­kie­wicz.

NAJSTARSZA ZNANA FOTOGRAFIA ZAMKU W CIECHANOWIE, 1870 ROK - TUTAJ PO DROBNEJ INTERWENCJI NOWYCH TECHNOLOGII

Pierwsze prace re­mon­to­we pod­ję­to do­pie­ro na po­cząt­ku XX wie­ku, gdy pre­ze­sem To­wa­rzy­stwa Opie­ki nad Za­byt­ka­mi Prze­szło­ści zo­stał Adam Kra­siń­ski (zm. 1909), a po nim je­go krew­ny Ed­ward Kra­siń­ski (zm. 1940). Roz­mach prac mógł za­ska­ki­wać, jak na bu­do­wlę, któ­rą wie­lu spi­sa­ło już na stra­ty: od­bu­do­wa­no bra­mę za­chod­nią, od­two­rzo­no na­roż­nik pół­no­cno-wscho­dni, za­le­pio­no pęk­nię­cia w kur­ty­nach i za­bez­pie­czo­no ich ko­ro­nę.

FRAGMENT DZIEDZIŃCA ZAMKOWEGO NA POCZĄTKU XX WIEKU – ZAMEK JUŻ NIE BRONIŁ, ZA TO CHRONIŁ… PRZED DESZCZEM

Po renowacji zamek od­da­no w użyt­ko­wa­nie stra­ży ognio­wej, któ­ra na dzie­dziń­cu wznio­sła drew­nia­ną wie­ży­czkę do ćwi­czeń i prze­cho­wy­wa­ła sprzęt ga­śni­czy. Sam dzie­dzi­niec na­to­miast za­mie­nił się w prze­strzeń miej­skich uciech: la­tem dzia­łał tu­taj kort te­ni­so­wy i estra­da, zi­mą śli­zgaw­ka, a przez ca­ły rok od­by­wa­ły się za­ba­wy lu­do­we, kon­cer­ty i za­wo­dy spor­to­we. Tak oto daw­na twier­dza, któ­ra przed wie­ka­mi od­pie­ra­ła Krzy­ża­ków i Szwe­dów, w no­wym stu­le­ciu od­pie­ra­ła już tyl­ko nu­dę miesz­kań­ców Cie­cha­no­wa.

DZIEDZINIEC ZAMKU W OKRESIE MIĘDZYWOJENNYM – STRAŻACY ĆWICZYLI NA WIEŻY, MIESZKAŃCY ĆWICZYLI W TENISA, A ZAMEK PRZYGLĄDAŁ SIĘ TEMU Z UPRZEJMĄ REZYGNACJĄ

W 1920 roku zamek ucier­piał pod­czas bi­twy ar­ty­le­ryj­skiej z woj­ska­mi bol­sze­wi­cki­mi, choć naj­wy­raź­niej nie­gro­źnie, sko­ro de­ka­dę póź­niej, w 1930 ro­ku, fi­gu­ro­wał już nie wśród ru­in wo­jen­nych, lecz po pro­stu w ka­ta­lo­gu za­by­tków nad­gry­zio­nych zę­bem cza­su. W tym okre­sie, na fa­li po­pu­lar­no­ści ru­chu re­gio­nal­ne­go, po­ja­wi­ły się pró­by prze­kształ­ce­nia bu­do­wli w mu­ze­um, by – jak to uję­to – mło­dzież koń­czą­­ca gim­na­zjum w Cie­cha­no­wie, obo­wiąz­ko­wo mu­sia­ła znać rze­czy, zwią­za­ne z prze­szło­ścią i te­ra­źniej­szo­ścią na­sze­go za­kąt­ka. Mu­ze­um jed­nak nie po­wsta­ło, a wa­ro­wnia po­zo­sta­ła w tej sa­mej ci­szy, w ja­kiej trwa­ła od stu­le­ci.

DZIEDZINIEC ZAMKU W POCZĄTKACH XX WIEKU – PRZESTRZEŃ, W KTÓREJ ŚREDNIOWIECZE PRÓBOWAŁO DOGADAĆ SIĘ Z WIEJSKĄ LETNISKOLOGIĄ

Po klęsce wojny obron­nej 1939 ro­ku Cie­cha­nów, po­do­bnie jak ca­łe pół­no­cne Ma­zow­sze, zo­stał włą­czo­ny do Prus Wschod­nich i wy­zna­czo­ny na sto­li­cę no­wej jed­no­stki ad­mi­ni­stra­cyj­nej (re­jen­cji). W oczach na­zi­stow­skich pla­ni­stów wy­ma­ga­ło to ra­dy­kal­nych zmian – po­sta­no­wio­no zli­kwi­do­wać ist­nie­ją­ce mia­sto i wznieść od pod­staw no­we, pod nie­mie­cką na­zwą Zi­che­nau. Z daw­nej tkan­ki miej­skiej oca­leć mia­ły tyl­ko dwie bu­do­wle: go­ty­cki ko­ściół i za­mek, obie uzna­ne za pom­ni­ki „kul­tu­ry nie­mie­ckiej”. For­te­cę pla­no­wa­no uczy­nić jesz­cze bar­dziej ma­lo­wni­czą, ota­cza­jąc ją wo­da­mi spię­trzo­nej Ły­dy­ni i prze­kształ­ca­jąc w wy­spo­wą re­zy­den­cję. Spo­rzą­dzo­no na­wet do­kład­ne po­mia­ry i przy­go­to­wa­no pro­jekt re­kon­stru­kcji. Osta­tecz­nie woj­na zwe­ry­fi­ko­wa­ła ten za­mysł, za­nim kto­kol­wiek zdą­żył wbić ło­pa­tę w zie­mię.

ZAMEK W MIĘDZYWOJENNYM BEZRUCHU – WYGLĄDA, JAKBY WRESZCIE MÓGŁ ODETCHNĄĆ, NIE WIEDZĄC, ŻE TO TYLKO KRÓTKA PRZERWA MIĘDZY BURZAMI

W czasie II wojny świa­to­wej zam­ko­wy dzie­dzi­niec, daw­niej miej­sce za­baw i tur­nie­jów, stał się po­nu­rą sce­ną oku­pa­cyj­nych dra­ma­tów – miej­scem zbor­nym dla wy­sie­dla­nej lud­no­ści i are­ną po­ka­zo­wych egze­ku­cji. Jed­no z tych wy­da­rzeń, z 17 grud­nia 1942 ro­ku, upa­mięt­nia ka­mień pod za­chod­nim mu­rem – nie­my świa­dek hań­by Niem­ców, któ­rzy po­wie­si­li wów­czas czte­rech żoł­nie­rzy Ar­mii Kra­jo­wej. Szcze­gól­ne miej­sce w tej hi­sto­rii zaj­mu­je Ro­man Kon­wer­ski z pod­cie­cha­now­skich Ką­tów, któ­ry – zmu­sza­ny do wy­cią­ga­nia stoł­ków spod nóg ska­zań­ców – od­mó­wił, od­po­wia­da­jąc krót­ko: Bra­ci swych wie­szać nie bę­dę. Za tę od­mo­wę tra­fił do obo­zu kon­cen­tra­cyj­ne­go w Maut­hau­sen, gdzie we­dług akt zo­stał 29 lip­ca 1943 ro­ku za­strze­lo­ny pod­czas pró­by uciecz­ki.

CIECHANÓW, II WOJNA ŚWIATOWA. ŻYDZI PROWADZENI NA ZAMEK, Z KTÓREGO DROGA WIODŁA JUŻ TYLKO W JEDNĄ STRONĘ.

Po wojnie ruina sta­ła się przed­mio­tem ba­dań ar­chi­te­kto­ni­cznych i ar­che­olo­gi­cznych, któ­re od­kry­wa­ły jej war­stwy jak kar­ty daw­no zam­knię­tej kro­ni­ki. W la­tach 1979–1986 przy­stą­pio­no do czę­ścio­wej re­stau­ra­cji: nad­bu­do­wa­no mu­ry i za­chod­nią wie­żę, od­sło­nię­to przy­zie­mie Do­mu Du­że­go i zre­kon­stru­owa­no jed­ną z go­ty­ckich piw­nic. Był to po­wrót do ro­li, któ­rej za­mek zda­wał się od daw­na do­ma­gać – nie już straż­ni­ka gra­nic, lecz straż­ni­ka pa­mię­ci.

CIECHANÓW, LATA 40. XX WIEKU. W TLE RUINA, NA PIERWSZYM PLANIE CODZIENNOŚĆ BEZ ENTUZJAZMU.
Prób odbudowy cie­cha­now­skiej wa­ro­wni po­dej­mo­wa­no wie­le ra­zy – i za każ­dym ra­zem hi­sto­ria kpi­ła z tych wy­sił­ków. Już w 1911 ro­ku wznie­sio­no na no­wo wschod­nią ścia­nę Do­mu Du­że­go i za­mu­ro­wa­no pęk­nię­cia w kur­ty­nach, zu­ży­wa­jąc czte­ry ty­sią­ce ce­gieł. W cza­sie oku­pa­cji nie­mie­ckiej za­mek, ogło­szo­ny na­gle „krzy­ża­ckim”, miał zo­stać od­bu­do­wa­ny w ra­mach pro­je­ktu no­we­go Zi­che­nau i umie­szczo­ny na wy­spie po­środ­ku za­le­wu; Niem­cy zdą­ży­li co praw­da wy­ko­nać po­mia­ry ścian Do­mu Du­że­go, lecz woj­na za­koń­czy­ła ich za­pał szyb­ciej, niż zdo­ła­li spo­rzą­dzić pro­je­kty.

W latach sześć­dzie­sią­tych od­ży­ła idea spo­łe­cznej od­bu­do­wy – miesz­kań­cy Cie­cha­no­wa chcie­li prz­wró­cić zam­ko­wi daw­ny kształt, lecz na­po­tka­li zde­cy­do­wa­ny opór ów­cze­sne­go kon­ser­wa­to­ra za­by­tków, któ­ry uwa­żał że od­bu­do­wa ru­in ozna­cza­ła­by za­fał­szo­wa­nie hi­sto­rii. Spór za­koń­czył się wstrzy­ma­niem prac, a za­mek po­zo­stał w ro­li ma­lo­wni­czej ru­iny. Do­pie­ro pod ko­niec lat sie­dem­dzie­sią­tych przy­stą­pio­no do czę­ścio­wej re­stau­ra­cji: zre­kon­stru­owa­no jed­ną z piw­nic Do­mu Du­że­go, nad­mu­ro­wa­no wie­że i kur­ty­ny. Nie­ste­ty uży­to ce­gły tak li­chej, że dziś ca­ła ta XX-wiecz­na in­ter­wen­cja roz­pa­da się szyb­ciej niż mu­ry, któ­re przez wie­ki opie­ra­ły się Krzy­ża­kom i Szwe­dom.

SPOKOJNY PRZEDWOJENNY KADR NAD LENIWĄ MAZOWIECKĄ RZEKĄ, JAKBY CZAS I HISTORIA POSTANOWIŁY ZROBIĆ TU SOBIE PRZERWĘ
Z prowadzonych po II woj­nie świa­to­wej wy­ko­pa­lisk ar­che­olo­gi­cznych wy­ło­ni­ły się naj­pierw sko­ru­py na­czyń gli­nia­nych – po­zo­sta­ło­ści co­dzien­nej krzą­ta­ni­ny, śla­dy po­sił­ków i pra­cy, któ­re sa­me w so­bie nie zwia­sto­wa­ły wiel­kich ta­jem­nic. Do­pie­ro w zam­ko­wej fo­sie od­kry­to zna­le­zi­ska, któ­re brzmia­ły jak echo bi­tew: to­pór, gło­wi­cę ma­czu­gi bo­jo­wej, reszt­ki skó­rza­ne­go ka­fta­na i dwa mie­cze z po­cząt­ku XV wie­ku. Te ostat­nie zna­le­zi­ska ba­da­cze wią­żą z nie­uda­nym oblę­że­niem z 1409 ro­ku – Krzy­ża­cy ode­szli z ni­czym, zo­sta­wia­jąc w fo­sie reszt­ki swo­je­go orę­ża. I tak oto broń, któ­ra mia­ła zdo­by­wać zam­ki, dziś le­ży za szkłem ga­blot i słu­ży ra­czej szkol­nym wy­cie­czkom niż woj­en­nym pod­bo­jom.

ARTEFAKTY Z BADAŃ ARCHEOLOGICZNYCH – TROCHĘ METALU, TROCHĘ RDZY I WIELE PYTAŃ, NA KTÓRE JUŻ NIGDY NIE POZNAMY ODPOWIEDZI

Ogłoszony w 2005 ro­ku kon­kurs na re­wi­ta­li­za­cję zam­ku wy­ło­nił pro­jekt, któ­ry prze­wi­dy­wał za­bu­do­wę dzie­dziń­ca (Dom Du­ży i Dom Ma­ły) oraz trwa­łą kon­ser­wa­cję mu­rów. Nie­ste­ty, zwy­cię­ska kon­ce­pcja – no­wo­cze­sna w for­mie, lecz cał­ko­wi­cie po­zba­wio­na sza­cun­ku dla hi­sto­ry­cznej bry­ły – oka­za­ła się ar­chi­te­kto­ni­czną po­mył­ką. Pro­te­sty mie­szkań­ców tyl­ko opóź­ni­ły pra­ce, nie za­trzy­ma­ły ich jed­nak, i dziś efekt bu­dzi ra­czej wstyd niż du­mę: szka­rad­na bry­ła z be­to­nu i szkła szpe­ci prze­strzeń, któ­ra po­win­na opo­wia­dać o pięk­nie go­ty­ku. 25 stycz­nia 2013 ro­ku uro­czy­ście otwar­to ów „Dom Ma­ły”, a wraz z nim wy­sta­wę ar­che­olo­gi­czną, któ­rej blask nie zdo­łał ukryć fak­tu, że na oczach wszyst­kich po­peł­nio­no ar­chi­te­kto­ni­czne świę­to­kradz­two.

DZIEDZINIEC ZAMKU W CIECHANOWIE – ZAMIAST HISTORII DOSTALIŚMY SZKLANE FRONTY I NIEZŁE POCZUCIE ZAŻENOWANIA

OPIS ZAMKU


Na lokalizację zam­ku wy­bra­no pod­mo­kły ta­ras za­le­wo­wy w za­ko­lu Ły­dy­ni – wy­bór z po­zo­ru wy­ma­rzo­ny ze wzglę­dów obron­nych, a w prak­ty­ce ogrom­ne wy­zwa­nie dla bu­do­wni­czych. Za­nim moż­na by­ło my­śleć o mu­rach, trze­ba by­ło ujarz­mić grunt, któ­ry bar­dziej przy­po­mi­nał bag­no niż sta­bil­ną pod­sta­wę. Usy­pa­no więc su­chą pla­tfor­mę o wy­mia­rach 48 × 57 me­trów, z gru­bych ko­na­rów i ga­łę­zi, prze­sy­pa­nych żwi­rem i od­łam­ka­mi ce­gieł. Do­pie­ro na tak przy­go­to­wa­nym pod­ło­żu roz­po­czę­to za­kła­da­nie fun­da­men­tów, któ­re da­ły po­czą­tek jed­nej z naj­po­tęż­niej­szych ma­zo­wie­ckich wa­ro­wni.

MIĘDZY WODĄ A MOKRADŁEM WYRÓSŁ ZAMEK, KTÓREGO NAJLEPSZYM SPRZYMIERZEŃCEM BYŁA SAMA PRZYRODA

W pierwszym etapie bu­do­wy za­mek zy­skał kształt re­gu­lar­ne­go czwo­ro­bo­ku o wy­mia­rach 48 × 57 me­trów, oto­czo­ne­go mu­ra­mi i strze­żo­ne­go przez dwie wie­że na­roż­ne. W je­go wnę­trzu sta­nął Dom Wiel­ki (Cu­ria Ma­ior) – pro­sta go­ty­cka bry­ła, da­le­ka od pa­ła­co­we­go prze­py­chu, lecz wy­star­cza­ją­co oka­za­ła, by pod­kre­ślać ran­gę sie­dzi­by ksią­żę­cej. Mie­ści­ły się tam iz­by miesz­kal­ne i go­spo­dar­cze, ka­pli­ca oraz prze­strzeń o cha­ra­kte­rze re­pre­zen­ta­cyj­nym. Cał­ość by­ła jed­no­kon­dy­gna­cyj­na, z trze­ma po­mie­szcze­nia­mi pod stro­mym, dwu­spa­do­wym da­chem. Nie ol­śnie­wa­ło to for­mą, ale im­po­no­wa­ło funk­cjo­nal­no­ścią – a w re­aliach Ma­zo­wsza XIV wie­ku ta­kie po­łą­cze­nie ucho­dzi­ło nie­mal za luk­sus.

REKONSTRUKCJA ZAMKU Z PRZEŁOMU XIV I XV WIEKU – W JEGO SERCU CURIA MAIOR, DOM WIĘCEJ FUNKCJONALNY NIŻ WYTWORNY, ALE W TAMTYCH CZASACH I TAK ROBIŁ WRAŻENIE

Wieże narożne wy­su­nię­to po­za ob­wód mu­rów i w po­cząt­ko­wej fa­zie mia­ły tę sa­mą wy­so­kość co one – oko­ło 5 me­trów. Po­łu­dnio­wo-wscho­dnia, z ra­cji swe­go prze­zna­cze­nia, szyb­ko do­ro­bi­ła się mrocz­nej re­pu­ta­cji: w dol­nej kon­dy­gna­cji mie­ści­ło się wię­zie­nie, w gór­nych zaś sa­la są­do­wa, co ra­zem two­rzy­ło po­nu­ry kom­plet – wy­rok i je­go na­tych­mia­sto­we wy­ko­na­nie pod jed­nym da­chem. Po­łu­dnio­wo-za­cho­dnia peł­ni­ła z ko­lei funk­cję bar­dziej prak­ty­czną i znacz­nie mniej dra­ma­ty­czną – słu­ży­ła za ma­ga­zyn bro­ni, stąd jej na­zwa – Ar­se­nał.

KIEDYŚ WIĘZIENIE, DZIŚ SCHODY – INNY RYTM TEGO SAMEGO MIEJSCA

Pierwszą bramę wy­bi­to w mu­rze od stro­ny po­łu­dnio­wej, wy­cho­dzą­cej na mia­sto. Na­prze­ciw­ko niej ar­che­olo­dzy od­sło­ni­li kon­stru­kcję przed­bra­mia i drew­nia­ne­go mo­stu, któ­rym nie­gdyś wje­żdża­no na dzie­dzi­niec. Od­kry­li rów­nież trój­kąt­ną ostro­gę z pa­li drew­nia­nych, osła­nia­ją­cą przy­czó­łek mo­sto­wy. Jej wiek okre­ślo­no me­to­dą den­dro­chro­no­lo­gi­czną – po pro­stu po­li­czo­no sło­je, jak kar­ty w sta­rym ra­chun­ku – i wy­szło, że kon­stru­kcja po­wsta­ła mię­dzy 1377 a 1410 ro­kiem. Tak oto naj­star­szym kro­ni­ka­rzem zam­ku oka­za­ły się drze­wa – i to ma­rtwe od stu­le­ci.

Z PIERWOTNEJ BRAMY ZOSTAŁ JEDYNIE ŁUK, ZA KTÓRYM HISTORIA ZOSTAŁA DOSŁOWNIE ZAMKNIĘTA

W połowie XV wie­ku wo­dy So­ny i Ły­dy­ni spię­trzo­no dla mły­nów i sta­wów ryb­nych – go­spo­dar­ka kwi­tła, ale za­mek to­nął. Po­ziom grun­tów pod­niósł się tak, że dzie­dzi­niec za­czął przy­po­mi­nać bar­dziej sa­dzaw­kę niż plac re­pre­zen­ta­cyj­ny. Ra­tun­kiem oka­za­ło się na­sy­pa­nie nań pół­to­ra me­tra gli­ny, a sko­ro dzie­dzi­niec rósł, ro­sły też mu­ry i wie­że, któ­rym przy oka­zji do­rzu­co­no ko­lej­ne kon­dy­gna­cje. Pa­łac zy­skał pię­tro, a ca­łość, po pod­wyż­sze­niu, mie­rzy­ła już oko­ło 10 me­trów i dum­nie pre­zen­to­wa­ła się z no­wym kre­ne­la­żem. W za­chod­niej wie­ży róż­ni­cę wi­dać do dziś – pod­wyż­szo­ną część od­dzie­la ce­gla­ny fryz , niczym mar­gi­nes w śre­dnio­wiecz­nej księ­dze z ce­gieł.

ZAMEK KSIĄŻĄT MAZOWIECKICH W FAZIE PRZEJŚCIOWEJ – NOC, POCHODNIE, PEŁNA GOTOWOŚĆ. NIKT NIE WIE, NA CO, ALE WYGLĄDA INTRYGUJĄCO.

Na przełomie XV i XVI wie­ku za­mek po­sta­no­wio­no odziać w no­wą, bar­dziej bo­jo­wą sza­tę: wie­że unio­sły się wy­żej i zy­ska­ły otwo­ry strzel­ni­cze, po­łu­dnio­wą bra­mę zam­knię­to ni­czym nie­for­tun­ny roz­dział, a w za­cho­dniej kur­ty­nie wy­bi­to no­wy wjazd, po­prze­dzo­ny przed­bra­miem i mo­stem, któ­ry na­da­wał przy­by­ciu sto­sow­ną opra­wę. Dom Wiel­ki wy­strze­lił ku gó­rze, jak­by chciał jesz­cze raz pod­kre­ślić ma­je­stat swej na­zwy, zaś przy jed­nej z kur­tyn przyl­gnął doń Dom Ma­ły – mniej re­pre­zen­ta­cyj­ny, ale jak­że po­trzeb­ny, bo to wła­śnie tam ulo­ko­wa­no kuch­nię, czy­li praw­dzi­we cen­trum stra­te­gii co­dzien­ne­go prze­trwa­nia. A kie­dy wre­szcie, przed ro­kiem 1536, dzie­dzi­niec po­kry­to bru­kiem, ży­cie na zam­ku na­bra­ło odro­bi­ny wy­go­dy i po­rząd­ku – w koń­cu nic tak nie pod­no­si god­no­ści obron­nej twier­dzy, jak to, że moż­na kro­czyć po ka­mie­niach za­miast grzęz­nąć w bło­cie.

NA PRZEŁOMIE XV I XVI WIEKU ZAMEK NABRAŁ PEWNOŚCI SIEBIE – WYŻSZE WIEŻE, NOWA BRAMA, I DZIEDZINIEC, PO KTÓRYM MOŻNA CHODZIĆ Z GODNOŚCIĄ, A NIE Z OSTROŻNOŚCIĄ

Dom Duży u schył­ku śre­dnio­wie­cza wzno­sił się nad dzie­dziń­cem jak trój­kon­dy­gna­cyj­na księ­ga z ka­mie­nia i ce­gły, zam­knię­ta dwu­spa­do­wym dachem ni­czym twar­dą okład­ką, a przy niej wzno­si­ła się wie­ża z go­ty­ckim gan­kiem, do któ­re­go pro­wa­dzi­ły scho­dy od stro­ny dzie­dziń­ca. Z gan­ku wcho­dzi­ło się pro­sto do wiel­kiej sie­ni z pie­cem, peł­nią­cej ro­lę sa­li są­do­wej, gdzie pra­wo spo­ty­ka­ło się z cie­płem og­nia. Po stro­nie wschod­niej roz­cią­ga­ła się iz­ba bie­siad­na, rów­nież ogrze­wa­na pie­cem, z osob­nym wej­ściem dla służ­by, wy­ku­tym w mu­rze od dzie­dziń­ca, za­pew­ne po to, by stra­wy z Do­mu Ma­łe­go tra­fia­ły na stół bez zbęd­nych ce­re­mo­nii. Wscho­dnia ścia­na tej iz­by kry­ła w swym ma­syw­nym wnę­trzu scho­dy pro­wa­dzą­ce na pię­tro, na­to­miast w za­chod­niej ścia­nie sieni znajdowało się przejście do komnaty — pierwotnie książęcej sypialni, a później, jak to czasami bywa z losem nawet naj­do­stoj­niej­szych po­miesz­czeń, spro­wa­dzo­nej do ro­li spi­żar­ni.

DOM DUŻY U SCHYŁKU ŚREDNIOWIECZA – TRZY KONDYGNACJE DUMY, WIEŻA Z GANKIEM I DACH, KTÓRY ZAMYKAŁ TEMAT

DZISIAJ PO DOMU DUŻYM ZOSTAŁA CISZA I FRAGMENTY MURÓW – WSZYSTKO, CO KIEDYŚ WZNOSIŁO SIĘ Z DUMĄ, TERAZ PATRZY W GÓRĘ BEZ DACHU NAD GŁOWĄ

Od frontu wieży pro­wa­dzi­ło wej­ście ze scho­da­mi w dół, do naj­niż­szej kon­dy­gna­cji zam­ku. Po­cząt­ko­wo był to par­ter, póź­niej już tyl­ko pły­tka piw­ni­ca, w któ­rej znaj­do­wa­ła się du­ża sa­la na­kry­ta go­ty­ckim skle­pie­niem wspar­tym na dwóch fi­la­rach. Ra­zem z są­sied­nim po­mie­szcze­niem od wscho­du mo­gła słu­żyć dru­ży­nie ry­cer­skiej księ­cia — za­pew­ne miej­sce gwar­ne i gę­ste od od­de­chów wo­jo­wni­ków, w cza­sach, gdy ką­piel by­ła wy­da­rze­niem ra­czej uro­czy­stym niż co­dzien­nym. Piw­ni­ce mia­ły drew­nia­ne po­dło­gi i by­ły przy­kry­te skle­pie­nia­mi krzy­żo­wo-że­bro­wy­mi, choć w bocz­nych iz­bach pla­ny am­bi­tniej­sze niż wy­ko­na­nie po­zo­sta­wi­ły po so­bie nie­do­koń­czo­ne de­ta­le.

CYFROWA REKONSTRUKCJA DOMU MAŁEGO – PO LEWEJ WIEŻA WIĘZIENNA, PO PRAWEJ WIEŻA-ARSENAŁ, CZYLI DWIE STRONY TEGO SAMEGO MIECZA

Na trzeciej kon­dy­gna­cji wie­ży-wy­ku­sza znaj­do­wa­ła się ka­pli­ca św. Sta­ni­sła­wa, do któ­rej pro­wa­dzi­ło wej­ście ze środ­ko­wej gór­nej sie­ni, zwa­nej Sa­lą Ma­lo­wa­ną. Z niej, przez ścia­nę za­cho­dnią, moż­na by­ło przejść do sy­pial­ni ksią­żę­cej, wy­po­sa­żo­nej w piec i wy­kusz ustę­po­wy – wy­na­la­zek, któ­ry da­wał księ­ciu po­czu­cie lu­ksu­su, choć służ­ba wo­la­ła trzy­mać się od nie­go z da­le­ka.

BIBLIOTEKA ŚREDNIOWIECZNEGO INTROWERTYKA — CICHO, CIEMNO I ZERO ZASIĘGU

Za sypialnią znaj­do­wa­ła się ko­mo­ra i skar­biec, a w gru­bo­ści mu­ru bie­gły scho­dy pro­wa­dzą­ce do miesz­ka­nia w tzw. Ku­rzej No­dze, czy­li wy­ku­sza, któ­re­go na­zwa brzmi dziś bar­dziej jak ty­tuł ba­śni niż ele­ment ar­chi­te­kto­ni­czny. Drew­nia­ne scho­dy wio­dły da­lej, na pod­da­sze, gdzie mie­ści­ły się do­da­tko­we kom­na­ty miesz­kal­ne, wy­po­sa­żo­ne w piec i mu­ro­wa­ny ko­mi­nek – ide­al­ne miej­sce, by zi­mą nie mar­znąć tak do­tkli­wie, jak śre­dnio­wie­cze zwy­kle na­ka­zy­wa­ło.

PLAN ZAMKU W CIECHANOWIE – 1. DOM DUŻY – WŁADZA I UCZTY, 2. DOM MAŁY – CISZA I INTRYGI, 3. WIEŻA WIĘZIENNA – TU KOŃCZYŁY SIĘ ŻARTY, 4. WIEŻA ARSENAŁ – ZAPACH PROCHU I STALI, 5. STARSZA BRAMA WJAZDOWA – SUROWA I OBRONNA, JAK ŚREDNIOWIECZNY CHARAKTER, 6. PÓŹNOGOTYCKI PRZEJAZD BRAMNY Z ROZMACHEM GODNYM NOWEJ EPOKI.

Za ścianą wschod­nią Sa­li Ma­lo­wa­nej przej­ście pro­wa­dzi­ło przez nie­wiel­kie po­mie­szcze­nie z ane­ksem do iz­by ogrze­wa­nej pie­cem – naj­pierw miesz­kal­nej, a póź­niej prze­ro­bio­nej na ar­se­nał z ma­łą pro­cho­wnią. Z niej scho­dy w gru­bo­ści mu­ru wio­dły na ga­nek obron­ny kur­ty­ny wscho­dniej. Wszyst­kie po­mie­szcze­nia środ­ko­wej i gór­nej kon­dy­gna­cji Do­mu Du­że­go kry­te by­ły drew­nia­ny­mi stro­pa­mi, któ­rych skrzy­pie­nie to­wa­rzy­szy­ło każ­de­mu kro­ko­wi ni­czym nie­odłącz­ny ko­men­tarz do ży­cia w mu­rach zam­ku. Du­że ok­na re­pre­zen­ta­cyj­nych kom­nat znaj­do­wa­ły się tyl­ko w nie­za­cho­wa­nej dziś ele­wa­cji od stro­ny dzie­dziń­ca – obro­na wy­ma­ga­ła bo­wiem, by re­szta mu­rów przy­po­mi­na­ła ra­czej twier­dzę niż pa­łac z wi­do­ka­mi.

WIDOK ZAMKU W CIECHANOWIE OD PÓŁNOCNEGO ZACHODU – PO LEWEJ MURY DOMU DUŻEGO, GDZIE OKNA ZASTĄPIŁA SOLIDNA STRATEGIA

STAN OBECNY


Do dzisiaj za­cho­wa­ły się mu­ry obwo­do­we zam­ku, ukła­da­ją­ce się w pro­sto­kąt o wy­mia­rach oko­ło 48 × 57 me­trów, oraz dwie ma­syw­ne, cy­lin­dry­czne wie­że na­roż­ne po stro­nie po­łu­dnio­wej. W mu­rze za­cho­dnim wi­do­czna jest bra­ma, a nad nią śla­dy przed­bra­mia – ci­che świa­de­ctwo daw­nej in­ży­nie­rii. Dru­gą bra­mę od­two­rzo­no w mu­rze po­łu­dnio­wym, przy­wra­ca­jąc ca­ło­ści pier­wo­tny układ.

WIDOK ZACHODNIEJ BRAMY Z HERBAMI MIASTA I KSIĄŻĄT MAZOWIECKICH – DAWNY SYMBOL, WSPÓŁCZESNA FORMA

Wieża zachodnia, nie­gdyś straż­ni­ca i ar­se­nał, wzno­si się na pięć kon­dy­gna­cji, ma­syw­na i su­ro­wa jak jej daw­ne prze­zna­cze­nie. Wscho­dnia, wię­zien­na, strze­la wy­żej, li­cząc sześć kon­dy­gna­cji i za­my­ka­jąc po­łu­dnio­wy na­roż­nik moc­nym ak­cen­tem. Obie w obec­nym kształ­cie są wy­ni­kiem XVI-wiecz­nej prze­bu­do­wy, któ­ra ugrun­to­wa­ła ich obraz w pej­za­żu zam­ku.

DWA FILARY ZAMKU – ZACHODNI SUROWY I CZUJNY, ORAZ WSCHODNI – WYŻSZY, Z WIDOKIEM, KTÓREGO NIE PRZEWIDYWAŁ REGULAMIN CELI

W trakcie gło­śnej re­wi­ta­li­za­cji pro­wa­dzo­nej od 2010 ro­ku na dzie­dziń­cu, przy mu­rze pół­no­cnym wy­rósł pa­wi­lon mu­ze­al­ny, na­zwa­ny dla żar­tu „Do­mem Ma­łym”, a w rze­czy­wi­sto­ści bę­dą­cy cięż­kim żel­be­to­wo-szkla­nym two­rem. Od 2013 ro­ku je­go obec­ność znie­kształ­ca prze­strzeń i uni­ce­stwia hi­sto­ry­czne wnę­trze zam­ku – miej­sce, któ­re mia­ło opo­wia­dać o prze­szło­ści, uto­nę­ło pod no­wo­cze­sną ko­stką be­to­nu i szkła. Efek­tem jest gmach, któ­ry za­miast słu­żyć hi­sto­rii, stał się jej ka­ry­ka­tu­rą. Trud­no po­wie­dzieć, czy prze­trwa dłu­żej niż za­mek, ale ła­two zgad­nąć, że sta­rze­je się znacz­nie go­rzej.

BETONOWA KARYKATURA HISTORII – „DOM MAŁY”, KTÓRY POŻARŁ ZAMEK

Podczas tej tak zwa­nej re­wi­ta­li­za­cji zer­wa­no ory­gi­nal­ny, póź­no­go­ty­cki bruk i nie pod­ję­to pró­by je­go od­two­rze­nia, po­nie­waż po­ziom dzie­dziń­ca do­sto­so­wa­no pod dyk­tan­do no­wo­cze­snej za­bu­do­wy. Był to akt wan­da­li­zmu w bia­łych rę­ka­wi­czkach, któ­ry zni­szczył jed­ną z naj­cen­niej­szych warstw hi­sto­ry­cznych zam­ku i po­zba­wił go szan­sy na wpis na li­stę pom­ni­ków hi­sto­rii. Co gor­sza, bu­do­wa owe­go szka­rad­ne­go pa­wi­lo­nu mia­ła być za­le­dwie pre­lu­dium – w pla­nach prze­wi­dy­wa­no bo­wiem „re­kon­stru­kcję” Do­mu Du­że­go w tym sa­mym be­to­no­wo-szkla­nym sty­lu, któ­ry bar­dziej przy­po­mi­nał dwo­rzec ko­le­jo­wy niż śre­dnio­wie­czną re­zy­den­cję ksią­żę­cą. Na ra­zie jed­nak ktoś naj­wy­ra­źniej oprzy­to­mniał i ca­ła ini­cja­ty­wa ut­knę­ła w ma­rtwym pun­kcie (2025).

DWORZEC KSIĄŻĘCY IM. BETONU I SZKŁA – REKONSTRUKCJA, KTÓRA ZAMIENIA HISTORIĘ W PARODIĘ

Zamek pozostaje pod za­rzą­dem Mu­ze­um Szlach­ty Ma­zo­wie­ckiej, któ­re wznie­sio­ny na dzie­dziń­cu pa­wi­lon prze­zna­czy­ło na eks­po­zy­cje po­świę­co­ne dzie­jom zam­ku i re­gio­nu. Pre­zen­to­wa­ne są tam dwie wy­sta­wy sta­łe: Fak­ty i mi­ty cie­cha­now­skie­go zam­ku oraz Księ­stwo Ma­zo­wie­ckie 1200–1526: in­try­gi, tru­ci­zny i smok, czy­li 300 lat nie­za­le­żne­go Ma­zo­wsza. Ty­tu­ły brzmią in­te­re­su­ją­co, choć przy zwie­dza­niu trud­no oprzeć się wra­że­niu, że naj­wię­cej fan­ta­zji po­zo­sta­wio­no w na­zwach.

INTRYGI, TRUCIZNY I SMOK – HISTORIA OŻYWIONA ŚWIATŁEM PROJEKTORA

Na parterze pawilonu pre­zen­to­wa­ne są od­kryw­ki ar­che­olo­gi­czne, któ­re ma­ją „na ży­wo” ilu­stro­wać hi­sto­rię zam­ku. W na­roż­ni­ku mię­dzy mu­rem po­łu­dnio­wym a wie­żą za­cho­dnią głę­bo­ki wkop od­sła­nia na­war­stwie­nia kon­stru­kcyj­ne, sta­ran­nie pod­świe­tlo­ne, aby zwie­dza­ją­cy mo­gli po­dzi­wiać to, co nie­gdyś ukry­te by­ło pod zie­mią. W po­sadz­ce umie­szczo­no prze­szkle­nie, pod któ­rym spo­czy­wa­ją czę­ścio­wo zre­kon­stru­owa­ne po­zo­sta­ło­ści XVI-wiecz­ne­go pie­ca ku­chen­ne­go – obiekt o nie­kwe­stio­no­wa­nej war­to­ści dy­dak­tycz­nej, je­śli ktoś chciał­by zo­ba­czyć, jak wy­glą­da śre­dnio­wie­czna co­dzien­ność w wer­sji mu­ze­al­nej: za szy­bą, pod re­fle­kto­rem i bez za­pa­chu dy­mu.

PRZESZŁOŚĆ, KTÓRA ZNALAZŁA SWÓJ KĄT W DOBRZE OŚWIETLONYM ROGU
Wstęp jest płatny, a pod­czas zwie­dza­nia moż­na sko­rzy­stać z apli­ka­cji Mo­vi­Gui­de – no­wo­cze­sne­go prze­wo­dni­ka po hi­sto­rii zam­ku. To prak­ty­czne roz­wią­za­nie, któ­re po­zwa­la ob­co­wać z du­chem epo­ki za po­śred­ni­ctwem ekra­nu do­ty­ko­we­go.
Czas zwie­dza­nia, z te­go co pa­mię­tam, to oko­ło 45 mi­nut – wy­star­cza­ją­co, by obej­rzeć wszyst­ko, i zde­cy­do­wa­nie za ma­ło, by za­po­mnieć o tym, jak to dziś wy­glą­da.
Fo­to­gra­fo­wa­nie do­zwo­lo­ne jest do ce­lów wła­snych, by­le bez lam­py bły­sko­wej – hi­sto­rii wy­star­czy już je­den blask, ten daw­ny.

W BASZCIE ZAMKOWEJ MOŻNA ZOBACZYĆ, JAK PRZESZŁOŚĆ STAJE SIĘ PŁASKA, ALE ZA TO ŁADNIE OŚWIETLONA I ŁATWA DO ZDEZYNFEKOWANIA

DOJAZD


Zamek stoi zaledwie 250 me­trów na pół­noc od ryn­ku w Cie­cha­no­wie. Trud­no go nie od­na­leźć – trud­niej za­po­mnieć, co z nim zro­bio­no.

Niewielki, płat­ny par­king przy uli­cy Zam­ko­wej do­sko­na­le ilu­stru­je, jak prze­szłość spo­ty­ka się z ra­chun­kiem za po­stój.

WIDOK Z BASZTY NA ULICĘ ZAMKOWĄ I PARKING, GDZIE PRZYGODA Z HISTORIĄ ZACZYNA SIĘ OD PARAGONU

ZAMKI W POBLIŻU


LITERATURA


  1. W. Górczyk: Cie­cha­nów – za­rys dzie­jów do XV w., Kul­tu­ra i Hi­sto­ria nr 19/2011
  2. L. Kajzer, J. Salm, S. Ko­ło­dziej­ski: Lek­sy­kon zam­ków w Pol­sce, Sudety nr 10/2003
  3. R. Kunkel: Ty­po­lo­gia śre­dnio­wiecz­nych zam­ków ksią­żę­cych i mo­żno­wład­czych na Ma­zo­wszu, Kro­ni­ka Zam­ko­wa 1-2, 2007
  4. P. Lasek: Zam­ki do­me­ny ksią­żę­cej na Ma­zo­wszu na prze­ło­mie śre­dnio­wie­cza i epo­ki no­wo­ży­tnej
  5. M. L. Lewicka: Kon­ser­wa­tor­ski pro­blem „re­wa­lo­ry­za­cji” zam­ku w Cie­cha­no­wie
  6. A. R. Sypek: Zam­ki i obie­kty wa­ro­wne zie­mi ma­zo­wie­ckiej, Wy­da­wni­ctwo TRIO 2002
  7. A. Wagner: Mu­ro­wa­ne bu­do­wle obron­ne w Pol­sce X-XVIIw., Bel­lo­na 2019