
DZIEJE ZAMKU
Pierwsza udokumentowana wzmianka o Ciechanowie trafiła na światło dzienne w tzw. „falsyfikacie mogileńskim” Falsyfikat mogileński – dokument królewski, wystawiony rzekomo w Płocku w 1065 roku, a faktycznie powstał w połowie XII wieku (1155 rok), opisujący nadania dla klasztoru benedyktynów w Mogilnie. Przypuszcza się, że sporządzający po wielu latach dokument mnisi oparli się na zapiskach klasztornych, tzw. księdze tradycji, którą rozpoczęto spisywać w latach 30. XII wieku. Może więc zawierać on stan nadań z okresu wcześniejszego. Dokument ten jest źródłem wiedzy na temat wczesnośredniowiecznego osadnictwa w Polsce i w przypadku wielu miejscowości jest to pierwsza wzmianka pisana. datowanym na rok 1065. Ów dokument, niczym średniowieczny spis z natury, wyliczał grody jak paciorki różańca: Grudenczch, Zacroczin, Syrozch cum medio theloneo per fluvium Bug, dalej Ripin, Scechin, Seprch, Nowum Radcez, Oszelzch, Zyremdzco… i tak aż po całe mrowie trudnych do wymówienia nazw. Wśród nich, jakby mimochodem, pojawił się i nasz bohater – zapisany wdzięcznie (choć nieco kulawo) jako Cechonow. To krótkie wspomnienie nie zdradzało jeszcze nic z przyszłych dziejów miasta, ale otworzyło mu drzwi do historii.

Ów zapis zapewne dotyczył grodu usytuowanego na Farskiej Górze – imponującej piastowskiej warowni, jednej z największych w ówczesnej Polsce; jej trójczłonowe założenie obronne, rozciągające się na sześciu hektarach, obejmowało właściwy gród otoczony potężnymi drewniano-ziemnymi wałami oblicowanymi kamieniem i wzmocnionymi ubijaną gliną, a także dwa podgrodzia – wschodnie i północne, zwane w dokumentach Rolą Zduńską – całość zaś tworzyła konstrukcję, która na kilka stuleci stała się sercem rodzącego się Ciechanowa.

W roku 1254 nazwa grodu znów wysunęła się na karty historii, kiedy to książę Siemowit I (zm. 1262) nadał biskupowi płockiemu Andrzejowi wieś Proszkowo. Wśród świadków tego nadania pojawił się nie byle kto, bo Rethiborius Castellanus de Techonow – pierwszy znany z imienia kasztelan ciechanowski, dowód na to, że w połowie XIII wieku Ciechanów funkcjonował już jako
kasztelania
Kasztelania – jednostka administracyjna podziału terytorialnego średniego szczebla wchodząca w skład danej ziemi lub prowincji, ośrodkiem kasztelanii był kasztel (zamek, znaczący gród lub dwór obronny); kasztelania odpowiadała późniejszemu powiatowi.
. Kilkadziesiąt lat później, w 1297 roku, kolejny dokument – tym razem wystawiony przez
Bolesława II mazowieckiego
(zm. 1313) – wymieniał urzędnika określonego słowami Comite Zemacone Castellano de Cechonow. Dzięki tym krótkim wzmiankom Ciechanów zaczął rysować się w dziejopisarstwie nie jako bezimienny gród, lecz jako ośrodek o wyraźnie zarysowanej pozycji.

Nieco wcześniej, w latach 1276–1279, synowie Siemowita I dokonali ostatecznego podziału dzielnicy – Konrad II (zm. 1294) objął część zachodnią z Czerskiem jako stolicą, natomiast wspomniany już wcześniej Bolesław II przejął część wschodnią, której centrum stanowił Płock; nie zakończyło to jednak bratobójczych sporów, które wciąż trawiły Mazowsze. Ponieważ granica między braćmi biegła wzdłuż Łydyni, wybór miejsca pod nowy gród na wyspie otoczonej bagnami, przy dogodnej przeprawie, jawił się jako ruch i rozważny, i zapobiegliwy; nic dziwnego więc, że wedle badań pierwsze prace ruszyły tam już w 1290 roku. Kilka lat później, po bezpotomnej śmierci Konrada II, całość jego ziem przejął Bolesław II, a następnie jego syn
Siemowit II
(zm. 1345), w którego czasach gród na bagnistej wyspie doczekał się zapewne swego pełnego, dojrzałego kształtu.

Po śmierci Siemowita II Mazowsze rozpadło się na dwie części – jedna przypadła
Siemowitowi III
(zm. 1381), druga Kazimierzowi I (zm. 1355). Podział nie trwał długo, bo gdy Kazimierz zmarł, całe księstwo znalazło się w rękach jego brata. Nie oznaczało to jednak spokojnych rządów: Litwini, jakby z upodobania do ognia, najeżdżali Mazowsze raz po raz, a w 1337 roku szczególnie dotkliwie – spalili Ciechanów wraz z grodem na Farskiej Górze i kościołem. Być może właśnie ta lekcja kazała Kazimierzowi rozpocząć w 1353 roku budowę nowej fary i – co ważniejsze – rozważyć zamianę łatwopalnej warowni w zakolu Łydyni na zamek z kamienia i cegły. Zadanie dokończył już Siemowit III, który najwyraźniej uznał, że o sile księcia lepiej świadczą blanki i baszty niż kolejne zgliszcza.

Wzniesienie zamku w Ciechanowie przez Kazimierza I i Siemowita III było zapewne podyktowane nie tylko litewskimi najazdami, lecz także bliskością państwa zakonnego. Krzyżacy wznosili swoje warownie jedna po drugiej: w Działdowie ukończyli budowę w 1391 roku, w Nidzicy zaczęli już około 1370, a w Olsztynie i Szczytnie ich mury stały od połowy XIV wieku. Odległości były niewielkie, a sąsiedztwo coraz bardziej kłopotliwe, nic więc dziwnego, że mazowieccy książęta doszli do wniosku, iż w takiej okolicy lepiej mieć pod ręką coś solidniejszego niż drewniany palisadowy płotek.

W 1374 roku Siemowit III podzielił Mazowsze między synów: Janusz I Starszy (zm. 1429) przejął część wschodnią z Czerskiem, Warszawą i Ciechanowem, a Siemowit IV (zm. 1426) zachodnią z Płockiem, Zawkrzem i Płońskiem. Janusz, wierny polityce ojca wobec Korony, zasłynął nie tylko lojalnością, lecz także niezwykłą energią gospodarczą – zakładał miasta, stawiał zamki, wydawał przywileje, jakby czas naglił, a pergamin sam rwał się pod piórem. W ciągu swych rządów ulokował dwadzieścia cztery miasta i zbudował bądź przebudował co najmniej dziesięć warowni, a w 1400 roku obdarzył Ciechanów aktem lokacyjnym. Zamek nad mokradłami Łydyni musiał już wówczas pełnić rolę jego siedziby, skoro w treści dokumentu pojawia się wzmianka o podkomorzym ciechanowskim Podkomorzy – urząd w przedrozbiorowej Polsce. Jego zachodnimi odpowiednikami są: szambelan, kamerling itp. Komorą nazywano w dawnej polszczyźnie dwór książęcy, mieszkanie panującego z jego skarbcem, wreszcie komnatę sypialną. Komorzym zwano zarządzającego tą komorą urzędnika dworskiego. Zastępca i pomocnik komorzego zwał się podkomorzym – subcamerarius. : Nicolao dicto Skuscha Succamerario Ciechanoviensi.

Za panowania Janusza I (zm. 1429) Ciechanów wyrósł na jedną z głównych siedzib książęcych, stawiając krok w stronę Warszawy, podczas gdy Czersk – niegdyś centrum – zsunął się na margines i musiał zadowolić się pustym tytułem. Liczby mówią same za siebie: między 1425 a 1429 rokiem książę wystawił dokumenty w Warszawie co najmniej pięćdziesiąt cztery razy, w Ciechanowie trzydzieści jeden, a w Czersku… cóż, Czersk mógł co najwyżej liczyć na uprzejme wspomnienie. Siedzibą Janusza był oczywiście zamek, dawny gród – zapewne działający jeszcze do drugiej połowy XV wieku – pozostał już tylko miejscem pracy kasztelana Kasztelan – urzędnik lokalny w dawnej Polsce. Zajmował się administracją gospodarczą (ściąganiem danin na rzecz panującego), obroną i sądownictwem na terenie kasztelanii. Podlegali mu chorąży, wojski, sędzia grodowy i włodarz. .

Skoro Ciechanów za panowania Janusza I wyrósł na jedną z głównych siedzib książęcych, nie mogło obyć się bez odpowiednich inwestycji: książę podniósł mury i wieże, wybrukował dziedziniec i kazał wykopać fosę szeroką na osiemnaście metrów. Modernizacja ta nastąpiła niedługo po bitwie pod Grunwaldem, choć i przedtem zamek radził sobie doskonale, nieraz odpierając krzyżackie ataki. Nic dziwnego, że zakon upodobał sobie właśnie tę twierdzę, skoro granicę między państwami wyznaczała Łydynia płynąca zaledwie czterdzieści metrów od murów – w takiej odległości trudno było się oprzeć pokusie, by zaglądać sąsiadowi nie tylko przez płot, ale i przez blanki.

Wnuk i następca Janusza I,
Bolesław IV
(zm. 1454), równie wysoko cenił Ciechanów jako swoją siedzibę – bywał tu często, a w pobliskiej Opinogórze, zaledwie osiem kilometrów na wschód, trzymał własny zamek i dobra książęce. Tam też zakończył życie, jakby chciał ostatecznie dowieść, że choć Mazowsze pełne było grodów i rezydencji, to okolice Ciechanowa były miejscem, w którym książęta nie tylko rządzili, ale i umierali – konsekwencja może ponura, ale z pewnością wymowna.

Po śmierci Bolesława IV ziemia ciechanowska przypadła jego synowi,
Konradowi III Rudemu
(zm. 1503), który wiernie wspierał Jagiellonów, a przez to nieustannie narażał Mazowsze na krzyżackie odwety. W 1464 roku zaciężne oddziały krzyżackie z Działdowa spustoszyły ziemię ciechanowską, lecz już we wrześniu ich własny zamek wpadł w ręce Mazowszan. Rewanż przyszedł szybko – w listopadzie Krzyżacy zajęli Czarnocin, który Konrad odzyskał jeszcze w tym samym miesiącu. Rok później los się odwrócił: w lipcu 1465 roku wojska książęce poniosły klęskę pod murami Ciechanowa. Sam zamek jednak trwał niewzruszenie – jakby to nie książę go bronił, lecz cegły, które wzięły na siebie ciężar reputacji władcy.

Zamek, który w 1465 roku obronił honor swojego księcia, zawdzięczał to nie tylko mocnej cegle i wiernej załodze, lecz również samej lokalizacji. Od zachodu chroniła go fosa, od północy, południa i wschodu opływała Łydynia, a całe zakole rzeki tworzyło teren podmokły, wymarzony dla obrońców i przeklęty dla machin oblężniczych. Nawet od południa, gdzie oblegający mogli liczyć na pomoc miasta, rzeka i umocnienia miejskie skutecznie psuły ich plany. Zresztą zdobycie Ciechanowa niczego nie przesądzało – niskie wały miejskie nie dawały przewagi, podczas gdy wysokie mury i baszty zamkowe pozwalały razić wrogów na dole jak na strzelnicy. Czy w tamtym czasie używano już broni palnej, tego nie wiemy; pewne jest natomiast, że w 1504 roku pojawia się wzmianka o bombardach, nad którymi czuwał niejaki Jerzy Otoczak – i odtąd to one przemawiały w obronie zamku najgłośniej.

W dniu 3 kwietnia 1471 roku, gdy bracia Konrada III - Kazimierz III, Janusz II i Bolesław V osiągnęli pełnoletniość, Mazowsze przestało być jednolitą całością i zostało podzielone na dzielnice. W tym nowym rozdaniu
Janusz II
(zm. 1495) otrzymał ziemię ciechanowską wraz z Ciechanowem i Łomżą. Przez cztery lata, do 1475 roku, Ciechanów – obok Łomży – pełnił rolę głównej siedziby młodego księcia, który z czasem powiększył swoje władztwo o Płock, Płońsk, Wiznę i Zawkrze. Ziemia ciechanowska pozostała jednak w granicach księstwa płockiego, a sam Ciechanów musiał pogodzić się z losem miasta, które tylko na chwilę znalazło się w centrum uwagi – i jak to zwykle bywa, po krótkim romansie z wielką polityką znów wróciło do roli prowincji.

Po śmierci
Janusza III
(zm. 1526), ostatniego z Piastów mazowieckich, zamek w Ciechanowie przeszedł w ręce
królowej Bony
jako jej oprawa wdowia. Włoska monarchini nie zamierzała zadowolić się ponurą gotycką twierdzą, więc przeznaczyła na jego przebudowę sumę liczoną w setkach
florenów
Floren – złota moneta o masie ok. 3,5 grama, bita przez Florencję od 1252 roku. Jej stabilna wartość pozwoliła stać się główną złotą monetą w Europie. Od XIV w. była często naśladowana, m.in. przez państwa włoskie, Czechy, Węgry, Francję oraz Niderlandy[1]. Jej weneckim odpowiednikiem był dukat nazywany później cekinem.
– kwotę, przy której niejedno miasto mogło tylko westchnąć z zazdrością. Był to jednak zarazem ostatni moment świetności zamku.

Największe prace prowadzono w latach 1547–1549: przedbramie rozebrano do fundamentów i odbudowano w nowej formie, zachodni mur podciągnięto wyżej, a ganek straży obudowano tak, by wyglądał bardziej dostojnie niż praktycznie. Dach wykusza wymieniono, a Dom Duży zwieńczono attyką zdobioną rzędem glinianych kul, niczym deklaracja, że średniowiecze dobiegło końca. Ciechanowski zamek otrzymał zatem nową, renesansową garderobę, elegancką i kosztowną – choć paradoks polegał na tym, że wkrótce nie miał już komu się w niej prezentować, niczym aktor, któremu dano kostium, lecz odebrano scenę.


(zm. 1548). Zgon młodych władców od początku budził podejrzenia: mówiono o truciźnie, wskazywano na żonę Zygmunta - królową Bonę, której imię pojawia się w niemal każdej wersji tej historii, a rolę bezpośredniej wykonawczyni przypisywano szlachciance Kliczewskiej, spalonej później z wyroku sądu. Tak czy inaczej, wraz z ich śmiercią zakończyła się niezależność Mazowsza, a próby osadzenia na tronie ich siostry Anny spełzły na niczym. Kraina Piastów została wchłonięta przez Koronę, a prawda o przyczynie zgonu książąt – podobnie jak Kliczewska – spłonęła na stosie.

Po tym, jak w drugiej połowie XVI wieku zamek w Ciechanowie utracił funkcję rezydencji książęcej, jego los spoczął w rękach starostów. Ci jednak, mimo dochodów z trzech wsi i wsparcia ze strony magistratu, traktowali warownię raczej pasywnie – bardziej ją eksploatowali, niż otaczali opieką. O stanie budowli wiele mówi Lustracya z roku 1580, spisana przy przekazaniu starostwa Krzysztofowi Niszczyckiemu: gmach miał mieć kosztowne i obszerne pokoje, ale w nienajlepszym już stanie będące. Most na rzece Łydyni zbudowany, a zamek z miastem łączący również wymagał naprawy. Nowy starosta, jak odnotowano, poprawił ci wprawdzie most wspomniany, i niektóre wewnątrz zamku izdebki z drzewa pobudował, ale ogół gmachu w smutniejszym jeszcze odumarł stanie pozostał. I stało się, że gdzie niegdyś siła i dostatek, tam teraz pustka i zaniedbanie – a zamek rychlej ku ruinie postępował, niż ku naprawie.

Od strony miasta stoją dwie wieże murowane znacznej wysokości, bardzo zruinowane i tylko wielkim kosztem naprawione być mogą, między wieżami ku murowi od miasta będącemu są przymurowania z kilku izb składające się, w których się Kancelarya Grodzka mieści, te mają okna kratami żelaznemi opatrzone, pułapy na nich i belki skutkiem spustoszenia dachów walą się.
Trzy działka, piętnaście hakownic, sześć moździerzów do których jest kul dziewiętnaście, są zamkową strzelbą, jest także kijów mosiężnych i żelaznych trzynaście.

Choć już w lustracji z 1609 roku zapisywano ponuro, że dachy były popsute, pułapy zawalone, piece porozbijane, a szyby wybite, ciechanowska twierdza jeszcze w połowie XVII wieku potrafiła udawać gościnność. W 1647 roku, trzeciego marca, zatrzymała się tu na nocleg w zimowej aurze królowa Polski
Maria Ludwika Gonzaga
wraz ze swym orszakiem, a skoro uczyniono to bez szkody dla zdrowia, stan budowli musiał być jeszcze zadowalający, a ogrzewanie piecowe sprawne. Jak jednak donoszą źródła, szlachetni goście nocy spokojnej nie zaznali – sen kradły im bowiem nie chłody, lecz grasujące po komnatach szczury.

Ostateczny cios ciechanowskiej warowni zadali Szwedzi: najpierw w 1660 roku, kiedy spustoszyli miasto i zamek, a następnie w 1708, podczas wojny północnej, gdy z ruin uczynili jeszcze większe ruiny. Do 1765 roku dewastacja była już tak znaczna, że sądy ziemskie i grodzkie musiały przenieść się do wynajętych w mieście domów – forteca, która niegdyś strzegła Mazowsza, nie była nawet w stanie pomieścić własnych urzędników.

Jeszcze w XVII wieku wschodnia wieża pełniła funkcję więzienia, o czym świadczą inskrypcje ryte w murach przez osadzonych, pragnących, by ich ślady przetrwały dłużej niż oni sami. W latach osiemdziesiątych XVIII wieku rozebrano najwyższą kondygnację Domu Dużego – i tak zamek, który przez wieki bronił granicy i gościł monarchów, został sprowadzony do roli milczącej ruiny, coraz bardziej zdanej na łaskę czasu i pogardy dla przeszłości.

W latach 1795–1807 Ciechanów znalazł się w zaborze pruskim, a wraz z nim i stary zamek, który poddano skrupulatnej inwentaryzacji pod kątem ewentualnej adaptacji na więzienie. Sporządzona przez urzędnika nazwiskiem Treplin ekspertyza nie pozostawiała złudzeń – mury były tak zniszczone, że bardziej opłacalne wydawało się wzniesienie nowego budynku niż łatanie dawnej twierdzy, której ściany trwały jeszcze tylko siłą dawnej chwały. Tym sposobem plany zamiany zamku w więzienie porzucono i można by rzec, że budowla ocalała, lecz był to raczej wyrok w zawieszeniu niż prawdziwe ułaskawienie. Już w 1801 roku rozebrano bowiem wszystkie zabudowania wewnętrzne, a cegły wywieziono do Opinogóry, gdzie posłużyły do budowy browaru. Ironia losu sprawiła więc, że forteca, która przez stulecia miała strzec Mazowsza, skończyła jako dostawca surowca dla piwowarów – i zamiast warzyć dzieje, zaczęła warzyć piwo.

W 1807 roku, po utworzeniu Księstwa Warszawskiego, domena opinogórska wraz z miastem Ciechanowem stała się własnością marszałka Cesarstwa i późniejszego króla Szwecji (jako Karol XIV)
Jeana Baptiste’a Bernadotte
(zm. 1844), któremu sam Napoleon Bonaparte darował te mazowieckie włości. Francuski dostojnik nie wykazywał jednak większego zainteresowania odległą prowincją, a gdy trzy lata później porzucił cesarza, jego dobra przeszły w ręce generała
Wincentego Krasińskiego
(zm. 1858).

W tym czasie zamek, już wówczas pogrążony w ruinie, zyskał nowe życie – nie jako twierdza, lecz jako romantyczny pomnik dawnej chwały, którego widok karmił wyobraźnię kolejnych pokoleń. W jego cieniu rodziły się obrazy i metafory, które później opiewali w swoich dziełach Zygmunt Krasiński, Bolesław Prus, Stefan Żeromski, Maria Konopnicka, czy Henryk Sienkiewicz.

Pierwsze prace remontowe podjęto dopiero na początku XX wieku, gdy prezesem Towarzystwa Opieki nad Zabytkami Przeszłości został
Adam Krasiński
(zm. 1909), a po nim jego krewny
Edward Krasiński
(zm. 1940). Rozmach prac mógł zaskakiwać, jak na budowlę, którą wielu spisało już na straty: odbudowano bramę zachodnią, odtworzono narożnik północno-wschodni, zalepiono pęknięcia w kurtynach i zabezpieczono ich koronę.

Po renowacji zamek oddano w użytkowanie straży ogniowej, która na dziedzińcu wzniosła drewnianą wieżyczkę do ćwiczeń i przechowywała sprzęt gaśniczy. Sam dziedziniec natomiast zamienił się w przestrzeń miejskich uciech: latem działał tutaj kort tenisowy i estrada, zimą ślizgawka, a przez cały rok odbywały się zabawy ludowe, koncerty i zawody sportowe. Tak oto dawna twierdza, która przed wiekami odpierała Krzyżaków i Szwedów, w nowym stuleciu odpierała już tylko nudę mieszkańców Ciechanowa.

W 1920 roku zamek ucierpiał podczas bitwy artyleryjskiej z wojskami bolszewickimi, choć najwyraźniej niegroźnie, skoro dekadę później, w 1930 roku, figurował już nie wśród ruin wojennych, lecz po prostu w katalogu zabytków nadgryzionych zębem czasu. W tym okresie, na fali popularności ruchu regionalnego, pojawiły się próby przekształcenia budowli w muzeum, by – jak to ujęto – młodzież kończąca gimnazjum w Ciechanowie, obowiązkowo musiała znać rzeczy, związane z przeszłością i teraźniejszością naszego zakątka. Muzeum jednak nie powstało, a warownia pozostała w tej samej ciszy, w jakiej trwała od stuleci.

Po klęsce wojny obronnej 1939 roku Ciechanów, podobnie jak całe północne Mazowsze, został włączony do Prus Wschodnich i wyznaczony na stolicę nowej jednostki administracyjnej (rejencji). W oczach nazistowskich planistów wymagało to radykalnych zmian – postanowiono zlikwidować istniejące miasto i wznieść od podstaw nowe, pod niemiecką nazwą Zichenau. Z dawnej tkanki miejskiej ocaleć miały tylko dwie budowle: gotycki kościół i zamek, obie uznane za pomniki „kultury niemieckiej”. Fortecę planowano uczynić jeszcze bardziej malowniczą, otaczając ją wodami spiętrzonej Łydyni i przekształcając w wyspową rezydencję. Sporządzono nawet dokładne pomiary i przygotowano projekt rekonstrukcji. Ostatecznie wojna zweryfikowała ten zamysł, zanim ktokolwiek zdążył wbić łopatę w ziemię.

W czasie II wojny światowej zamkowy dziedziniec, dawniej miejsce zabaw i turniejów, stał się ponurą sceną okupacyjnych dramatów – miejscem zbornym dla wysiedlanej ludności i areną pokazowych egzekucji. Jedno z tych wydarzeń, z 17 grudnia 1942 roku, upamiętnia kamień pod zachodnim murem – niemy świadek hańby Niemców, którzy powiesili wówczas czterech żołnierzy Armii Krajowej. Szczególne miejsce w tej historii zajmuje Roman Konwerski z podciechanowskich Kątów, który – zmuszany do wyciągania stołków spod nóg skazańców – odmówił, odpowiadając krótko: Braci swych wieszać nie będę. Za tę odmowę trafił do obozu koncentracyjnego w Mauthausen, gdzie według akt został 29 lipca 1943 roku zastrzelony podczas próby ucieczki.

Po wojnie ruina stała się przedmiotem badań architektonicznych i archeologicznych, które odkrywały jej warstwy jak karty dawno zamkniętej kroniki. W latach 1979–1986 przystąpiono do częściowej restauracji: nadbudowano mury i zachodnią wieżę, odsłonięto przyziemie Domu Dużego i zrekonstruowano jedną z gotyckich piwnic. Był to powrót do roli, której zamek zdawał się od dawna domagać – nie już strażnika granic, lecz strażnika pamięci.

W latach sześćdziesiątych odżyła idea społecznej odbudowy – mieszkańcy Ciechanowa chcieli przwrócić zamkowi dawny kształt, lecz napotkali zdecydowany opór ówczesnego konserwatora zabytków, który uważał że odbudowa ruin oznaczałaby zafałszowanie historii. Spór zakończył się wstrzymaniem prac, a zamek pozostał w roli malowniczej ruiny. Dopiero pod koniec lat siedemdziesiątych przystąpiono do częściowej restauracji: zrekonstruowano jedną z piwnic Domu Dużego, nadmurowano wieże i kurtyny. Niestety użyto cegły tak lichej, że dziś cała ta XX-wieczna interwencja rozpada się szybciej niż mury, które przez wieki opierały się Krzyżakom i Szwedom.


Ogłoszony w 2005 roku konkurs na rewitalizację zamku wyłonił projekt, który przewidywał zabudowę dziedzińca (Dom Duży i Dom Mały) oraz trwałą konserwację murów. Niestety, zwycięska koncepcja – nowoczesna w formie, lecz całkowicie pozbawiona szacunku dla historycznej bryły – okazała się architektoniczną pomyłką. Protesty mieszkańców tylko opóźniły prace, nie zatrzymały ich jednak, i dziś efekt budzi raczej wstyd niż dumę: szkaradna bryła z betonu i szkła szpeci przestrzeń, która powinna opowiadać o pięknie gotyku. 25 stycznia 2013 roku uroczyście otwarto ów „Dom Mały”, a wraz z nim wystawę archeologiczną, której blask nie zdołał ukryć faktu, że na oczach wszystkich popełniono architektoniczne świętokradztwo.

OPIS ZAMKU
Na lokalizację zamku wybrano podmokły taras zalewowy w zakolu Łydyni – wybór z pozoru wymarzony ze względów obronnych, a w praktyce ogromne wyzwanie dla budowniczych. Zanim można było myśleć o murach, trzeba było ujarzmić grunt, który bardziej przypominał bagno niż stabilną podstawę. Usypano więc suchą platformę o wymiarach 48 × 57 metrów, z grubych konarów i gałęzi, przesypanych żwirem i odłamkami cegieł. Dopiero na tak przygotowanym podłożu rozpoczęto zakładanie fundamentów, które dały początek jednej z najpotężniejszych mazowieckich warowni.

W pierwszym etapie budowy zamek zyskał kształt regularnego czworoboku o wymiarach 48 × 57 metrów, otoczonego murami i strzeżonego przez dwie wieże narożne. W jego wnętrzu stanął Dom Wielki (Curia Maior) – prosta gotycka bryła, daleka od pałacowego przepychu, lecz wystarczająco okazała, by podkreślać rangę siedziby książęcej. Mieściły się tam izby mieszkalne i gospodarcze, kaplica oraz przestrzeń o charakterze reprezentacyjnym. Całość była jednokondygnacyjna, z trzema pomieszczeniami pod stromym, dwuspadowym dachem. Nie olśniewało to formą, ale imponowało funkcjonalnością – a w realiach Mazowsza XIV wieku takie połączenie uchodziło niemal za luksus.

Wieże narożne wysunięto poza obwód murów i w początkowej fazie miały tę samą wysokość co one – około 5 metrów. Południowo-wschodnia, z racji swego przeznaczenia, szybko dorobiła się mrocznej reputacji: w dolnej kondygnacji mieściło się więzienie, w górnych zaś sala sądowa, co razem tworzyło ponury komplet – wyrok i jego natychmiastowe wykonanie pod jednym dachem. Południowo-zachodnia pełniła z kolei funkcję bardziej praktyczną i znacznie mniej dramatyczną – służyła za magazyn broni, stąd jej nazwa – Arsenał.

Pierwszą bramę wybito w murze od strony południowej, wychodzącej na miasto. Naprzeciwko niej archeolodzy odsłonili konstrukcję przedbramia i drewnianego mostu, którym niegdyś wjeżdżano na dziedziniec. Odkryli również trójkątną ostrogę z pali drewnianych, osłaniającą przyczółek mostowy. Jej wiek określono metodą dendrochronologiczną – po prostu policzono słoje, jak karty w starym rachunku – i wyszło, że konstrukcja powstała między 1377 a 1410 rokiem. Tak oto najstarszym kronikarzem zamku okazały się drzewa – i to martwe od stuleci.

W połowie XV wieku wody Sony i Łydyni spiętrzono dla młynów i stawów rybnych – gospodarka kwitła, ale zamek tonął. Poziom gruntów podniósł się tak, że dziedziniec zaczął przypominać bardziej sadzawkę niż plac reprezentacyjny. Ratunkiem okazało się nasypanie nań półtora metra gliny, a skoro dziedziniec rósł, rosły też mury i wieże, którym przy okazji dorzucono kolejne kondygnacje. Pałac zyskał piętro, a całość, po podwyższeniu, mierzyła już około 10 metrów i dumnie prezentowała się z nowym krenelażem. W zachodniej wieży różnicę widać do dziś – podwyższoną część oddziela
ceglany fryz
, niczym margines w średniowiecznej księdze z cegieł.

Na przełomie XV i XVI wieku zamek postanowiono odziać w nową, bardziej bojową szatę: wieże uniosły się wyżej i zyskały otwory strzelnicze, południową bramę zamknięto niczym niefortunny rozdział, a w zachodniej kurtynie wybito nowy wjazd, poprzedzony przedbramiem i mostem, który nadawał przybyciu stosowną oprawę. Dom Wielki wystrzelił ku górze, jakby chciał jeszcze raz podkreślić majestat swej nazwy, zaś przy jednej z kurtyn przylgnął doń Dom Mały – mniej reprezentacyjny, ale jakże potrzebny, bo to właśnie tam ulokowano kuchnię, czyli prawdziwe centrum strategii codziennego przetrwania. A kiedy wreszcie, przed rokiem 1536, dziedziniec pokryto brukiem, życie na zamku nabrało odrobiny wygody i porządku – w końcu nic tak nie podnosi godności obronnej twierdzy, jak to, że można kroczyć po kamieniach zamiast grzęznąć w błocie.

Dom Duży u schyłku średniowiecza wznosił się nad dziedzińcem jak trójkondygnacyjna księga z kamienia i cegły, zamknięta dwuspadowym dachem niczym twardą okładką, a przy niej wznosiła się wieża z gotyckim gankiem, do którego prowadziły schody od strony dziedzińca. Z ganku wchodziło się prosto do wielkiej sieni z piecem, pełniącej rolę sali sądowej, gdzie prawo spotykało się z ciepłem ognia. Po stronie wschodniej rozciągała się izba biesiadna, również ogrzewana piecem, z osobnym wejściem dla służby, wykutym w murze od dziedzińca, zapewne po to, by strawy z Domu Małego trafiały na stół bez zbędnych ceremonii. Wschodnia ściana tej izby kryła w swym masywnym wnętrzu schody prowadzące na piętro, natomiast w zachodniej ścianie sieni znajdowało się przejście do komnaty — pierwotnie książęcej sypialni, a później, jak to czasami bywa z losem nawet najdostojniejszych pomieszczeń, sprowadzonej do roli spiżarni.


Od frontu wieży prowadziło wejście ze schodami w dół, do najniższej kondygnacji zamku. Początkowo był to parter, później już tylko płytka piwnica, w której znajdowała się duża sala nakryta gotyckim sklepieniem wspartym na dwóch filarach. Razem z sąsiednim pomieszczeniem od wschodu mogła służyć drużynie rycerskiej księcia — zapewne miejsce gwarne i gęste od oddechów wojowników, w czasach, gdy kąpiel była wydarzeniem raczej uroczystym niż codziennym. Piwnice miały drewniane podłogi i były przykryte sklepieniami krzyżowo-żebrowymi, choć w bocznych izbach plany ambitniejsze niż wykonanie pozostawiły po sobie niedokończone detale.

Na trzeciej kondygnacji wieży-wykusza znajdowała się kaplica św. Stanisława, do której prowadziło wejście ze środkowej górnej sieni, zwanej Salą Malowaną. Z niej, przez ścianę zachodnią, można było przejść do sypialni książęcej, wyposażonej w piec i wykusz ustępowy – wynalazek, który dawał księciu poczucie luksusu, choć służba wolała trzymać się od niego z daleka.

Za sypialnią znajdowała się komora i skarbiec, a w grubości muru biegły schody prowadzące do mieszkania w tzw. Kurzej Nodze, czyli wykusza, którego nazwa brzmi dziś bardziej jak tytuł baśni niż element architektoniczny. Drewniane schody wiodły dalej, na poddasze, gdzie mieściły się dodatkowe komnaty mieszkalne, wyposażone w piec i murowany kominek – idealne miejsce, by zimą nie marznąć tak dotkliwie, jak średniowiecze zwykle nakazywało.

Za ścianą wschodnią Sali Malowanej przejście prowadziło przez niewielkie pomieszczenie z aneksem do izby ogrzewanej piecem – najpierw mieszkalnej, a później przerobionej na arsenał z małą prochownią. Z niej schody w grubości muru wiodły na ganek obronny kurtyny wschodniej. Wszystkie pomieszczenia środkowej i górnej kondygnacji Domu Dużego kryte były drewnianymi stropami, których skrzypienie towarzyszyło każdemu krokowi niczym nieodłączny komentarz do życia w murach zamku. Duże okna reprezentacyjnych komnat znajdowały się tylko w niezachowanej dziś elewacji od strony dziedzińca – obrona wymagała bowiem, by reszta murów przypominała raczej twierdzę niż pałac z widokami.

STAN OBECNY
Do dzisiaj zachowały się mury obwodowe zamku, układające się w prostokąt o wymiarach około 48 × 57 metrów, oraz dwie masywne, cylindryczne wieże narożne po stronie południowej. W murze zachodnim widoczna jest brama, a nad nią ślady przedbramia – ciche świadectwo dawnej inżynierii. Drugą bramę odtworzono w murze południowym, przywracając całości pierwotny układ.

Wieża zachodnia, niegdyś strażnica i arsenał, wznosi się na pięć kondygnacji, masywna i surowa jak jej dawne przeznaczenie. Wschodnia, więzienna, strzela wyżej, licząc sześć kondygnacji i zamykając południowy narożnik mocnym akcentem. Obie w obecnym kształcie są wynikiem XVI-wiecznej przebudowy, która ugruntowała ich obraz w pejzażu zamku.

W trakcie głośnej rewitalizacji prowadzonej od 2010 roku na dziedzińcu, przy murze północnym wyrósł pawilon muzealny, nazwany dla żartu „Domem Małym”, a w rzeczywistości będący ciężkim żelbetowo-szklanym tworem. Od 2013 roku jego obecność zniekształca przestrzeń i unicestwia historyczne wnętrze zamku – miejsce, które miało opowiadać o przeszłości, utonęło pod nowoczesną kostką betonu i szkła. Efektem jest gmach, który zamiast służyć historii, stał się jej karykaturą. Trudno powiedzieć, czy przetrwa dłużej niż zamek, ale łatwo zgadnąć, że starzeje się znacznie gorzej.

Podczas tej tak zwanej rewitalizacji zerwano oryginalny, późnogotycki bruk i nie podjęto próby jego odtworzenia, ponieważ poziom dziedzińca dostosowano pod dyktando nowoczesnej zabudowy. Był to akt wandalizmu w białych rękawiczkach, który zniszczył jedną z najcenniejszych warstw historycznych zamku i pozbawił go szansy na wpis na listę pomników historii. Co gorsza, budowa owego szkaradnego pawilonu miała być zaledwie preludium – w planach przewidywano bowiem „rekonstrukcję” Domu Dużego w tym samym betonowo-szklanym stylu, który bardziej przypominał dworzec kolejowy niż średniowieczną rezydencję książęcą. Na razie jednak ktoś najwyraźniej oprzytomniał i cała inicjatywa utknęła w martwym punkcie (2025).

Zamek pozostaje pod zarządem Muzeum Szlachty Mazowieckiej, które wzniesiony na dziedzińcu pawilon przeznaczyło na ekspozycje poświęcone dziejom zamku i regionu. Prezentowane są tam dwie wystawy stałe: Fakty i mity ciechanowskiego zamku oraz Księstwo Mazowieckie 1200–1526: intrygi, trucizny i smok, czyli 300 lat niezależnego Mazowsza. Tytuły brzmią interesująco, choć przy zwiedzaniu trudno oprzeć się wrażeniu, że najwięcej fantazji pozostawiono w nazwach.

Na parterze pawilonu prezentowane są odkrywki archeologiczne, które mają „na żywo” ilustrować historię zamku. W narożniku między murem południowym a wieżą zachodnią głęboki wkop odsłania nawarstwienia konstrukcyjne, starannie podświetlone, aby zwiedzający mogli podziwiać to, co niegdyś ukryte było pod ziemią. W posadzce umieszczono przeszklenie, pod którym spoczywają częściowo zrekonstruowane pozostałości XVI-wiecznego pieca kuchennego – obiekt o niekwestionowanej wartości dydaktycznej, jeśli ktoś chciałby zobaczyć, jak wygląda średniowieczna codzienność w wersji muzealnej: za szybą, pod reflektorem i bez zapachu dymu.

Wstęp jest płatny, a podczas zwiedzania można skorzystać z aplikacji MoviGuide – nowoczesnego przewodnika po historii zamku. To praktyczne rozwiązanie, które pozwala obcować z duchem epoki za pośrednictwem ekranu dotykowego.
Czas zwiedzania, z tego co pamiętam, to około 45 minut – wystarczająco, by obejrzeć wszystko, i zdecydowanie za mało, by zapomnieć o tym, jak to dziś wygląda.
Fotografowanie dozwolone jest do celów własnych, byle bez lampy błyskowej – historii wystarczy już jeden blask, ten dawny.

DOJAZD
Zamek stoi zaledwie 250 metrów na północ od rynku w Ciechanowie. Trudno go nie odnaleźć – trudniej zapomnieć, co z nim zrobiono.
Niewielki, płatny parking przy ulicy Zamkowej doskonale ilustruje, jak przeszłość spotyka się z rachunkiem za postój.

ZAMKI W POBLIŻU
- Pułtusk – zamek biskupów płockich z XIV w., 42 km
- Szreńsk – relikty zamku szlacheckiego z XVI w. (w murach klasycystycznego dworu - również w ruinie), 42 km
- Działdowo – zamek wójtów krzyżackich z XIV w., 56 km
LITERATURA
- W. Górczyk: Ciechanów – zarys dziejów do XV w., Kultura i Historia nr 19/2011
- L. Kajzer, J. Salm, S. Kołodziejski: Leksykon zamków w Polsce, Sudety nr 10/2003
- R. Kunkel: Typologia średniowiecznych zamków książęcych i możnowładczych na Mazowszu, Kronika Zamkowa 1-2, 2007
- P. Lasek: Zamki domeny książęcej na Mazowszu na przełomie średniowiecza i epoki nowożytnej
- M. L. Lewicka: Konserwatorski problem „rewaloryzacji” zamku w Ciechanowie
- A. R. Sypek: Zamki i obiekty warowne ziemi mazowieckiej, Wydawnictwo TRIO 2002
- A. Wagner: Murowane budowle obronne w Polsce X-XVIIw., Bellona 2019