CIESZÓW

ruina zamku książęcego Cisy

RUINY ZAMKU CISY POD ŚNIEGIEM – WYGLĄDAJĄ JAKBY ZIMA POSTANOWIŁA ZAŁOŻYĆ IM CIEPŁĄ CZAPKĘ

DZIEJE ZAMKU


Pierwsza wzmianka o Ci­sach po­ja­wia się w ro­ku 1243 i mó­wi o gro­dzie, któ­ry za­pew­ne był drew­nia­ny i – nie oszu­kuj­my się – dość nie­po­zor­ny. Wkrót­ce jed­nak drew­nia­ny gród od­szedł w nie­pa­mięć, a je­go miej­sce za­ję­ła ka­mien­na twier­dza, wznie­sio­na na prze­ło­mie XIII i XIV stu­le­cia z ini­cja­ty­wy Bol­ka II Ma­łe­go . Osa­dzo­na na stro­mym zbo­czu i oto­czo­na fo­są, gó­ro­wa­ła nad oko­li­cą ni­czym straż­nik po­łu­dnio­wych ru­bie­ży księ­stwa świd­ni­ckie­go. Jej za­da­niem nie by­ła jed­nak wy­łącz­nie obro­na – z wy­so­ko­ści mu­rów uważ­nie śle­dzo­no ruch ku­pie­ckich wo­zów, któ­re ciąg­nę­ły z Czech w stro­nę Świd­ni­cy i Wro­cła­wia, nio­sąc to­wa­ry, wie­ści i nie­kie­dy tak­że kło­po­ty.

MOSTEK PRZERZUCONY NAD SUCHĄ FOSĄ PROWADZI WPROST DO BRAMY – WYGLĄDA MALOWNICZO, ALE TO JUŻ WYRÓB XXI WIEKU, A NIE ŚREDNIOWIECZNY ORYGINAŁ

Po roku 1327 na zamku po­ja­wił się Ry­pert von Cisk­berg – sę­dzia dwor­ski w Świd­ni­cy, czło­wiek so­lid­ny, choć za­pew­ne bar­dziej bie­gły w pa­ra­gra­fach niż w spra­wach for­ty­fi­ka­cji. Źró­dła wspo­mi­na­ją go ja­ko po­sia­da­cza oko­licz­nych dóbr już przed 1341 ro­kiem, moż­na więc przy­pu­szczać, że przez la­ta trak­to­wał Ci­sy nie tyl­ko ja­ko wa­ro­wnię, lecz tak­że ja­ko wy­go­dne cen­trum swo­ich ziem­skich in­te­re­sów. Po nim go­spo­da­rzem zo­stał Ni­ckel von Boltz (zm. 1401), wier­ny wa­sal księ­cia, któ­re­mu lo­jal­ność opła­ci­ła się hoj­nie: za­miast dwor­skich grze­czno­ści i ty­tu­łów bez tre­ści przy­pa­dła mu w udzia­le wła­sna twier­dza.

WZDŁUŻ WSCHODNICH MURÓW ZAMKU, ŚCIEŻKA PROWADZI PRZEZ ZIELONE ZAROŚLA, JAKBY RUINY CHCIAŁY NAS NAJPIERW PODDAĆ PRÓBIE, ZANIM ZAPROSZĄ DO ŚRODKA

Gdy Nickel zmarł, jego syn Hein­rich, za­miast pie­lęg­no­wać oj­cow­skie dzie­dzi­ctwo, w 1408 ro­ku po­sta­no­wił je sprze­dać. Za­mek prze­szedł w rę­ce Zen­de­ra von Gru­nau, zwa­ne­go Bol­cze, któ­ry przez la­ta był w Ci­sach po­sta­cią pier­wszo­pla­no­wą, a je­go ród utrzy­my­wał się tu do 1429 ro­ku – dłu­żej niż wie­lu po­przed­ni­ków, choć wciąż zbyt krót­ko, by mó­wić o trwa­łej dy­na­stii. Po śmier­ci Zen­de­ra w 1425 ro­ku do­bra odzie­dzi­czył je­go syn, Zen­der Młod­szy, lecz już kil­ka lat póź­niej za­mek prze­szedł w rę­ce Ul­ri­cha von Sey­dli­tza, a na­stęp­nie w dzier­ża­wę bra­ci von Bor­snitz. Wa­ro­wnia zmie­nia­ła więc go­spo­da­rzy z za­dzi­wia­ją­cą re­gu­lar­no­ścią, jak­by sa­ma pod­su­wa­ła ko­lej­nym ro­dom ro­lę, któ­rej nikt nie chciał grać zbyt dłu­go.

DOTARLIŚMY DO PÓŁNOCNEJ CZĘŚCI ZAMKU – NAJLEPIEJ ZACHOWANEJ, GDZIE MURY ZDĄŻYŁY JUŻ PRZYJĄĆ WYZWANIE CZASU I WYGRYWAJĄ NA PUNKTY

Żaden jednak akt wła­sno­ści nie uchro­nił twier­dzy przed lo­sem, któ­ry cze­kał ją na po­cząt­ku XV wie­ku. W cza­sach wo­jen hu­sy­ckich Husytyzm – ruch religijny i polityczny zapoczątkowany przez Jana Husa, którego zwolennicy w 1417 ogłosili Cztery artykuły praskie w których domagali się m.in. sekularyzacji dóbr kościelnych i komunii pod dwiema postaciami. Po 1415 roku, gdy stany czeskie wyraziły publicznie swój protest wobec spalenia na stosie Jana Husa, przybrał formę ruchu politycznego, stał się powodem rewolty w Czechach, a następnie obronnych wojen husyckich. Ci­sy zo­sta­ły zdo­by­te i znisz­czo­ne – mu­ry, któ­re mia­ły bro­nić, obró­ci­ły się w ru­inę, a ca­ła obro­na roz­sy­pa­ła się jak do­mek z kart pod­mu­chem hi­sto­rii. Los nie po­zwo­lił jed­nak zam­ko­wi zni­knąć: wkrót­ce go od­bu­do­wa­no i do­sto­so­wa­no do no­wych re­aliów, w któ­rych o si­le wa­ro­wni de­cy­do­wa­ły już nie ku­sze i ta­ra­ny, lecz huk ar­mat. Tak oto Ci­sy zy­ska­ły dru­gą mło­dość – nie­co bar­dziej su­ro­wą, lecz od­por­ną na wy­zwa­nia epo­ki, w któ­rej woj­na prze­sta­ła być po­je­dyn­kiem ry­ce­rzy, a sta­ła się star­ciem og­nia i ka­mie­nia.

TU, W PÓŁNOCNEJ CZĘŚCI, ZAMEK SIĘ URYWA - JEDEN NIEOSTROŻNY KROK I ZAMIENIASZ ZWIEDZANIE W LOT PRÓBNY
Za panowania ksią­żąt świd­ni­cko-ja­wor­skich wa­ro­wnia wy­stę­po­wa­ła w do­ku­men­tach pod roz­ma­ity­mi imio­na­mi: w ro­ku 1327 ja­ko Zeisk­berg, w 1369 ja­ko Czeys­ber­ge, a rok póź­niej już Czy­sberg. Pod ko­niec XIV wie­ku pi­sa­rze no­to­wa­li ko­lej­ne wa­rian­ty – Czis­sberg i Czeis­berg – jak­by nikt nie mógł się zde­cy­do­wać, któ­ra li­te­ra naj­le­piej od­da cha­ra­kter zam­ku.

W XV stu­le­ciu zwy­cię­żył duch ger­ma­ni­za­cji i od­tąd miej­sce to okre­śla­no mia­nem Zeis­berg lub Zeis­ken­schloss. Mo­da na ko­lej­ne for­my po­wró­ci­ła do­pie­ro w XIX wie­ku, gdy po­ja­wi­ły się brzmie­nia nie­co egzo­ty­czne, jak Czes­chaus czy Czechs­sburg (1818), na­zwy brzmią­ce tak, jak­by ktoś za­fa­scy­no­wa­ny cze­ską nu­tą upar­cie pró­bo­wał wci­snąć ją w nie­mie­cką orto­gra­fię.

Po 1945 roku historia do­pi­sa­ła na­stęp­ny roz­dział – wraz z pol­skim osad­ni­ctwem po­ja­wi­ły się no­we na­zwy: Ci­so­wiec (1946), Ci­sek (1947), aż wresz­cie przy­ję­ta współ­cze­śnie, pro­sta i ele­gan­cka for­ma Ci­sy. Tak oto przez stu­le­cia li­te­ry wciąż się zmie­nia­ły, a sam za­mek trwał nie­wzru­sze­nie, zda­jąc się z lek­ką iro­nią ob­ser­wo­wać, jak lu­dzie wciąż pró­bu­ją na­zwać go na no­wo.

POŁUDNIE POKAZUJE NAM ZAMEK WYSOKI W WERSJI „SILNY, ALE TROCHĘ POSYPANY”

W 1466 roku Cisy ku­pi­li bra­cia Hans i Ge­org von Czet­tritz ze Stru­gi, sy­no­wie Her­man­na von Czet­tri­tza z Ksią­ża. Sprze­da­ją­cy­mi mo­gli być jesz­cze von Bor­sni­tzo­wie, lecz pew­no­ści już nie ma – do­ku­men­ty, któ­re mo­gły­by to po­twier­dzić, daw­no zni­knę­ły w po­mro­ce dzie­jów. Tak czy ina­czej, od te­go mo­men­tu wa­ro­wnia na dłu­gie dwa i pół stu­le­cia sta­ła się wła­sno­ścią ro­du von Czet­tritz, któ­ry trzy­mał ją aż do wy­ga­śnię­cia swo­jej li­nii w dru­giej de­ka­dzie XVIII wie­ku.

SERCE WAROWNI, CZYLI DZIEDZINIEC ZAMKU WYSOKIEGO. SZKODA, ŻE NIEBIESKIE NIEBO ROBI TU WIĘKSZE WRAŻENIE NIŻ SAME MURY.

W 1493 roku ma­ją­tek obję­ło czte­rech sy­nów Han­sa: Hans, Frie­drich, Sie­gi­zmund i Ul­rich – im­po­nu­ją­ca li­sta imion, ale o ich lo­sach kro­ni­ka­rze nie­ste­ty mil­czą. Ko­lej­ni przed­sta­wi­cie­le ro­du po­ja­wia­ją się już tyl­ko w szcząt­ko­wych wzmian­kach, jak­by sam za­mek waż­niej­szy był od lu­dzi, któ­rzy w nim miesz­ka­li. Gdy jed­nak na­de­szła woj­na trzy­dzie­sto­let­nia Wojna trzydziestoletnia – europejski konflikt trwający od 23 maja 1618 do 24 października 1648 pomiędzy protestanckimi państwami Świętego Cesarstwa Rzymskiego (I Rzeszy) wspieranymi przez inne państwa europejskie (takie jak Szwecja, Dania, Republika Zjednoczonych Prowincji, Francja), a katolicką dynastią Habsburgów. Mimo że wojnę zainicjowały przyczyny natury religijnej, na jej długotrwałość wpłynęło m.in. dążenie mocarstw europejskich do osłabienia potęgi Habsburgów. W wojnie tej, pośrednio lub bezpośrednio, uczestniczyły niemal wszystkie państwa europejskie. Stronę katolicką reprezentowały państwa podległe Habsburgom (Austria i Hiszpania) i niektóre księstwa I Rzeszy. Oficjalnie swojego wsparcia katolikom nie udzieliła Rzeczpospolita Obojga Narodów, jednak w walkach po jej stronie brały udział polskie oddziały lisowczyków (8–10 tys. żołnierzy). Wojna nie zakończyła się zupełnym zwycięstwem strony protestanckiej. Jej głównymi skutkami, oprócz zapewnienia częściowej wolności wyznania na terenie Rzeszy, było osłabienie dynastii Habsburgów, wzmocnienie pozycji Francji i Szwecji oraz uznanie niepodległości Zjednoczonych Prowincji Niderlandów. Z drugiej strony Habsburgowie przeprowadzili rekatolicyzację Czech i umocnili swoją pozycję w tym państwie. Wojnę zakończył pokój westfalski podpisany w 1648 roku. (1618–1648), na­wet je­go obec­ność nie wy­star­czy­ła: Ci­sy zo­sta­ły spa­lo­ne przez woj­ska szwedz­kie, opusz­czo­ne i w koń­cu za­mie­ni­ły się w ru­inę.

DAWNE UJĘCIE DZIEDZIŃCA, SPRZED WIEKU. WIDAĆ, ŻE KIEDYŚ DBAŁOŚĆ O RUINY BYWAŁA CZYMŚ WIĘCEJ NIŻ URZĘDOWYM SLOGANEM.

W drugiej po­ło­wie XVII wie­ku za­nie­dba­ne i przez pe­wien czas oku­po­wa­ne przez ban­dę zbó­je­cką Ci­sy po­wró­ci­ły wresz­cie w rę­ce Czet­tri­tzów. W 1655 ro­ku pa­nią zam­ku by­ła Su­san­ne von Sa­uer­man z do­mu von Czet­tritz, a po niej go­spo­da­rzem zo­stał Hein­rich von Czet­tritz z Wał­brzy­cha, któ­ry ma­ją­tek za­pi­sał Ma­rii Ka­tha­ri­nie, ba­ro­no­wej von Bi­bran. W 1719 ro­ku do­bra te od Ben­ja­mi­na ba­ro­na von Bi­bran od­ku­pił hra­bia Rze­szy Chri­stoph Frie­drich zu Stol­berg-Wer­ni­ge­ro­de-Kö­nig­stein-Ro­che­fort-Ho­hen­stein – ary­sto­kra­ta o na­zwi­sku tak dłu­gim, że każ­dy pod­pis mu­siał być dla kan­ce­li­stów praw­dzi­wą pró­bą wy­trzy­ma­ło­ści nad­gar­stka.

RUINA ZAMKU ŚREDNIEGO – TAK JĄ UCHWYCONO OKOŁO ROKU 1900. DZIŚ W CYFROWEJ ODSŁONIE, GDZIE HISTORIA NIE KŁUJE KAMIENIEM W BUTY.

Następnym właścicielem zo­stał wał­brzy­ski sta­ro­sta Le­opold Karl hra­bia von Zie­ten ze Stru­gi (zm. 1870). To on pod­jął pier­wsze, choć dość nie­śmia­łe pró­by ra­to­wa­nia za­by­tku, po­le­ga­ją­ce głów­nie na oczy­szcza­niu te­re­nu z buj­nej ro­ślin­no­ści. Nie­ste­ty, dzia­ła­nia te przy­po­mi­na­ły wal­kę z wia­tra­ka­mi – za­mek ni­szczał bo­wiem w szyb­kim tem­pie, roz­bie­ra­ny ka­mień po ka­mie­niu przez oko­licz­nych chło­pów, któ­rzy z ru­in uczy­ni­li so­bie coś w ro­dza­ju dar­mo­wej skład­ni­cy bu­do­wla­nej. W ten spo­sób daw­na wa­ro­wnia tra­ci­ła swo­je mu­ry nie w og­niu bi­tew, lecz w ci­szy co­dzien­no­ści – roz­kra­da­na na staj­nie, chle­wy i wiej­skie ogro­dze­nia.

POCZĄTEK XX WIEKU – TO, CO ZOSTAŁO Z ZAMKU, BYŁO JUŻ NIE RUINĄ BITEWNĄ, LECZ WYNIKIEM CIERPLIWYCH RĄK, KTÓRE PRZENOSIŁY KAMIENIE NA CHLEWY I OGRODZENIA
ODWIEDZINY ZAMKU CISY

Za­mek miał być pod­ług po­wieś­ci przez Mi­ko­ła­ja Czesch­haus zbu­do­wa­ny i był w tym cza­sie za­ję­tym i zbu­rzo­nym, gdy Szwe­dzi pod­czas 30-let­niej woj­ny tę ca­łą o­ko­li­cę spus­to­szy­li. Wier­ni słu­żą­cy daw­ne­go właś­ci­cie­la zam­ku wy­ba­wi­li na­on­czas przez pod­stęp pa­na swo­je­go z rąk nie­przy­ja­ciel­skich. Wło­ży­li go bo­wiem w ko­ry­to i przy­kry­te­go suk­nem za­nieś­li go do Ho­hen­fried­berg (Do­bro­mie­rza). Tu za­ło­żył od­tąd po­miesz­ka­nie swo­je z żo­ną po­cho­dzą­cą z fa­mi­lii Bi­bra i wy­bu­do­wał tu przez wdzięcz­ność wy­ba­wie­nia swe­go koś­ciół, na któ­rym się ten wy­pis znaj­du­je:

Ni­ko­laus von Czesch­haus
Er­bau­te die­ses Got­tes­haus,
co spol­szczo­ne brzmi w tych sło­wach:
Pan Mi­ko­łaj Czesz­dom
Wys­ta­wił ten Bo­ży dom.

Od te­go cza­su zwa­li­ła się resz­ta mu­rów po­zos­ta­łe­go zam­ku, tak że rzad­ko kto te stro­ny od­wie­dza, prze­cież aż do Ho­hen­fried­berg ma ro­man­tycz­ne po­wa­by dla og­rom­nych skał bał­wa­nów, któ­re się po wszys­tkich pra­wie do­li­nach i pa­ro­wach w roz­ma­i­tych pos­ta­ciach ma­lu­ją, a z te­go wzglę­du war­tą jest ta o­ko­li­ca, a­by by­ła od­wie­dza­ną. Stąd moż­na na A­del­sbach po­wró­cić do Salz­burn (Szczaw­na Zdro­ju). Kto z te­go miej­sca ką­pie­li od­wied­za te zbu­rzo­ne mu­ry zam­ku i nie nu­dzi się jed­no­staj­noś­cią pus­tej dro­gi aż do A­del­sbach, ten w aus­te­rii wspom­nia­nej A­dels­bach mo­że bez­piecz­nie po­wóz i ko­nie zos­ta­wić i resz­tę nie­wie­le dro­gi pie­szo do ru­in od­pra­wić.

Karol Fryderyk Mosch, 1821

ZAMEK CISY, 1904 – CZASY, GDY NA WYCIECZKI ZABIERAŁO SIĘ GARNKI, A NIE SELFIE STICKI

W 1864 roku ru­iny zna­la­zły się w rę­kach wro­cław­skie­go kup­ca Mar­cu­sa Schott­lan­de­ra, któ­ry po kil­ku la­tach od­sprze­dał je gwa­re­ctwu gór­ni­cze­mu z Bia­łe­go Ka­mie­nia. Po­tem za­mek krą­żył mię­dzy ko­lej­ny­mi wła­ści­cie­la­mi ni­czym oso­bli­wa pa­miąt­ka z mi­nio­nych wie­ków: w 1912 ro­ku ku­pił go ber­liń­ski rad­ca han­dlo­wy Wil­helm Le­der­mann, a pięć lat póź­niej – wro­cław­ski hur­to­wnik Ema­nu­el Auf­richt.

LATA 30. XX WIEKU – JESZCZE BEZ BRAMY, ZA TO Z MOSTEM, KTÓRY NADAWAŁ RUINOM NUTĘ ELEGANCJI

Kiedy w 1927 roku mu­ry by­ły już tak znisz­czo­ne, że miej­sco­wi nie­mal ro­ze­bra­li je na bu­du­lec, na sce­nę wkro­czył wał­brzy­ski ar­chi­tekt Wal­ther Bre­hmer. Pod je­go okiem prze­pro­wa­dzo­no kon­ser­wa­cję, któ­ra ura­to­wa­ła za­mek przed cał­ko­wi­tym znik­nię­ciem: od­two­rzo­no głów­ny układ prze­strzen­ny, za­bez­pie­czo­no reszt­ki bu­dyn­ku miesz­kal­ne­go, wy­rów­na­no ko­ro­nę wie­ży i na­wet przy­wró­co­no bra­mę wja­zdo­wą z mo­stem – jak­by za­mek do­stał no­wą gar­de­ro­bę, by choć przez chwi­lę znów przy­po­mi­nać sie­bie z daw­nych lat.

ZAMEK CISY – PROJEKT REKONSTRUKCJI PAŁACU AUTORSTWA WALTHERA BREMERA, 1936 ROK

Druga wojna świa­to­wa – a zwła­szcza to, co po niej na­stą­pi­ło – nie sprzy­ja­ły tro­sce o za­byt­ki i do­pie­ro w la­tach 60. XX wie­ku Ci­sy do­cze­ka­ły się za­bez­pie­cze­nia w for­mie trwa­łej ru­iny. Póź­niej­sze dzia­ła­nia by­ły już ra­czej skrom­ne: od cza­su do cza­su wy­ci­na­no dzi­ką ro­ślin­ność, zre­kon­stru­owa­no drew­nia­ny mo­stek nad fo­są i kil­ka drob­nych ele­men­tów ma­łej ar­chi­te­ktu­ry. Nie by­ły to mo­że spe­kta­ku­lar­ne przed­się­wzię­cia, ale dzię­ki nim za­mek prze­trwał – i wciąż po­tra­fi opo­wia­dać swo­ją hi­sto­rię.

RUINY ZAMKU CISY W OBIEKTYWIE Z 1943 ROKU – SPOKOJNY KADR W NIESPOKOJNYCH CZASACH

OPIS ZAMKU


Warownię po­sa­do­wio­no na ska­li­stym wzgó­rzu wzno­szą­cym się na 350 me­trów n.p.m., któ­re­go pół­no­cny stok opa­dał gwał­to­wnie w do­li­nę rze­ki Czy­żyn­ki. Te­ren za­dbał więc o obro­nę sam z sie­bie – dla na­past­ni­ków by­ła to prze­szko­da rów­nie sku­tecz­na, co naj­sta­ran­niej wznie­sio­na pa­li­sa­da. Za­mek skła­dał się pier­wo­tnie z ma­syw­nej cy­lin­drycz­nej wie­ży o śre­dni­cy 10 me­trów, osa­dzo­nej w pro­sto­kąt­nym ob­wo­dzie mu­rów o wy­mia­rach 22 na 28 me­trów – nie­wiel­kiej po­wierz­chni, któ­ra mu­sia­ła jed­nak po­mie­ścić wszyst­ko, co uzna­wa­no w śre­dnio­wie­czu za nie­zbęd­ne do ży­cia i obro­ny.

PLAN ZAMKU WYSOKIEGO – FORTYFIKACYJNA WERSJA GARAŻU Z KOMÓRKĄ LOKATORSKĄ: IDEALNE MIEJSCE, BY PRZECHOWAĆ MIECZ, ZBROJĘ I TROCHĘ HONORU

W północnej czę­ści zna­lazł się co naj­mniej dwu­kon­dy­gna­cyj­ny dom miesz­kal­ny z czte­re­ma lub sze­ścio­ma iz­ba­mi. By­ła tam sa­la, gdzie za­pew­ne kłót­nie roz­grze­wa­ły atmo­sfe­rę rów­nie sku­tecz­nie jak wi­no w kuf­lach, kuch­nia – źró­dło dy­mu, za­pa­chów i za­pew­ne tak­że plo­tek – oraz iz­ba stra­ży, w któ­rej czu­wa­nie czę­ściej prze­gry­wa­ło z nu­dą niż z ata­ka­mi wro­ga.

Opis GIF-a
PRZEKRÓJ PÓŁNOC-POŁUDNIE ZAMKU WYSOKIEGO – NAUKOWA PODPOWIEDŹ, ŻE MURY NIE TYLKO STOIĄ, ALE TEŻ MAJĄ WNĘTRZE. ŹRÓDŁO: M. CHOROWSKA „REZYDENCJE ŚREDNIOWIECZNE NA ŚLĄSKU”

Brama wjazdowa w za­chod­niej kur­ty­nie pro­wa­dzi­ła na nie­wiel­ki dzie­dzi­niec, w sam raz, by po­wi­tać go­ści i jed­no­cze­śnie kon­tro­lo­wać, kto wcho­dzi. Od pół­no­cy do­da­tko­wą ochro­nę za­pew­nia­ła stro­ma do­li­na rze­ki, od po­łu­dnio­we­go wscho­du – fo­sa wy­ku­ta w ska­le, któ­rej przej­ście wy­ma­ga­ło de­ter­mi­na­cji, a mo­że i odro­bi­ny de­spe­ra­cji.

OD ZACHODU ZAMEK WYSOKI WITA NAS BASZTĄ I BRAMĄ – NIEGDYŚ SYMBOL WŁADZY, DZIŚ RACZEJ ĆWICZENIE DLA WYOBRAŹNI

W drugiej połowie XV wie­ku za­mek za­czął się roz­ra­stać. Do ist­nie­ją­cej bu­do­wli do­da­no pół­noc­no-za­chod­ni dzie­dzi­niec oto­czo­ny no­wym mu­rem, a wraz z nim mię­dzy­mu­rze – ko­ry­tarz obron­ny, w któ­rym straż­ni­cy mo­gli prze­cha­dzać się tam i z po­wro­tem, uda­jąc, że to świe­tna roz­ryw­ka. Choć nie by­ła to prze­strzeń szcze­gól­nie go­ścin­na, dla wła­ści­cie­li sta­no­wi­ła do­wód, że ich re­zy­den­cja prze­kształ­ca się w praw­dzi­wą for­te­cę.

PÓŁNOCNO-WSCHODNI MUR, DZIŚ W RUINIE, A NIEGDYŚ CZĘŚĆ ROZBUDOWY, KTÓRA DODAŁA ZAMKOWI I PRZESTRZENI, I PRESTIŻU

W kolejnym stu­le­ciu sku­pio­no się na wscho­dniej flan­ce, gdzie wznie­sio­no ciąg mu­rów z pół­okrąg­łą ba­ste­ją oraz ścież­ką pro­wa­dzą­cą do no­wej bra­my, po­prze­dzo­nej szy­ją bram­ną i mo­stem na fo­sie. Tak oto za­mek pre­zen­to­wał się ja­ko mi­ster­nie za­pro­je­kto­wa­na pu­ła­pka, zmu­sza­ją­ca każ­de­go in­tru­za, by naj­pierw od­sło­nił się przed obroń­ca­mi.

WSCHODNIA BRAMA MIAŁA SWOJĄ CHWILĘ CHWAŁY W XVI WIEKU. DZIŚ TO, CO OGLĄDAMY, TO JUŻ WERSJA XX-WIECZNA – TROCHĘ HISTORIA, TROCHĘ SCENOGRAFIA.

U schyłku XVI wie­ku Ci­sy pre­zen­to­wa­ły się już ja­ko ze­spół kom­plet­ny i im­po­nu­ją­cy: dwa dzie­dziń­ce i dwa przed­zam­cza ota­cza­ły za­mek wy­so­ki, a ca­łość mie­rzy­ła 150 me­trów dłu­go­ści i 50 sze­ro­ko­ści. Był to ma­ni­fest po­tę­gi, za­pi­sa­ny w ka­mie­niu grub­szą czcion­ką niż w nie­jed­nej kro­ni­ce.

REKONSTRUKCJA POKAZUJE CISY W PEŁNEJ KRASIE, ALE ZIEMIA POD NIMI TO JUŻ ARTYSTYCZNA LICENTIA POETICA

STAN OBECNY


Dziś Cisy są już tyl­ko ma­lo­wni­czą ru­iną – z frag­men­ta­mi zam­ku wy­so­kie­go i dłu­gi­mi od­cin­ka­mi XV- i XVI-wiecz­nych mu­rów, któ­re w pół­no­cnej czę­ści wciąż pre­zen­tu­ją się tak oka­za­le, jak­by nie za­uwa­ży­ły upły­wu wie­ków. Do wnę­trza pro­wa­dzi dro­ga od wscho­du: przez zre­kon­stru­owa­ną bra­mę, drew­nia­ny most prze­rzu­co­ny nad su­chą fo­są i obok ta­bli­cy tu­ry­stycz­nej, któ­ra do­da­je pod­pi­sy do hi­sto­rii wy­ry­tej w ka­mie­niu. Da­lej cze­ka roz­le­gły ob­szar zam­ko­wy, dziś gę­sto po­ro­śnię­ty ro­ślin­no­ścią, jak­by na­tu­ra upa­rła się prze­jąć sche­dę po daw­nych wła­ści­cie­lach – i trze­ba przy­znać, że ro­bi to z upo­rem god­nym naj­le­pszych stra­te­gów.

ZA PROGIEM WIDAĆ, KTO JEST TU NOWYM PANEM – DRZEWA I KRZEWY NIE ZNAJĄ LITOŚCI
Wstęp na te­ren ruin wol­ny – i trud­no o lep­sze za­pro­sze­nie do roz­mo­wy z hi­sto­rią.
Spa­cer z psem po­śród ruin to pro­po­zy­cja, któ­rą czwo­ro­no­gi przyj­mu­ją zwy­kle z en­tu­zja­zmem więk­szym niż nie­je­den tu­ry­sta. Pa­mię­taj­my tyl­ko, że to te­ren leś­ny – a w le­sie na­wet naj­bar­dziej ry­cer­ski pies po­wi­nien po­zo­stać na smy­czy.
Ruiny świet­nie wy­glą­da­ją z lo­tu pta­ka, ale la­tem gi­ną pod li­ścia­stym pa­ra­so­lem drzew. Dla­te­go dro­na war­to wy­pu­ścić póź­ną je­sie­nią, zi­mą lub wcze­sną wio­sną, gdy za­mek po­ka­zu­je się bez zie­lo­nej za­sło­ny.

JESIENIĄ PRZYRODA NIE ZASŁANIA, TYLKO POKAZUJE, JAK DOBRZE ZAMEK GRA Z KOLORYTEM LIŚCI
Książański Park Kra­jo­bra­zo­wy po­wstał w 1981 ro­ku i ra­zem ze Śnie­żni­ckim jest naj­star­szym te­go ty­pu obsza­rem chro­nio­nym na Dol­nym Ślą­sku. Roz­cią­ga się na po­wierz­chni nie­co po­nad 3100 he­kta­rów – to naj­mniej­szy park w wo­je­wódz­twie, choć z pew­no­ścią nie naj­mniej urok­li­wy. Le­ży w Su­de­tach Środ­ko­wych, na Po­gó­rzu Wał­brzy­skim i Po­gó­rzu Bol­kow­skim, wzdłuż Su­de­ckie­go Usko­ku Brzeż­ne­go, któ­ry ni­czym kre­ska ge­olo­ga od­dzie­la go od ob­ni­że­nia Rów­ni­ny Świd­ni­ckiej. Zwy­cza­jo­wo dzie­li się na trzy czę­ści: pół­no­cny ob­szar Do­bro­mier­ski ze zbior­ni­kiem wod­nym, po­łu­dnio­wo-wscho­dni Lu­bie­chow­ski z gó­rą Wi­tosz (456 m n.p.m.) i ma­lo­wni­czym re­zer­wa­tem Je­zior­ko Dai­sy oraz cen­tral­ny ob­szar Ksią­żań­ski z per­łą re­gio­nu – zam­kiem Książ.

TA WIEJSKA ŚCIEŻKA Z CHWALISZOWA ZAMIENIA SIĘ W NAJŁADNIEJSZY TARAS WIDOKOWY NA KSIĄŻAŃSKI PARK KRAJOBRAZOWY
Pod względem ge­olo­gicz­nym te­ren zbu­do­wa­ny jest głów­nie ze zle­pień­ców i pia­skow­ców, któ­re przez wie­ki rze­ki i po­to­ki rze­źbi­ły w wą­wo­zy o stro­mych zbo­czach się­ga­ją­cych na­wet 80 me­trów. Pa­nu­je tu kli­mat ła­go­dniej­szy niż w wyż­szych par­tiach Su­de­tów, swo­isty kom­pro­mis mię­dzy pod­gó­rzem a gó­ra­mi. Ca­ły park znaj­du­je się w zlew­ni By­strzy­cy, do­pły­wu Od­ry, a je­go głów­ne cie­ki to Peł­czni­ca, prze­ci­na­ją­ca Ksią­ż głę­bo­kim ka­nio­nem, oraz Strze­gom­ka ze zbior­ni­kiem Do­bro­mier­skim i do­pły­wem – Czy­żyn­ką.

Tereny leśne na­le­żą do ty­po­wych dla po­gó­rza: do­mi­nu­je kwa­śna bu­czy­na gór­ska, grą­dy i ol­szy­ny pod­gór­skie. To zróż­ni­co­wa­nie sprzy­ja bo­ga­ctwu fau­ny – obok wie­lu ga­tun­ków pta­ków i drob­nej zwie­rzy­ny spot­kać tu moż­na rów­nież mu­flo­na, spro­wa­dzo­ne­go w XIX wie­ku przod­ka ow­cy do­mo­wej, któ­ry od­tąd z po­wo­dze­niem uda­je, że od zaw­sze był czę­ścią te­go kra­jo­bra­zu.

ZAMEK CISY – TU MURY SZEPCZĄ, DRZEWA ZASŁANIAJĄ, A MOSTEK UDZIELA PRZEPUSTKI DO PRZESZŁOŚCI

DOJAZD


Ruiny leżą na terenie Ksią­żań­skie­go Par­ku Kra­jo­bra­zo­we­go, nie­speł­na ki­lo­metr na po­łu­dnio­wy za­chód od wsi Cie­szów. To wła­śnie tu­taj krzy­żu­ją się dwa szla­ki: zie­lo­ny Szlak Zam­ków Pia­stow­skich, pro­wa­dzą­cy z Za­gó­rza Ślą­skie­go do Grodź­ca, oraz żół­to-nie­bie­sko-żół­ty Szlak Uła­nów Le­gii Nad­wi­ślań­skiej, któ­rym moż­na do­trzeć do Strze­go­mia. A je­śli ktoś ma w so­bie odro­bi­nę wy­trwa­ło­ści, w za­le­dwie go­dzi­nę spa­ce­ru do­trze stąd do zam­ku Książ – miej­sca, któ­re śmia­ło moż­na na­zwać per­łą ca­łe­go re­gio­nu.

Aby do­trzeć do zam­ku, z szo­sy Chwa­li­szów–Świe­bo­dzi­ce na­le­ży skrę­cić w dro­gę pro­wa­dzą­cą na po­łu­dnie: ja­dąc od za­cho­du – tuż przed pier­wszy­mi za­bu­do­wa­nia­mi Cie­szo­wa, a od stro­ny Świe­bo­dzic – za­raz za osta­tnim do­mem we wsi. No­wa asfal­to­wa dro­ga, cał­kiem wy­go­dna, pro­wa­dzi nie­mal pod sa­me ru­iny. Z par­kin­gu po­zo­sta­je już tyl­ko prze­kro­czyć rze­kę i wspiąć się na wzgó­rze po jej po­łu­dnio­wej stro­nie – nie­wiel­ki wy­si­łek, któ­ry na­gra­dza wi­do­kiem ma­lo­wni­czych mu­rów.
Do ru­in bez prze­szkód do­je­dzie­my ro­we­ra­mi (oto dowód) .

ZAMKI W POBLIŻU


LITERATURA


  1. M. Chorowska: Re­zy­den­cje śre­dnio­wie­czne na Ślą­sku, OFPWW 2003
  2. I. T. Kaczyńscy: Zam­ki w Pol­sce po­łu­dnio­wej, Mu­za SA 1999
  3. L. Kajzer, J. Salm, S. Ko­ło­dziej­ski: Lek­sy­kon zam­ków w Pol­sce, Ar­ka­dy 2001
  4. J. Lamparska: Zam­ko­we ta­je­mni­ce, Asia Press 2009
  5. R. Łuczyński: Zamki, dwo­ry i pa­ła­ce w Su­de­tach, Wspól­no­ta Aka­de­mi­cka 2008
  6. A. Zieliński: Zamki dol­no­ślą­skie na daw­nej ry­ci­nie, 1991