BOBOLICE

zamek królewski (rekonstrukcja)

BOBOLICE – JEDYNY ZAMEK Z GWARANCJĄ PRODUCENTA

DZIEJE ZAMKU


Zamek w Bobolicach wznie­sio­no w po­ło­wie XIV stu­le­cia z ini­cja­ty­wy Ka­zi­mie­rza Wiel­kie­go (zm. 1370), któ­ry – jak przy­sta­ło na mo­nar­chę da­le­ko­wzro­czne­go – uznał, że po­łu­dnio­wa gra­ni­ca kró­le­stwa za­słu­gu­je na coś wię­cej niż tyl­ko ład­ne wi­do­ki. W cza­sach, gdy mur obron­ny zna­czył wię­cej niż so­jusz, był to krok jak naj­bar­dziej roz­trop­ny. A że ka­mień – w prze­ci­wień­stwie do przy­siąg – ma zwy­czaj trwać, za­mek miał szan­sę spra­wdzić się le­piej niż nie­je­den trak­tat.

POŁUDNIOWA STRONA, GDZIE KAMIENIA NIE ŻAŁOWANO, A WRAŻENIA TYM BARDZIEJ

W roku 1370 Lud­wik Wę­gier­ski (zm. 1382), za­ję­ty roz­gryw­ka­mi dy­na­stycz­ny­mi, od­dał za­mek w rę­ce księ­cia Wła­dy­sła­wa Opol­czy­ka (zm. 1401) – nie bez­in­te­re­so­wnie, rzecz jas­na, lecz w za­mian za lo­jal­ność na are­nie po­li­tycz­nej i po­par­cie je­go suk­ce­syj­nych am­bi­cji. Opol­czyk, nie wa­ha­jąc się dłu­go, prze­ka­zał Bo­bo­li­ce swe­mu so­jusz­ni­ko­wi, Wę­gro­wi An­drze­jo­wi Scho­eny z Bar­la­bas, co, jak się mia­ło oka­zać, nie by­ło de­cy­zją szcze­gól­nie for­tun­ną. No­wi za­rząd­cy oka­za­li się bo­wiem nie­szcze­gól­nie od­da­ni spra­wie pol­skiej ko­ro­ny – flirt z Za­ko­nem Krzy­ża­ckim w tam­tym cza­sie był, ła­go­dnie mó­wiąc, aktem bra­ku wy­obraź­ni. Nic więc dziw­ne­go, że Wła­dy­sław Ja­gieł­ło (zm. 1434), za­nie­po­ko­jo­ny co­raz bar­dziej dwu­zna­czną sy­tu­acją, wkro­czył w 1396 ro­ku na zie­mie Opol­czy­ka i si­łą ode­brał za­mek wraz z przy­le­gło­ścia­mi.

REKONSTRUKCJA ŚREDNIOWIECZNEJ WAROWNI W BOBOLICACH – WOLNA INTERPRETACJA WZOROWANA NA JESZCZE BARDZIEJ UMOWNYM RYSUNKU JANA GUMOWSKIEGO

W kolejnych dekadach wa­row­nia prze­cho­dzi­ła z rąk do rąk, po­zo­sta­jąc pod wła­da­niem ko­lej­nych ro­dów szla­che­ckich: Sza­frań­ców, Tre­stków, Kre­zów, a póź­niej tak­że Cho­da­kow­skich, Mę­ciń­skich i Mysz­kow­skich. Hi­sto­ria nie za­wsze by­wa ła­ska­wa dla swych bo­ha­te­rów, lecz za­mek – mi­mo licz­nych burz dzie­jo­wych – trwał, jak­by od nie­pa­mię­ci wpi­sa­ny w kra­jo­braz Ju­ry.

RUINY ZAMKU W BOBOLICACH NA XIX-WIECZNEJ RYCINIE – TAK GO WIDZIAŁY OCZY ROMANTYKÓW: MALOWNICZO ZDEWASTOWANY, PORZUCONY PRZEZ HISTORIĘ, A JESZCZE NIEODBITY PRZEZ TURYSTYKĘ

Nie zawsze dzie­dzi­cze­nie wa­ro­wni od­by­wa­ło się po ci­chu i z na­le­ży­tą esty­mą. Wręcz prze­ciw­nie – hi­sto­ria zam­ku w Bo­bo­li­cach zna przy­pad­ki, kie­dy ro­dzin­ne wię­zi pę­ka­ły z hu­kiem, a szla­che­cka am­bi­cja oka­zy­wa­ła się sil­niej­sza niż zdro­wy roz­są­dek. Szcze­gól­nie bar­wny epi­zod ro­ze­grał się w ro­ku 1427, po śmier­ci An­ny, cór­ki An­drze­ja Scho­eny z Bar­la­bas – pier­wsze­go zna­ne­go pry­wat­ne­go wła­ści­ciel­a zam­ku.

ZAMEK W BOBOLICACH OKOŁO 1850 ROKU – JESZCZE ZRUJNOWANY, ALE WCIĄŻ MALOWNICZY. TAK WIDZIAŁ GO TEODOR CHRZĄŃSKI DLA STRONCZYŃSKIEGO I JEGO „OPISÓW…”

Majętność została wó­wczas roz­par­ce­lo­wa­na po­mię­dzy pre­ten­den­tów z tej sa­mej ma­tki, lecz z róż­nych oj­ców – co sa­mo w so­bie zwia­sto­wa­ło kło­po­ty. Z jed­nej stro­ny Sta­ni­sław Sza­fra­niec z Mło­dzie­jo­wic her­bu Sta­ry­koń , syn An­ny z pier­wsze­go mał­żeń­stwa; z dru­giej – jej dru­gi mąż, Mści­wój z Wierz­cho­wi­ska her­bu Lis , wraz z szó­stką dzie­ci: Mści­wo­jem, An­drze­jem, Do­ro­tą, An­ną, El­żbie­tą i Ka­ta­rzy­ną. Układ był pro­sty: za­mek dzie­lą po po­ło­wie – co, w świe­tle ów­cze­snych do­ku­men­tów, zda­wa­ło się przy­sta­wać do du­cha spra­wie­dli­wo­ści.

W rzeczywistości jed­nak za­pa­no­wał kli­mat bar­dziej przy­po­mi­na­ją­cy oblę­że­nie niż ro­dzin­ny kom­pro­mis. We­wnątrz mu­rów obie stro­ny wy­dzie­li­ły so­bie obsza­ry za po­mo­cą za­pór i pro­wi­zo­ry­cznych ba­rier, któ­re bar­dziej wy­zna­cza­ły li­nie fron­tu niż gra­ni­ce współ­ży­cia. I jak ła­two się do­my­ślić – ta­ki układ nie miał pra­wa prze­trwać dłu­go.

PEJZAŻ Z OKOLIC 1850 ROKU — KOLEJNA ILUSTRACJA TEODORA CHRZĄŃSKIEGO DLA „OPISÓW…” STRONCZYŃSKIEGO. ZAMEK JESZCZE ZRUJNOWANY, ALE JUŻ GOTOWY NA SWOJĄ PÓŹNIEJSZĄ KARIERĘ W ROLI ROMANTYCZNEJ RUINY

W roku 1441 Andrzej z Wierz­cho­wi­ska – nie­sko­ry do dy­plo­ma­cji i wy­raź­nie prze­ję­ty ideą „od­zy­ski­wa­nia na­leż­ne­go” – ze­brał trzy­dzie­stu szla­chty wraz z set­ką po­moc­ni­ków mier­niej­szej kon­dy­cji, za to z tem­pe­ra­men­tem iście bo­jo­wym. Wdarł się do czę­ści zam­ku zaj­mo­wa­nej przez przy­rod­nie­go bra­ta, wy­ła­mał za­po­ry, za­gra­bił by­dło, wy­niósł zbo­że – czy­niąc z zam­ku sce­nę, na któ­rej ro­ze­grał się te­atr ro­szczeń i ura­zów.

Wydarzenie to za­pi­sa­ło się w hi­sto­rii Bo­bo­lic ja­ko je­den z bar­dziej in­te­re­su­ją­cych przy­kła­dów szla­che­ckiej przed­się­bior­czo­­ści – ba­lan­su­ją­cej na gra­ni­cy pra­wa i dzie­dzicz­ne­go przy­wią­za­nia. W koń­cu nie od dziś wia­do­mo, że naj­trwal­sze mu­ry wzno­si się nie z ka­mie­nia, lecz z ża­lu do krew­nych.

KRAJOBRAZ SPRZED STULECIA – RUINA ZAMKU W BOBOLICACH WCIĄŻ STRZEŻE WZGÓRZA, A WOKÓŁ NIEJ ŁATWIEJ DOSTRZEC BRONY NIŻ TŁUMY. SZOSA JESZCZE NIE DOTARŁA, ALE ROMANTYZM JUŻ TAK

Integralność zamku w Bo­bo­li­cach przy­wró­cił Piotr Sza­fra­niec, pod­ko­mo­rzy kra­kow­ski Podkomorzy jako urzędnik ziemski pojawił się w XIV w. Przewodził sądowi podkomorskiemu, był zastępcą procesowym ubogich wdów i sierot ze stanu szlacheckiego, w pewnym stopniu również uczestniczył w sądach ziemskich. , któ­ry czte­ry la­ta po owym pa­mięt­nym in­cy­den­cie wy­ku­pił od Li­sów z Wierz­cho­wi­ska pra­wa do na­le­żą­cej do nich po­ło­wy twier­dzy wraz z przy­le­gły­mi do­bra­mi. Tym sa­mym po­ło­żo­no kres dłu­go­trwa­łe­mu współ­władz­twu, któ­re z rze­czy­wi­ste­go współ­dzie­le­nia mia­ło ty­le wspól­ne­go, co wspól­no­ta sto­łu z bi­twą o łyż­kę Choć Sza­frań­co­wie nie na­cie­szy­li się zam­kiem dłu­go i ry­chło go sprze­da­li, a w dru­giej po­ło­wie XV wie­ku wła­ści­cie­le zmie­nia­li się nie­mal rów­nie czę­sto, co alian­se szla­che­ckie, nikt wię­cej nie od­wa­żył się już pod­wa­żać je­go jed­no­ści. Od tej po­ry wa­row­nia trwa­ła ja­ko nie­roz­dziel­na ca­łość — je­śli nie spo­koj­na, to przy­naj­mniej nie­kwe­stio­no­wa­na.

ZAMEK W BOBOLICACH NA GRZBIECIE JURAJSKICH SKAŁ — Z EPOKI, GDY NIE ZNAŁ ANI KASY FISKALNEJ, ANI GODZIN OTWARCIA

Początki jej upadku przy­pa­da­ją na rok 1587, kie­dy to Bo­bo­li­ce zo­sta­ły zdo­by­te przez Ma­ksy­mi­lia­na Hab­sbur­ga (zm. 1618), ar­cy­księ­cia Au­strii i jed­ne­go z kan­dy­da­tów w spor­nej elek­cji po śmier­ci Ste­fa­na Ba­to­re­go . Był to jed­nak tyl­ko wstęp do więk­szych nie­szczęść — bo to, co Au­striak po­zo­sta­wił, Szwe­dzi spa­li­li. W 1657 ro­ku, pod­czas jed­ne­go z naj­ciem­niej­szych epi­zo­dów po­to­pu, żoł­nie­rze szwedz­cy za­ję­li za­mek, splą­dro­wa­li i pu­ści­li z dy­mem, zo­sta­wia­jąc po so­bie ci­szę, po­piół i wspom­nie­nie daw­nej chwa­ły.

ZAMEK W LATACH 50. XX WIEKU — OSTATNI ETAP RUINY, KTÓRĄ ZACZĘLI HABSBURG I SZWEDZI, A DOKOŃCZYŁ CZAS. KROWY PRZEJĘŁY STRAŻ.

W 1683 roku, gdy wojska Ja­na III So­bie­skie­go (zm. 1696) ciąg­nę­ły przez Ju­rę Kra­kow­sko-Czę­sto­chow­ską w dro­dze pod Wie­deń, król za­trzy­mał się w po­bli­żu zruj­no­wa­ne­go zam­ku. Bo­bo­li­ce nie za­pro­si­ły go jed­nak pod swój dach — nie ty­le z bra­ku go­ścin­no­ści, co z bra­ku da­chu. So­bie­ski, choć odwa­gi mu nie bra­ko­wa­ło, naj­wy­raź­niej uznał, że noc w na­mio­cie pod otwar­tym nie­bem to wy­bór bez­piecz­niej­szy niż schro­nie­nie w mu­rach, któ­rym czas ode­brał reszt­ki pew­no­ści.

Wiek XVIII nie przy­niósł Bo­bo­li­com nic po­za ci­szą i dal­szym osu­wa­niem się w ru­inę. Za­mek ku­pi­li Mę­ciń­scy, snu­jąc am­bi­tne — choć po­zba­wio­ne dal­sze­go cią­gu — pla­ny od­bu­do­wy. Pro­jekt po­zo­stał na pa­pie­rze, a mu­ry wciąż roz­pa­da­ły się w ry­tmie mi­ja­ją­cych lat.

ZRUJNOWANY, ZAROŚNIĘTY, ALE NADAL DUMNY. W TYM STANIE ZASTAŁA GO DRUGA POŁOWA XX WIEKU, KTÓRA WCIĄŻ NIE ŚNIŁA O REKONSTRUKCJI.

W 1882 roku, w wyniku par­ce­la­cji, za­mek prze­szedł w rę­ce miej­sco­wej chłop­skiej ro­dzi­ny Ba­ry­łów. Czas pły­nął, ka­mie­nie mil­cza­ły, a hi­sto­ria za­pa­dła w drzem­kę. Do­pie­ro w 1999 ro­ku spad­ko­bier­cy ro­du sprze­da­li ru­inę Ja­ro­sła­wo­wi La­se­ckie­mu – czło­wie­k­owi z wi­zją, cier­pli­wo­ścią i odwa­gą. To on pod­jął się dzie­ła, któ­re dla wie­lu wy­da­wa­ło się ska­za­ne na nie­po­wo­dze­nie: peł­nej re­kon­struk­cji zam­ku. I tak Bo­bo­li­ce, po stu­le­ciach mil­cze­nia, prze­mó­wi­ły na no­wo — już nie krzy­kiem ro­szczeń, lecz spo­koj­nym gło­sem przy­wró­co­nej pa­mię­ci.

ROK 2001. PIERWSZE ZNAKI ŻYCIA: OGRODZENIE, GRUZ I CIEŃ WIELKIEGO PLANU.

OPIS ZAMKU


Zamek w Bobolicach ulo­ko­wa­no na wa­pien­nym wzgó­rzu o wy­so­ko­ści 360 me­trów n.p.m. — miej­scu z na­tu­ry obron­nym, któ­re za­pew­nia­ło za­rów­no roz­le­gły wi­dok na oko­li­cę, jak i pew­ne nie­do­go­dno­ści każ­de­mu, kto za­mie­rzał zbli­żyć się bez za­pro­sze­nia. Wznie­sio­ny z miej­sco­we­go, jas­ne­go ka­mie­nia, od po­cząt­ku był twier­dzą bar­dziej prak­tycz­ną niż efek­tow­ną, choć w swo­jej su­ro­wo­ści miał nie­wąt­pli­wy urok.

CYFROWA REKONSTRUKCJA OPARTA NA WIZJI GUMOWSKIEGO Z 1934 ROKU – WIZJA IMPONUJĄCA, ALE Z DUŻYM PRZYMRUŻENIEM OKA DO HISTORYCZNEJ DOKŁADNOŚCI

Początkowo warownia zaj­mo­wa­ła je­dy­nie cen­tral­ną część wzgó­rza. Na je­go naj­wyż­szym cy­plu wzno­si­ła się cy­lin­drycz­na wie­ża — ty­po­wa dla XIV-wiecz­ne­go sys­te­mu obro­ny — a obok niej znaj­do­wał się bu­dy­nek miesz­kal­ny, skrom­ny, lecz wy­star­cza­ją­cy. W XV wie­ku, jak przy­sta­ło na epo­kę, w któ­rej spo­kój był sta­nem ra­czej prze­ry­wa­nym niż do­myśl­nym, za­mek roz­bu­do­wa­no. Układ wzmoc­nio­no pół­ko­li­sty­mi basz­ta­mi, a od po­łu­dnia i za­cho­du do­bu­do­wa­no przed­zam­cze, do któ­re­go pro­wa­dził wjazd od stro­ny wschod­nie­go sto­ku. Ca­łość ota­cza­ła su­cha fo­sa, przez któ­rą prze­rzu­co­no naj­pew­niej zwo­dzo­ny most — roz­wią­za­nie prak­tycz­ne i da­ją­ce pew­ne po­czu­cie wyż­szo­ści wo­bec tych, któ­rzy mu­sie­li pro­sić o je­go opusz­cze­nie.

PLAN ZAMKU W BOBOLICACH: 1. WIEŻA – NA WSZELKI WYPADEK, 2. DOM MIESZKALNY – CZYLI LUKSUS XIV WIEKU, 3. BASTEJA – ŻEBY NIKT NIE WCHODZIŁ NIEZAPROSZONY, 4. DZIEDZINIEC – TU SIĘ TOCZYŁO ŻYCIE, 5. BRAMA – JAK JUŻ KTOŚ ZASŁUŻYŁ, ŻEBY WEJŚĆ

W XVI wieku nadszedł czas mo­der­ni­za­cji, zgod­nej z ów­czes­nymi gu­sta­mi i po­trze­ba­mi. Go­ty­cką wie­żę za­stą­pio­no bar­dziej funk­cjo­nal­nym bu­dyn­kiem miesz­kal­nym o co naj­mniej dwóch kon­dyg­na­cjach. Na po­zio­mie przy­zie­mia mie­ści­ły się kuch­nia, pie­kar­nia, spi­żar­nia i skar­biec — ze­staw nie­zbęd­ny do prze­trwa­nia za­rów­no oblę­że­nia, jak i nud­nej zi­my. Wyż­sze pię­tra prze­zna­czo­no na iz­by miesz­kal­ne i kom­na­ty re­pre­zen­ta­cyj­ne, któ­re nie tyl­ko świad­czy­ły o po­zy­cji wła­ści­cie­la, ale i na­da­wa­ły wnę­trzom pe­wien kom­fort, wcze­śniej uzna­wa­ny za zby­tek.

MIEJSCE, W KTÓRYM NIE PROWADZONO NARAD, ALE ZDARZAŁY SIĘ PRZEŁOMOWE DECYZJE

Próba odbudowy prze­pro­wa­dzo­na w XVIII wie­ku by­ła już mniej wy­raź­nym ge­stem twór­czym, a bar­dziej zna­kiem cza­su. Roz­ku­to go­ty­ckie otwo­ry okien­ne, wpu­szcza­jąc do wnętrz wię­cej świa­tła, ale i od­bie­ra­jąc zam­ko­wi część je­go daw­ne­go cha­rak­te­ru. Osta­tecz­nie za­mek utra­cił coś z pier­wo­tnej su­ro­wo­ści, zy­sku­jąc za to nie­co prze­strze­ni — wy­mia­na sym­bo­licz­na, choć nie wszy­scy zgo­dzi­li­by się, że ko­rzyst­na.

ZANIM PRZYSZLI TURYŚCI I REKONSTRUKTORZY – TAK WYGLĄDAŁO ZAPOMNIANE ŚREDNIOWIECZE

W TYM SAMYM KADRZE, CO RUINA – DZIŚ LINIE WYPROSTOWANE, MURY RÓWNE, WIEŻE DUMNE. NIE WSZYSCY KOCHAJĄ ODBUDOWY, ALE TEN ZAMEK WYGLĄDA, JAKBY TO ONA KOCHAŁA JEGO.

STAN OBECNY


Jeszcze na początku XXI wieku po zam­ku w Bo­bo­li­cach zo­sta­ło nie­wie­le wię­cej niż kil­ka smęt­nie ster­czą­cych frag­men­tów mu­rów — naj­le­piej za­cho­wa­na by­ła wscho­dnia ścia­na zam­ku gór­ne­go, resz­ta ogra­ni­cza­ła się do le­dwie czy­tel­nych za­ry­sów daw­nych ob­wo­dów. O po­zo­sta­łej świet­no­ści moż­na by­ło co naj­wy­żej spe­ku­lo­wać, pa­trząc na ma­py, ry­ci­ny i ka­mie­nie.

PRZEGLĄD NAJNOWSZEJ HISTORII ZAMKU W OBRAZKACH: LATA 60. XX WIEKU – PORZUCONE MURY, ZAROŚNIĘTA SKAŁA, ŻADNEJ NADZIEI NA ODBUDOWĘ.

Sytuacja zmieniła się ra­dykal­nie, gdy no­wy wła­ści­ciel po­sta­no­wił nie ty­le za­cho­wać ru­inę, co tchnąć w nią no­we ży­cie — z roz­ma­chem, de­ter­mi­na­cją i, nie da się ukryć, spo­rą odwa­gą. W 2001 ro­ku, pod okiem ze­spo­łu ar­che­olo­gów z Kra­ko­wa, ru­szy­ły pra­ce ma­ją­ce na ce­lu nie tyl­ko re­kon­stru­kcję bu­dow­li, ale też do­kład­ne roz­po­zna­nie jej prze­szło­ści. Pod­czas ba­dań uda­ło się od­two­rzyć prze­bieg pier­wo­tnych mu­rów oraz uchwy­cić cha­rak­ter ko­lej­nych faz roz­bu­do­wy.

ROK 2009. RUSZTOWANIA OTACZAJĄ MURY JAK NOWE SZATY. ZAMEK ROŚNIE W OCZACH, A NA SZCZYCIE WIEŻY KRZĄTAJĄ SIĘ CIEŚLE – PRAWDZIWI MISTRZOWIE ŚRUBY I SIEKIERY

W trakcie prac ar­che­olo­gicz­nych nie za­bra­kło rów­nież zna­le­zisk: w gru­zach i zie­mi od­na­le­zio­no mo­ne­ty, frag­men­ty pie­co­wych ka­fli, na­czy­nia szkla­ne oraz róż­ne­go ro­dza­ju przed­mio­ty me­ta­lo­we — wśród nich oso­bli­wy ele­ment, któ­ry szyb­ko zy­skał nie­for­mal­ny roz­głos ja­ko do­mnie­ma­na część pa­sa cno­ty, do­wo­dząc, że na­wet ar­che­olo­gia, z po­zo­ru po­waż­na i me­to­dycz­na, po­tra­fi cza­sem uśmiech­nąć się pod no­sem.

ROK 2014. ZAMKOWY COMEBACK STULECIA — ZRUJNOWANY PRZEZ SZWEDÓW, ODBUDOWANY Z UPARTYM ROZMACHEM. NOWE MURY, STARA DUMA.

Dziesięć lat póź­niej, w 2011 ro­ku, pra­ce za­koń­czo­no, a od­two­rzo­na for­ma zam­ku wzbu­dzi­ła emo­cje rów­nie ży­we jak kon­tro­wer­sje: od en­tu­zja­stycz­nych gło­sów za­chwy­tu po peł­ne po­wąt­pie­wa­nia unie­sie­nia brwi. Jed­no po­zo­sta­je jed­nak bez­spor­ne — Bo­bo­li­ce, do­tąd obec­ne głów­nie w ru­inach i wspo­mnie­niach, po­wró­ci­ły na ma­pę w po­sta­ci peł­no­krwi­stej wa­ro­wni, być mo­że nie do koń­ca ta­kiej, ja­ką pa­mię­ta­ły wie­ki, ale z pew­no­ścią ta­kiej, któ­rą war­to by­ło wskrze­sić.

MOŻNA SIĘ SPIERAĆ O SZCZEGÓŁY, ALE NIE O EFEKT: ODTWORZONY ZAMEK W BOBOLICACH WPISUJE SIĘ W JURĘ TAK PEWNIE, JAKBY NIGDY NIE POPADŁ W RUINĘ

W odrestaurowanym zam­ku dzia­ła dziś cen­trum kon­fe­ren­cyj­ne oraz punkt obsłu­gi tu­ry­stycz­nej, któ­re łą­czą współ­cze­sną funk­cjo­nal­ność z hi­sto­rycz­ną opra­wą. Udo­stęp­nio­ne do zwie­dza­nia wnę­trza po­zwa­la­ją zaj­rzeć do sta­ran­nie zre­kon­stru­owa­nych kom­nat, choć ich au­ten­tycz­ność by­wa ra­czej efek­tem wy­obraź­ni niż wier­ną re­kon­stru­kcją śre­dnio­wiecz­nej co­dzien­no­ści. Ca­łość ro­bi wra­że­nie, ale nie­kie­dy bar­dziej przy­po­mi­na hi­sto­rycz­ną in­sce­ni­za­cję niż pró­bę od­two­rze­nia re­aliów epo­ki. W jed­nej z baszt mie­ści się nie­wiel­kie mu­ze­um — nie­po­zor­ne, lecz na­stro­jo­we — w któ­rym na­wet mil­czą­ce eks­po­na­ty zda­ją się mó­wić wię­cej niż ka­ta­lo­go­we opi­sy.

PACHNIE NOWOŚCIĄ, AŻ KAMIENIE CHYBA SAME SIĘ DZIWIĄ, ŻE JESZCZE NIE MAJĄ RYS!
Wej­ście na te­ren jest bi­le­to­wa­ne pod­wój­nie: osob­no za bło­nia, osob­no za zwie­dza­nie zam­ku.
Sama wi­zy­ta w wa­ro­wni, od­by­wa­ją­ca się wy­łącz­nie z prze­wo­dni­kiem, trwa oko­ło trzy­dzie­stu mi­nut — wy­star­cza­ją­co, by po­czuć kli­mat miej­sca, i nie na ty­le dłu­go, by zdą­żyć się z nim po­kłó­cić.
Na teren zam­ko­wych bło­ni moż­na wejść z psem, o ile nie pla­nu­je on zwie­dzać wnętrz — w tym przy­pad­ku obo­wią­zu­je za­kaz, bez wy­jąt­ków dla czwo­ro­no­gów o ma­nie­rach god­nych dwo­ru.
Użyt­ko­wa­nie dro­nów w naj­bliż­szym oto­cze­niu zam­ku rów­nież nie jest mi­le wi­dzia­ne — de­cy­zją wła­ści­cie­la, któ­ry naj­wy­raź­niej wo­li, by hi­sto­ria pa­trzy­ła z do­łu, a nie z gó­ry.

IDEALNE MIEJSCE, BY ZORGANIZOWAĆ UCZTĘ… ALBO SZKOLENIE Z AGILE LEADERSHIP W OPARCIU O METODOLOGIĘ SCRUM-RYCERZ™ — CERTYFIKACJA W KOMNACIE TRONOWEJ, WARSZTATY W ZBROJOWNI
Szlak Orlich Gniazd, mie­rzą­cy 164 ki­lo­me­try dłu­go­ści, to je­den z naj­star­szych wy­zna­czo­nych szla­ków tu­ry­stycz­nych w Pol­sce. Stwo­rzo­ny w 1950 ro­ku przez Ka­zi­mie­rza Sos­now­skie­go, zy­skał pre­sti­żo­wy nu­mer 1 w ogól­no­pol­skim re­je­strze szla­ków pie­szych — co nie dzi­wi, bio­rąc pod uwa­gę je­go wy­jąt­ko­wy cha­rak­ter.

Trasa prowadzi z pół­no­cy na po­łu­dnie, od Czę­sto­cho­wy do Kra­ko­wa, wi­jąc się wśród wa­pien­nych wzgórz Ju­ry Kra­ko­wsko-Czę­sto­cho­wskiej, gdzie śre­dnio­wiecz­ne zam­ki i straż­ni­ce strze­gły nie­gdyś gra­nic Kró­le­stwa Pol­skie­go. To wła­śnie te mo­nu­men­tal­ne ru­iny, wznie­sio­ne na szczy­tach trud­no do­stęp­nych ostań­ców, na­da­ły szla­ko­wi je­go po­ety­cką na­zwę — „Orle Gnia­zda”. Wśród nich znaj­du­ją się m.in. Ol­sztyn, Os­tręż­nik, Mi­rów, Bo­bo­li­ce, Mor­sko, Bi­rów, Ogro­dzie­niec, Pilica, Smo­leń, Byd­lin, Rab­sztyn, Pies­ko­wa Ska­ła, Oj­ców i Korz­kiew

Dziś niektóre z tych wa­ro­wni są już tyl­ko ma­lo­wni­czą ru­iną, in­ne — jak Bo­bo­li­ce — wró­ciły do for­my. Wszyst­kie jed­nak na­dal łą­czy to sa­mo: nie­zrów­na­ne po­ło­że­nie i wy­jąt­ko­wa zdol­ność prze­no­sze­nia wy­obraź­ni o kil­ka wie­ków wstecz.

NA SZLAKU Z MIROWA...

DOJAZD


Bobolice znajdują się w pół­noc­nej czę­ści Ju­ry Kra­kow­sko-Czę­sto­chow­skiej, za­le­dwie 1,5 ki­lo­me­tra na wschód od Mi­ro­wa. Do­jazd ko­mu­ni­ka­cją pu­blicz­ną nie na­le­ży do naj­ła­twiej­szych — au­to­bu­sy PKS kur­su­ją je­dy­nie do po­bli­skiej Nie­go­wej, skąd pie­szo, żół­tym szla­kiem, trze­ba po­ko­nać jesz­cze oko­ło 4 ki­lo­me­try w kie­run­ku po­łu­dnio­wym.

Na szczęście dla zmo­to­ry­zo­wa­nych, w bez­po­śre­dnim są­siedz­twie zam­ku znaj­du­je się du­ży, bez­płat­ny par­king — roz­wią­za­nie rzad­kie, a mi­łe.

ZAMKI W POBLIŻU


LITERATURA


  1. M. Antoniewicz: Zam­ki na Wy­ży­nie Kra­ko­wsko-Czę­sto­cho­wskiej...
  2. I. T. Kaczyńscy: Zam­ki w Pol­sce po­łu­dnio­wej, Mu­za SA 1999
  3. L. Kajzer, J. Salm, S. Ko­ło­dziej­ski: Lek­sy­kon zam­ków w Pol­sce, Stu­dio Ar­ta 2009
  4. R. Sypek: Zam­ki i obiek­ty wa­row­ne Ju­ry Kra­ko­wsko-Czę­sto­cho­wskiej, Stu­dio Ar­ta 2009