
DZIEJE ZAMKU
Początki murowanej strażnicy w Bydlinie giną w gęstej mgle średniowiecza – jakby kronikarzom omsknęło się pióro dokładnie w tym miejscu, gdzie powinni zapisać nazwisko fundatora i datę budowy. Wiadomo jedynie, że już w 1398 roku istniało tu castrum, czyli zamek, który stanowił ważny punkt w systemie obronnym pogranicza polsko-śląskiego. Wtedy władało nim dwóch panów – Pełka i Niemierza, spadkobiercy królewskiego posła Niemierzy z Gołczy (zm. 1351). Tenże Niemierza, człowiek lojalny wobec korony, mógł sam być inicjatorem budowy warowni – albo przynajmniej zainspirował kogoś, by ją wznieść.

Historia nabiera jednak rumieńców, gdy przyjrzeć się bliżej genealogii rodu. Choć Pełka i Niemierza oficjalnie byli synami posła, niektórzy historycy z przymrużeniem oka wskazywali, że ich prawdziwym ojcem mógł być sam
Kazimierz Wielki
(zm. 1370). Król, znany nie tylko z reform i budowy zamków, ale też z serca pojemnego jak jego skarbiec, przez lata utrzymywał bliską relację z żoną posła – panią o wdzięcznym imieniu Cudka. Jeśli więc plotki miały w sobie choć odrobinę prawdy, w Bydlinie stanęła nie tylko strażnica graniczna, ale i pomnik królewskich uczuć – murowany, solidny i, jak widać, odporny na ząb czasu.

Między rokiem 1398 a 1400 wokół bydlińskiego zamku zawrzało niczym w średniowiecznym sądzie grodzkim – swoje prawa do warowni zgłaszali Klemens Łowczyc i jego stryj Zbigniew z Łapanowa, tytularny biskup laodycejski (czyli duchowny bez diecezji, ale z ambicjami). W drugiej połowie XV wieku zamek przeszedł w ręce rodu Szczepanowskich, potem Brzezickich, aż w końcu trafił do Bonarów, którzy postanowili nadać mu nowe, bardziej pobożne oblicze. Na początku XVI stulecia zamienili dawną warownię w kościół – zapewne z równym zapałem, z jakim ich przodkowie wznosili mury obronne.

W 1546 roku Zofia Bonar przekazała wieś w wianie swojemu mężowi, Janowi Firlejowi
herbu Lewart
(zm. 1574) – posłowi królewskiemu i gorliwemu luteraninowi (a wkrótce kalwiniście). Ten, zgodnie ze swymi przekonaniami, przemienił katolicką świątynię w zbór protestancki. Historia jednak zatoczyła koło: jego syn,
Mikołaj Firlej
(zm. 1601), w 1594 roku oddał świątynię katolikom, nie szczędząc grosza na jej odnowienie. Wtedy zniknął mur obwodowy z wieżą bramną, zamurowano część okien, wybito nowe, a wnętrze zyskało świeży wystrój. Od tej pory dawny zamek, raz obronny, raz sakralny, nosił już dumnie nazwę kościoła Świętego Krzyża.

W 1655 roku stojący na wzgórzu bydliński kościółek padł ofiarą szwedzkiego „potopu” – dosłownie. Oddziały generała Burcharda von den Lühnena wpadły tu jak burza: ograbiły, spaliły i pozostawiły po sobie tylko dym oraz zgliszcza. Choć w latach 30. XVIII wieku Męcińscy podjęli się jego odbudowy, los nie był dla świątyni łaskawy. Kolejne napady rabunkowe, pożary i zwykła ludzka obojętność sprawiły, że pod koniec stulecia kościół popadł w ruinę, a jego mury – obdarte z dachu, lecz nie z godności – trwały samotnie na wzgórzu przez następne dwa wieki.

Dopiero w 1989 archeolodzy przerwali ten długi sen kamieni. Wśród zarosłych ruin odkryli fundamenty dawnej wieży bramnej, kryptę z dwiema mogiłami, a także drobne, lecz fascynujące pamiątki przeszłości: denar Denar – dawna moneta srebrna Ludwika Węgierskiego, solid Solid (szeląg) – dawna moneta srebrna Zygmunta III Wazy oraz liczne fragmenty ceramiki i kafli piecowych. Każdy z tych przedmiotów był niczym szept minionych wieków – drobny, ale wystarczająco wyraźny, by przypomnieć, że historia wciąż oddycha pod warstwą ziemi.

starli się tu z carską Dywizją Strzelców Syberyjskich. Legioniści okopali się na wzgórzach w Bydlinie i Krzywopłotach, Rosjanie zaś zajęli pozycje w lasach pod Smoleniem i Domaniewicami. Walka była zacięta i nierówna, a linia frontu przesuwała się raz w jedną, raz w drugą stronę.




OPIS ZAMKU
Dominantą bydlińskiego zamku był trzykondygnacyjny budynek typu wieżowego, wzniesiony na planie prostokąta o wymiarach 11 na 24 metry. Jego mury, grubości dochodzącej do 2,3 metra, wspierały narożne przypory – konstrukcja prosta, lecz godna zaufania, jak przystało na czasy, gdy solidność była cenniejsza niż finezja. Wnętrza wykończono w drewnie i glinie – praktycznie, choć niezbyt bezpiecznie w razie pożaru, jak to w tamtych czasach bywało.

Światło wpadało do środka przez ostrołukowe okna i wąskie szczeliny strzelnicze, które nadawały wnętrzom surowego uroku. Od strony skarpy prawdopodobnie znajdowały się dodatkowe otwory obronne oraz wykusz ustępowy – niewielki, ale niezbędny element codziennego komfortu. Można powiedzieć, że była to budowla łącząca funkcję fortecy i domu, w której bezpieczeństwo liczyło się bardziej niż wygoda, a zamek był jednocześnie siedzibą i tarczą swojego właściciela.

W drugiej fazie budowy, zapewne jeszcze w XIV wieku, od południa dobudowano mur obwodowy z wieżą bramną, dzięki czemu powstał niewielki dziedziniec. Całość otaczała wykuta w skale fosa oraz kamienno-ziemny wał, a od północy naturalną ochronę stanowiła stroma skarpa i podmokłe tereny. Nie była to potężna twierdza królewska, ale raczej solidny punkt obrony – wystarczająco silny, by odstraszyć napastnika, i wystarczająco kameralny, by czuć się w nim jak u siebie.

W XVI wieku warownia przeżyła prawdziwą metamorfozę – z miejsca twardych murów i echa zbroi przemieniła się w świątynię, w której rozbrzmiewały modlitwy zamiast rozkazów. Architekci nowej epoki zamurowali część dawnych drzwi i okien, jakby chcieli symbolicznie zamknąć rozdział rycerskiej przeszłości. Przestronne wnętrze podzielono na trzy mniejsze pomieszczenia, a w połowie długości muru fasadowego wzniesiono ścianę, która oddzieliła prezbiterium od nawy. Kamienne ściany, niegdyś tłem wojennych narad, zaczęły teraz tworzyć ramy dla nabożeństw, a echo kroków rycerzy ustąpiło miejsca dźwiękom chorału.

STAN OBECNY
Do naszych czasów przetrwały jedynie postrzępione fragmenty murów wieży zamkowej, ukryte w ziemi fundamenty i ledwie widoczne ślady po fosie – dziś już bardziej ozdobnej niż obronnej. Kamienne resztki, porośnięte mchem i trawą, sprawiają wrażenie, jakby zamek nie tyle przegrał z czasem, co po prostu postanowił przejść na zasłużoną emeryturę i wtopić się w krajobraz. Przez stulecia dzielnie opierał się wichrom, mrozom i ciekawskim turystom, aż w 2009 roku południowy mur wieży stwierdził, że ma dość i z hukiem się poddał.


Na szczęście nie był to koniec historii. Już w 2012 roku zamek doczekał się „kuracji odmładzającej”: mur częściowo odbudowano, kamienie wzmocniono, spoiny uzupełniono, a nieproszoną roślinność usunięto z należytym taktem. Odnowiono również schody prowadzące do ruin, by każdy mógł bezpiecznie wejść i spojrzeć z bliska na zamek, który – choć mocno doświadczony przez los – wciąż potrafi dumnie prezentować swoje blizny.

Ruinę można zwiedzać bezpłatnie o każdej porze dnia i nocy, co czyni ją jednym z nielicznych zabytków, który naprawdę nigdy nie zamyka drzwi. W dzień kusi spokojem i cieniem drzew, a nocą potrafi lekko podnieść ciśnienie – zwłaszcza gdy coś zaszeleści w krzakach, a człowiek sam nie wie, czy to kot, czy wyobraźnia właśnie przeszła na pełen etat.
Podczas zwiedzania towarzyszyć może Wam pies – zresztą zapewne będzie miał z tego tyle radości, co Wy. Droga z parkingu nie jest szczególnie wymagająca, a krótkie podejście i kilkanaście schodów to raczej spacer niż wyprawa, więc nikt nie powinien złożyć broni przed dotarciem na wzgórze.
Na dojście z parkingu, zwiedzenie ruin i spacer wzdłuż okopów dobrze przeznaczyć przynajmniej 30 minut – to akurat tyle, by poczuć atmosferę miejsca, zrobić kilka zdjęć i nie mieć wrażenia, że historia goni Was z zegarkiem w ręku.
Miejsce nie jest przystosowane do potrzeb osób ze znacznym stopniem niepełnosprawności ruchowej – prowadzi tu droga o sypkiej nawierzchni, a na końcu czeka dość strome podejście ze schodami.
Strefa lotów wojskowych – w czasie jej aktywności obowiązuje całkowity zakaz wykonywania lotów wszelkimi statkami powietrznymi.

DOJAZD
Bydlin leży około 15 kilometrów na północny wschód od Olkusza i około 10 kilometrów na południe od zamku w Smoleniu. Ruiny znajdują się w północnej części wsi, tuż obok cmentarza, po lewej stronie drogi prowadzącej do Dłużca. U stóp wzgórza zamkowego zatrzymują się autobusy komunikacji olkuskiej linii 470 i 474 – niestety, kursują one dość rzadko. Jeśli więc nie planujecie noclegu pod ruiną, warto wcześniej sprawdzić rozkład jazdy.
Bezpłatny parking znajduje się przy cmentarzu (Bydlin, ul. Zawadka), około 200 metrów od ruin. To dobre miejsce, by zostawić samochód i ruszyć piechotą w stronę wzgórza – dalej już tylko kamienie, drzewa i odrobina przygody.
Rowery można wprowadzić na wzgórze zamkowe, ale ostatni etap prowadzi po dość stromych schodach – to moment, w którym nawet najbardziej zapaleni cykliści zwykle schodzą z siodełka z pełnym zrozumieniem dla średniowiecznych strategów obrony.

WARTO ZOBACZYĆ
U stóp wzgórza zamkowego znajduje się cmentarz z kwaterami wojennymi, w których spoczywa 46 polskich legionistów poległych w bitwie pod Krzywopłotami oraz 284 bezimiennych żołnierzy armii rosyjskiej i austriackiej – wśród nich Węgrzy, Słowacy, Czesi i Polacy. To miejsce ciche, ale pełne historii, gdzie obok siebie leżą dawni wrogowie, a różne języki i mundury łączy wspólny los żołnierskiej śmierci.

Przy wejściu na cmentarz stoi murowana kaplica Pocieszenia Najświętszej Maryi Panny, wzniesiona w XVIII wieku na miejscu dawnej pustelni – dziś strażniczka pamięci i spokoju tego zakątka.

Około 10 kilometrów na południowy zachód od Bydlina zaczyna się Pustynia Błędowska – największy w Polsce obszar lotnych piasków, rozciągający się na długości około 10 kilometrów i szerokości 4. Choć dziś znaczna część pustyni porosła już drzewami, wciąż można tu zobaczyć rozległe połacie złocistego piasku, które w upalne dni potrafią zaskoczyć prawdziwie saharyjskim nastrojem.

Najlepszy widok na piaskowe połacie oferuje punkt widokowy we wsi Chechło, skąd pustynia wygląda niczym morska fala zatrzymana w ruchu. Z kolei najbardziej efektowną panoramę można podziwiać z tarasu widokowego w Kluczach – miejsca, które dowodzi, że nawet w Małopolsce można poczuć się przez chwilę jak na innym kontynencie.

ZAMKI W POBLIŻU
- Smoleń – ruina zamku rycerskiego z XIV w., 12 km
- Udórz – relikty zamku rycerskiego z XIV w., 12 km (piechotą, rowerem), 19 km (samochodem)
- Ryczów – ruina strażnicy królewskiej z XIV w., 13 km
- Pilica – zamek Toporczyków z XIV w., przebudowany, 15 km
- Rabsztyn – ruina zamku królewskiego z XIV w., 14 km
- Podzamcze – ruina zamku Ogrodzieniec z XIV-XVI w., 17 km
- Pieskowa Skała – zamek królewski z XIV-XVII w., 26 km
- Sławków – relikty zamku biskupiego z XIII w., 28 km
- Wysocice – kościół obronny z XII-XIII w., 28 km
- Morsko – ruina zamku z XIV w., 30 km
- Ojców – ruina zamku królewskiego z XIV w., 33 km
- Korzkiew – zamek rycerski z XIV/XV w., 39 km
- Mirów – ruina zamku rycerskiego z XIV w., 39 km
- Bobolice – zamek królewski (rekonstrukcja), 40 km
- Siewierz – ruina zamku biskupów krakowskich z XV w., 40 km
LITERATURA
- M. Antoniewicz: Zamki na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej...
- I. T. Kaczyńscy: Zamki w Polsce południowej, Muza SA 1999
- L. Kajzer, J. Salm, S. Kołodziejski: Leksykon zamków w Polsce, Sudety nr 10/2003
- R. Sypek: Zamki i obiekty warowne Jury Krakowsko-Częstochowskiej
- J. Zinkow: Orle gniazda i warownie jurajskie, Sport i Turystyka 1977