BARDO

relikty zamku książęcego

POZOSTAŁOŚCI ZAMKU W BARDZIE - TUTAJ KOŃCZY SIĘ KAMIENNA ARCHITEKTURA, A ZACZYNA WYOBRAŹNIA

DZIEJE ZAMKU


W okolicach dzi­siej­sze­go Bar­da, gdzie dziś kró­lu­ją ra­czej ci­sza i nie­śpiesz­ność, śre­dnio­wie­cze mia­ło swo­je am­bi­cje. Ist­nia­ły tu — naj­praw­do­po­dob­niej — aż dwa zam­ki. Pier­wszy wy­rósł w są­siedz­twie gro­du gra­nicz­ne­go, wzmian­ko­wa­ne­go już w 1096 roku. Nie był to by­le pa­li­sa­do­wy pło­tek — ba­da­cze twier­dzą, że gród po­sia­dał osob­ną sie­dzi­bę kasz­te­la­na, sta­ran­nie od­se­pa­ro­wa­ną od resz­ty za­ło­że­nia me­tro­wej gru­bo­ści mu­rem i fo­są sze­ro­ką na pięt­na­ście me­trów, bo tu dy­stans wy­zna­cza­no nie sub­tel­nie, lecz ma­te­rial­nie — mu­rem i wy­ku­tym w ska­le ro­wem, gru­bą kre­ską za­zna­czo­ną w te­re­nie.

Z czasem, jak to by­wa, zna­cze­nie gro­du zbla­dło. W 1299 ro­ku te­ren daw­nej kasz­te­la­nii zo­stał sprze­da­ny cy­ster­som z po­bli­skie­go Ka­mień­ca Ząb­ko­wi­ckie­go — trans­ak­cji do­ko­nał wójt Her­man Rei­chen­bach (choć nie­któ­rzy twier­dzą, że był to jed­nak Bol­ko I). Jak na miej­sce po daw­nej straż­ni­cy, na stro­mym zbo­czu i z kiep­skim do­ja­zdem, nie był to oczy­wi­sty wy­bór. A jed­nak cy­ster­si uczy­ni­li z nie­go fol­wark i, jak się przy­pusz­cza, trwa­li tu aż do koń­ca XVI wie­ku.

CZĘŚĆ MIESZKALNA ZAMKU — W WERSJI SZKIELETOWEJ, ALE ZA TO ZE ŚWIETNĄ WENTYLACJĄ

Drugi zamek, nie­co bar­dziej spe­kta­ku­lar­ny, po­wstał już od pod­staw — na pu­stym wzgó­rzu, bez odzie­dzi­czo­nych mu­rów ani fun­da­men­tów. Kto za tym stał? Kan­dy­da­tów jest kil­ku: ksią­żę Ber­nard świ­dni­cki, je­go brat Bol­ko II zię­bi­cki, al­bo — w wer­sji bar­dziej efek­tow­nej niż praw­do­po­do­bnej — sam Jan Luk­sem­bur­ski. Je­śli rze­czy­wi­ście to on, moż­na uz­nać, że Bar­do mia­ło swój mo­ment mię­dzy­na­ro­do­wy. Krót­ki, ale z roz­ma­chem.

Zasadnicze py­ta­nie brzmi: po co go w ogóle zbu­do­wa­no? I choć od­po­wie­dzi nie znaj­dzie­my ani w do­ku­men­tach, ani w kro­ni­kach, moż­na przy­pusz­czać, że cho­dzi­ło o kon­tro­lę — nad szla­kiem, nad gra­ni­cą, nad sy­tu­acją. Przyj­mu­je się, że głów­nym za­da­niem wa­row­ni by­ło strzec wja­zdu do Pol­ski na trak­cie mię­dzy Pra­gą a Wro­cła­wiem — cel na ty­le isto­tny, by uza­sad­nić bu­do­wę na stro­mym, trud­no do­stęp­nym zbo­czu. Nie­wy­klu­czo­ne, że za­mek peł­nił rów­nież funk­cję ko­mo­ry cel­nej. A je­śli tak, to je­go hi­sto­ria nie by­ła mo­że po­ry­wa­ją­ca, ale z pew­no­ścią do­kład­nie prze­li­czo­na.

REKONSTRUKCJA ZAMKU W XIV WIEKU WG J. SALMA — KOMPAKTOWA TWIERDZA NA TRUDNE CZASY. W ZESTAWIE: JADALNIA, STRAŻNICA I WŁASNA WIEŻA GRATIS

Około po­ło­wy XIV wie­ku obiekt zmie­nił wła­ści­cie­la — być mo­że zo­stał sprze­da­ny, za­sta­wio­ny lub prze­ka­za­ny ja­ko len­no. Śre­dnio­wie­cze mia­ło swo­je spo­so­by na ta­kie trans­ak­cje, cza­sem skom­pli­ko­wa­ne, cza­sem za­ska­ku­ją­co pro­ste, a naj­czę­ściej sła­bo udo­ku­men­to­wa­ne. Tak czy ina­czej, war­ow­nia prze­szła w rę­ce pry­wa­tne, a jej ro­la za­czę­ła stop­nio­wo ma­leć. Kul­mi­na­cją te­go pro­ce­su by­ły woj­ny hu­sy­ckie (1419–1434), w cza­sie któ­rych za­mek zo­stał spa­lo­ny i po­rzu­co­ny — czy na­tych­miast po tych wy­da­rzen­iach, czy do­pie­ro kil­ka­dzie­siąt lat póź­niej, te­go już nikt nie roz­strzy­gnie.

Z WIEŻY ZOSTAŁY TYLKO NOGI. WNIOSKI NA TEMAT GŁOWY TRZEBA SOBIE DOPISAĆ SAMEMU

Kiedy opadł kurz, do akcji wkro­czy­li miesz­kań­cy oko­licz­nych wsi. Po­zba­wio­ny wła­ści­cie­la i sen­su ist­nie­nia za­mek oka­zał się świet­nym źró­dłem dar­mo­we­go ka­mie­nia. To, co oca­la­ło z po­żo­gi, zo­sta­ło więc ro­ze­bra­ne z god­ną po­dzi­wu sku­te­czno­ścią. A po­tem na­de­szło trzę­sie­nie zie­mi. 24 sier­pnia 1598 ro­ku część mu­rów osu­nę­ła się po zbo­czu wzgó­rza i ru­nę­ła do rze­ki, wy­wo­łu­jąc spię­trze­nie wo­dy tak gwał­to­wne, że nie­mal cał­ko­wi­cie za­la­ło po­bli­skie mia­ste­czko.

Zamek, którego nikt nie zdą­żył do­brze opi­sać, osta­tecz­nie sam sie­bie wy­kre­ślił z kra­jo­bra­zu — naj­pierw przez za­po­mnie­nie, po­tem przez ogień, wresz­cie wo­dę. Moż­na po­wie­dzieć, że zni­knął w trzech ak­tach, nie po­zo­sta­wia­jąc po so­bie ani bo­ha­ter­skiej le­gen­dy, ani sen­sow­ne­go pla­nu re­kon­stru­kcji.

DROGA DO ZAMKU PROWADZI PRZEZ WĄWÓZ I KILKA STACJI MĘKI PAŃSKIEJ — JAKBY KU PRZESTRODZE, ŻE ŁATWO NIE BĘDZIE.

OPIS ZAMKU


Warowny zamek wznie­sio­no na roz­le­głej, skal­nej pół­ce gó­ru­ją­cej nad do­li­ną Ny­sy Kłodz­kiej — na wy­so­ko­ści 350 me­trów n.p.m., na zbo­czu wzgó­rza zna­n­ego dziś ja­ko Gó­ra Kal­wa­ria. Miej­sce by­ło do­brze do­bra­ne: z jed­nej stro­ny stra­te­gicz­ne po­ło­że­nie, z dru­giej — cał­kiem nie­zły wi­dok. Dla pew­no­ści, że nikt nie po­dej­dzie zbyt ła­two, od­dzie­lo­no pół­kę od resz­ty sto­ku ro­wem wy­ku­tym w ska­le: głę­bo­kim na 3–6 me­trów i sze­ro­kim na 8–10. Śre­dnio­wie­cze po­tra­fi­ło wy­ko­rzy­stać te­ren z więk­szym wy­czu­ciem niż nie­je­den współ­cze­sny de­we­lo­per.

HIPOTETYCZNA REKONSTRUKCJA ZAMKU — JEŚLI CHOĆ W POŁOWIE WYGLĄDAŁ TAK OKAZALE, TO DZIŚ RUINY MAJĄ SIĘ CZEGO WSTYDZIĆ

Zarys gór­ne­go zam­ku — o po­wierz­chni oko­ło 500 me­trów kwa­dra­to­wych — miał for­mę nie­re­gu­lar­ne­go owa­lu, wy­mu­szo­ną przez te­ren. Ar­chi­te­kci nie mo­gli się roz­wi­nąć w li­niach pro­stych, więc do­sto­so­wa­li się do ska­ły, co dziś na­zwa­li­by­śmy bu­dow­ni­ctwem or­ga­nicz­nym. Ca­łość ota­czał so­lid­ny, ka­mien­ny mur o gru­bo­ści 2,2 me­tra, z bra­mą o sze­ro­ko­ści 1,9 me­tra ulo­ko­wa­ną w po­łu­dnio­wo-wschod­niej czę­ści. Wą­sko, ale wy­star­cza­ją­co — tłu­my i tak nie by­ły tu mi­le wi­dzia­ne.

We wschodniej czę­ści dzie­dziń­ca sta­nę­ła cy­lin­drycz­na wie­ża o ze­wnętrz­nej śre­dni­cy 10 me­trów i pod­sta­wie gru­bo­ści aż 4 me­trów. Co praw­da jej wy­so­kość po­zo­sta­je nie­zna­na, ale są­dząc po tak ma­syw­nych fun­da­men­tach, trud­no uwie­rzyć, że koń­czy­ła się na pier­wszym pię­trze.

FUNDAMENTY ZAMKOWEJ WIEŻY – NIEGDYŚ STRZELAŁA W NIEBO, DZIŚ WCIĄŻ ROBI WRAŻENIE… CHOĆ GŁÓWNIE ŚREDNICĄ

W północno-za­cho­dnim na­roż­ni­ku znaj­do­wa­ły się trzy wol­no sto­ją­ce bu­dyn­ki o funk­cji miesz­kal­nej. Je­den z nich wy­róż­niał się wy­raź­nie ma­syw­niej­szy­mi mu­ra­mi, co mo­że świad­czyć o więk­szej wy­so­ko­ści — mo­żli­we, że peł­nił ro­lę wie­ży miesz­kal­no-obron­nej. Wszyst­kie bu­dyn­ki przy­le­ga­ły do mu­ru ob­wo­do­we­go; przy­pusz­cza się, że mo­gły być po­łą­czo­ne wspól­nym ko­ry­ta­rzem w przy­zie­miu, co uła­twia­ło ko­mu­ni­ka­cję, zwłasz­cza w desz­czu — lub w ra­zie ko­niecz­no­ści uni­ka­nia ko­goś, z kim le­piej nie dzie­lić dzie­dziń­ca.

ZAMEK W BARDZIE NA PLANIE — KONTURY PRZESZŁOŚCI UCHWYCONE MIARĄ I INTUICJĄ

Zamek wznoszono z ma­te­ria­łów do­stęp­nych pod rę­ką: łu­pa­ny pia­sko­wiec, gra­nit, nie­co gab­ra, spa­ja­ne za­pra­wą wa­pien­ną z do­da­tkiem tłucz­nia i pia­sku. So­lid­nie, funk­cjo­nal­nie — bez roz­ma­chu, ale też bez uda­wa­nia, że ma­my do czy­nie­nia z re­zy­den­cją ksią­żę­cą z am­bi­cja­mi ar­ty­stycz­ny­mi.

Około trzydziestu me­trów da­lej, na nie­wiel­kim wy­pła­szcze­niu te­re­nu, znaj­do­wał się plac bu­do­wy. Tam obra­bia­no ka­mień, mie­sza­no za­pra­wę i przy­go­to­wy­wa­no wszyst­ko, co by­ło po­trzeb­ne do wzno­sze­nia mu­rów. Te­ren ten mógł póź­niej peł­nić ro­lę drew­nia­ne­go pod­zam­cza, choć do­wo­dów jest nie­wie­le — ty­le, ile zwy­kle zo­sta­je po tym, co by­ło tym­cza­so­we, ale trwa­ło przez la­ta.

REKONSTRUKCJA ZAMKU W BARDZIE — ZREDUKOWANY DO SKALI, ALE WCIĄŻ Z CHARAKTEREM. MUZEUM ARCHEOLOGICZNE WE WROCŁAWIU

STAN OBECNY


W wyniku prac kon­ser­wa­tor­skich za­mek w Bar­dzie uzy­skał for­mę, któ­rą — z bra­ku lep­sze­go sło­wa — moż­na okre­ślić ja­ko „czy­tel­ną”. Za­cho­wał się frag­ment ob­wo­du mu­rów obron­nych (choć do peł­ne­go ra­czej mu da­le­ko), kil­ka śla­dów za­bu­do­wy miesz­kal­nej ze skle­pie­niem tu i ów­dzie, oraz reszt­ki wie­ży, któ­ra dziś przy­wo­dzi na myśl ra­czej ra­b­atę niż ja­ki­kol­wiek ele­ment for­ty­fi­ka­cji. Ma metr wy­so­ko­ści, ale za to ca­ła jest po­ro­śnię­ta tra­wą — co, w pew­nym świe­tle, moż­na uznać za akt este­ty­czne­go po­je­dna­nia z przy­ro­dą.

TO, CO DZIŚ WYGLĄDA JAK ZAGADKA TERENOWA, TO STARANNIE ZABEZPIECZONE POZOSTAŁOŚCI ZABUDOWY — W WERSJI DLA WYOBRAŹNI

Choć z samej bu­dow­li prze­trwa­ło nie­wie­le, jej fun­da­men­ty wciąż da­ją szan­sę na po­dróż w cza­sie — pod wa­run­kiem, że ma się nie­co wy­obraź­ni i nie ocze­ku­je kom­ple­tne­go ze­sta­wu. Po­ło­żo­ny wy­so­ko, wśród drzew i z da­la od zgieł­ku, za­mek utra­cił swo­je śre­dnio­wiecz­ne funk­cje, ale zy­skał coś, cze­go nie prze­wi­dział ża­den ar­chi­tekt: atmo­sfe­rę. Dziś nie znaj­dziesz tu re­kon­stru­kcji, mul­ti­me­diów, pun­któw ga­stro­no­micz­nych ani ście­żek edu­ka­cyj­nych. Jest za to ci­sza, prze­strzeń i spo­kój — bez ko­lej­ki, bi­le­tu i gło­su z gło­śni­ka.

RUINY, KTÓRE NIE SĄ ATRAKCJĄ — I W TYM WŁAŚNIE ICH UROK
Wstęp na te­ren ru­in jest bez­płat­ny — żad­nych bi­le­tów, żad­nych bra­mek, żad­nych go­dzin otwar­cia. Tyl­ko ścież­ka wśród drzew i tro­chę ci­szy, któ­ra nie ko­sztu­je nic, a da­je wię­cej, niż się spo­dzie­wasz.
Zamek moż­na zwie­dzać tak­że z psem — pod wa­run­kiem, że pies lu­bi dłu­gie i wy­ma­ga­ją­ce spa­ce­ry, a je­go opie­kun nie za­pom­niał o smy­czy.
Brak for­mal­nych prze­ciw­wska­zań dla la­ta­nia dro­nem, choć prak­ty­ka pod­po­wia­da ostroż­ność — gę­sto za­le­sio­ne zbo­cze wzgó­rza sku­tecz­nie znie­chę­ca do po­wietrz­nych akro­ba­cji.

TRASA, KTÓRA ZAMIAST CELU, MA PRZEMIANĘ. I TYLKO DRZEWA PAMIĘTAJĄ, KTO SZEDŁ TĘDY PRZED TOBĄ

DOJAZD


Bardo po­ło­żo­ne jest oko­ło 10 ki­lo­me­trów na pół­noc od Kłodz­ka, przy dro­dze kra­jo­wej nr 8 w kie­run­ku Wro­cła­wia. Ru­iny zam­ku znaj­du­ją się nie­opo­dal sta­cji ko­le­jo­wej Bar­do Głów­ne, na wzgó­rzu zna­nym ja­ko Gó­ra Kal­wa­ria. Po opusz­cze­niu dwor­ca war­to ro­zej­rzeć się za mo­nu­men­tal­nym krzy­żem, gó­ru­ją­cym nad skal­nym ur­wi­skiem — to mniej wię­cej tam trze­ba się kie­ro­wać.

Po kilku mi­nu­tach mar­szu za­czy­na się nie­bie­ski szlak tu­ry­stycz­ny, pro­wa­dzą­cy przez ma­lo­wni­czy wą­wóz, wzdłuż któ­re­go wy­zna­czo­no dro­gę krzy­żo­wą z za­byt­ko­wy­mi ka­plicz­ka­mi. Tra­sa jest spo­koj­na, choć dość stro­ma — i zde­cy­do­wa­nie bar­dziej du­cho­wa niż re­kre­acyj­na.

TABLICZKA, KTÓRA NIE TYLKO WSKAZUJE KIERUNEK, ALE I BUDZI CIEKAWOŚĆ. DRZEWO JĄ CZĘŚCIOWO POŻARŁO, ALE PRZEKAZ POZOSTAŁ CZYTELNY: TĘDY DO ZAMKU

Między VII a VIII sta­cją, na jed­nym z drzew wi­siał — a mo­że wciąż wi­si — nie­po­zor­ny dro­go­wskaz z na­pi­sem „ZA­MEK”. To wła­śnie tam na­le­ży skrę­cić ostro w le­wo i po­dejść jesz­cze oko­ło 100 me­trów pod gó­rę. Wej­ście to kwe­stia 20–25 mi­nut, je­śli tyl­ko kon­tem­pla­cja nie wcią­gnie za bar­dzo, a płu­ca nie za­pro­te­stu­ją zbyt wcze­śnie.

ZAMKI W POBLIŻU


WARTO ZOBACZYĆ


W samym cen­trum Bar­da wzno­si się póź­no­ba­ro­ko­wa Ba­zy­li­ka Na­wie­dze­nia Naj­świę­tszej Ma­rii Pan­ny, zbu­do­wa­na przez cy­ster­sów z Ka­mień­ca Ząb­ko­wi­ckie­go w dru­giej po­ło­wie XVII wie­ku. Wcze­śniej w tym miej­scu sta­ły dwa skrom­niej­sze ko­ścio­ły — „cze­ski” i „nie­mie­cki” — co sa­mo w so­bie mó­wi wie­le o lo­kal­nych ukła­dach.

BAZYLIKA, KTÓRA ŁĄCZYŁA NARODY — PÓŹNOBAROKOWA DUMA BARDA OD CYSTERSÓW Z KAMIEŃCA

Nowa świątynia nie by­ła już skrom­na. Mie­rzy 54 me­try dłu­go­ści, 26 sze­ro­ko­ści i mo­że po­mie­ścić oko­ło pię­ciu ty­się­cy wier­nych, co da­je wy­obra­że­nie nie tyl­ko o roz­ma­chu fun­da­to­rów, ale i o ich prze­ko­na­niu, że war­to przy­go­to­wać się na więk­szy tłum. Z ze­wnątrz ba­zy­li­ka spra­wia wra­że­nie po­wścią­gli­wej, wręcz su­row­ej — ale wy­star­czy wejść do środ­ka, by zmie­nić zda­nie.

TO TYLKO SCHODY. RESZTA DZIEJE SIĘ W ŚRODKU

Wnętrze to pełen roz­ma­chu ba­rok: bo­ga­to rzeź­bio­na am­bo­na, or­ga­ny au­tor­stwa Eber­har­dta z 1759 ro­ku, licz­ne oł­ta­rze i dzie­ła sztu­ki, w tym obra­zy Mi­cha­ła Will­man­na — na­zy­wa­ne­go „ślą­skim Rem­bran­dtem” — umiesz­czo­ne za­rów­no w oł­ta­rzu głów­nym, jak i w oł­ta­rzach bocz­nych.

Najcenniejszym skar­bem po­zo­sta­je jed­nak Cu­dow­na Fi­gur­ką Ma­tki Bo­żej Bar­dzkiej — ro­mań­ska, drew­nia­na rzeź­ba da­to­wa­na na XII wiek, uzna­wa­na za naj­star­szą tego ty­pu na Dol­nym Ślą­sku. Nie­wiel­ka, de­li­ka­tna, a mi­mo to — trwal­sza niż nie­jed­na kro­ni­ka.

ZOSTAWILIŚMY WNĘTRZE WYOBRAŹNI - ŻADNA MATRYCA NIE POKAŻE TYLE, ILE OCZY I SERCE

LITERATURA


  1. L. Kajzer, J. Salm, S. Ko­ło­dziej­ski: Lek­sy­kon zam­ków w Pol­sce, Studio Arta 2009
  2. J. Lodowski: Ba­da­nia, re­kon­stru­kcja i kon­ser­wa­cja re­lik­tów zam­ku ry­cer­skie­go w G. Bar­dzkich k. Bar­da