BYSTRZYCA KŁODZKA

wieża mieszkalno-obronna

WÓJTOWSKA WIEŻA W BYSTRZYCY JEST NAJSTARSZYM ŚLADEM PORZĄDKU W MIEŚCIE, CHOĆ JEJ SYLWETA DAWNO STRACIŁA TON WŁADCZY

DZIEJE WIEŻY


Geneza murowanej sie­dzi­by obron­nej się­ga za­pe­wne lat po 1319 ro­ku, kie­dy Śląsk znaj­do­wał się pod cze­skim pa­no­wa­niem, a tu­tej­sze mia­sta za­czy­na­ły zy­ski­wać na zna­cze­niu. W tym wła­śnie ro­ku król Jan Lu­ksem­bur­ski – wład­ca, któ­ry re­gion ów tra­kto­wał ra­czej ja­ko ar­gu­ment w dy­plo­ma­cji niż przed­miot oso­bi­stej tro­ski – na­dał wój­to­stwo wraz z przy­le­gło­ścia­mi i trze­ma wsia­mi Ja­ku­bo­wi Ru­cke­ro­wi. Przy­wi­lej był za­szczy­tny, lecz nie bez­in­te­re­so­wny: Ru­cker otrzy­mał nie tyl­ko zie­mię, lecz tak­że obo­wią­zek oto­cze­nia mło­de­go jesz­cze mia­sta mu­ra­mi. Był to akt po­li­tycz­nej za­po­bie­gli­wo­ści – mo­nar­cha zy­ski­wał ufor­ty­fi­ko­wa­ny punkt w re­gio­nie, a no­wy wójt… dłu­gą li­stę wy­da­tków.

WIEŻA NA POCZTÓWCE Z POCZĄTKU XX WIEKU, GDZIE SYMETRIA MIĘDZY MIASTEM I RZEKĄ WCIĄŻ POZOSTAJE TRWAŁYM PORZĄDKIEM PEJZAŻU, A NIE JEDYNIE WSPOMNIENIEM

Nakaz był królewski, wy­si­łek już nie, więc w miej­scu, gdzie nie­gdyś sta­ła drew­nia­na straż­ni­ca – za­pew­ne bar­dziej sym­bo­li­czna niż sku­te­czna – za­czę­ła wy­ra­stać wie­ża z praw­dzi­we­go ka­mie­nia. Jej zwar­ta, pro­sta syl­we­ta mia­ła pod­kre­ślać ran­gę mia­sta i po­zy­cję wój­ta – lo­kal­ne­go au­to­ry­te­tu w spra­wach po­rząd­ku i naj­pew­niej rów­nież wła­snych ko­rzy­ści. Nie­ba­wem po­ja­wi­ła się w źród­łach, w la­tach 1416–1417, już ja­ko Thur­me, co wska­zu­je, że peł­ni­ła tak­że funk­cję are­sztu. Śre­dnio­wiecz­na prak­ty­ka nie roz­dzie­la­ła ad­mi­ni­stra­cji od wy­mia­ru spra­wie­dli­wo­ści, dla­te­go wię­zie­nie znaj­do­wa­ło się zwy­kle bli­żej wła­dzy niż pra­wa, dzię­ki cze­mu wy­ro­ki za­pa­da­ły szyb­ko i we wła­ści­wym kie­run­ku.

DAWNA SIEDZIBA WÓJTA WCIĄŻ ZACHOWUJE TEN SAM WYRAZ NIEUCHWYTNEGO PIERWSZEŃSTWA

Gdy nadciągnęły woj­ny hu­sy­ckie, wie­ża prze­szła swój chrzest og­nio­wy – do­słow­nie. Mia­sto pło­nę­ło, da­chy wa­li­ły się jak­by z ul­gą, a kro­ni­ka­rze od­no­to­wa­li, że tyl­ko ta jed­na bu­do­wla opa­rła się cze­skim Ta­bo­ry­tom. Ka­mień prze­trwał to, cze­go lu­dzie nie zdą­ży­li obro­nić, i od­tąd już tyl­ko on miał pa­mięć o daw­nym po­rząd­ku. To, co in­ni na­zwa­li­by cu­dem, moż­na też uznać za do­wód, że Ru­cker, choć za­pew­ne nie­chęt­nie, do­brze wy­peł­nił kró­lew­ski na­kaz.

NA PANORAMIE BYSTRZYCY Z 1739 ROKU WIEŻA WÓJTOWSKA STOI JAK DAWNY URZĘDNIK KTÓRY PRZESTAŁ MIEĆ WŁADZĘ, ALE NADAL PRZYCHODZI DO PRACY

Wiek XVI przyniósł zmia­nę na­stro­jów. Śre­dnio­wie­czna su­ro­wość ustę­po­wa­ła miej­sca re­ne­san­so­wej po­trze­bie po­rząd­ku i pięk­na, na­wet w bu­do­wlach, któ­re pier­wo­tnie po­wsta­ły po to, by bu­dzić re­spekt. Wie­żę prze­bu­do­wa­no więc, na­da­jąc jej for­my bar­dziej har­mo­nij­ne, zgod­ne z du­chem epo­ki, w któ­rej na­wet obro­na mu­sia­ła wy­glą­dać przy­zwo­icie. W 1605 ro­ku obiekt prze­jął gar­ni­zon i od­tąd na­zy­wa­no go Wie­żą Żoł­nier­ską – na­zwa god­na, choć nie­co na wy­rost, bo wię­cej tu pil­no­wa­no po­rząd­ku niż gra­nic.

NA PANORAMIE Z POŁOWY XVIII WIEKU WIEŻA ŻOŁNIERSKA Z BLANKAMI JAK ZĘBY I BRAMA WODNA STOJĄ OBOK SIEBIE JAK SUROWOŚĆ I UPRZEJMOŚĆ TEGO SAMEGO MIASTA

Katastrofa przy­szła w 1767 ro­ku. Po­żar, któ­ry ogar­nął cen­trum mia­sta, oszczę­dził wpraw­dzie mu­ry, lecz ode­brał im daw­ną wy­so­kość – wie­żę obni­żo­no o dwa pię­tra i po­zba­wio­no cech obron­nych. Z twier­dzy sta­ła się miesz­czań­skim do­mem: spo­koj­nym, prze­wi­dy­­wal­nym i po­zba­wio­nym he­ro­izmu. W ko­lej­nych stu­le­ciach prze­kształ­ca­no i za­sła­nia­no ją tak dłu­go, aż stra­ci­ła swój pier­wo­tny cha­ra­kter – nie ty­le prze­bu­do­wa­na, co oswo­jo­na do gra­nic wsty­du, w koń­cu zla­ła się z bez­kształ­tną za­bu­do­wą prze­ło­mu XIX i XX wie­ku.

ZDAJE SIĘ, ŻE WIEŻA WÓJTOWSKA NIE RUNĘŁA TYLKO DLATEGO, ŻE NIE WYPADA — CHOĆ PATRZĄC NA NIĄ, TRUDNO UWIERZYĆ, ŻE TO WCIĄŻ ARCHITEKTURA, NIE KAPITULACJA

Przez stulecia By­strzy­ca Kłodz­ka no­si­ła po­nad dwa­dzie­ścia nazw, co jak na jed­no mia­sto jest wy­ni­kiem god­nym kro­ni­ki, a mo­że i dia­gno­zy. Pier­wsza udo­ku­men­to­wa­na for­ma, Ha­wel­swerd (1310), w cią­gu XIV wie­ku prze­cho­dzi­ła ko­lej­ne me­ta­mor­fo­zy: Ha­bel­swer­de, Hawl­swer­da, Ha­wil­zwerd i kil­ka in­nych, któ­re róż­ni­ły się głów­nie po­mył­ka­mi w za­pi­sie. W 1397 ro­ku wszyst­ko wró­ci­ło do pun­ktu wyj­ścia, co za­pew­ne uzna­no za suk­ces ad­mi­ni­stra­cyj­ny.

WIEŻA WÓJTOWSKA W PANORAMIE MIASTA Z POCZĄTKU XX WIEKU — JESZCZE NIE RUINA, ALE JUŻ WSPOMNIENIE AUTORYTETU

Od XV wieku nazwa doj­rze­wa­ła jak do­bre wi­no – im star­sza, tym dłuż­sza. Po­ja­wia­ły się więc: Ha­bel­swerdt (1423), Ha­bi­lswer­de (1436), Ha­bel­su­erdt (1549), Ha­bel­swerth (1748), aż wresz­cie – w wer­sji koń­co­wej i naj­bar­dziej dźwięcz­nej – Ha­bel­schwerdt, obo­wią­zu­ją­ca do 1945 ro­ku. Po woj­nie, zgod­nie z no­wym po­rząd­kiem, Niem­cy wy­je­cha­li, a na­zwy upro­szczo­no. Tak po­wsta­ła By­strzy­ca, do któ­rej wkrót­ce do­da­no przy­do­mek Kłodz­ka, że­by nikt nie miał wąt­pli­wo­ści, o któ­rą cho­dzi.

KAMIENICE PRZYTULONE DO WIEŻY WYGLĄDAJĄ, JAKBY SZUKAŁY OPIEKI, A WISZĄCE PRANIE DODAWAŁO SCENIE SZCZEROŚCI, KTÓREJ NIE POWSTYDZIŁBY SIĘ NAWET MALARZ REALISTA

OPIS WIEŻY


Wieżę zbudowano na nie­wiel­kim wy­nie­sie­niu oto­czo­nym fo­są, w obrę­bie miej­skich mu­rów. Od pół­no­cy przy­le­ga­ła do za­bu­do­wy mia­sta, od po­łu­dnia i wscho­du gra­ni­czy­ła z wo­da­mi By­strzy­cy i Ny­sy Kłodz­kiej – na­tu­ral­ny­mi sprzy­mie­rzeń­ca­mi wój­ta w spra­wach obro­ny i hi­gie­ny. Mia­ła ona plan zbli­żo­ny do kwa­dra­tu o bo­kach 22 na 23 me­try i wy­so­kość oko­ło 25 me­trów, co czy­ni­ło ją jed­nym z tych bu­dyn­ków, któ­rych nie da­ło się nie za­uwa­żyć – choć wie­lu pew­nie pró­bo­wa­ło. W piw­ni­cach wy­ku­tych w ska­li­stym pod­ło­żu prze­cho­wy­wa­no za­pew­ne to, co w da­nym mo­men­cie uzna­wa­no za naj­cen­niej­sze: żyw­ność, broń lub więź­niów, za­leż­nie od sy­tu­acji i na­stro­ju wła­dzy.

REKONSTRUKCJA WÓJTOSTWA Z POŁOWY XIV WIEKU – WIARYGODNA NA TYLE, BY WIERZYĆ, I WYMYŚLONA NA TYLE, BY CHCIEĆ WIERZYĆ

W XVI wieku wieżę do­sto­so­wa­no do no­wych gu­stów: zre­zy­gno­wa­no z go­ty­ckiej su­ro­wo­ści, do­da­no pro­po­rcje i otwo­ry okien­ne, któ­re mia­ły wpu­ścić tro­chę świa­tła w miej­sca, gdzie wcze­śniej do­mi­no­wa­ła prak­ty­czność. O za­kre­sie prze­bu­do­wy źró­dła mil­czą, co sa­mo w so­bie by­wa naj­star­szą z tra­dy­cji bu­do­wla­nych – im mniej wia­do­mo, tym spo­koj­niej moż­na mó­wić, że wszy­stko prze­bie­gło zgod­nie z pla­nem.

PRZEDWOJENNA POCZTÓWKA UKAZUJĄCA PÓŁNOCNE WEJŚCIE DO WIEŻY WÓJTOWSKIEJ, KTÓRE STRACIŁO SUROWOŚĆ I ZYSKAŁO SPOKÓJ — NIEKTÓRE MURY PO PROSTU UCZĄ SIĘ POKORY

Obok wieży w skład oto­czo­ne­go fo­są wój­to­stwa wcho­dził dom zwa­ny Hau­se vor dem Tur­me, a da­lej dru­gi bu­dy­nek, Som­mer­hau­se, po­ło­żo­ny od stro­ny ryn­ku. Ca­łość uzu­peł­niał ogród oraz staj­nie po­ni­żej za­bu­do­wań – nie­wiel­kie pań­stwo w mi­nia­tu­rze, z wła­dzą, ogro­dem i obo­wiąz­ko­wym za­pa­chem ko­ni.

SCHEMAT OBWAROWAŃ BYSTRZYCY: 1 – KOŚCIÓŁ ŚW. MICHAŁA, 2 – KOŚCIÓŁ EWANGELICKI, 3 – RATUSZ, 4 – BRAMA WODNA Z WIEŻĄ WÓJTOWSKĄ, 5 – BRAMA KŁODZKA, 6 – WIEŻA RYCERSKA. KIEDYŚ NA TYCH WSPÓŁRZĘDNYCH OPIERAŁ SIĘ CAŁY RYTM MIASTA.

STAN OBECNY


Przyglądając się dziś daw­nej sie­dzi­bie wój­ta, trud­no do­pa­trzyć się w niej cze­go­kol­wiek obron­ne­go, ba – trud­no w ogó­le uwie­rzyć, że to za­by­tek. Prze­bu­do­wy­wa­na ty­le ra­zy, ile zmie­nia­ły się gu­sta i wła­ści­cie­le, za­mie­ni­ła się w zwy­czaj­ną ka­mie­ni­cę czyn­szo­wą, nie róż­nią­cą się od dzie­sią­tek in­nych w obrę­bie Sta­rów­ki. Do­pie­ro od stro­ny po­łu­dnio­wej zdra­dza coś z daw­nej du­my – tam jesz­cze gó­ru­je nad są­sied­ni­mi bu­dyn­ka­mi, jak­by pró­bo­wa­ła przy­po­mnieć, kim by­ła, za­nim przy­szło jej za­mie­szkać w epo­ce tyn­ków.

WIDOK OD POŁUDNIA, GDZIE WIEŻA WÓJTOWSKA WCIĄŻ UDZIELA SIĘ W PANORAMIE, CHOĆ JUŻ NIE W ŻYCIU MIASTA

Dziś gmach jest za­nie­dba­ny: od­pa­da­ją­ca ele­wa­cja i prze­gni­ły tynk spra­wia­ją, że ra­czej wzbu­dza współ­czu­cie niż cie­ka­wość. Wnę­trza nie pre­zen­tu­ją się le­piej – ciem­ne ko­ry­ta­rze i za­pach wil­go­ci sku­te­cznie znie­chę­ca­ją do zwie­dza­nia. Po­zo­sta­łe po­mie­szcze­nia zaj­mu­ją pry­wa­tne mie­szka­nia, dzię­ki cze­mu hi­sto­ria bu­dyn­ku ma wre­szcie kon­takt z ży­ciem co­dzien­nym, choć chy­ba nie o ta­kim kon­ta­kcie ma­rzy­ła.

ROMANTYZM DAWNEJ CHWAŁY ZAMIENIŁ SIĘ W REALIZM CZYNSZÓWKI

Bystrzyca Kłodzka do dziś za­cho­wa­ła nie­mal nie­na­ru­szo­ny układ ur­ba­ni­sty­czny z cza­sów śre­dnio­wie­cza, na­le­żąc do gro­na naj­cie­kaw­szych ze­spo­łów sta­ro­miej­skich Dol­ne­go Ślą­ska. Szcze­gól­ne wra­że­nie ro­bi ta­ra­so­wa za­bu­do­wa po­łu­dnio­wych sto­ków – uni­ka­to­wa w ska­li kra­ju pa­no­ra­ma wą­skich uli­czek i za­uł­ków, któ­re łą­czą oko­li­ce ryn­ku z do­li­na­mi By­strzy­cy i Ny­sy Kłodz­kiej. Nie­któ­re z nich wio­dą po ka­mien­nych stop­niach tak stro­mych, że spa­cer w dół przy­po­mi­na ra­czej de­cy­zję niż przy­jem­ność.

PATRZĄC NA TEN WIDOK SPRZED WOJNY TRUDNO OPRZEĆ SIĘ WRAŻENIU ŻE BYSTRZYCA NIE TYLE TRWA, CO CELOWO ZWLEKA ZE ZMIANĄ EPOKI

Z tego powodu miasto by­wa na­zy­wa­ne, nie­co na wy­rost, pol­ską To­ska­nią – okre­śle­niem ty­leż po­chleb­nym, co nie­be­zpie­cznym, bo su­ge­ru­je słoń­ce tam, gdzie czę­ściej by­wa mgła. Nie­ste­ty, pięk­no te­go miej­sca wciąż cze­ka na od­kry­cie, zwła­szcza przez sa­mych miesz­kań­ców, bo stan wie­lu za­by­tków po­zo­sta­je – mó­wiąc oględ­nie – śre­dnio­wie­czny nie tyl­ko z po­cho­dze­nia.

DZIŚ BYSTRZYCA NADAL ZWLEKA ZE ZMIANĄ EPOKI, ALE ZAMIŁOWANIE DO PRZESZŁOŚCI ZAMIENIŁO SIĘ W OBOJĘTNOŚĆ, KTÓRA ŁUSZCZY SIĘ NA TYNKACH (NA SZCZĘŚCIE NIE WSZĘDZIE)

DOJAZD


Wieża stoi w po­łu­dnio­wo-za­cho­dniej czę­ści hi­sto­ry­czne­go Sta­re­go Mia­sta, tuż obok Ryn­ku. Z tej per­spe­kty­wy trud­no ją do­strzec – zbyt do­brze wto­pi­ła się w oto­cze­nie, jak­by sa­ma nie chcia­ła przy­po­mi­nać, że ma sie­dem­set lat. O jej obec­no­ści in­for­mu­je skrom­na ta­bli­czka, któ­rej ro­la w pra­kty­ce spro­wa­dza się do tłu­ma­cze­nia, dla­cze­go ktoś wła­śnie pa­trzy na zwy­kłą ka­mie­ni­cę. Tuż obok wzno­si się Bra­ma Wod­na, roz­po­zna­wal­na po kre­ne­la­żu – jed­nym z osta­tnich, któ­re w By­strzy­cy peł­nią jesz­cze funk­cję ozdo­by, a nie pro­ble­mu kon­ser­wa­tor­skie­go.

BRAMA WODNA, MŁODSZA I ŁAGODNIEJSZA SIOTRA WIEŻY WÓJTOWSKIEJ, WCIĄŻ UŚMIECHA SIĘ ZĘBAMI KRENELAŻU

ZAMKI W POBLIŻU


LITERATURA


  1. M. Chorowska: Re­zy­den­cje śre­dnio­wie­czne na Ślą­sku, OFPWW 2003