BOLKÓW

ruina zamku książąt piastowskich

ZAMEK W BOLKOWIE – TU NIE MA WI-FI, ALE JEST ZASIĘG ŚREDNIOWIECZA

DZIEJE ZAMKU


W pierwszej połowie XIII stu­le­cia, gdy ksią­żę­ta pia­stow­scy chęt­nie za­zna­cza­li swo­ją obec­ność no­wy­mi wa­ro­wnia­mi, w Bol­ko­wie sta­nął za­mek, któ­re­go mu­ry mia­ły prze­trwać dłu­żej niż nie­je­den po­li­ty­czny układ. Je­go bu­do­wę przy­pi­su­je się Bo­le­sła­wo­wi Ły­se­mu, w kro­ni­kach zwa­ne­mu Ro­gat­ką (zm. 1278), za­pew­ne nie na pa­miąt­kę he­ral­dycz­nych ozdob­ni­ków, lecz dla­te­go, że je­go po­ryw­czy cha­rak­ter aż pro­sił się o przy­do­mek z ostry­mi kra­wę­dzia­mi.

ZAMEK W BOLKOWIE – Z DROGI DO PŁONINY WYGLĄDA, JAKBY SIEDZIAŁ NA TRONIE Z DRZEW I CZEKAŁ NA PUBLICZNOŚĆ

Po latach pałeczkę – a ra­czej klu­cze do bra­my – prze­jął je­go syn, Bol­ko I Su­ro­wy (zm. 1301), wład­ca, któ­re­go przy­do­mek su­ge­ro­wał, że w au­dien­cjach le­piej li­czyć na rze­czo­we ar­gu­men­ty niż na ser­de­czny uśmiech go­spo­da­rza. To on wzmo­cnił mu­ry i do­dał no­we skrzy­dła, za­mie­nia­jąc za­mek w jed­no­cze­śnie so­lid­ną twier­dzę i czy­tel­ny ma­ni­fest po­li­tycz­nych am­bi­cji, któ­ry w XIV-wiecz­nym Ślą­sku od­czy­ty­wa­no bez tru­du.

HIPOTETYCZNA WIZUALIZACJA ZAMKU ZA CZASÓW PIASTÓW ŚLĄSKICH – KAMIEŃ, DREWNO I CHARAKTER TWARDY JAK MIECZ WŁAŚCICIELI

Czasy Ber­nar­da Świ­dni­ckie­go (zm. 1326) i je­go sy­na Bol­ka II Ma­łe­go (zm. 1368) otwo­rzy­ły dla zam­ku no­wy roz­dział roz­bu­do­wy. Po­więk­szo­no część miesz­kal­ną, a bra­mę uno­wo­cze­śnio­no tak, by po­tra­fi­ła jed­no­cze­śnie ol­śnić so­jusz­ni­ków i sku­tecz­nie od­pra­wić nie­pro­szo­nych go­ści. Nad ca­ło­ścią czu­wa­li bur­gra­bio­wie – Hans von Lo­gau i Gott­sche II Schoff z Choj­ni­ka – urzęd­ni­cy o sta­lo­wych ner­wach i wy­czu­ciu tak­ty­ki, któ­rzy w rów­nym stop­niu mu­sie­li umieć li­czyć po­dat­ki, jak i zbli­ża­ją­cych się zbroj­nych; w śre­dnio­wie­czu bo­wiem obie te umie­jęt­no­ści de­cy­do­wa­ły o tym, kto opu­ści za­mek w glo­rii, a kto w po­śpie­chu.

BOLKÓW WZYWA – PRZEKROCZ PRÓG I PRZYGOTUJ SIĘ NA OSTRZAŁ WRAŻEŃ

Rok 1353 przyniósł za­ska­ku­ją­cy ruch na kró­lew­skiej sza­cho­wni­cy: Bol­ko II prze­ka­zał swe wło­ści bra­ta­ni­cy An­nie (zm. 1362), świe­żo po­ślu­bio­nej kró­lo­wi Czech, Ka­ro­lo­wi IV (zm. 1378). Ofi­cjal­nie był to gest ro­dzin­ny, lecz w świe­cie wład­ców uczu­cia rzad­ko po­dró­żu­ją sa­mo­tnie – zwy­kle to­wa­rzy­szy im do­brze skal­ku­lo­wa­ny ra­chu­nek po­li­tycz­ny. Osta­tecz­ne przej­ście zam­ku Bol­ken­hein wraz z księ­stwem ja­wor­skim pod ko­ro­nę cze­ską na­stą­pi­ło do­pie­ro po śmier­ci wdo­wy po Bol­ku - księż­nej Ag­nie­szki Hab­sbur­żan­ki (Ag­nes de Au­stria, zm. 1392), co zam­knę­ło pe­wien roz­dział w hi­sto­rii twier­dzy, ale by­naj­mniej nie za­trzy­ma­ło gry o jej mu­ry.

DRZEWO GENEALOGICZNE PIASTÓW – BARWNY FRAGMENT EKSPOZYCJI ZAMKOWEJ, GDZIE HISTORIA ROŚNIE NA GAŁĘZIACH I ZAKWITA HERBAMI
Nazwa Bolkowa pochodzi od imie­nia Bol­ko – sta­ro­pol­skie­go de­ry­wa­tu sło­wiań­skie­go Bo­le­sław, imie­nia szcze­gól­nie po­pu­lar­ne­go w dy­na­stii Pia­stów. Naj­pew­niej upa­mięt­nia ona księ­cia Bol­ka I Su­ro­we­go (zm. 1301), wład­cę księ­stwa ja­wor­skie­go, któ­ry roz­bu­do­wał wznie­sio­ny przez oj­ca za­mek obron­ny.

W źródłach śre­dnio­wiecz­nych miej­sco­wość za­pi­sy­wa­no roz­ma­icie: Hain (1195), Bo­le­slaus in Hayn (1276) oraz Bol­ken­hain (1295). W 1750 na­zwa Bol­ken­hain tra­fi­ła na­wet do za­rzą­dze­nia Fry­de­ry­ka II , wy­da­ne­go po pol­sku dla miesz­kań­ców Ślą­ska – do­wód na to, że na­wet pru­ski mo­nar­cha po­tra­fił oka­zać lin­gwi­sty­czną uprzej­mość, je­śli wy­ma­ga­ła te­go po­li­ty­ka. W 1896 za­rów­no Bol­ków, jak i Bol­ken­hain tra­fi­ły do twór­czo­ści Kon­stan­te­go Dam­ro­ta , a więc i na kar­ty li­te­ra­tu­ry.

Słownik geograficzny Kró­le­stwa Pol­skie­go z prze­ło­mu XIX i XX wie­ku po­da­je pol­skie na­zwy Bol­ko­wi­ce i Bo­le­sła­wi­ce, obok nie­mie­ckiej for­my Bol­ken­hain. Jak wi­dać, na­zwa zmie­nia­ła się wraz z ję­zy­kiem wład­ców, ale sam za­mek trwał nie­wzru­szo­ny – za­pew­ne z lek­kim po­li­to­wa­niem wo­bec ca­łej tej orto­gra­ficz­no-po­li­tycz­nej gim­na­sty­ki.

PLAN MIASTA BOLKÓW – JAKBY KTOŚ ROZSYPAŁ TROCHĘ HISTORII, TROCHĘ FANTAZJI I NARYSOWAŁ Z TEGO MAPĘ

W czasach pia­stow­skich za­mek w Bol­ko­wie ucho­dził za twier­dzę, któ­rej mu­ry po­tra­fi­ły ode­przeć nie­jed­ną am­bi­cję. Prze­ko­nał się o tym król Czech Jan Luk­sem­bur­ski (zm. 1346) – i to dwu­krot­nie. W 1331 ro­ku nad­ciąg­nął z woj­skiem, by we­sprzeć Krzy­ża­ków w woj­nie z Wła­dy­sła­wem Ło­kiet­kiem (zm. 1333), lecz zde­rze­nie z bol­kow­ską obro­ną przy­nio­sło mu wię­cej fru­stra­cji niż chwa­ły. Czter­na­ście lat póź­niej po­wró­cił, tym ra­zem z za­mia­rem pod­po­rząd­ko­wa­nia so­bie księ­stwa świd­ni­cko-ja­wor­skie­go, jed­nak i ta wy­pra­wa skoń­czy­ła się od­wro­tem ku Pra­dze – bez tro­fe­ów, za to z pew­no­ścią, że Bol­ków na­le­ży do tych miejsc, któ­re po­tra­fią uświa­do­mić na­wet ko­ro­no­wa­nej gło­wie, iż nie każ­dy za­mek kła­nia się przed kró­lem.

MALOWANA POCZTÓWKA Z POCZĄTKU XX WIEKU – ZAMEK W BOLKOWIE JAK STRAŻNIK BAJKOWEGO MIASTA, GDZIE CZAS PŁYNIE WOLNIEJ, A ULICZKI SZEPCZĄ HISTORIE SPRZED WIEKÓW

Rok 1444 okazał się dla Bol­ko­wa pró­bą, w któ­rej mia­sto po­le­gło, a za­mek – prze­trwał. Hu­sy­ci Husytyzm – ruch religijny i polityczny zapoczątkowany przez Jana Husa, którego zwolennicy w 1417 ogłosili Cztery artykuły praskie w których domagali się m.in. sekularyzacji dóbr kościelnych i komunii pod dwiema postaciami. Po 1415 roku, gdy stany czeskie wyraziły publicznie swój protest wobec spalenia na stosie Jana Husa, przybrał formę ruchu politycznego, stał się powodem rewolty w Czechach, a następnie obronnych wojen husyckich. wraz ze sprzy­mie­rzeń­ca­mi wda­rli się do gro­du, złu­pi­li go i pod­pa­li­li, jak­by chcie­li za­pi­sać swo­ją obec­ność w hi­sto­rii nie atra­men­tem, lecz pło­mie­niem. Twier­dza jed­nak opar­ła się ich wy­sił­kom, a jej mil­czą­ce mu­ry zda­wa­ły się mó­wić, że nie wszyst­ko da się zdo­być, na­wet z po­chod­nią w dło­ni. Na­ocz­ny świa­dek tych wy­da­rzeń, Mar­cin z Bol­ko­wa, utrwa­lił je w swych za­pi­skach, po­zo­sta­wia­jąc po­tom­nym obraz mia­sta w po­pio­łach i zam­ku, któ­ry – ni­czym wy­rzut su­mie­nia – gó­ro­wał nad klę­ską na­pa­stni­ków.

ŚNIEG MU NIE STRASZNY, BO STAŁ TU NA MROZIE JUŻ KILKASET ZIM
Je­den Hen­ryk z Czer­nej prze­czu­wał, że bę­dą (hu­sy­ci) szli na Bol­ków, i kie­dy tak się sta­ło, wów­czas po­słał goń­ca na ko­niu do Bol­ko­wa, ka­zał o tym oznaj­mić bur­mi­strzo­wi i pro­sił, aby ten wy­sta­wił sil­ne war­ty, gdy otrzy­ma pew­ną wieść, że Cze­si i nie­przy­ja­cie­le wtar­gnę­li do kra­ju w kie­run­ku Bol­ko­wa. Bur­mistrz po­słał ostrze­że­nie po wio­skach. Ale że czuj­ki mia­sta nie by­ły do­brze roz­sta­wio­ne i spra­wio­ne, a wia­do­mość od Hen­ry­ka z Czer­nej przy­szła wie­czór, wczas rano opa­dli nie­przy­ja­cie­le mury, o świ­cie - gdyż przy­szli na czas, wie­czo­rem - oto­czy­li mia­sto ukry­wa­jąc się za gó­ra­mi i grzbie­ta­mi skal­ny­mi.

W nocy po­sła­li bez prze­szkód dra­bi­ny. Dra­bi­ny by­ły cał­kiem krót­kie, o czter­dzie­stu szcze­blach, [...] le­d­wie wy­star­czy­ły dla mu­rów, ale pierw­sza część dra­bi­ny mia­ła z przo­du kół­ko albo tarcz­kę. Gdy się to przy­ło­ży­ło do muru, to (po­py­cha­ne) je­cha­ło po mu­rze bez opo­ru. Dra­bi­ny, a ra­czej ich czę­ści by­ły tak zmyśl­nie wy­ko­na­ne, że jed­na wcho­dzi­ła w dru­gą i jed­na część by­ła z dru­gą łą­czo­na że­la­zną oko­wą, co by­ło wy­so­ce pod­stęp­ne i w naj­wyż­szym stop­niu zło­śli­we. Dra­bi­ny by­ły tak sze­ro­kie, że mo­gli obok sie­bie wcho­dzić dwaj na­raz. Gdy we­szli na mur, nie zna­leź­li zej­ścia do mia­sta, mu­sie­li więc czoł­gać się po mu­rze lub su­nąć się, leźć na czwo­ra­kach du­ży ka­wał, aż do­tar­li do basz­ty, gdzie zna­leź­li scho­dy, i tak nie­ste­ty do­sta­li się do mia­sta. A gdy ich już we­szło wie­lu, wów­czas za­czę­li krzy­czeć i ha­ła­so­wać jak dia­bli oraz trą­bić...

BOMBARDA Z XV WIEKU – KIEDYŚ NAJGORĘTSZY GADŻET OBLĘŻENIOWY, DZIŚ SPOKOJNA PENSJONISTKA W MUZEUM

Dopiero w 1463 roku bol­kow­ska wa­ro­wnia po raz pier­wszy ustą­pi­ła na­po­ro­wi, gdy woj­ska kró­la Czech Je­rze­go z Po­die­bra­dów (zm. 1471) prze­ła­ma­ły jej obro­nę. No­wo mia­no­wa­ny bur­gra­bia Burgrabia - urzędnik w zamkach i miastach średniowiecznych Niemiec, pełniący funkcje sądownicze i wojskowe , Hans von Tschirn, szyb­ko zy­skał roz­głos – nie dzię­ki ta­len­to­wi do za­rzą­dza­nia, lecz za­mi­ło­wa­niu do pry­wat­nych kam­pa­nii ra­bun­ko­wych, w trak­cie któ­rych trak­to­wał oko­licz­ne zie­mie jak wła­sny spich­lerz i skar­biec. Kup­cy tra­ci­li to­wa­ry, chło­pi za­pa­sy, a są­sie­dzi – cier­pli­wość. W 1468 ro­ku miesz­cza­nie Wro­cła­wia i Świ­dni­cy, ma­jąc już dość za­rów­no strat, jak i ro­sną­cej bez­czel­no­ści za­rząd­cy, poj­ma­li go, a rok póź­niej pu­blicz­nie po­wie­si­li, na­da­jąc ca­łe­mu wy­da­rze­niu cha­rak­ter bar­dziej dy­da­ktycz­ny niż ce­re­mo­nial­ny. Jak od­no­to­wa­ły do­ku­men­ty, wśród świad­ków eg­ze­ku­cji zna­lazł się Ernst Cze­de­litcz de Bul­ken­hayn – za­pew­ne nie po to, by się za­ba­wić, lecz by po­twier­dzić, że spra­wie­dli­wość po­tra­fi być rów­nie wi­do­wi­sko­wa jak sam roz­bój.

POCZTÓWKA Z LAT 20 XX WIEKU, GDZIE ZACHODNIE SŁOŃCE ROBI ZAMKOWI PORTRET BEZ PYTANIA GO O ZGODĘ

Pod rządami króla Wę­gier Ma­cie­ja Kor­wi­na (zm. 1490) bol­kow­ska twier­dza trwa­ła nie­wzru­sze­nie, jak­by bu­rze hi­sto­rii, woj­ny i po­li­tycz­ne za­wi­ro­wa­nia wo­la­ły omi­jać jej mu­ry, szu­ka­jąc ła­twiej­szych ce­lów. Ten dłu­gi okres spo­ko­ju za­koń­czył się w 1493 ro­ku, kie­dy po sze­ścio­ty­go­dnio­wym oblę­że­niu ksią­żę cie­szyń­ski Ka­zi­mierz (zm. 1528) prze­ła­mał jej obro­nę i wkro­czył do zam­ku, któ­ry przez po­ko­le­nia ucho­dził za nie­zdo­by­ty. Zwy­cię­stwo jed­nak nie przy­nio­sło mu wła­da­nia na dłu­gie la­ta — zgod­nie z za­sa­da­mi feu­dal­nej lo­jal­no­ści i kal­ku­la­cji po­li­tycz­nej prze­ka­zał twier­dzę swe­mu zwierz­chni­ko­wi, kró­lo­wi Czech Wła­dy­sła­wo­wi Ja­giel­lo­ńczy­ko­wi (zm. 1516). Ten, kie­ru­jąc się wła­snym ra­chun­kiem ko­rzy­ści, od­dał ją w za­staw Fa­bia­no­wi von Tschir­na, a więc w pra­kty­ce wy­mie­nił po­tęż­ne mu­ry na do­ku­ment z pie­czę­cią, do­wo­dząc, że wła­dza nad zam­kiem mo­że przejść z rąk do rąk nie tyl­ko przy hu­ku ar­mat, ale i przy skrzy­pnię­ciu gę­sie­go pió­ra.

PANORAMA BOLKOWA Z POCZĄTKU XIX WIEKU NA RYCINIE CARLA FRIEDRICHA STUCKARTA – MIASTO JAK Z OBRAZU BAJKI, GDZIE MURY I DACHY UKŁADAJĄ SIĘ W ŚREDNIOWIECZNĄ MELODIĘ

W 1506 roku w Bol­ko­wie wy­buchł za­targ mię­dzy miesz­kań­ca­mi a kró­lew­skim za­rząd­cą Mi­cha­łem von Tschir­na, któ­re­go me­to­dy rzą­dze­nia przy­po­mi­na­ły ra­czej oblę­że­nie wła­sne­go mia­sta niż tro­skę o je­go roz­wój. Spra­wa za­koń­czy­ła się in­ter­wen­cją sa­me­go mo­nar­chy, któ­ry pod groź­bą su­ro­wych kar — fi­nan­so­wych i cie­le­snych — przy­po­mniał bun­to­wni­kom, że lo­jal­ność wo­bec na­miest­ni­ka jest obo­wią­zkiem rów­nie twar­dym jak ka­mień, z któ­re­go zbu­do­wa­no ich za­mek. Nie­dłu­go po­tem twier­dza zmie­ni­ła wła­ści­cie­la: za 3200 gul­de­nów w do­ży­wo­tnie po­sia­da­nie prze­jął ją bi­skup wro­cław­ski Ja­kob von Sal­za (zm. 1539), zo­bo­wią­zu­jąc się wo­bec kró­la Fer­dy­nan­da I do roz­bu­do­wy jej obro­ny. Za­da­nie po­wie­rzył lom­bar­dzkie­mu mi­strzo­wi Ja­ko­bo­wi Parr (zm. 1575), któ­ry roz­po­czął pra­ce tak, by uczy­nić wa­ro­wnię nie tyl­ko od­po­rną na dzia­ła, ale i jed­no­zna­czną w prze­ka­zie — w Bol­ko­wie gra­ni­ce wszel­kiej dy­sku­sji wy­zna­cza­ła gru­bość mu­ru.

SCENA PASTORALNA Z KOZAMI, KTÓRE WYGLĄDAJĄ JAKBY DOSTAŁY ROLĘ DRUGOPLANOWĄ, ALE SKRADŁY SHOW – LUDWIG RICHTER, POCZĄTEK XIX WIEKU

Z królewskiej inicjatywy bol­kow­ską wa­ro­wnię do­sto­so­wa­no do wy­mo­gów no­wej epo­ki wo­jen­nej, w któ­rej o wy­ni­ku roz­mów de­cy­do­wał ra­czej ka­li­ber dzia­ła niż fi­ne­zja ar­gu­men­tu. Oto­czo­no ją pier­ście­niem niż­szych mu­rów obron­nych z otwo­ra­mi strzel­ni­czy­mi, wzmoc­nio­nych miej­ski­mi ba­stio­na­mi o ide­al­nie okrąg­łych kształ­tach – ge­ome­trycz­ną ele­gan­cją w służ­bie mi­li­tar­nej pre­cy­zji. Rów­no­cze­śnie bu­dyn­ki miesz­kal­ne prze­szły me­ta­mor­fo­zę: ar­ka­do­we kruż­gan­ki, zwień­cze­nia w for­mie ja­skół­czych ogo­nów i pół­ko­li zdra­dza­ły, że ka­mień po­tra­fi no­sić wło­ską mo­dę z nie mniej­szym wdzię­kiem niż to­skań­skie pa­ła­ce. Pra­ce trwa­ły aż do 1596 ro­ku, kie­dy to po­wstał im­po­nu­ją­cy ze­spół o po­wierz­chni sie­dmiu ty­się­cy me­trów kwa­dra­to­wych, je­den z naj­więk­szych na Ślą­sku.

REKONSTRUKCJA ZAMKU Z KOŃCA XVI WIEKU. MURY I BASTIONY WYTYCZAŁY GRANICE SIŁY, A JASKÓŁCZE OGONY I OGRODY WYTYCZAŁY GRANICE SMAKU – ZBROJNA TWIERDZA O TWARZY DWORSKIEJ.

WIZUALIZACJA STANOWI FRAGMENT EKSPOZYCJI ZAMKU W BOLKOWIE

Po śmierci bi­sku­pa Ja­ko­ba von Sal­za do­bra prze­szły w rę­ce je­go ro­dzi­ny ja­ko len­no, aż w 1570 roku no­wym wła­ści­cie­lem zo­stał Mat­thias von Lo­gau (zm. 1597). Nie na­cie­szył się on jed­nak dłu­go tym za­szczy­tem – w 1599 ro­ku ma­ją­tek wraz z zam­kiem prze­szedł w rę­ce Ja­ko­ba von Zed­litza z po­bli­skiej Pło­ni­ny, co w kro­ni­kach za­pi­sa­no bez fan­far, jak­by po­do­bne tran­sfe­ry by­ły na Ślą­sku co­dzien­no­ścią. W mię­dzy­cza­sie mia­sto na­wie­dzi­ło trzę­sie­nie zie­mi: wa­li­ły się ko­mi­ny jak ko­stki do­mi­na, lecz za­mek, jak na wa­ro­wnię przy­sta­ło, je­dy­nie uniósł brew w ge­ście ka­mien­nej obo­ję­tno­ści.

ADOLF MENZEL OK. 1840 ROKU – KAMIENNA TWIERDZA NA WZGÓRZU, A NA PRZEDNIM PLANIE SZOPA, KTÓRA WYGLĄDA JAKBY CHCIAŁA POWIEDZIEĆ „TEŻ JESTEM WAŻNA”

Podczas wojny trzy­dzie­sto­let­niej Bol­ków dwu­krot­nie, w krót­kim od­stę­pie cza­su, mu­siał sta­wić czo­ła szwedz­kim woj­skom, któ­re naj­wy­raź­niej uzna­ły, że mu­ry mia­sta bę­dą ła­twiej­szym ce­lem niż ce­sar­skie ar­mie w po­lu. Pier­wsze oblę­że­nie roz­po­czę­ło się 23 sier­pnia 1640 ro­ku i po­cząt­ko­wo wy­glą­da­ło obie­cu­ją­co dla na­pa­stni­ków, bo w twier­dzy znaj­do­wa­ło się za­le­dwie osiem­dzie­się­ciu męż­czyzn zdol­nych do no­sze­nia bro­ni; sy­tu­acja szyb­ko się jed­nak zmie­ni­ła, gdy za­ło­gę wzmo­cnio­no kom­pa­nią żoł­nie­rzy ze Świd­ni­cy oraz od­dzia­łem mi­li­cji kra­jo­wej. W ta­kiej kon­fi­gu­ra­cji obroń­cy od­pie­ra­li ko­lej­ne sztur­my z upo­rem god­nym lu­dzi, któ­rzy ma­ją świa­do­mość, że każ­da stra­co­na bra­ma to pro­sta dro­ga do splą­dro­wa­nych do­mów i war­szta­tów, i po pew­nym cza­sie to nie oni, lecz ge­ne­rał Tor­sten Stål­han­dske mu­siał wy­wie­sić w my­ślach bia­łą fla­gę, wy­co­fu­jąc się w stro­nę Świd­ni­cy.

XIX-WIECZNA RYCINA BOLKOWA, GDZIE ZAMEK SIEDZI NA WZGÓRZU JAK KRÓL, A CAŁE MIASTO POD NIM UKŁADA SIĘ POSŁUSZNIE W RZĄDKI DACHÓW

Szwedzi wrócili jed­nak w ma­ju 1642 ro­ku, sta­wia­jąc ma­gi­stra­to­wi wy­bór: otwar­cie bram lub ostrzał tak dłu­gi, cel­ny i sku­tecz­ny, że z mia­sta nie po­zo­sta­nie ka­mień na ka­mie­niu. Od­po­wiedź do­wód­cy obroń­ców by­ła na ty­le sta­now­cza, że mu­sia­ła za­brzmieć w uszach prze­ciw­ni­ka ni­czym strzał z dzia­ła — oznaj­mił on, że ce­sar­skie woj­ska na zam­ko­wym wzgó­rzu są w peł­ni go­to­we na przy­ję­cie go­ści i, je­śli zaj­dzie ta­ka po­trze­ba, mo­gą przy­wi­tać ich og­niem bar­dziej go­rą­cym niż szwedz­kie am­bi­cje.

DZIAŁA NA ZAMKU W BOLKOWIE STOJĄ W SZEREGU JAKBY WCIĄŻ CZEKAŁY NA SZWEDÓW I WYGLĄDAJĄ NA GOTOWE ZROBIĆ ZAMIESZANIE NA KAŻDYM PIKNIKU

Najeźdźcy ustą­pi­li, choć nie oby­ło się bez epi­lo­gu: wkrót­ce po­tem na oko­licz­ne łą­ki wkro­czył luź­ny od­dział szwedz­kich żoł­nie­rzy, któ­ry uznał, że by­dło pa­są­ce się w słoń­cu bę­dzie ła­twiej­szym łu­pem niż twier­dza — a kie­dy wła­ści­cie­le po­spie­szy­li na od­siecz swoim kro­wom, spo­tkał ich los, któ­re­go kro­ni­ka­rze nie opi­sa­li szcze­gó­ło­wo, za­pew­ne uzna­jąc, że okre­śle­nie przej­mu­ją­ca gro­zą ma­sa­kra wy­star­czy, by czy­tel­nik sam do­po­wie­dział so­bie resz­tę.

TEN WIDOK RUIN PRZEZ DWA WIEKI LEŻAŁ W ALBUMIE, AŻ W KOŃCU DOSTAŁ CYFROWY RETUSZ I WYGLĄDA JAKBY DOPIERO ZAKOŃCZYŁ SESJĘ Z MALARZEM

Cztery lata po tym, jak bol­kow­ska twier­dza udo­wo­dni­ła Szwe­dom, że nie każ­de mu­ry da się sfor­so­wać, for­tu­na po­sta­no­wi­ła zmie­nić front. Ge­ne­rał Ar­vid von Wit­ten­berg , ko­rzy­sta­jąc z chwi­lo­we­go uszczu­ple­nia gar­ni­zo­nu, zja­wił się pod mia­stem z pla­nem, któ­ry w je­go gło­wie mu­siał wy­glą­dać na pew­nia­ka. Miesz­cza­nie, nie chcąc te­sto­wać je­go de­ter­mi­na­cji na otwar­tym po­lu, za­bra­li do­by­tek i schro­ni­li się w zam­ku, a przed­mie­ścia pod­pa­li­li — nie ty­le z ża­lu do ar­chi­te­ktu­ry, ile z czy­sto prak­tycz­ne­go za­mia­ru po­zba­wie­nia wro­ga osło­ny.

BOLKÓW Z GÓRY SPOKOJNY, ALE W 1646 ROKU MIESZCZANIE DALI MU OGNIEM CHARAKTER – PODPALILI PRZEDMIEŚCIA, BY SZWEDOM NIE ZOSTAŁO NIC POZA GOŁYM POLEM

Krótka kanonada miała być wstę­pem do ne­go­cja­cji, ale gdy ra­da miej­ska za­re­ago­wa­ła na pro­po­zy­cję „ho­no­ro­we­go” pod­da­nia się tak, jak zwy­kle re­agu­je się na li­sty od ko­mor­ni­ka, ar­ty­le­ria szwedz­ka wró­ci­ła do pra­cy. Blan­ki na mu­rach i trzy ze­wnętrz­ne ba­ste­je za­mie­ni­ły się w ru­mo­wi­sko, a oblę­że­nie na­bra­ło tem­pa. Wte­dy obroń­cy, za­miast cze­kać na nie­uchron­ne, wy­sko­czy­li z mu­rów, ła­piąc 380 jeń­ców i udo­wa­dnia­jąc, że w woj­nie oblęż­ni­czej cza­sem naj­le­pszą obro­ną jest za­sko­cze­nie.

TO NIE JEST GRAFIKA KTÓRA ZDOBYŁBY MEDAL NA AKADEMII SZTUK PIĘKNYCH ALE W JAKIMŚ STOPNIU POKAZUJE ŻE OBLĘŻENIE BYŁO BRUDNE I NIESYMPATYCZNE

Szwedzi odpowiedzieli fro­tal­nym ata­kiem z trzech stron. Zmę­czo­na i zdzie­siąt­ko­wa­na za­ło­ga nie mia­ła już sił, więc za­mek pod­dał się, a miesz­kań­cy — „w na­gro­dę” za roz­są­dek — do­sta­li ra­chu­nek po osiem du­ka­tów od oso­by. Woj­ska ka­pi­ta­na von Luck zo­sta­ły w Bol­ko­wie do po­ko­ju west­fal­skie­go (1648), wcze­śniej od­bu­do­wu­jąc część ob­wa­ro­wań… z ce­gieł po­cho­dzą­cych z je­de­na­stu ro­ze­bra­nych miej­skich ka­mie­nic i ko­ścio­ła cmen­tar­ne­go pw. Bo­że­go Cia­ła. Mu­ry zam­ku zy­ska­ły na si­le, choć trud­no po­wie­dzieć, by mia­sto po­dzie­la­ło tę sa­ty­sfa­kcję.

XVIII-WIECZNY BOLKÓW WEDŁUG RYCIN FRIEDRICHA WERNERA, GDZIE ZAMEK GRAŁ PIERWSZE SKRZYPCE, A MIASTO ZADOWALAŁO SIĘ ROLĄ CHÓRU

Zamek, który przez stu­le­cia opie­rał się mie­czom, ar­ma­tom i am­bi­cjom kró­lów, w XVIII wie­ku stał się ofia­rą znacz­nie mniej spe­kta­ku­lar­ne­go, lecz rów­nie sku­tecz­ne­go prze­ciw­ni­ka – pio­ru­na. W 1720 ro­ku ude­rze­nie z nie­ba pod­pa­li­ło wie­ży­czkę i kil­ka kom­nat miesz­kal­nych, a gdy wy­da­wa­ło się, że gro­my stra­ciły za­in­te­re­so­wa­nie wa­ro­wnią, czte­ry la­ta póź­niej ko­lej­ny pio­run – ni­czym iro­ni­czny znak opa­trzno­ści – wpadł do ga­le­rii zam­ko­wej i pod­pa­lił por­tret Bol­ka I na ko­niu. Wła­ści­cie­la­mi by­li już wte­dy cy­ster­si z Krze­szo­wa, któ­rzy w 1703 ro­ku na­by­li za­mek od sióstr von Zed­litz za 144 000 reń­skich ta­la­rów. Nie­szczę­ścia naj­wy­raź­niej upo­do­ba­ły so­bie to miej­sce – 20 paź­dzier­ni­ka 1795 ro­ku wy­buchł ko­lej­ny po­żar, a po se­ku­la­ry­za­cji za­ko­nu bu­do­wla prze­szła na wła­sność pru­skie­go skar­bu pań­stwa, by wkrót­ce za­cząć po­pa­dać w ru­inę.

RYCINA ENDLERA Z 1810 ROKU, ZAMEK W BOLKOWIE WIDZIANY OCZAMI ARTYSTY KTÓRY ZAMIENIŁ WOJENNĄ TWIERDZĘ W PASTORALNY PEJZAŻ

XIX wiek przy­niósł jej no­wą, bar­dziej to­wa­rzy­ską funk­cję: mu­ry, któ­re nie­gdyś twar­do sta­wia­ły czo­ło oblę­że­niom, te­raz go­ści­ły kon­cer­ty i fe­sty­ny, w tym zjazd mę­skich to­wa­rzystw śpie­wa­czych 29 czer­wca 1856 ro­ku, z któ­re­go do­chód pla­no­wa­no prze­zna­czyć na dom po­mo­cy w jed­nej z oko­licz­nych miej­sco­wo­ści. W okre­sie mię­dzy­woj­nia let­nie przed­sta­wie­nia te­atral­ne spra­wi­ły, że za­mek znów wy­peł­nił się gło­sa­mi – tym ra­zem nie obroń­ców krzy­czą­cych z mu­rów, lecz akto­rów de­kla­mu­ją­cych kwe­stie z Bol­ka pió­ra Fe­do­ra Som­me­ra, a tak­że z dzieł Les­sin­ga, von Eichen­dor­ffa, Sze­kspi­ra i de la Bar­cy. Mu­ry, choć nad­gry­zio­ne cza­sem, za­ska­ku­ją­co do­brze od­na­la­zły się w no­wej ro­li – z żoł­nier­skiej for­te­cy sta­ły się sce­ną, na któ­rej owa­cje by­ły gło­śniej­sze od salw ar­ma­tnich, a je­dy­nym oblę­że­niem gro­zi­ła nad­mier­na licz­ba bi­sów.

W LATACH 20. XX WIEKU ZAMEK STAŁ SIĘ TEATREM – I NIKT NIE MUSIAŁ GINĄĆ ZA SWOJĄ ROLĘ

W 1860 roku wichura nad­wy­rę­ży­ła ko­ro­nę mu­rów, jak­by ka­mień sam chciał za­su­ge­ro­wać, że po­ra na przer­wę w sta­niu na war­cie. Kil­ka de­kad póź­niej, w 1885 ro­ku, część miej­skie­go ob­wo­du obron­ne­go wy­glą­da­ła już tak, jak­by z roz­pa­czy cze­ka­ła na roz­biór­kę. Ra­da mia­sta wy­ra­zi­ła zgo­dę, a po­zy­ska­ny ma­te­riał prze­ka­za­no To­wa­rzy­stwu Kra­jo­znaw­cze­mu na na­pra­wę dro­gi — co w pew­nym sen­sie by­ło kon­ty­nu­acją tra­dy­cji obron­nych, tyl­ko że te­raz wal­czo­no z ko­le­ina­mi za­miast z na­jeź­dźca­mi.

DAWNIEJ RYCERZE, TERAZ DZIECI WRACAJĄCE ZE SZKOŁY – HISTORIA LUBI ZMIANY OBSADY

Wiosną 1891 roku sam ce­sarz Wil­helm II do­rzu­cił 650 ma­rek na re­mont zam­ku, co nad­wą­tli­ło ce­sar­ską kie­sę, ale po­pra­wi­ło hu­mor lo­kal­nym kon­ser­wa­to­rom. Pra­ce za­be­zpie­cza­ją­ce kon­ty­nu­owa­no w XX wie­ku: tuż przed I woj­ną świa­to­wą pru­ski mi­ni­ster oświa­ty prze­zna­czył 550 ma­rek na na­pra­wę mu­rów, z cze­go część mia­ła pójść na od­re­stau­ro­wa­nie ka­pli­cy Ma­tki Bo­żej.

PAMIĄTKA POTĘGI, ALE NA POCZĄTKU XX WIEKU TRZĘSŁA SIĘ JUŻ NIE ZE STRACHU, LECZ ZE STAROŚCI

Mniej więcej w tym cza­sie po­wsta­ło Bol­kow­skie To­wa­rzy­stwo Opie­ki nad Za­by­tka­mi, a od 1900 ro­ku w ru­inach dzia­ła­ło nie­wiel­kie hei­mat­mu­se­um z eks­po­zy­cją hi­sto­ry­czno-etno­gra­fi­czną. Zgod­nie z ów­cze­sną mo­dą, na we­wnętrz­nym dzie­dziń­cu sta­nął gra­ni­to­wy pom­nik Ot­to von Bi­smar­cka — ini­cja­ty­wa To­wa­rzy­stwa Kar­ko­no­skie­go, któ­re być mo­że uzna­ło, iż śre­dnio­wie­czne mu­ry na­bio­rą więk­szej po­wa­gi, gdy po­sta­wi się im do to­wa­rzy­stwa czło­wie­ka o re­pu­ta­cji twar­dszej niż sam gra­nit.

OD 1900 ROKU ZAMEK STAŁ SIĘ MUZEUM – A W TYM CZASIE KAFLE I ŁYŻKI ROBIŁY KARIERĘ WYSTAWIENNICZĄ

Po II wojnie świa­to­wej za­mek, wraz z oca­la­łą ko­le­kcją pa­mią­tek hi­sto­ry­cznych, sta­rych map, me­bli, obra­zów i frag­men­tów uzbro­je­nia, tra­fił pod skrz­ydła Mu­zeum Ślą­skie­go we Wro­cła­wiu, a od 1977 ro­ku stał się od­dzia­łem Mu­zeum Okrę­go­we­go w Je­le­niej Gó­rze. Za­nim jed­nak do­cze­kał się tak kul­tu­ral­nej opie­ki, w la­tach 50. i 60. prze­szedł se­rię za­bie­gów ra­tun­ko­wych: od­no­wio­no klat­kę scho­do­wą i wie­żę, a z da­chu usu­nię­to ostat­nie śla­dy wo­jen­nej de­mol­ki, przy­wra­ca­jąc mu syl­we­tkę god­ną śre­dnio­wiecz­ne­go we­te­ra­na.

BOLKOWSKI RYNEK W LATACH 30. XX WIEKU: BAJECZNE FASADY, ZAMEK W TLE – I CISZA PRZED BURZĄ, KTÓRA NADCHODZIŁA

Lata 90. przyniosły praw­dzi­wą re­wo­lu­cję cy­wi­li­za­cyj­ną — Fun­da­cja Współ­pra­cy Pol­sko-Nie­mie­ckiej do­pro­wa­dzi­ła wo­dę i gaz, w sa­lach wy­sta­wo­wych po­ja­wi­ło się cen­tral­ne ogrze­wa­nie, a oca­la­łe kruż­gan­ki, at­ty­ka i wej­ście na wie­żę od­zy­ska­ły daw­ną for­mę. W 1995 ro­ku na dzie­dziń­cu znów ro­zległ się szczęk sta­li — od­był się pier­wszy współ­cze­sny tur­niej ry­cer­ski, w któ­rym mie­cze ude­rza­ły już nie po to, by zdo­by­wać za­mek, lecz by zdo­by­wać bra­wa.

LATA 60. XX WIEKU. ZAMEK PAMIĘTA RYCERZY, MIESZKAŃCY PUSTE PÓŁKI – A CYFROWY RETUSZ ZROBIŁ Z TEGO KOLOROWĄ BAJKĘ O DOBROBYCIE

OPIS ZAMKU


Zamek w Bolkowie wy­rósł na wzgó­rzu o kształ­cie wrze­cio­na, któ­re od stro­ny Ny­sy Sza­lo­nej koń­czy się efe­ktow­nym ur­wi­skiem, a w stro­nę mia­ste­czka opa­da ła­go­dnie, ni­czym zjeż­dżal­nia dla nie­pro­szo­nych go­ści. W cen­tral­nej czę­ści te­go skal­ne­go „me­bla” znaj­du­je się naj­star­szy frag­ment ze­spo­łu obron­ne­go — 80 me­trów dłu­go­ści, 2500 me­trów kwa­dra­to­wych po­wierz­chni i hi­sto­ria, któ­ra pa­mię­ta cza­sy, gdy naj­le­pszą for­mą mar­ke­tin­gu zam­ku by­ła je­go nie­do­stęp­ność.

ZAMEK STAŁ SIĘ PANEM TERENU: OD NIZINY NIEZDOBYTY, OD MIASTA CZUWAJĄCY – WIDAĆ, ŻE KAŻDY KAWAŁEK SKAŁY PRACOWAŁ NA JEGO OBRONĘ

W południowo-zachodnim na­ro­żu dzie­dziń­ca stoi je­go ar­chi­te­kto­ni­czna per­ła — wie­ża ostat­niej obro­ny. Wznie­sio­na na prze­ło­mie XIII i XIV wie­ku, ma 28 me­trów wy­so­ko­ści, śre­dni­cę od 12 do 15 me­trów i kształt kro­pli wo­dy, któ­rej „ostrze” ce­lu­je do­kła­dnie w kie­run­ku naj­ła­twiej­sze­go po­dej­ścia. Po­mysł nie był au­tor­ski — pod­pa­trzo­no go we Fran­cji i Cze­chach — ale dzia­łał zna­ko­mi­cie: po­ci­ski śli­zga­ły się po mu­rach jak deszcz po no­wym pła­szczu.

PATRZĄC Z DZIEDZIŃCA, WIEŻA NIE WYDAJE SIĘ ROMANTYCZNA – WYDAJE SIĘ GOTOWA NA OSTATNIĄ WALKĘ

W Polsce to praw­dzi­wy ra­ry­tas in­ży­nie­rii – ta­kie wie­że są tyl­ko dwie: w Bol­ko­wie i w po­bli­skiej Pło­ni­nie. Moż­na więc mó­wić o eks­klu­zy­wnym „klu­bie dla wy­bra­nych” w świe­cie ar­chi­te­ktu­ry obron­nej – rzad­kim, efe­ktow­nym i zbu­do­wa­nym z my­ślą o tym, że­by ro­bić wra­że­nie rów­nie moc­no, jak bro­nić.

TA KROPLA NIE GASIŁA OGNIA – ALE POTRAFIŁA GO ROZPROSZYĆ

Wnętrze wieży to czte­ry kon­dy­gna­cje i po­drę­cznik śre­dnio­wiecz­nej lo­gi­sty­ki: piw­ni­ca jako loch gło­do­wy (bez op­cji room ser­vice), par­ter skle­pio­ny ko­leb­ko­wo, pier­wsze pię­tro z nie­gdyś drew­nia­nym stro­pem i dru­gie pię­tro z ele­gan­ckim skle­pie­niem krzy­żo­wo-że­bro­wym. Wej­ście wy­bi­to na wy­so­ko­ści 9 me­trów — co ja­sno mó­wi­ło: je­śli chcesz wcho­dzić, przy­nieś dra­bi­nę. Na szczyt pro­wa­dzi 98 ka­mien­nych scho­dów ukry­tych w mu­rze gru­bo­ści 4,5 me­tra, więc wspi­na­czka przy­po­mi­na bar­dziej tu­ne­lo­wy spa­cer niż wej­ście na punkt wi­do­ko­wy.

TU WŚCISKA SIĘ HISTORIA – DOSŁOWNIE. WYSOKIM I SZEROKIM RADZIMY WDECH NA POCZĄTKU I WYDECH NA KOŃCU

Z wieży roz­po­ście­ra się pa­no­ra­ma god­na po­cztów­ki: Wzgó­rza Strze­gom­skie od pół­no­cy, Gó­ry Wał­brzy­skie od po­łu­dnia i Ka­czaw­skie od za­cho­du. Daw­niej jej zwień­cze­nie by­ło drew­nia­ne, z heł­mem i hur­dy­cja­mi, lecz XVI-wiecz­na prze­bu­do­wa do­da­ła jej ka­mien­ną at­ty­kę i rzy­gacz wy­sta­ją­cy na 1,3 me­tra, któ­re­go za­da­niem by­ło od­pro­wa­dza­nie wo­dy — i mo­że cza­sem znie­chę­ca­nie zbyt na­tar­czy­wych go­ści.

KTO SZUKA WIELKICH SZCZYTÓW, NIECH JEDZIE W ALPY – KTO SZUKA KLIMATU, ZNAJDZIE GO W GÓRACH KACZAWSKICH (NA HORYZONCIE)

Budynki miesz­kal­ne i go­spo­dar­cze roz­lo­ko­wa­no wzdłuż ka­mien­nych mu­rów obron­nych, tak, by każ­dy metr wzgó­rza pra­co­wał na rzecz obro­ny i wy­go­dy miesz­kań­ców. Naj­star­szy z nich, sto­ją­cy przy kur­ty­nie po­łu­dnio­wo-wscho­dniej, za­czy­nał swój ży­wot ja­ko wie­ża. Wy­róż­nia­ły go na­roż­ni­ki z ró­żo­we­go por­fi­ru — ma­te­ria­łu rzad­kie­go i kosz­tow­ne­go, któ­ry w śre­dnio­wie­czu peł­nił mniej wię­cej tę sa­mą ro­lę, co dziś mar­mur w ho­lu lu­ksu­so­we­go ho­te­lu: miał mó­wić wszyst­kim, że go­spo­da­rza stać.

TU, PRZY POŁUDNIOWO-WSCHODNIEJ KURTYNIE, NAJSTARSZY BUDYNEK ZAMKU ZACZYNAŁ SWÓJ ŻYWOT JAKO WIEŻA MIESZKALNA

Wieża ta miała trzy kon­dy­gna­cje. Par­ter i pię­tro, każ­de o wy­mia­rach 20 × 6 me­trów, by­ły wów­czas otwar­ty­mi prze­strze­nia­mi, dzie­lo­ny­mi co naj­wy­żej drew­nia­ny­mi ścia­na­mi. Na par­ter wcho­dzi­ło się jed­nym, cen­tral­nym wej­ściem z dzie­dziń­ca, na pię­tro — dwo­ma bocz­ny­mi, po­łą­czo­ny­mi drew­nia­nym gan­kiem. Moż­na po­wie­dzieć, że miesz­kań­cy po­ru­sza­li się tu po „we­wnętrz­nym bal­ko­nie z wi­do­kiem na dzie­dzi­niec” — ale bez żad­nych ozdob­nych ba­lu­strad, za to z my­ślą o szyb­kim prze­mie­szcza­niu się w ra­zie alar­mu.

RUINY POKAZUJĄ TYLKO SZKIELET, ALE WYOBRAŹNIA DODAJE SKRZYP SZAF, ŻAR W KOMINKU I GWAR ROZMÓW PRZY KUFLU PIWA

Z czasem do wieży do­łą­czo­no dwu­dziel­ny dom o tej sa­mej wy­so­ko­ści, dzię­ki cze­mu wzdłuż mu­ru wy­rósł zwar­ty pas za­bu­do­wy. Na je­go krań­cu sta­nął pa­łac o wy­mia­rach 24 × 7 me­trów — na do­le jed­na obszer­na sa­la, na gó­rze dwie, od­dzie­lo­ne so­lid­ną prze­gro­dą. Po­zio­my spi­na­ły stro­me scho­dy ukry­te w gru­bo­ści ścia­ny fron­to­wej. Nie by­ło to roz­wią­za­nie wy­god­ne, ale mia­ło ukry­tą za­le­tę — każ­dy, kto wdra­pał się na gó­rę, wie­dział już, czym jest śre­dnio­wie­czny tre­ning car­dio.

PATRZĄC Z GÓRY WIDAĆ, ŻE KAŻDE STULECIE MIAŁO SWOJĄ AMBICJĘ. XIII WIEK POSTAWIŁ NA SUROWĄ WIEŻĘ (1), XIV WIEK DOŁOŻYŁ SKRZYDŁO WSCHODNIE (2), XV WIEK NIE MÓGŁ SIĘ POWSTRZYMAĆ I DODAŁ SKRZYDŁO PÓŁNOCNE (3), A XVI WIEK WTRĄCIŁ SIĘ Z DOMEM NIEWIAST (4). TAK POWSTAŁ ZAMEK, KTÓRY WYGLĄDA JAK CHRONOLOGIA ZAMKNIĘTA W KAMIENIU

Od zachodu ca­łość do­peł­niał wznie­sio­ny w XVI wie­ku re­ne­san­so­wy bu­dy­nek miesz­kal­ny, zna­ny ja­ko Dom Nie­wiast. Wkom­po­no­wa­no go w śre­dnio­wie­czny mur zam­ku wy­so­kie­go tak, jak­by ar­chi­tekt miał jed­no­cze­śnie am­bi­cje for­tecz­ne i ma­rze­nia o wil­li z wi­do­kiem: część miesz­kal­na śmia­ło wy­sta­wa­ła po­za li­nię obwa­ro­wań, zaś klat­ka scho­do­wa z kruż­gan­ka­mi roz­py­cha­ła się wy­go­dnie na dzie­dziń­cu, jak da­ma w kry­no­li­nie zaj­mu­ją­ca pół sa­li ba­lo­wej.

DOM NIEWIAST – RENESANSOWY KAPRYŚNIK, KTÓRY WYCHYLIŁ SIĘ ZA MUR I DODAŁ TWIERDZY TROCHĘ UROKU

Dziedziniec we­wnętrz­ny – naj­star­szy w ca­łym Bol­ko­wie – li­czy so­bie oko­ło 80 me­trów dłu­go­ści i pa­mię­ta jesz­cze XIII wiek. W cza­sach swo­jej mło­do­ści wi­dział wszyst­ko: od de­fi­lad zbroj­nych po su­sze­nie pra­nia (choć te­go aku­rat w kro­ni­kach nie za­pi­sa­no). Ota­cza­ły go kruż­gan­ki Do­mu Nie­wiast, Dom Go­ty­cki i mur obwo­do­wy, a w je­go po­łu­dnio­wej czę­ści prę­ży się Wie­ża Dzio­bo­wa – straż­ni­czka z ka­mie­nia, któ­ra od wie­ków pa­trzy z gó­ry na wszel­kie zam­ko­we dra­ma­ty i ko­me­die.

NA TYM DZIEDZIŃCU ODBYWAŁY SIĘ DEFILADY I UCZTY, ALE PEWNIE TEŻ SPRZECZKI O TO, KTO MA SPRZĄTAĆ PO KONIACH

Z czasem kruż­gan­ki zni­knę­ły, po­zo­sta­wia­jąc je­dy­nie kil­ka ka­mien­nych de­ta­li i śla­dy w mu­rze – jak gość, któ­ry wy­szedł z przy­ję­cia bez sło­wa, ale tak trza­snął drzwia­mi, że wszy­scy pa­mię­ta­ją je­go wyj­ście do dziś.

DAWNIEJ LASKA I KAPELUSZ, DZIŚ TELEFON I SELFIE, ALE MURY PATRZĄ NA TO Z TYM SAMYM SPOKOJEM

W XVI wieku dziedziniec wzbo­ga­cił się o no­wy ele­ment – głę­bo­ką cy­ster­nę na wo­dę opa­do­wą. Mo­że i bra­ko­wa­ło jej wdzię­ku fon­tan­ny z del­fi­na­mi, ale pod­czas oblę­że­nia by­ła bez­kon­ku­ren­cyj­na. Wy­ku­to ją w ska­le, na któ­rej stoi za­mek, w la­tach 1534–1535, z roz­ka­zu ów­cze­sne­go wła­ści­cie­la, bi­sku­pa Ja­ku­ba Sal­zy. Plan był am­bit­ny: mia­ła to być stud­nia za­stę­pu­ją­ca star­sze uję­cie w pół­no­cnej czę­ści dzie­dziń­ca.

TEN NIEPOZORNY OTWÓR W KAMIENIU TO XVI-WIECZNA CYSTERNA, KTÓRA PODCZAS OBLĘŻEŃ BYŁA CENNIEJSZA NIŻ CAŁA PIWNICA Z WINEM

Ambicja jednak zde­rzy­ła się z ge­olo­gią – wo­dy grun­to­wej nie zna­le­zio­no. Za­miast te­go obło­żo­no wnę­trze głę­bo­kie­go na 35 łok­ci (oko­ło 20 me­trów) otwo­ru gli­ną, two­rząc zbior­nik na de­szczów­kę. Przy­kry­to go czte­ro­spa­do­wym da­chem na słu­pach, za­in­sta­lo­wa­no drew­nia­ny ko­ło­wrót, a da­chy zam­ku po­łą­czo­no sys­te­mem ry­nien, któ­re ni­czym śre­dnio­wiecz­ne wo­do­cią­gi kie­ro­wa­ły każ­dą kro­plę wprost do cy­ster­ny.

NIE JEST TO WEJŚCIE DO PIEKIEŁ, CHOĆ WYGLĄDA GROŹNIE — TO ŚREDNIOWIECZNY ZBIORNIK NA DESZCZÓWKĘ, KTÓRY PODCZAS OBLĘŻEŃ RATOWAŁ SPRAGNIONYCH

Od strony doliny Ny­sy Sza­lo­nej „Dom Nie­wiast” gra­ni­czy z dzie­dziń­cem ze­wnętrz­nym, zwa­nym Wiel­kim. Ten ka­mien­ny pas te­re­nu, dłu­gi na oko­ło 60 me­trów, strze­żo­ny jest przez mur obwo­do­wy z dwie­ma ba­ste­ja­mi i ca­łym ze­sta­wem strzel­nic, któ­re w XVI wie­ku do­sto­so­wa­no do obsłu­gi bro­ni pal­nej. Wraz z tą zmia­ną ku­sze ustą­pi­ły miej­sca pro­cho­wi, a ar­se­nał zy­skał no­wy – i zde­cy­do­wa­nie do­no­śniej­szy – cha­ra­kter.

STRZELNICE WIELKIEGO DZIEDZIŃCA ZNAJĄ TEN DŹWIĘK, KTÓRY W ŚREDNIOWIECZU OZNACZAŁ POSTĘP — CISZA KUSZY ZMIENIŁA SIĘ W HUK PROCHU

W XIII wieku to miej­sce wy­glą­da­ło zu­peł­nie ina­czej: by­ła tu wą­ska szy­ja bram­na, koń­czą­ca się już kil­ka­na­ście me­trów za wej­ściem, zam­knię­tym łu­ko­wa­to wy­gię­tym mu­rem. Nie­gdyś by­ła to głów­na bra­ma zam­ku, usy­tu­owa­na tuż przy wie­ży i za­be­zpie­czo­na so­lid­nym sys­te­mem wrót. Nad nią gó­ro­wa­ła hur­dy­cja – drew­nia­ny ga­nek wy­su­nię­ty po­za li­co mu­rów, ide­al­ny punkt do oble­wa­nia na­past­ni­ków wrząt­kiem lub in­ny­mi ku­li­nar­ny­mi nie­spo­dzian­ka­mi epo­ki. Kto pró­bo­wał tę­dy wejść, mu­siał się li­czyć z tym, że skoń­czy mo­kry i bez chwa­ły.

WIDOK OD POŁUDNIA UJAWNIA ZAMEK Z ZESPOŁEM BRAMNYM, W KTÓRYM KAŻDA LINIA I KAŻDY ŁUK UKŁADAJĄ SIĘ W KOMPOZYCJĘ GODNĄ DZIEŁA SZTUKI

Dziś z tamtej sce­no­gra­fii po­zo­stał tyl­ko za­mu­ro­wa­ny por­tal w ścia­nie zam­ku gór­ne­go – mil­czą­cy świa­dek daw­nych oblę­żeń. Re­ne­san­so­wa prze­bu­do­wa spra­wi­ła, że sta­ra bra­ma wy­pa­dła z gry, a jej miej­sce prze­ję­ło wej­ście prze­su­nię­te w stro­nę dzie­dziń­ca we­wnętrz­ne­go. Daw­ny punkt stra­te­gi­czny stał się zwy­kłym frag­men­tem we­wnętrz­ne­go mu­ru, choć je­śli się przyj­rzeć, wciąż wy­glą­da, jak­by cze­kał na ko­lej­ną tu­rę w obron­nej roz­gryw­ce.

ŚCIANA PAMIĘTA PRZEJŚCIE. CZY POTRAFISZ JE WSKAZAĆ?

Dziedziniec sąsiaduje z Wiel­ką Bra­mą, obok któ­rej stoi XVI-wiecz­ny do­mek stra­ży – dziś znacz­nie ła­go­dniej­szy w funk­cji, bo za­miast za­trzy­my­wać in­tru­zów, sprze­da­je bi­le­ty. Gdy w 1704 ro­ku za­wa­lił się bu­dy­nek bram­ny, ka­mień z je­go ru­in po­słu­żył do bu­do­wy no­wej straż­ni­cy, zwa­nej Odwa­chem. Póź­niej los ob­cho­dził się z nią su­ro­wo – po po­ża­rach i bu­rzli­wych dzie­jach na­bra­ła obec­ne­go kształ­tu: so­lid­ne­go, ka­mien­ne­go do­mu, przy­le­ga­ją­ce­go bez­po­śre­dnio do Wiel­kiej Bra­my.

DOMEK STRAŻY KIEDYŚ PILNOWAŁ ZAMKU, DZIŚ PILNUJE KOLEJKI DO KASY

Od tej strony dzie­dzi­niec łą­czy się wą­ską, ka­mien­ną „szy­ją” z Dzie­dziń­cem Tur­nie­jo­wym — are­ną, na któ­rej dziś kró­lu­ją tu­ry­ści z apa­ra­ta­mi, a daw­niej gło­śniej prze­ma­wia­ły ar­ma­ty. Mur oka­la­ją­cy dzie­dzi­niec no­si peł­ny ze­staw obron­nych ozdób: od le­wej wi­ta nas okrą­gła ba­ste­ja, da­lej basz­ta łu­pi­no­wa, po­tem wiel­ka ba­ste­ja zwa­na pro­cho­wnią, a na de­ser czwo­ro­bocz­ny wy­stęp. Wszyst­ko to po­wsta­ło oko­ło 1530 ro­ku, kie­dy re­ne­san­so­wa mo­da do­ta­rła i tu­taj, choć za­miast ko­ro­nek i atła­sów wpro­wa­dzo­no proch i strzel­ni­ce.

DZIEDZINIEC TURNIEJOWY WYGLĄDA DZIŚ JAK PRZYGOTOWANY NA FESTYN, ALE W XVI WIEKU SERWOWAŁ ZUPEŁNIE INNY PROGRAM ARTYSTYCZNY — OD HUKU ARMAT PO ŚWIST KUSZ

Od wschodu rozciąga się Wiel­ki Dzie­dzi­niec Ze­wnętrz­ny, zwa­ny Ogro­do­wym – w XVII i XVIII wie­ku zdo­bi­ła go win­ni­ca z drzew­ka­mi owo­co­wy­mi oraz nie­wiel­ki zwie­rzy­niec, przy­po­mi­na­jąc nie­co re­pre­zen­ta­cyj­ną wer­sję ogro­du użyt­ko­we­go dla ko­ne­se­rów trun­ków i ży­wej de­ko­ra­cji. Dziś je­go pół­no­cna część peł­ni funk­cję ta­ra­su wi­do­ko­we­go, z któ­re­go moż­na po­dzi­wiać pa­no­ra­mę mia­sta oraz za­mek Świ­ny , le­żą­cy za­le­dwie dwa ki­lo­me­try stąd – wy­star­cza­ją­co bli­sko, by prze­słać ukłon spoj­rze­niem, lecz zbyt da­le­ko, by usły­szeć gwar co­dzien­ne­go ży­cia. W mi­nio­nych stu­le­ciach dzie­dzi­niec ten nie­raz prze­mie­niał się w sce­nę te­atral­ną i miej­sce roz­ma­itych wy­da­rzeń kul­tu­ral­nych. Mu­ry zam­ku z ka­mien­ną po­wa­gą gra­ły ro­lę ku­lis, ław­ki usta­wio­ne po­środ­ku two­rzy­ły wi­do­wnię, a ca­łość spra­wia­ła wra­że­nie, jak­by twier­dza po­sta­no­wi­ła na chwi­lę za­mie­nić się w am­fi­te­atr – ta­ki, w któ­rym na­wet echo ma swo­je miej­sce w pro­gra­mie.

KAMIENNY PEJZAŻ ZAMKU OGLĄDANY Z DZIEDZIŃCA OGRODOWEGO WYGLĄDA SUROWO, ALE W DAWNYCH CZASACH TO TUTAJ ZAMKOWA ARYSTOKRACJA TRZYMAŁA SWOJE „ŻYWE DEKORACJE"

Opisując zamek, nie spo­sób po­mi­nąć mu­rów obron­nych – naj­star­szej stra­ży wa­ro­wni, wznie­sio­nej wraz z Do­mem Go­ty­ckim i Wie­żą Dzio­bo­wą w dru­giej po­ło­wie XIII wie­ku. Mu­ry te mie­rzą oko­ło 2 me­try gru­bo­ści i śre­dnio 6 me­trów wy­so­ko­ści li­czo­nej od Dzie­dziń­ca We­wnętrz­ne­go, a od stro­ny ze­wnętrz­nej wzno­szą się miej­sca­mi na­wet na 15 me­trów – wy­so­kość wy­star­cza­ją­cą, by już sam wi­dok znie­chę­cał do oblę­że­nia.

PLAN ZAMKU W BOLKOWIE: 1. WIEL­KA BRA­MA – KTO TĘ­DY WCHO­DZIŁ, MU­SIAŁ MIEĆ WIĘ­CEJ NIŻ DO­BRE CHĘ­CI. 2. WIEL­KI DZIE­DZI­NIEC – SER­CE GO­SPO­DAR­SKIE, KTÓ­RE W OBLI­CZU WOJ­NY BI­ŁO JAK BĘ­BEN OBLĘŻ­NI­CZY. 3. DZIE­DZI­NIEC TUR­NIE­JO­WY – ARE­NA HO­NO­RU DLA JED­NYCH I DAR­MO­WEJ ROZ­RYW­KI DLA DRU­GICH. 4. DZIE­DZI­NIEC OGRO­DO­WY – OGRÓD, W KTÓ­RYM RO­SŁY NIE TYL­KO WI­NO­RO­ŚLE, ALE I AM­BI­CJE WŁA­ŚCI­CIE­LA. 5. KO­ZIA SZYJ­KA – KO­RY­TARZ TAK WĄ­SKI, ŻE BROŃ TRZE­BA BY­ŁO NIEŚĆ NA UKOS. 6. DZIE­DZI­NIEC WE­WNĘTRZ­NY – ARE­NA CO­DZIEN­NO­ŚCI: OD SU­SZE­NIA BIE­LI­ZNY PO ŁO­PA­TĘ DO OBOR­NI­KA. 7. WIE­ŻA DZIO­BO­WA – KA­MIEN­NA STRAŻ­NI­CZKA, KTÓ­RA PA­TRZY­ŁA Z GÓ­RY NA KAŻ­DE OBLĘ­ŻE­NIE. 8. GO­TY­CKA WIE­ŻA MIESZ­KAL­NA – TU WAŻ­NIEJ­SZE BY­ŁO OGNI­SKO W KO­MIN­KU NIŻ WY­GO­DNA KA­NA­PA. 9. GO­TY­CKI PA­ŁAC – NA­ZWA SZUM­NA, WA­RUN­KI RA­CZEJ SKROM­NE. 10. DOM PÓŁ­NO­CNY – TAM, GDZIE CO­DZIEN­NOŚĆ MIE­SZA­ŁA SIĘ Z PRA­CĄ, BEZ RO­MAN­TY­CZNYCH ILU­ZJI. 11. DOM NIE­WIAST – WY­STAR­CZY­ŁO WEJŚĆ, BY ZRO­ZU­MIEĆ, KTO NA­PRA­WDĘ RZĄ­DZI W MU­RACH. 12. MU­RY OBRON­NE – GRA­NI­CA, KTÓ­RĄ NIE­PRZY­JA­CIEL PO­DZI­WIAŁ CZĘŚ­CIEJ, NIŻ PRZE­KRA­CZAŁ.

Cały obwód wień­czy mu­ro­wa­ne przed­pier­sie ze strzel­ni­ca­mi. Od za­cho­du w śre­dnio­wie­czu z mu­rów tych wy­su­wa­ły się drew­nia­ne hur­dy­cje – zna­ko­mi­te sta­no­wi­ska dla obroń­ców, któ­rzy pre­fe­ro­wa­li po­wi­ta­nie in­tru­zów desz­czem beł­tów i ka­mie­ni, nie uprzej­mym ski­nie­niem gło­wy. Od po­łu­dnia ob­wód wień­czy­ły blan­ki, póź­niej za­mu­ro­wa­ne i uzu­peł­nio­ne o otwo­ry do­sto­so­wa­ne do bro­ni pal­nej. Ca­łość pier­wo­tnie ota­cza­ła su­cha fo­sa – prze­szko­da mo­że po­zba­wio­na wo­dy, ale sku­tecz­na. W XVIII wie­ku cy­ster­si za­sy­pa­li ją, za­pew­ne uzna­jąc, że ci­szy klasz­tor­nej sprzy­ja ra­czej ogród niż prze­paść pod ok­nem.

OD WSCHODU ZAMEK W BOLKOWIE PREZENTUJE SIĘ JAK ŚCIANA NIE DO PRZEBICIA, CHOĆ ARCHITEKT NIE TRACIŁ CZASU NA DETAL

Szesnaste stulecie to czas wiel­kie­go uno­wo­cze­śnie­nia zam­ku – epo­ki, w któ­rej śre­dnio­wie­czne mu­ry zy­ska­ły no­wy pier­ścień obron­ny, ba­ste­je i ozdo­by, pró­bu­jąc na­dą­żyć za bro­nią pal­ną, któ­ra nie mia­ła w zwy­cza­ju cze­kać na za­pro­sze­nie. Naj­wa­żniej­sze pra­ce roz­po­czę­ły się w 1539 ro­ku na po­le­ce­nie ro­du von Sal­za, a ich re­ali­za­cję po­wie­rzo­no ar­chi­te­kto­wi Ja­ku­bo­wi Pa­aro­wi.

XVI-WIECZNY BOLKÓW W REKONSTRUKCJI – ARCHITEKTURA, KTÓRA OPIERAŁA SIĘ DZIAŁOM, ALE NIE OPARŁA SIĘ MODZIE NA SPACERY PO DACHACH

W ramach tej mo­der­ni­za­cji po­wstał dzie­dzi­niec od stro­ny mia­sta, któ­re­go naj­więk­szym atu­tem by­ło po­tęż­ne dzie­ło obron­ne o oso­bli­wym kształ­cie. Tak oso­bli­wym, że szyb­ko zy­ska­ło przy­do­mek ko­zia szyj­ka – za­pew­ne ku roz­pa­czy au­to­rów pla­nów, któ­rzy my­śle­li ra­czej o ma­je­sta­cie niż o zwie­rzę­cych po­ró­wna­niach. Na obu krań­cach dzie­dziń­ca, po prze­bu­do­wie miej­skich baszt, wy­ro­sły dwie ba­ste­je, a w za­cho­dniej czę­ści „ko­ziej szyj­ki”, zwa­nej dziś pro­cho­wnią, zna­la­zła się fur­ta pro­wa­dzą­ca wprost do mia­sta. Zbu­do­wa­no ją w miej­scu star­szej, go­ty­ckiej bram­ki; dziś po­zo­stał po niej tyl­ko łuk skle­pie­nia, skry­ty po­ni­żej obec­ne­go po­zio­mu dzie­dziń­ca.

Z KOZIEJ SZYJKI WSCHODNIE SKRZYDŁO WYGLĄDA JAK STRAŻNIK, KTÓRY MUSI ZNOSIĆ, ŻE STOISZ NA PUNKCIE WIDOKOWYM O TAKIEJ NAZWIE

Mniej więcej w tym samym cza­sie po­sta­no­wio­no, że za­mek po­wi­nien nie tyl­ko od­stra­szać, ale i ro­bić wra­że­nie na go­ściach. Wscho­dnie skrzy­dło zy­ska­ło szczy­ty w for­mie ja­skół­czych ogo­nów i pół­ko­li, a ele­wa­cje ozdo­bio­no re­ne­san­so­wy­mi sgra­ffi­ta­mi. Kie­dyś mu­sia­ły po­kry­wać mu­ry w ob­fi­to­ści, dziś po­zo­sta­ły po nich je­dy­nie nie­li­czne frag­men­ty – jak de­li­ka­tny pod­pis mi­nio­nej epo­ki.

XVI-WIECZNA PRZEBUDOWA DODAŁA ZAMKOWI JASKÓŁCZE OGONY – GOTYCKIE MURY ZYSKAŁY LEKKOŚĆ, JAKBY TWIERDZA PRZYWDZIAŁA KORONKOWY KOŁNIERZ

Z XVIII-wiecznego opi­su wscho­dnie­go skrzy­dła zam­ku wie­my, jak wy­glą­da­ło je­go roz­pla­no­wa­nie i wy­po­sa­że­nie w cza­sach, gdy funk­cjo­nal­ność i re­pre­zen­ta­cja szły tu ra­mię w ra­mię. Na par­te­rze pa­no­wał pół­mrok i su­ro­wość – mie­ści­ły się tu pro­ste po­mie­szcze­nia go­spo­dar­cze oraz kwa­te­ry dla służ­by. Ka­mien­ne scho­dy pro­wa­dzi­ły jed­nak w zu­peł­nie in­ny świat: na pię­tro peł­ne świa­tła wpa­da­ją­ce­go przez du­że ok­na, gdzie wi­ta­ła go­ści re­pre­zen­ta­cyj­na ja­dal­nia. Ścia­ny obi­to cen­ną ma­te­rią uję­tą w zdo­bio­ne li­stwy, a sny­cer­ska de­ko­ra­cja do­da­wa­ła ca­łości po­wa­gi. W cen­trum stał stół na kil­ka­na­ście osób, oto­czo­ny wy­go­dny­mi krze­sła­mi, a nad wszyst­kim gó­ro­wał zło­co­ny kre­dens ze szli­fo­wa­ny­mi szy­ba­mi, wart 170 ta­la­rów Rze­szy.

POZOSTAŁA SUROWOŚĆ MURU, ALE WYSTARCZY WYOBRAŹNIA, BY ZAMIAST CISZY USŁYSZEĆ SZMER ROZMÓW I ZAMIAST ZIELENI ZOBACZYĆ BLASKI ŚWIEC

Towarzystwa bie­sia­du­ją­cym do­trzy­my­wa­ło sześć obra­zów – od scen bi­blij­nych, jak Przej­ście przez Mo­rze Czer­wo­ne, po mi­ty­czne, jak Zbu­rze­nie Troi. Nad ja­dal­nią znaj­do­wa­ła się iz­ba opa­ta – praw­dzi­wa oa­za kom­for­tu, wy­po­sa­żo­na w dwa­na­ście rzeź­bio­nych fo­te­li obi­tych czer­wo­nym i nie­bie­skim aksa­mi­tem, ło­że z bal­da­chi­mem uszy­tym z 50 łok­ci błę­kit­ne­go jed­wa­biu, a tak­że po­du­szki i pie­rzy­na w tej sa­mej to­na­cji. Por­ce­la­no­we kin­kie­ty od­bi­ja­ły się w du­żym, szli­fo­wa­nym lu­strze, a w ro­gu cze­ka­ła umy­wal­ka ze srebr­ną mied­ni­cą i dzba­nem – bo na­wet w wa­ro­wni opa­ta obo­wią­zy­wa­ły stan­dar­dy god­ne klasz­tor­ne­go luk­su­su. Za kom­na­tą mie­ści­ło się po­mie­szcze­nie dla to­wa­rzy­szą­cych mu mni­chów, póź­niej po­dzie­lo­ne na dwie iz­by, z któ­re­go prze­cho­dzi­ło się do ka­pli­cy – skrom­niej­szej w wy­stro­ju, lecz nie w zna­cze­niu.

XVIII WIEK – LUNETY W MODZIE. SĄSIEDZI Z ZAMKU ŚWINY MOGLI BEZ TRUDU ŚLEDZIĆ, CZY MNISI W OPACTWIE MODLĄ SIĘ GORLIWIE, CZY RACZEJ ĆWICZĄ DEGUSTACJĘ WIN

STAN OBECNY


Na tle wielu dol­no­ślą­skich zam­ków, któ­re po opusz­cze­niu w XVIII i XIX wie­ku po­pa­dły w cał­ko­wi­tą ru­inę, Bol­ków pre­zen­tu­je się ni­czym we­te­ran o nie­co wy­szczer­bio­nej, lecz wciąż god­nej zbroi. Choć dziś jest ra­czej im­po­nu­ją­cą ru­iną niż funk­cjo­nu­ją­cą re­zy­den­cją, na­dal po­tra­fi przy­kuć uwa­gę i zy­skać sza­cu­nek obser­wa­to­ra. W tej oce­nie nie uwzglę­dnia się dwóch ele­men­tów, któ­re wy­my­ka­ją się pro­stym ka­te­go­riom: wol­no sto­ją­cej wie­ży, obni­żo­nej o oko­ło trzy me­try wzglę­dem pier­wo­tnej wy­so­ko­ści, oraz Do­mu Nie­wiast, wciąż tęt­nią­ce­go ży­ciem i peł­nią­ce­go funk­cje użyt­ko­we.

GANEK DOMU NIEWIAST – JEDNO Z NIEWIELU MIEJSC NA ZAMKU, KTÓRE WCIĄŻ WYGLĄDA, JAKBY CZEKAŁO NA GOŚCI, A NIE NA GENERALNY REMONT

Również układ mu­rów obron­nych – za­rów­no śre­dnio­wiecz­nych, jak i no­wo­żyt­nych – za­cho­wał się w za­sa­dni­czym za­ry­sie. Ciąg bu­dyn­ków miesz­kal­nych miej­sca­mi się­ga peł­nej wy­so­ko­ści daw­nych mu­rów, choć wnę­trza daw­no utra­ci­ły stro­py i pier­wo­tne po­dzia­ły. Cier­pli­wy ob­ser­wa­tor wy­pa­trzy jesz­cze de­ta­le, któ­re prze­trwa­ły ka­pry­sy cza­su: za­ry­sy wnęk, ne­ga­ty­wy be­lek stro­po­wych, frag­men­ty urzą­dzeń sa­ni­tar­nych czy śla­dy de­ko­ra­cji sgra­ffi­to­wych. At­ty­ka wie­ży, obec­nie zna­na z gład­ko otyn­ko­wa­nej re­kon­stru­kcji z XX wie­ku, po­wta­rza for­mę re­ne­san­so­we­go ory­gi­na­łu z XVI stu­le­cia – ty­le że dziś jest ra­czej echem daw­nej ele­gan­cji niż jej peł­no­krwi­stym wcie­le­niem.

GOTYCKIE TRÓJLISTNE OKNO – NAJSTARSZY DETAL ZAMKU, KTÓRY Z CZASEM STAŁ SIĘ SYMBOLICZNYM „ZAMKNIĘTYM ROZDZIAŁEM” W HISTORII

Zamek w Bol­ko­wie, dziś sie­dzi­ba Od­dzia­łu Mu­ze­um Kar­ko­no­skie­go, udo­wa­dnia, że hi­sto­ria wca­le nie mu­si pach­nieć ku­rzem. W dwóch sa­lach re­ne­san­so­we­go „Do­mu Nie­wiast” roz­go­ści­ła się eks­po­zy­cja, w któ­rej mo­de­le su­de­ckich wa­ro­wni sto­ją obok ry­cin, po­cztó­wek i ta­blic peł­nych opo­wie­ści o daw­nym księ­stwie. Jest tu też tro­chę ko­pii uzbro­je­nia i kil­ka obra­zów – z drze­wem ge­ne­alo­gicz­nym Pia­stów w ro­li ro­dzin­ne­go al­bu­mu XXL, ta­kie­go, któ­re­go nie da się po­sta­wić na ko­mo­dzie.

HISTORIA W BOLKOWIE NIE TKWI W KSIĄŻKACH, ALE STOI PRZED OCZAMI – W FORMIE MODELI, ZBROI I DRZEWA GENEALOGICZNEGO, KTÓREGO NIE UNIESIE ŻADNA KOMODA

Ale prawdziwe życie za­cz­yna się, gdy wkra­cza Bra­ctwo Ry­cer­skie. Wte­dy ci­szę dzie­dziń­ców ro­zry­wa brzęk mie­czy, a po­wie­trze pach­nie dy­mem i śre­dnio­wiecz­nym en­tu­zja­zmem. Kul­mi­na­cja na­stę­pu­je w lip­cu, gdy Bol­ków zmie­nia się w go­ty­cką sto­li­cę Pol­ski. Ca­stle Par­ty – fe­sti­wal, na któ­rym zbro­je ustę­pu­ją miej­sca czar­nym gor­se­tom, a mu­ry zam­ku re­zo­nu­ją nie od hu­ku dział, lecz od gi­ta­ro­wych rif­fów i ba­sów zdol­nych prze­pło­szyć nie­to­pe­rze z ca­łe­go po­wia­tu.

TRZY NAMIOTY TO NIC – BO W DNI TURNIEJÓW MIEJSCE TO ZAMIENIA SIĘ W MIASTECZKO, W KTÓRYM POLICJANT W ZBROJI WALCZY Z ELEKTRYKIEM, A KSIĘGOWA KIBICUJE Z TRYBUN

Po zwiedzaniu wnętrz war­to wspiąć się na wie­żę – nie tyl­ko po to, by za­li­czyć obo­wią­zko­we 98 ka­mien­nych stop­ni wi­ją­cych się w mu­rze o gru­bo­ści 4,5 me­tra, lecz prze­de wszyst­kim dla wi­do­ków. Z wy­so­ko­ści 25 me­trów pa­no­ra­ma roz­le­wa się w czte­ry stro­ny świa­ta: na wscho­dzie mia­sto Bol­ków, na pół­no­cy od­da­lo­ny o dwa ki­lo­me­try za­mek Świ­ny, na po­łu­dniu Gó­ry Wał­brzy­skie, a na za­cho­dzie Gó­ry Ka­czaw­skie. W po­go­dne dni, gdzieś na ho­ry­zon­cie, moż­na do­strzec sa­mo­tny ma­syw Ślę­ży – ni­czym punkt koń­co­wy śre­dnio­wiecz­nej ma­py. Ze­wnętrz­ne drew­nia­ne scho­dy za­pe­wnia­ją pier­wszy etap wspi­na­czki, a re­szta dro­gi to już ka­mien­ny sla­lom w stro­nę hi­sto­rii i wia­tru we wło­sach.

KTO PRZETRWA 98 STOPNI KAMIENNEJ SPIRALI, TEN DOSTAJE W NAGRODĘ NAJLEPSZĄ POCZTÓWKĘ Z BOLKOWA
Wstęp na za­mek gór­ny jest bi­le­to­wa­ny – na­wet śre­dnio­wie­czne mu­ry mu­szą dziś za­ro­bić na swo­je utrzy­ma­nie.
Zwie­dza­nie od­by­wa się in­dy­wi­du­al­nie i zaj­mu­je prze­cię­tnie od 45 do 60 mi­nut, choć je­śli ktoś lu­bi wpa­try­wać się w ka­mie­nie i de­ta­le, mo­że się tu za­sie­dzieć znacz­nie dłu­żej.
Fo­to­gra­fo­wa­nie wnętrz na wła­sny uży­tek jest mi­le wi­dzia­ne i cał­ko­wi­cie bez­pła­tne – moż­na ro­bić zdję­cia do wo­li, by­le nie za­mie­nić zwie­dza­nia w peł­no­wy­mia­ro­wą se­sję sel­fie
Psy rów­nież są mi­le wi­dzia­ne, z wy­jąt­kiem sal wy­sta­wo­wych – tam wstęp ma­ją tyl­ko dwu­no­żni go­ście.

NIE KAŻDY MA KONIA, ALE KAŻDY MOŻE MIEĆ ROWER – TAK WŁAŚNIE ZDOBYLIŚMY BOLKÓW

DOJAZD


Bolków leży przy trasie Je­le­nia Gó­ra–Wro­cław, ja­kieś 30 ki­lo­me­trów na wschód od Je­le­niej Gó­ry. Do­jazd? Dzie­cin­nie pro­sty – PKS, pry­wa­tny bus, a na­wet ro­wer, je­śli ktoś lu­bi pod­ja­zdy. Ru­iny zam­ku oku­pu­ją szczyt wzgó­rza w za­cho­dniej czę­ści mia­sta i gó­ru­ją nad nim tak bez­czel­nie, że wy­pa­trzysz je z da­le­ka, choć­byś wca­le te­go nie pla­no­wał.

Niewielki, płat­ny par­king cze­ka u stóp wzgó­rza zam­ko­we­go, ni­czym wier­ny gier­mek go­tów przy­jąć two­je czte­ry kół­ka. Adres do wpi­sa­nia w na­wi­ga­cję: ul. Bol­ka 12.
Rowerzyści też ma­ją tu swo­je przy­wi­le­je – jed­no­śla­dy moż­na wpro­wa­dzić aż na sam za­mek gór­ny. W koń­cu nic tak nie do­da­je śre­dnio­wie­czne­mu kli­ma­to­wi jak wi­dok ry­ce­rza w ka­sku ro­we­ro­wym.

WARTO ZOBACZYĆ


Usytuowany na za­cho­dnim zbo­czu wzgó­rza zam­ko­we­go Park u Bol­ka to miej­sce, w któ­rym śre­dnio­wie­cze spo­ty­ka się z fan­ta­zją, a wszyst­ko to pod czuj­nym okiem 14-me­tro­we­go księ­cia Bol­ka II Ma­łe­go. Ten gi­gant z drew­na wy­rósł na wzgó­rzu zam­ko­wym ni­czym straż­nik Bol­ko­wa – tro­chę po­wa­żny, tro­chę groź­ny, a tro­chę jak ide­al­ny „sel­fie-spot” dla każ­de­go tu­ry­sty. Mó­wią, że fi­gu­ra to naj­więk­sza te­go ty­pu atrak­cja w Eu­ro­pie – i fak­tycz­nie, trud­no ją prze­oczyć, bo Bol­ko gó­ru­je nad ca­łym par­kiem jak wład­ca nad swym księ­stwem.

BOLKO II MAŁY – CZTERNAŚCIE METRÓW DREWNA, KTÓRE STRASZY, ŚMIESZY I ZMUSZA DO SELFIE

Ale sam Bolko to dopiero po­czą­tek. W par­ku cze­ka­ją smo­ki, ry­ce­rze, błaz­ny i na­wet Ba­ba Ja­ga, któ­ra po­noć nie tyl­ko pil­nu­je po­rząd­ku, ale też po­tra­fi nie­źle ofuk­nąć nie­uważ­nych tu­ry­stów. Do te­go mi­nia­tu­ro­we zam­ki pia­stow­skie, któ­re bar­dziej przy­po­mi­na­ją lek­cję pla­sty­ki w pod­sta­wó­wce niż re­kon­struk­cje hi­sto­rycz­ne - jest tro­chę krzy­wo, tro­chę ki­czo­wa­to, ale na ty­le bez­pre­ten­sjo­nal­nie, że czło­wiek za­miast ma­ru­dzić, za­czy­na się uśmie­chać.

PIASTOWIE PEWNIE PRZEWRACAJĄ SIĘ W GROBACH, ALE DZIECIOM I TAK SIĘ PODOBA

Park u Bolka to ideal­ne miej­sce, je­śli masz dzie­ci, po­czu­cie hu­mo­ru al­bo zwy­czaj­nie chcesz od­po­cząć w cie­niu drzew przy zam­ku. Za 15 zł wstę­pu (2025) do­sta­jesz nie tyl­ko lek­cję hi­sto­rii w wer­sji „na lu­zie”, ale też odro­bi­nę dy­stan­su do ca­łej tej pom­pa­tycz­nej śre­dnio­wiecz­nej otocz­ki. Pos­ąg Bol­ka ro­bi wra­że­nie, resz­ta ba­lan­su­je mię­dzy baj­ką a jar­mar­kiem — ale w tym wła­śnie tkwi si­ła te­go miej­sca. Czy war­to? Pew­nie, bo kto po­wie­dział, że atrak­cje tu­ry­stycz­ne mu­szą być po­waż­ne i gład­kie? Tu kicz sta­je się ko­ro­ną, a Bol­ków no­si ją z du­mą.

ŚREDNIOWIECZNY KLIMAT, ALE RELAKS ABSOLUTNIE XXI WIEK

ZAMKI W POBLIŻU


LITERATURA


  1. M. Chorowska: Re­zy­den­cje śre­dnio­wie­czne na Ślą­sku, OFPWW 2003
  2. M. Chorowska: Za­mek ja­ko re­zy­den­cja ksią­żę­ca na Dol­nym Ślą­sku...
  3. O. Czerner, J. Roz­pę­do­wski: Bol­ków i Świ­ny, Os­so­li­ne­um 1960
  4. L. Kajzer, J. Salm, S. Ko­ło­dziej­ski: Lek­sy­kon zam­ków w Pol­sce, Sudety nr 10/2003
  5. R. M. Łuczyński: Za­mek w Bol­ko­wie, Su­de­ty nr 10/2003
  6. R. M. Łuczyński: Zam­ki, dwo­ry i pa­ła­ce w Su­de­tach, SWA 2008
  7. R. M. Łuczyński: Chro­no­lo­gia dzie­jów Dol­ne­go Ślą­ska, Atut 2006
  8. M. Perzyński: Dol­no­ślą­skie zam­ki, wa­ro­wnie, pa­ła­ce, Wro­cław­ski Dom Wy­da­wni­czy 2012
  9. M. Świeży: Zam­ki, twier­dze, wa­ro­wnie, Fo­to Art 2002